var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Twitter / ODDSBible

Subiektywny ranking Wokera#4: Lokowanie produktu w lidze greckiej. Znamy dzbana sezonu. MuHAHArazo i Złotek Show

Autor: Krystian Porębski
2019-08-25 22:00:25

W tym tygodniu zabłysnęli sędziowie i choć w piłce nie brakowało sytuacji dziwnych, śmiesznych czy absurdalnych... to cóż, arbitrów nic pobić nie może. Ciekawie było również na trybunach we Francji, bo pierwszy raz widziałem oprawę w formie referatu. Uszanowanie.

Piłkę nożną traktujemy śmiertelnie poważnie. Jak twierdzą niektórzy, to najważniejsza z tych mniej ważnych rzeczy. W futbolu nie brakuje jednak absurdów, momentów śmiesznych, skandalicznych czy po prostu takich, które wywołują uśmiech na twarzy. W każdą niedzielę będę prezentować ranking najbardziej wyróżniających się wydarzeń czy sytuacji tygodnia, niekoniecznie pod kątem sportowym.

***

O belgijskim skrzydłowym Realu Madryt pisałem już ostatnio, bo zakupił całkiem wystawną chatę za 11 milionów. Głośno było też o rzekomym lenistwie gwiazdora. Najwyraźniej internetowe śmieszki i zarzuty trafiły do samego zawodnika. Bo Hazard zdecydował, że zaprezentuje swój „szceściopak”. Na tym zdjęciu brakuje tylko podpisu Haters gonna hate. Kontrakt ze Spritem czy innym Nike były gracz Chelsea ma jak w banku. Po meczu z Valladolid nie było natomiast do śmiechu Zizou, który grzmiał, że jego piłkarze byli cały czas źle ustawieni. Nie wiem jak Wam, ale dla mnie to w Madrycie najbardziej potrzebna jest nowoczesna technologia w postaci tablicy i mazaka, może wtedy Francuz przetłumaczy swoim podopiecznym jak mają się ustawiać.

 

 

 

Tymczasem w ostatnich tygodniach głośno zrobiło się o sytuacji opisanej przez argentyńskiego pielęgniarza. „Villero” - tak nazwała go matka, której dziecko chciało się przysiąść do niego w pociągu. To określenie człowieka mieszkającego w slumsach. No i okej, różnie można odbierać ubiór... ale mężczyzna miał na sobie po prostu bluzę Barcelony i czapkę z daszkiem. Uważajcie więc w co ubierzecie się, jeśli kiedyś zapragniecie się udać do Buenos Aires. Skoro bluza Barcelony jest dla biedaków, to jak potraktują Was, kiedy przywdziejecie ekstraklasowe barwy?

 

 

 

Na MŚ U-20 jednym z bardziej wyróżniających się zawodników był Mickael Cuisance. Francuz wykazywał się świetnym przeglądem pola, bardzo dokładnym podaniem, w mądry sposób dyrygował swoim zespołem. Dlatego nic dziwnego, że 20-latek przeniósł się z Moenchengladbach do Monachium na zasadzie transferu definitywnego. Pozostaje bić brawa włodarzom Bayernu, bo to świetna inwestycja na przyszłość. A skoro Hassan Salihamidizić jest obiektem żartów w Bawarii, to nie mogło zabraknąć takiego mema. Poznajcie Pana Mickaela „Croissanta”.

 

 

 

Na koniec naszej rozgrzewki, musimy wspomnieć o zarządzie transportu Manchesteru. Wcześniej żartowali z Hazarda, tym razem mecz zapowiedzieli jako United vs Zaha. Po meczu już im zapewne nie było do śmiechu, bo Solskjaer nadal nie może odnaleźć piłkarza, który ze stojącej piłki z 11 metrów byłby w stanie pokonać bramkarza, a Zaha choć nie strzelił, to Crystal Palace i tak wygrało. Chciałbym zobaczyć co teraz wyświetla się na tej tablicy...

