var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: rangers.co.uk

Im piekło Ibrox Park nie było straszne - kto w ostatnich latach poradził sobie na wyjeździe z Rangers F.C.?

Autor: Maciej Kanczak
2019-08-29 15:04:23

Piłkarze Legii Warszawa przed rewanżem z Rangers F.C. zewsząd straszeni są gorącą atmosferą, która czeka ich na Ibrox Park. Owszem, „The Gers” u siebie są szalenie mocni, ale uważnie analizując ich występy u siebie w europejskich pucharach w XXI wieku, znaleźliśmy parę wpadek z niżej notowanymi rywalami, które dla wicemistrzów Polski mogą być na czwartek inspiracją.

II runda eliminacji Ligi Mistrzów, sezon 2008/2009, Rangers F.C. - FBK Kowno 0:0

FBK Kowno, póki nie popadło w konflikt z Litewską Federacją Piłkarską w 2009 r.i samo z siebie… nie zdegradowało się do niższej kasy rozgrywkowej, na przełomie wieków kompletnie zmonopolizowało A Lyga, triumfując w rodzimej lidze nieprzerwanie w latach 1999-2008. Trudno jednak, aby sukcesy w ojczyźnie robiły wrażenie na Rangersach, którzy przecież w sezonie 2007/2008 doszli do finału Pucharu UEFA. Nie dali w nim co prawda rady Zenitowi Sankt Petersburg, zaś w Scottish Premier League na ostatniej prostej dali się wyprzedzić Celticowi Glasgow, ale chyba nikt na Ibrox Park nie przewidywał komplikacji w walce z mistrzem Litwy. Zwłaszcza że w barwach „The Gers” wciąż jeszcze grali takiej klasy zawodnicy jak Carlos Cuellar, Jean-Claude Darcheville, Barry Ferguson, Kenny Miller czy Nacho Novo.

Tymczasem „Geltonai-Żali”w barwach których występował wtedy Adam Mrowiec, nie przestraszyli się bardziej renomowanych rywali. Owszem, atakowali z rzadka, przede wszystkim z kontry, ale sami również nie dali się zaskoczyć. Gospodarze nacierali przez całe spotkanie, ale nie potrafili znaleźć sposobu na litewską defensywę. - Graliśmy zbyt wolno, brakowało naszym akcjom tempa i szybkości. Nie mam jednak wątpliwości, że w rewanżu jesteśmy w stanie wyeliminować te mankamenty - mówił na konferencji prasowej, menedżer wicemistrzów Szkocji, Walter Smith. BBC z kolei w pomeczowej relacji pisała: „Rangers mają teraz 90 minut w Kownie na uratowanie swojej reputacji”.

Misja ta okazała się nieudana, gdyż na Stepono Dariaus ir Stasio Gireno stadionas górą niespodziewanie byli gospodarze, którzy wygrywając 2:1, wyeliminowali Rangersów z walki o Ligę Mistrzów.

3. kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów, sezon 2009/2010, Rangers F.C. – Unirea Urziceni 1:4

Po roku przerwy „The Gers” powrócili do Champions League, ale w sezonie 2009/2010 pasowali do niej jak kwiatek do kożucha. A przecież los wcale nie sprezentował im „grupy śmierci”. Za rywali mieli bowiem Sevilla FC, VfB Stuttgart i absolutnego debiutanta w gronie 32 najlepszych ekip Starego Kontynentu, a więc Unireę Urziceni. Rozgrywki LM zaczęli zgodnie z przewidywaniami - na wyjeździe zremisowali z „Die Schwaben” 1:1, zaś u siebie polegli z „Sevillistas” 1:4. O „być albo nie być” graczy Waltera Smitha miały zatem zadecydować boje z rumuńskim kopciuszkiem prowadzonym przez byłego trenera Wisły Kraków, Dana Petrescu.

Mimo niezbyt imponującego początku rozgrywek LM, to „The Gers” byli zdecydowanym faworytem tego pojedynku. Ekipa Petrescu na Ibrox Park sprawiła im jednak solidne lanie, wygrywając aż 4:1. - Zdarzało mi się w Glasgow przegrywać wyżej, choćby i 0:4. Ale rzecz miała miejsce w 1996 r. i to z Juventusem, który chwilę później zdobywał Puchar Mistrzów - rozkładał bezradnie ręce Walter Smith. „The Guardian” z kolei pisał: „Jeśli ktoś myślał, że szkocki futbol przeżywa tylko kryzys, a nie jest na skraju upadku, to dziś boleśnie się o tym przekonał”. Najdziwniejsze w tym meczu było jednak to, że „Chelsea de Jalomita” wcale nie rozgrywała wielkich zawodów. Gospodarze na prowadzenie wyszli już w 2. minucie po samobójczym trafieniu Ricardo Vilany. Sęk w tym, że sami aż dwukrotnie kierowali również piłkę nie do tej bramki co należy („samobóje” Kyle`a Lafferty`ego i Lee McCulocha). Poza tym Allana McGregora tamtego feralnego wieczoru pokonywali również Ioan Bilasco i Pablo Brandan.

