var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @NorwichCityFC

„No Pukki, no party!” – napastnik z Finlandii podbija Premier League

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-08-27 19:30:50

Kiedy 2-3 lata temu ktoś zapytałby przeciętnego kibica o to, kim jest Teemu Pukki, prawdopodobnie nie umiałby odpowiedzieć na to pytanie. 29-letni napastnik jeszcze do niedawna znany był w zasadzie tylko piłkarskim koneserom i osobom, które interesują się czymś więcej niż tylko weekendowymi meczami w Canal+ i ewentualnymi skrótami w Internecie. Rok temu wszystko się zmieniło, a dziś Fin jest jednym z największych objawień w Premier League.

Piłkarski obieżyświat

Kto by się spodziewał, że reprezentant Finlandii tak eksploduje ze swoją formą, i to w takim wieku? Wcześniej przecież nie był specjalnie wyróżniającym się piłkarzem – był napastnikiem, jakich wielu. Ot, dość szybki, z przyzwoitą techniką użytkową i to wszystko. Bycie jednym z najbardziej obiecujących talentów w Finlandii nie wystarczyło mu do tego, żeby podbić Europę. Już w wieku osiemnastu lat przeniósł się do rezerw Sevilli, ale tam przepadł jak wielu innych młodych piłkarzy.

Nic więc dziwnego, że po dwóch latach zdecydował się na powrót do ojczyzny. Dołączył do HJK Helsinki, czyli zdecydowanie najbardziej utytułowanego klubu w Finlandii. Tam 20-letni Pukki z miejsca wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce i potwierdził swój talent. W siedemnastu spotkaniach strzelił jedenaście bramek i zaliczył osiem asyst, dzięki czemu zwrócił na siebie uwagę włodarzy Schalke 04.

Przenosiny do Bundesligi miały być wielkim krokiem w jego karierze. Pukki nie był już tym samym młodym chłopcem, który szukał szczęścia w hiszpańskich rezerwach. W momencie transferu był już piłkarzem z doświadczeniem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, gotowym do gry na wyższym poziomie. I choć było o wiele lepiej niż w Sevilli, to jednak w dalszym ciągu głównie pełnił funkcję rezerwowego. Fin był rzucany po pozycjach, rzadko kiedy zaczynał spotkania w wyjściowej jedenastce, a jeżeli już, to w przypadku kontuzji podstawowych graczy lub w mało istotnych meczach.

Po dwóch latach władze Schalke podjęły decyzję o sprzedaży swojego zawodnika, żeby nie blokować jego kariery. W tym klubie i tak nie wróżono mu przyszłości.

Miał być Wolverhampton, padło na Celtic

Postacią, która miała ogromny wpływ na obecny wystrzał kariery Pukkiego, był Stuart Webber – obecny dyrektor sportowych Norwich City, który jest autorem jednego z najciekawszych projektów sportowych w Anglii. Mało kto wie, ale reprezentant Finlandii mógł trafić pod jego skrzydła jeszcze w 2013 roku, kiedy Webber pracował jeszcze jako szef skautów w Wolverhampton Wanderers. Wówczas polecał on napastnika menedżerowi Stalemu Solbakkenowi, jednak norweski trener został zwolniony w trakcie zimowego okna transferowego i nie zdążył przeprowadzić transferu.

Solbakkena zastąpił Dean Saunders, jednak on nie był zainteresowany rekomendacją Webbera. Nigdy nie słyszał o takim zawodniku jak Teemu Pukki i nie chciał sprowadzać do Wolves jakichś dziwnych wynalazków, które równie dobrze mogą się nie spłacić. I tak więc pół roku później reprezentant Finlandii trafił do Celticu pod skrzydła Neila Lennona, który bardzo narzekał na nawyki żywieniowe napastnika. Mimo że Pukki nie grał źle i strzelał bramki, to menedżerowi nie podobał się sposób jego prowadzenia, dlatego zaledwie po roku zrezygnował z jego usług – najpierw oddał go na wypożyczenie do Brondby, a później został tam sprzedany.

Dwa lata później drogi Pukkiego i Lennona znowu się skrzyżowany. Wówczas Szkot był już menedżerem Hibernian, które trafiło w Lidze Europy właśnie na Brondby, którego najlepszym strzelcem i jednocześnie największą gwiazdą był… właśnie Teemu Pukki.

- Słuchajcie, on nie zmieni się nagle w Supermana tylko dlatego, że przeszedł do Brondby – mówił przed meczem szkocki trener. – Ciągle ma takie same atrybutydobrze ułożoną nogę, dobrą grę tyłem do bramki. Nigdy nie był najlepszym graczem pod względem fizycznym. Jest bardzo podobny do innych graczy, którzy grają w Celticu, ale może po prostu lepiej pasuje do skandynawskiego futbolu.

