var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @GenoaCFC

Nowy idol Ligurii - dlaczego transfer Lasse Schone do Genoa FC nie jest wbrew zdrowemu rozsądkowi?

Autor: Maciej Kanczak
2019-08-27 18:15:17

Gdybyśmy zrobili zestawienie najbardziej zaskakujących transferów lata 2019, ów ranking z pewnością w cuglach wygrałyby przenosiny Lasse Schone z Ajaksu Amsterdam do Genoa FC.

Po tym gdy Duńczyk związał się 2-letnim kontraktem z „Rossoblu”, włoska prasa pisała, że to transfer rodem z internetowych gier z cyklu „Football Fantasy”. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że czołowy piłkarz półfinalisty Ligi Mistrzów przenosi się do zespołu, który w zeszłym sezonie dopiero w ostatniej kolejce Serie A zapewnił sobie utrzymanie. Gdyby się jednak szerzej pochylić nad wyborem Schone, okazuje się, że wcale nie jest to decyzja z gatunku niezrozumiałych.

Piłkarska synteza

Owszem, z zespołem ze Stadio Luigi Ferraris, duński pomocnik nie będzie miał okazji grać w tym sezonie choćby w Lidze Europy. Walka o mistrzostwo Włoch też czerwono-niebieskim nie grozi. Patrząc jednak na działania włodarzy „Grifone” na rynku transferowym, których wisienką na torcie było kupno Schone, możemy zaryzykować jednak i tezę, że w bieżącej kampanii ligi włoskiej, inne kluby będą do końca rozgrywek uwikłane w walkę o utrzymanie. - Tego lata myśleliśmy przede wszystkim o sobie, a nie o tym, aby wzmacniać innych - wyznał jakie było letnie credo Genoa FC, jej prezydent Enrico Prezoisi na łamach „Corriere dello Sport”. Za słowami poszły czyny i tego lata do Genui zawitało w sumie aż 14 nowych piłkarzy. Mowa głównie o graczach młodych i perspektywicznych, dla których 9-krotny mistrz Włoch to idealne miejsce na zdobycie niezbędnego doświadczenia, takich jak Ionut Radu i Nicholas Rizzo z Interu, Cristian Romeru z Juventusu, Antonio Barreca z AS Monaco czy też nasz Filip Jagiełło. Nie zabrakło jednak i miejsca dla zawodników już ogranych, którzy z niejednego piłkarskiego piec chleb jedli - Cristian Zapata z AC Milan, Stefano Sturaro z Juventusu, Riccardo Saponara z AC Fiorentina i właśnie Schone, który ma czuwać nad tym, by ta piłkarska reakcja syntezy młodości z doświadczeniem dała w mieście Krzysztofa Kolumba w końcu konkretny produkt. - Schone da nam zarówno jakość, jak i doświadczenie, których w ostatnich latach szczególnie nam brakowało - podkreśla szkoleniowiec „Zena”, Aurelio Adreazolli. 

Wiemy zatem, co Schone da swojemu nowemu klubowi. Co z kolei sam otrzyma w zamian? „W Amsterdamie był ważną postacią, ale nigdy wielką gwiazdą. W Genui będzie reżyserem ofensywnych poczynań. Praktycznie każda piłka w bieżących rozgrywkach przejdzie przez jego nogi” - opisuje „La Gazetta dello Sport” wszystkie profity, które na 45-krotnego reprezentanta Danii czekają na Stadio Luigi Ferraris. Na Johan Cruyff Arena, wcześniej zwanym AmsterdamArena, Schone pojawił się w 2012 r. Przez siedem lat zdążył rozegrać łącznie 287 spotkań we wszystkich rozgrywkach, co czyni go rekordzistą w liczbie meczów spośród wszystkich obcokrajowców, którzy kiedykolwiek zakładali biało-czerwony trykot „de Joden”. To było siedem lat, które obfitowało w liczne sukcesy krajowe (trzy mistrzostwa Holandii, Puchar Holandii i dwa Superpuchary Holandii), jak i w dobre występy na europejskiej arenie (finał Ligi Europy w sezonie 2016/2017 i półfinał Ligi Mistrzów w sezonie 2018/2019). Kiedy jednak przychodziło do odbioru pochwał i pozytywnych recenzji, Schone był gdzieś pośrodku kolejki.

Zawsze ktoś

Przez te siedem lat, zawsze było paru graczy, o których się mówiło częściej, lepiej, więcej. Nawet mimo faktu, że Schone jak na człowieka od czarnej roboty, miał znakomite statystyki indywidualne, zdobywając średnio dziewięć goli na sezon. Do tego znakomicie wykonywał stałe fragmenty gry i notował dużo asyst. Holenderski etap jego kariery, włoska prasa opisała jako połączenie „efektywności z efektownością”. No, ale jak już się rzekło, ulubieńcami amsterdamskiej publiczności byli inni. Gdy w sezonie 2012/2013 Schone stawiał pierwsze kroki w konstytucyjnej stolicy Holandii, w drużynie prym wiódł jego rodak Christian Eriksen, któremu starali się dorównać, kolejny z Duńczyków Viktor Fischer, a także Siem de Jong. W późniejszych latach eksplodowały talenty takich zawodników jak Davy Klaasen, Arkadiusz Milik, Kasper Dolberg (znów Duńczyk!), czy w ostatnich latach Frankie de Jong czy Matthijs de Ligt. Młodzież zatem po dłuższym bądź krótszym czasie spędzonym w zespole 34-krotnych mistrzów Holandii wybijała się i przenosiła w bardziej renomowane miejsca, tymczasem coraz starszy Schone dalej dzielnie trwał na amsterdamskim posterunku.