„Z taką grą, 1/16 finału Ligi Europy to wszystko na co stać Rangersów” - prognozował „The Guardian”, ale nawet „puchar pocieszenia” był ponad siły graczy Smitha, którzy już do końca fazy grupowej LM nie odnieśli choćby jednego zwycięstwa.

III runda eliminacji Ligi Mistrzów, sezon 2011/2012, Rangers F.C. - Malmo FF 0:1

To był ostatni sezon Rangersów w europejskich pucharach przed karną degradacją do IV ligi. Finansowa pętla coraz mocniej zaciskała się na szyi „The Gers”, a włodarze 54-krotnych mistrzów Szkocji desperacko szukali sposobów na urwanie się ze stryczka. Spokojny oddech, choć na chwilę, mógłby zapewnić awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale żeby znaleźć się w tym elitarnym gronie, należało najpierw w III rundzie uporać się z Malmo FF. 

Mistrzowie Szwecji nie zamierzali jednak litować się nad rywalem tylko dlatego, że pogrążony jest w finansowej zapaści. Bardzo szybko, bo już w 18. minucie za sprawą Daniela Larssona wyszli na prowadzenie, a później mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia. Rangersów z opresji kilkukrotnie ratował jednak Allan McGregor. W zespole Ally’ego McCoista z bardzo dobrej strony pokazał się debiutant Lee Wallace, ale w przeciwieństwie do sir Williama Wallace`a, nie poprowadził Szkotów do wielkiego zwycięstwa.

- To zły wynik, ale w żadnym wypadku nie powiem, że to już koniec. Wierzę, że w rewanżu jesteśmy w stanie zdobyć przynajmniej dwie bramki - zapowiadał po końcowym gwizdku arbitra, McCoist. Na Swedbank Stadion jego podopieczni strzelili jednak tylko jednego gola. Ta sama sztuka udała się „Di blae” i to oni przeszli do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

IV runda eliminacji Ligi Europy, sezon 2011/2012, Rangers F.C. - NK Maribor 1:1

„Światełkiem w tunelu” w tamtym traumatycznym okresie dla Rangersów mogła być jeszcze faza grupowa Ligi Europy. Oczywiście nieporównywalnie mniej opłacalna finansowo, aniżeli faza grupowa Ligi Mistrzów. Niemniej, w tamtym momencie dla „The Gers” każdy grosz się liczył. Niestety i bramy tych rozgrywek dla piłkarzy McCoista okazały się być zamknięte na cztery spusty. W roli nieprzejednanych kluczników, tym razem wystąpili gracze NK Maribor.

W pierwszym meczu, na Stadion Ljudski vrt, Szkoci przegrali 1:2. W kontekście domowego rewanżu nie był to zły rezultat, ale warunkiem, który należało spełnić, by awans do fazy grupowej LE stał się faktem, było zwycięstwo bez straty gola. „Vijolicasti” jednak absolutnie nie zamierzali się bronić i w 55. minucie po strzale Dalibora Volasa objęli prowadzenie. Gospodarze ruszyli do huraganowych ataków, ale tylko po uderzeniu Carlosa Bocanegry piłka znalazła się w słoweńskiej siatce. „To była przerażająca noc” - pisało w relacji BBC, podkreślając, że w tym samym czasie z europejskich pucharów odpadły jeszcze Celtic Glasgow i St. Mirren. 

Ally McCosit zaś po końcowym gwizdku arbitra stwierdził: - Nie byliśmy wystarczająco dobrzy, aby awansować. Jeżeli nie wykorzystuje się sytuacji, które my mieliśmy, nie ma się prawa myśleć o grze w dalszej fazie Ligi Europy.

Wtajemniczeni w finanse Rangersów doskonale zdawali sobie sprawę, jakie będą konsekwencje tego remisu. Z kolei fani „The Gers” z rozrzewnieniem wspominali sezon 2001/2002, kiedy ich pupile w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z łatwością poradzili sobie w dwumeczu z NK Maribor 6:1.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się