var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @ManUtd

Kiedyś biegł po zapasowe klucze, teraz czeka go bieg po odzyskanie formy. Alexis Sanchez spróbuje odbudować się we Włoszech

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-08-31 16:17:00

Choć transfer Alexisa Sancheza do Interu może nieco zaskakiwać, to jednak jest w nim dużo logiki. Chilijczyk w końcu będzie mógł liczyć na regularną grę, „Nerazzurri” zyskali niezwykle utalentowanego zawodnika, który będzie chciał odbudować swoją formę, a Manchester United zrzucił niechcianego piłkarza z listy płac. No, a przynajmniej częściowo, bo wciąż musi pokrywać część jego tygodniówki.

Saga transferowa

Kiedy Alexis Sanchez przenosił się do Manchesteru United, wszyscy byli święcie przekonani, że to będzie strzał w dziesiątkę. I mieli wszelkie podstawy, by tak sądzić – w końcu mowa tutaj o jednym z najlepszych zawodników tej ligi, który był zdecydowanie najważniejszym graczem Arsenalu. Po przenosinach do jeszcze większego zespołu miał przecież wejść na jeszcze wyższy poziom i poprowadzić „Czerwone Diabły” do wytęsknionego mistrzostwa.

Sam Chilijczyk przecież odszedł po to, żeby zdobywać trofea. W Arsenalu mógł liczyć wyłącznie na triumfy w Pucharze Anglii i Tarczę Wspólnoty, ale londyńczycy byli stanowczo zbyt słabi, żeby konkurować w walce o mistrzostwo. Nawet z pomocą takich graczy jak Mesut Özil czy sam Alexis. Sanchez robił wszystko co w swojej mocy, żeby „Kanonierzy” grali jak najlepiej i wielokrotnie ciągnął ten zespół na własnych barkach – w ciągu trzyipółletniej przygody na Emirates Stadium strzelił 80 bramek i zanotował 45 asyst w 166 występach. Rok przed transferem do United zaliczył sezon, gdzie wykręcił 24 bramki i 11 asyst w samej Premier League – był to wyczyn porównywalny do zeszłorocznego Mohameda Salaha.

Kiedy Alexis wszedł w ostatni sezon swojego kontraktu z Arsenalem, londyńczycy zaczęli poważnie obawiać się o to, że stracą swoją gwiazdę całkowicie za darmo. I dziwne, że „Kanonierzy” nie przystali na 60 milionów funtów, jakie w letnim okienku transferowym proponował Manchester City. Taka oferta za gracza z rocznym kontraktem była więcej niż zadowalająca. Problem jednak, że Arsene Wenger nie miałby czasu na znalezienie odpowiedniego zastępcy, a Monaco oczekiwało chorych pieniędzy za Thomasa Lemara, który rok później trafił do Atletico za kwotę o ponad dwadzieścia milionów mniejszą.

Alexis został więc na Emirates Stadium i… po prostu egzystował, bo grać w piłkę to już mu się za bardzo nie chciało. Zimą wrócił więc temat jego transferu i był to ostatni moment, żeby na Chilijczyku jeszcze zarobić. „Kanonierzy” mieli do wyboru 30 milionów od Manchestery City lub wymianę z Manchesterem United za Henricha Mchitarjana. Sanchez wolał jednak przenieść się na Old Trafford, gdzie oferowano mu najwyższe zarobki w historii całej Premier League. A miał prawo tego oczekiwać, bo po sześciu miesiącach stałby się wolnym agentem i wtedy mógłby przebierać w ofertach.

„Kanonierzy” ugrali więc najwięcej ile mogli z beznadziejnej sytuacji – zrzucili Alexisa z listy płac, zyskali niezłego skrzydłowego w postaci Mchitarjana (choć obecnie akurat więcej jest na niego narzekań niż pochwał), a dodatkowo udało się sprowadzić Pierre’a-Emericka Aubameyanga. 