Choć Pukki nie strzelił w tym dwumeczu żadnej bramki, to jego Brondby wyeliminowało Hibernian prowadzone przez Neila Lennona. Szkot przyznał wówczas, że Fin być może został nieco źle potraktowany przez Celtic i być może zasłużył na więcej szans. Dodał, że w drużynie mistrza Szkocji radził sobie „okej” i „nie był totalną katastrofą”.

Stuart Webber postawił na swoim

Podczas gdy Teemu Pukki podbijał duńskie boiska i stał się jednym z najlepszych zawodników tej ligi, jego postępy cały czas obserwował wspominany już wcześniej Stuart Webber. Teraz już nie jako szef skautów w Wolverhamptonie, a już jako dyrektor sportowy Norwich. „Kanarki” nie miały jednak wystarczających funduszy na przeprowadzenie takiego transferu, dlatego też została podjęta decyzja, aby sprowadzić go po wygaśnięciu jego kontraktu w 2018 roku. Webber dodał wtedy, że jest to zawodnik, którego nie można odpuścić.

I miał rację, ponieważ Pukki stał się najważniejszym zawodnikiem „Kanarków” w drodze do awansu do Premier League. Daniel Farke wykorzystał wszystkie atuty finskiego napastnika i ustawił pod niego całą grę swojego zespołu. Norwich stało się zespołem atakującym, niezwykle groźnym z kontrataków, a wszystkie akcje w polu karnym rywala miał kończyć właśnie Pukki.

I skończył ich aż 29, dzięki czemu nie tylko został najlepszym strzelcem Championship, ale także najlepszym zawodnikiem całej ligi. Pozostało sobie zadać jednak jedno ważne pytanie - czy to wystarczy, żeby podbić Premier League?

No Pukki, no party

Pukki szybko stał się ulubieńcem wszystkich kibiców. Fani Norwich zaadaptowali sobie hasło kibiców Brondby - “nie ma Pukkiego, nie ma zabawy”. I tak też powstało mnóstwo koszulek z tym sloganem, kilka przyśpiewek, a nawet głupkowate gify i memy.

 

 

Jest to w sumie o tyle zabawne, że przecież Pukki nie wygląda wcale na jakiegoś niesamowitego piłkarza. Nie ma sylwetki greckiego boga, nic nie wiemy czy poprawił swoje nawyki żywieniowe, z którymi w przeszłości miał problemy (ale nie wygląda na takiego, który trzymałby się ścisłej diety), a na boisku też nie sprawia wrażenia jakiegoś utalentowanego piłkarza.

A kiedy spojrzymy na jego grę, to w sumie nie oglądamy nic nadzwyczajnego. Fin często gra na granicy spalonego, wybiega zza linii obrony i ładuje piłkę do bramki. Tylko tyle i aż tyle. Wydawałoby się, że defensorzy powinni łatwo nauczyć się jego charakterystycznych zagrań i szybko go rozpracować, ale jemu wszystko przychodzi z taką łatwością, że i tak każdy łapie się na jego zagrania. To dokładnie jak z Arjenem Robbenem i jego zejściem na lewą nogę – człowiek wie, co zrobi Holender, ale i tak nie jest w stanie nic z tym zrobić.

Najlepszy od czasu Pogrebniaka

I tak Pukki wjechał do ligi jak do siebie i zgarnął co swojego. Na dzień dobry strzelił bramkę najlepszej defensywie poprzedniego sezonu i nie powstrzymał go nawet Van Dijk, tydzień później zapakował hat-tricka z Newcastle, a w sobotę pokonał również Kepę Arrizabalagę w meczu z Chelsea. I wszystkie te bramki przyszły mu z ogromną łatwością.

Reprezentant Finlandii po trzech kolejkach ma na swoim koncie pięć bramek i jedną asystę – miał udział przy wszystkich bramkach Norwich w tym sezonie. To najlepsze wejście w ligę od czasu Pawła Pogrebniaka, który również w swoim debiutanckim sezonie w Premier League strzelił pięć bramek w trzech otwierających meczach.

 

 

A Pukki wcale nie zwalnia i nie wygląda na takiego, który miałby zwolnić. Cała gra Norwich polega na tym, żeby podać piłkę do Pukkiego, a on będzie wiedział co dalej. Nawet kiedy rywale skupią się na tym, żeby powstrzymać Fina, to ten znajdzie miejsce swoim kolegom z zespołu, jak to miało miejsce przy wyrównującej bramce z Chelsea. Tylko tyle i aż tyle.

Po trzech kolejkach śmiało możemy powiedzieć, że nie ma Pukkiego, nie ma zabawy. I miejmy nadzieję, że reprezentant Finlandii nie złapie żadnej kontuzji, bo wtedy Norwich będzie miało poważny problem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się