var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Arka Gdynia Accredito

Na kłopoty Vejinović – brzmi znajomo. Holender znowu ciągnie Arkę ku lepszemu, ale czy uratuje Ekstraklasę?

Autor: Maciej Golec
2019-09-01 14:30:31

Vadis Odjidja-Ofoe Legii, Carlitos Wiśle, kiedyś Traore Lechii. O tym, jak wiele zespołowi może dać jeden kapitalny zawodnik przekonywaliśmy się nieraz. Do tego grona bez zastanowienia możemy dopisać też Marko Vejinovicia, który może i nie jest najlepszym strzelcem Arki, może nie spędził w niej wielu lat, ale gołym okiem widać, że nawet sama jego obecność na boisku daje reszcie zespołu ogromny komfort psychiczny. Holender jest lekarstwem na wszystkie choróbska gdynian.

W fajnym momencie to wszystko się wydarzyło. Zaledwie dzień po przełamaniu Arki, w którym duży udział miał Marko Vejinović, dwóch trenerów w Ekstraklasie straciło pracę. I na dobrą sprawę, dlaczego podobnie nie mogłoby się stać z Jackiem Zielińskim? Do 7. kolejki Arka była najgorsza we wszystkim, w co tylko się dało. Nie strzelała bramek, traciła ich multum i była czerwoną latarnią ligi bez jakiegokolwiek stylu i nadziei na lepsze jutro. Oczywiście jedno zwycięstwo nie zmienia optyki, gdynianie to wciąż mocny kandydat do spadku, ale sytuacja ta pokazuje jedną, powtarzaną od dawna rzecz: nie zawsze problemem jest trener. Czasem zespół potrzebuje impulsu, lidera, a czasem po prostu szkoleniowiec nie ma w kim wybierać i nawet będąc najlepszym czarodziejem, nie wyjmie z kapelusza miejsca w górnej „8”.

Przed meczem z Górnikiem właściciel Arki Dominik Midak mówił, że właśnie taki zespół chciałby oglądać – taki, którego celem nie będzie jedynie utrzymanie, a walka o wyższe cele. Ale powiedzmy sobie szczerze, nie ma sensu porywać się z motyką na słońce, zwłaszcza, gdy od tego sezonu na zaplecze spadają trzy zespoły. Utrzymanie się Arki będzie sukcesem, a dużym krokiem w tym celu jest z pewnością zakontraktowanie na trzy lata Marko Vejinovicia, któremu wystarczył zaledwie jeden mecz po powrocie, by wlać w serca kibiców odrobinę nadziei.

Jest takie powiedzenie, że jeden piłkarz sam meczu nie wygra. Dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że Holender będzie wyjątkiem, ale rzeczywiście coś w tym jest, że lider, który wyłania się z gdyńskiej ekipy, pcha ją do przodu. Tak było jesienią w poprzednim sezonie w przypadku Michała Janoty. To on wówczas ciągnął drużynę za uszy, dawał impuls reszcie, przez co gra podopiecznych Zbigniewa Smółki była do pewnego momentu znośna. Do momentu, gdy Janota czy Zarandia nie zgaśli i nie zaczęli bardziej irytować niż pomagać. Najwidoczniej Arka potrzebuje przewodnika,  na takiego też kreowany jest Marko Vejinović – jeden z głównych architektów utrzymania gdynian w Ekstraklasie kilka miesięcy temu.

Powiedzmy sobie szczerze, kto przypuszczał, że po meczu z Cracovią, jednym z najgorszych w tym sezonie w wykonaniu Arki, będzie ona dominować w starciu z Górnikiem, który tydzień wcześniej rozbił 3:0 Koronę? Ekstraklasa w pigułce. Żółto-niebiescy pokazali zupełnie inną twarz niż do tej pory. I czy to przypadek, że akurat, gdy Holender wrócił nad Bałtyk, obrońcy Arki przestali konkurować o miano największego paralityka na boisku, a wyglądali co najmniej solidnie? Że Adam Marciniak i Michał Nalepa zagrali jeden ze swoich najlepszych meczów od dawna? Że wreszcie człowiek ustawiony na ataku, odpowiedzialny za strzelanie bramek, strzela bramki? Jest taka możliwość, ale my w przypadki nie wierzymy. A już na pewno nie wtedy, gdy widzimy ciągnącą się długi czas sekwencję kompromitacji i bezradności.

- Wróciłem i chcę być liderem zespołu. Wiosna w moim wykonaniu była dobra i myślę, że ponownie mogę pomóc Arce. Mam nadzieję, że wspólnie dokonamy wielu wspaniałych rzeczy – powiedział Vejinović po powrocie do Gdyni w rozmowie z portalem trójmiasto.pl.

Co by nie mówić, Holender gołosłowny nie jest. W meczu z Górnikiem:

80/88 podań celnych – najlepszy wynik w sezonie w Arce
68 podań przyjętych – najlepszy wynik w sezonie w Arce
12 nabyć piłki – drugi najlepszy wynik w sezonie w Arce

Co więcej, jedno kluczowe podanie, jeden groźny strzał pod koniec meczu, połowa wygranych pojedynków. Można było za tym gościem zatęsknić. Bije od niego duży spokój na boisku, co udziela się też jego kolegom. Arka wreszcie ma typowego rozgrywającego z wizją, który rozpędza akcje ofensywne, rozrzuca piłkę na skrzydło i bierze na siebie ciężar gry. Zaczynająca się przerwa na kadrę może podopiecznym Jacka Zielińskiego tylko pomóc w stabilizacji, zwłaszcza, że jej kolejne spotkania będą bardzo istotne w kontekście dalszego położenia w tabeli. Rywali ma z niższej półki – dwóch słabo radzących sobie beniaminków, Piasta Gliwice i wychodząca z dołka, ale ciągle nieobliczalną Wisłę Płock. Patrząc na to, jakie spotkania będą później czekać gdynian, tym ważniejsze jest zbieranie punktów w najbliższej przyszłości.

Mimo wszystko nie możemy przymknąć oka na braki kadrowe, jakie Arce wciąż doskwierają. Dominik Midak zapowiedział, że są prowadzone rozmowy w sprawie wzmocnienia formacji ofensywnej, ale mówiąc szczerze, bardziej obawiamy się o tą żelazną od kilku lat, ale jednak popełniającą mnóstwo błędów i często będącą piątą kolumną Arki obronę. Bez odświeżenia linii defensywnej, nawet ze świetnym Steinborsem i ciągle zmieniającą się ofensywą, ciężko nam sobie wyobrazić bezproblemowe utrzymanie w Ekstraklasie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się