Inna sprawa, że on akurat dość późno trafił nad rzekę Amstel, bo w wieku 26 lat. A w tym wieku, wybitni piłkarze raczej opuszczają Ajax, aniżeli do niego trafiają. Trochę jednak trwało nim Duńczyk przekonał do swojej osoby działaczy „de Godenzonen”. W Holandii zameldował się w jako 16-latek, nie rozgrywając choćby meczu w lidze duńskiej. Na Abe Lenstra Stadium spędził w sumie sześć lat, ale również nie doczekał się debiutu, choć w kampanii 2005/2006 był członkiem pierwszego zespołu „De Superfriezen”. Uznał więc, że przenosiny do występującego w II lidze holenderskiej De Graafschap będą najlepszym rozwiązaniem. Już po roku, wraz z „Superboeren” awansował do Eredivisie, a po dwóch zmienił miejsce pracy na nieco bardziej renomowane. W 2008 r. został zawodnikiem NEC Nijmegen i pomijając sezon 2009/2010, kiedy prześladowały go kontuzje (przez nie koło nosa przeszły mu MŚ 2010 w RPA), był czołowym zawodnikiem byłego klubu Andrzeja Niedzielana. 125 gier i 33 gole w ciągu czterech lat były zatem wystarczającym powodem, by jego osobą zainteresował się wielki Ajax. - Będę grał w klubie, w którym przed laty występował mój idol, a więc Michael Laudrup - nie posiadał się ze szczęścia po podpisaniu trzyletniego kontraktu. Poza Laudrupem swoje miejsce w annałach czerwono-białych mieli także inni przybysze z ojczyzny Hansa Christiana Andersena, a więc drugi z braci Laudrupów - Brian, Frank Arnesen, Soren Lerby czy Jesper Olsen. Wkrótce do tej amsterdamskiej „duńskiej alei sław” dołączył również i Schone.

Schone-mania

Dlatego nie dziwi fakt, że pomocnik po siedmiu latach potrzebował nowych wyzwań. Nie dziwi też fakt, że będąc piłkarzem w wieku Chrystusowym, w przeciwieństwie do de Jonga czy de Ligta, nie mógł liczyć tego na lata na propozycje z czołowych klubów europejskich. Oferta z Genoa FC, która widzi w nim absolutnego lidera, była zatem jak znalazł. Poza tym sam zawodnik przyznał: - Zdecydowałem się na jej przyjęcie z kilku powodów - kraj, miasto, ludzie, atmosfera. Poza tym moja rodzina bardzo chciała zamieszkać we Włoszech - powiedział zaraz po tym, jak wylądował na lotnisku Cristoforo Colombo. O spokój w Ligurii może być jednak trudno, gdyż w Genui zapanowała prawdziwa „Schone-mania”. Nowego piłkarza „Rossoblu” przyszło przywitać ponad 200 kibiców. Gdy czerwono-niebiescy zaś po powrocie ze zgrupowań w Austrii i Francji wrócili do ośrodka treningowego Masone, na trybunach zjawiło się ok. 1000 fanów! - Ci ludzie są niesamowici! Absolutnie nie spodziewałem się takiego przywitania - stwierdził wyraźnie zaskoczony Schone.

Głód wielkiej piłki na Stadio Luigi Ferraris jest zrozumiały, gdyż ostatnie cztery sezony Genoa FC kończyła w drugiej dziesiątce Serie A (od rozgrywek 2015/2016 kolejno miejsca: 11, 16, 12 i 18). A przecież bywały czasy, że „Vecchio Balordo” zajmowali w lidze włoskiej piątą (sezon 2008/2009) i szóstą pozycję (2014/2015). Oczywiście powtórka któregoś z tych dwóch najlepszych wyników „Gifone” w XXI wieku w bieżących rozgrywkach jest raczej niemożliwa, ale już miejsce w pierwszej dziesiątce Serie A jak najbardziej.

Zwłaszcza, że nowy zespół Schone kampanię 19/20 zaczął obiecująco. Najpierw w III rundzie Coppa Italia rozbił Imolesie Calcio 4:1. Bezradny zespół w Serie C dobił golem na 4:1 z rzutu wolnego, nie kto inny jak właśnie Duńczyk. „Pierwszy popis profesora” - opisała jego grę „La Gazzetta dello Sport”. W Serie A zaś piłkarze Adreazolliego na inaugurację nie dali się AS Roma, remisując na Stadio Olimpico 3:3. Co ciekawe, w obu meczach partnerem Schone w środku pola był inny Duńczyk - Lukas Lerager, który na Via Giovanni De Pra 1 zameldował się zimą tego roku. 27-latek wcześniej występował w Zulte Waregem (44 mecze i sześć goli w sezonie 2016/2017) oraz przez 1,5 roku w Girondins Bordeaux (68 spotkań i trzy bramki), skąd najpierw został wypożyczony, a następnie sprzedany do Genoa FC. Wpadł już w oko selekcjonerowi reprezentacji Danii, Age Hareide, pojechał nawet na MŚ 2018 do Rosji, ale wciąż w skali Europy jest zawodnikiem co najwyżej solidnym. Ile dadzą mu wspólne występy ze zdecydowanie bardziej znanym rodakiem?


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się