Niewypał transferowy

Alexis podpisał na Old Trafford kontrakt, dzięki któremu zarabiał 400 tysięcy funtów tygodniowo. Mówiło się nawet, że w umowie zapisane są dodatkowe klauzule, które mogą podnieść jego zarobki aż do pięciuset tysięcy. Tygodniowo. Takiego kontraktu w Premier League nie miał dotąd nikt. Wszyscy wierzyli jednak, że było warto. Że Alexis to elitarny zawodnik, który z miejsca odmieni grę swojego zespołu, zacznie strzelać i asystować – zupełnie jak to robił w barwach Arsenalu.

Okazało się jednak, że Sanchez mocne miał jedynie wejście. I to nie na boisko, a w materiale wideo promującym jego transfer, gdzie odegrał na pianinie słynne „Glory, glory Man United”.

 

 

Kibice United z miejsca zakochali się w swoim nowym numerze „siedem”. Przecież wybrał on Manchester United kosztem swojego zamożniejszego sąsiada, który w ostatnich latach zdominował krajowe rozgrywki. Jak więc nie szanować piłkarza, który wybrał sobie nowy klub i zrobił wszystko, żeby doprowadzić do tego transferu?

Minęło półtora roku, a Alexisa na Old Trafford nie szanuje już nikt. No, może poza kibicami innych zespołów, którzy musieli mieć niezły ubaw, że w szeregach rywala znajduje się piłkarz o takich umiejętnościach i z taką tygodniówką, a który na boisku prezentował się często gorzej niż juniorzy. W barwach United rozegrał 32 mecze na poziomie Premier League i strzelił w nich tylko trzy bramki. Dla porównania Teemu Pukki w tym sezonie zdobył pięć bramek w trzech spotkaniach, a przychodził do Norwich za darmo z duńskiego Brondby.

 

 

Wyprawa po zagubione klucze (formę)

O możliwym odejściu Alexisa mówiło się właściwie przez całe lato. Tylko kto o zdrowych zmysłach byłby w stanie nie dość, że zapłacić za Chilijczyka, to jeszcze pokryć jego całą pensję? Kibice United bardzo liczyli na to, że uda się tego dokonać, ale chyba sami nie wierzyli w powodzenie tego planu. No i w końcu znalazł się chętny, tyle że – a jakże – nie za bardzo chciał za niego płacić. Manchesterowi United zależało przede wszystkim na tym, żeby zrzucić go z listy płac, a Interowi zależało na ściągnięciu zawodnika, który zrobi wszystko, żeby się odbudować.

Dobrze poinformowany dziennikarz Fabrizio Romano pisał, że Inter wypożyczył Alexisa na rok z ewentualną opcją wykupu. Za wypożyczenie nie zapłacił ani grosza, ale zobligował się pokryć zdecydowaną większość jego pensji. „Czerwone Diabły” w dalszym ciągu będą opłacać część kontraktu swojego zawodnika, ale nie będzie to już czterysta tysięcy tygodniowo, a – według angielskich źródeł – sto.

Dla Alexisa będzie to więc idealna okazja na to, żeby wrócić do wysokiej formy. Podczas tegorocznego Copa America udowodnił, że w dalszym ciągu potrafi grać w piłkę. Chilijczyk potrzebuje jednak kogoś, kto uwierzy w jego umiejętności, kto da mu szansę i uczyni go liderem. Sanchez przede wszystkim pragnie być kochany i doceniany – taką miłość miał w Arsenalu i wówczas spisywał się najlepiej w całej swojej karierze.

Angielscy dziennikarze przy transferze Alexisa do Interu przytoczyli jego historię z czasów gry w Udinese. Po jednym z treningów Sanchez pojechał swoim samochodem na zakupy, a kiedy z nich wrócił zauważył, że zatrzasnął w środku nie tylko swoje kluczyki, ale też telefon. Chilijczyk zamiast panikować przebieg więc 8 kilometrów w jedną stronę do swojego domu, żeby wziąć zapasowe kluczyki. Obserwujący go przechodnie byli w szoku – w końcu był on już wówczas rozpoznawalnym zawodnikiem w Serie A.

Teraz czeka go podobna historia, tylko zatrzaśniętymi kluczykami jest utracona forma, a zamiast biec do domu, wrócił do Serie A. Do miejsca, gdzie zaczęła się jego profesjonalna przygoda z piłką nożną.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się