var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Słabe Rangers, jeszcze słabsza Legia. Morelos w końcówce pozbawił Legionistów złudzeń. Rangers – Legia 1:0

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-08-29 23:25:30

Przygoda Legii w europejskich pucharach dobiegła końca. Po całkiem niezłym spotkaniu w Warszawie, dzisiaj wicemistrzowie Polski byli całkowicie bezradni na tle wcale nie tak groźnego rywala. Rangers FC co prawda awansowało zasłużenie i w tym dwumeczu było zdecydowanie lepszą ekipą, ale jednak nie byli wcale tak groźni, jak się tego spodziewano. Wystarczyło zagrać nieco odważniej, wystawić napastnika, a może byłoby lepiej. A tak? Mamy kolejny sezon bez polskich drużyn w fazie grupowej Ligi Europy.

Już od samego początku było widać, że to nie będzie łatwy mecz dla podopiecznych Aleksandara Vukovicia. Wystarczyło pięć minut, żeby Jędrzejczyk i Cafu zanotowali głupie straty na własnej połowie boiska i zainicjowali groźne kontrataki gospodarzy. Szkoci jednak byli bardzo nieskuteczni i nie potrafili zrobić użytku z takich prezentów. Nie pomógł także Morelos, który w 12. minucie oddał strzał obok bramki Majeckiego. Jedyny moment słabości zaliczył wówczas Igor Lewczuk, który od tego momentu był jedynym jasnym punktem swojego zespołu.

Legia właściwie nie stwarzała sobie okazji pod bramką McGregora. Czasami pomocnicy szukali w polu karnym Kulenovicia, ale Chorwata było stać jedynie na delikatne strzały po ziemi w środek bramki. Można było odnieść wrażenie, że Vuković znowu zapomniał wystawić na boisko napastnika, bo Kulenović był nim tylko na papierze. Pod koniec pierwszej połowy coś się jednak zadziało, bo obrońcom urwał się Luquinhas i znalazł się w dogodnej okazji. Problem jednak w tym, że drybling Brazylijczyka był dość pokraczny, a obrońcy Rangers wręcz sami wpuścili go we własne pole karne. Skrzydłowemu zabrakło już sił na oddanie dobrego strzału, więc wziął przykład od swojego kolegi z numerem „99” i poturlał piłkę w środek bramki.

Podopieczni Stevena Gerrarda byli zdecydowanie lepszą drużyną w pierwszej połowie, ale absolutnie nic z tego nie wynikało. Co z tego, że Szkoci dominowali? Co z tego, że dostawali prezenty od przeciwników i przejmowali piłkę na ich połowie? Po co to wszystko, skoro w ogóle nie potrafili zrobić z tego użytku? Zamiast Aribo i Arfielda oglądaliśmy raczej Haribo i Garfielda – gospodarze nie dali Legionistom żadnego powodu do strachu, nie mieli żadnego pomysłu na grę. A mimo wszystko i tak wicemistrzowie Polski przez większość meczu byli zepchnięci do głębokiej defensywy.

Nie inaczej było po przerwie – ponownie Rangers próbowali atakować, a Lewczuk odbijał strzały lub wybijał piłki. Wydawało się, że coś się może zmienić po wejściu Jarosława Niezgody, który w trzy minuty zrobił więcej niż Sandro Kulenović, ale te dwie akcje Legionistów to było wszystko, na co było ich stać. Pokazało to jednak, że gdyby Vuković od początku desygnował do gry kogoś, kto potrafi jakoś się zachować w polu karnym rywala, to może ta gra w pierwszej połowie wyglądałaby nieco inaczej. Może gdyby zamiast Kulenovicia czy Niezgody zagrał Carlitos, to Legia byłaby groźniejsza. Ale własna duma jest jednak najważniejsza – zwłaszcza w meczu o awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Legia była lepsza od rywala tylko w jednym – w zastosowaniu środków pirotechnicznych. Pięknie się pokazali warszawscy kibice przed europejską publicznością, zresztą nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Fani wicemistrza Polski tak zadymili stadion, że sędzia musiał aż przerwać grę. Może liczyli, że Rangersi się rozproszą i stracą koncentrację? A może oślepną?

Podopieczni Stevena Gerrarda jednak się nie zatrzymywali, a w końcówce byli jeszcze groźniejsi niż wcześniej. Do poważnego wysiłku został zmuszony Radosław Majecki, który robił wszystko, żeby utrzymać Legię w grze, a Sheyi Ojo bombardował bramkę Legii groźnymi strzałami. Polski bramkarz nie pomógł jednak w doliczonym czasie, gdy w wyśmienitej sytuacji znalazł się Morelos. Kolumbijski napastnik tym razem się nie pomylił i wykorzystał gapiostwo obrony rywala. Nie popisał się Artur Jędrzejczyk, który pozostawił go w polu karnym bez opieki, a cała okazja zaczęła się od głupiej straty Jarosława Niezgody.

Morelos po prostu musiał wykorzystać taką sytuację. Dostał piłkę na głowę i strzelił, a Majecki nie miał nic do powiedzenia. Szkoda tylko, że wicemistrzowie Polski odpadają w taki sposób, po tak słabej grze. Zwłaszcza że rywal naprawdę nie był w jakiejś kosmicznej dyspozycji i przy lepszym planie na mecz Legia mogłaby się pokusić o sprawienie niespodzianki.

Rangers FC – Legia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 – Morelos 90+1’ (asysta Jones)

Rangers FC: McGregor – Tavernier, Katić, Goldson, Barisić (64’ Flanagan) – Arfield (72’ Jones), Jack, Davis – Aribo, Morelos, Ojo (90+5’ Kamara).

Legia Warszawa: Majecki – Stolarski (73’ Nagy), Lewczuk, Jędrzejczyk, Rocha – Martins, Cafu – Vesović, Gwilia, Luquinhas – Kulenović (56’ Niezgoda).

Żółte kartki: Barisić, Katić, Jones – Stolarski, Lewczuk.

Sędziował: Slavko Vincić (Słowenia).


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się