 

 

 

11. Francuskie trybuny płoną

Z angielskich boisk zabieram Was na francuskie trybuny, gdzie w ostatnich dniach działo się bardzo wiele. Podczas niedzielnego spotkania Nimes z Monaco, kibice tych pierwszych zaczęli śpiewać pieśni niekoniecznie pochwalne w kierunku ligi. No nie jest to może zbyt eleganckie, ale dla nas, osób doskonale znających hit o PZPN-ie, nie jest to też nic wielkiego. Spodziewałby się człowiek, że spiker na chwilę kibiców zagłuszy, poprosi o kulturalne kibicowanie, albo zacznie czytać jakieś pierdoły z kartki, z kim to kolejny mecz zagra drużyna gospodarzy i jaką ta ekipa zajmuje pozycję w tabeli. Tylko po to, aby w telewizji bluzgów słychać nie było i żeby kary się nie posypały. We Francji jak widać się jednak nie pitolą w tańcu i sędzia nakazał kapitanowi uspokoić kibiców. Bo jak nie, to kończymy zabawę, zabieramy grabki i można się zawijać z piaskownicy.

 

 

 

Ale jak fani we Francji to nie tylko Nimes, bo ciekawie było też w wykonaniu fanów Nantes (to potem), a także w Saint-Etienne. Francuscy kibice są zdenerwowani totalną niekonsekwencją. Poszło o piwo, zakazy stadionowe i nierówność na trybunach. Bo na niektórych stadionach alkoholu nie ma wcale, na innych tylko na trybunie VIP, a jeszcze gdzie indziej można go spożywać normalnie, bo jak stadion jest prywatny, to państwo i liga nie mają nic do powiedzenia. Ot, logika. W kraju Trójkolorowych rozgorzała spora debata na ten temat, podczas gdy kibice mają mieć kwestię alkoholu w nosie, bardziej denerwuje ich kwestia zakazów wyjazdowych i stadionowych, które były rozdawane ostatnio niczym ulotki na rynku w dużym mieście. Kibice wypowiadają wojnę partii LREM – tej do której należy Emmanuel Macron. Nic dziwnego, bo kluby i fani były karane w tym sezonie... już 15 razy. W tym zakaz wyjazdowy dla Metz na cały sezon (!). A po tej kolejce pewnie będzie ich więcej.

 

 

 

10. DemBale

Ernesto Valverde zapytany na konferencji prasowej o Ousmane Dembele, wzorem Jose Mourinho stwierdził, że woli się na ten temat nie wypowiadać. Txingurri raczej zahamowań nie ma, z każdej kwestii wybrnąć potrafi, ale tutaj już miarka się przebrała. Bo Dembele nie chciało się ostatnio pokazać na kontroli u lekarza klubowego. Stwierdził, że doznał urazu i tyle. Musi odpocząć. Po co się przemęczać i przechodzić jakieś badania. No nie podoba się to nikomu w klubie i nic dziwnego, że na dywanik agenta piłkarza zaprosił sam Eric Abidal. Tymczasem hiszpańska strona z memami o sporcie -MemeDeportes, nadała nową ksywkę francuskiemu chłopcu ze szkła. DemBale. I wszystko jasne.

 

 

 

9. Producenci szamponów będą zabijać się o miejsce na koszulkach Arsenalu

Największe koncerny produkujące szampony stoją teraz w kolejce. Bo oto zwykły fan Arsenalu pobił działy marketingu i brandingowców obsługujących firmy kosmetyczne. HAIRFORCE ONE. No przecież to genialne, a Guendouzi i David Luiz w reklamie byliby idealni. Pewnie spisaliby się lepiej niż na boisku. To tylko kwestia czasu, aby ktoś to podłapał. Skoro na boisku idzie tak jak idzie, to chociaż finansowo można zbić niezłą sumkę. 

 

 

 

8. Hiperpoprawność gorsza od faszyzmu

Tymczasem w angielskim TalkSport podniesiony został temat hiperpoprawności jeżeli chodzi o wymowę nazwisk piłkarzy. - Kułcziniu podaje do Ronaldżiniu – nabija się komentator. Jak znaleźć złoty środek? Oglądałem kiedyś mecz polskich siatkarzy z hiszpańskim komentarzem i muszę przyznać, że to jak owy żurnalista wymawiał nazwiska naszych zawodników wywoływało u mnie salwy śmiechu. Czy było w tym coś złego? Absolutnie nie. Anglicy ze swoim oburzeniem mają tutaj trochę racji. Jeśli nie zna się doskonale danego języka, to i tak trudno wypowiedzieć coś perfekcyjnie, zwłaszcza jeśli chodzi o nazwiska skandynawskie, holenderskie, już nawet nie zaczynając tematu Azji. A jaki jest sens partykularnej poprawności?

 

 

 

Dla mnie w zupełności wystarczające byłoby przyjęcie jednej formy, strategii wymawiania i trzymanie się jej. Bo jeżeli chodzi o ostatni mecz Legii z Rangersami, to byliśmy świadkami genialnego występu absolutnego mistrza językowego freestyle'u. A przed nami jeszcze rewanż...

 

 

 

7. Carew gwiazdą szklanego ekranu?

A jak już jesteśmy przy hiperpoprawności, to czy pamiętacie Johna Carewa? Niegdyś Polska mierzyła się z Norwegią i komentator pracujący przy tym spotkaniu zaatakował nas norweską formą – Karew. Tak, to był Dżon Karew, tak jak czytają to Norwegowie (chociaż nie dam głowy, że nie był to „Jon” - tak jak czyta się imię Szweda, Guidettiego). Ale przechodząc do rzeczy, były świetny napastnik rozpoczyna nową karierę. „Heimebane” to serial, który trafił na ekrany już w 2018 roku, ale właśnie teraz zdobywa rzeszę fanów. W połowie sierpnia miał swoją premierę w Hiszpanii i zrobił prawdziwą furorę. Carew gra tam Michaela Ellingsena, doświadczonego piłkarza, który jest u schyłku kariery. Jego bohater jest wielce niezadowolony, że klub w roli trenera postawił na kobietę, zamiast na niego – bo do tej roli chciał pretendować po zakończeniu kariery. Serial porusza więc ważny i ciągle bardzo trudny temat.

 

Home Ground | Season 1 | Official Trailer (en) from Motlys on Vimeo.

 

- Nie, nie gram samego siebie. Wcale nie mamy ze sobą aż tyle wspólnego, poza tym, że jesteśmy w tym samym wieku i gramy w piłkę. Różnią na sytuacja życiowa i osobowość – tłumaczy John Carew w rozmowie z norweskim magazynem „Se og Hor”. Tymczasem obsada gwiazdora budziła różne reakcje... Ane Dahl Trop, odtwórczyni roli Helene w „Heimebane”: - Byłam zła i sceptycznie nastawiona, kiedy usłyszałam, że to John Carew stara się o jedną z ról w filmie. To wszystko dlatego, że wielu zdolnych aktorów również się o nią ubiegało i nagle pojawił się emerytowany piłkarz i ją dostał. Zmieniła zdanie, kiedy zobaczyła, że jest faktycznie zainteresowany aktorstwem. - Okazało się, że jest bardzo pokorny i to najmilszy facet na świecie! – śmieje się Ane.

6. Złoty kadr

Były bardziej rozwlekłe tematy, to teraz coś na rozprężenie. Jesteśmy przyzwyczajeni, że realizatorzy podczas nudniejszych momentów spotkania wyłapują różne wydarzenia z trybun. A to wyjątkowo wystrojony kibic, tu jakaś modelka na trybunach, która wpadła w oko kamerzyście, tam znowu jakaś gwiazda bądź prezes... No, ale gościa siedzącego na płocie jak kura na grzędzie to się jednak nie spodziewaliśmy. Cieszę się, że nie pisałem relacji z tego meczu, bo przynajmniej do przerwy nie mógłbym się powstrzymać od śmiechu. Lepszego kadru niż ten poniższy w zeszłym tygodniu nie było.

 

 

 

5. Dzban sezonu – Florin Andone

Fatality. To właśnie zrobił Florin Andone, któremu totalnie odcięło prąd podczas ostatniego meczu. Co powiedział mu rywal, albo co gorsza zrobił, tego nie wiem. Po reakcji jednak mogę wnieść, że obraził jego matkę, wgapiał się w jego kobietę bądź przynajmniej zabił mu chomika. Teraz na Rumuna będą zapewne mówić „Undone” - czyli niespełniony. Bo ewidentnie gdyby była dyscyplina łącząca balet z MMA, miałby szanse zrobić większą karierę niż w piłce.

 

 

 

4. Joga Fulhamito

Żeby jednak nie było, że ten Woker to tylko Hiszpania i z Anglii się nabija, to pokażę, że i w Anglii potrafią grać w piłkę. Cierpliwie, ładnie i skutecznie. Fulham wymieniło kilkadziesiąt podań, zanim piłka zatrzepotała w siatce. Co prawda  w początkowej fazie akcji uciąłem sobie drzemkę, a potem poszedłem podgrzać wodę na yerbę, a oni dalej byli w posiadaniu piłki, ale i tak bardzo szanuję, że nie podkusiło ich zagrać lagi na jakiegoś Tomczykopodobnego napastnika. Cierpliwości od Fulhamu mogliby się w Polsce uczyć.

 

 

3. Wyrafinowany żart kibiców Nantes

Było o Francji w słodko-gorzkim kontekście, to teraz ponownie trybuny – bo one królowały – jednak w nieco bardziej pozytywnym świetle. Nantes pięknie strollowało swoich rywali z Amiens, na bannerze napisali – Nantes, miasto Juliusza Verne'a. Dla tych, którzy literaturą się nie interesują i jakimś cudem nie oglądali Powrotu do Przyszłości – to francuski pisarz, który urodził się właśnie w Nantes w 1828 roku, a zmarł w 1905 w Amiens. Kibice przyjechali więc nie tylko dopingować drużynę, ale mieli też swoją misję – przywrócić miastu Juliusza Verne'a. Mam tylko nadzieję, że nie wzięli ze sobą łopaty ani co gorsza, nie wynajęli koparki.

 

 

 

2. Złotek show i MuHAHArazo

O taką Ekstraklasę nic nie robiłem – mógł powiedzieć w zasadzie każdy fan ligi w sobotni wieczór. Lech mierzył się z Rakowem i w meczu było wszystko. Błędy sędziowskie, gole z karnego, błędy sędziowskie, pomyłki obrońców, błędy sędziowskie i świetne popisy indywidualne poszczególnych zawodników. No, ale Mariusz Złotek to jednak poziom nie do zrównania. Wskoczył na taki pułap, którego chyba nikt nie osiągnie. Oczywiście, wyżywać się na arbitrze nie powinniśmy, bo po coś jest VAR i ktoś tam jednak chyba sprawdzał co się wydarzyło, ale jakim cudem sytuacje były interpretowane w ten sposób... To zdecydowanie był cholernie trudny mecz do sędziowania, bo tyle spornych sytuacji równie dobrze mogło przypaść na całą kolejkę niż na jeden mecz, więc sędziemu możemy jedynie zadedykować utwór Daniela Powtera.

A swój dzień miał natomiast Karlo Muhar. Chorwat znalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i... wykonał ruch w stylu Johna Travolty. Pomocnik przez ułamek sekundy był niczym wyjęty z Grease. Po trafieniu przez chwilę ślepo patrzył się przed siebie, bo sam najwyraźniej nie wierzył w to co zrobił. Ale się udało i to jest najważniejsze, a nie to, że to był tylko rozgrzewkowy odruch bezwarunkowy przed sobotnią imprezą...

 

  

 

1. Uber Eats przejmuje również grecką ligę

No i na koniec wracamy do wozu VAR, bo co robili – a raczej czego nie – w Polsce, to już wiemy. W Grecji natomiast zdecydowali, że nie będą się bawić ze stadionowym kateringiem czy własną wałówą w plecaku, tylko na legalu, przed gwizdkiem, wzięli do ręki smartfona, odpalili apkę UberEatsa i zamówili po burgerze, prosto do wozu. No i pech chciał, że pan na rowerze z zielonym plecaczkiem zapukał akurat, jak realizator przełączył na widok z wozu. Jeżeli we Francji zastanawiają się, jak jeszcze więcej wyciągnąć ze sponsoringu, no to w Grecji pokazali jak odpowiednio lokować produkt.

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się