var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: RFEF

Subiektywny ranking Wokera #5: Lucho jesteśmy z Tobą!

Autor: Krystian Porębski
2019-09-01 16:30:53

Z założenia ten ranking ma być wesoły i tak będzie i tym razem. Są jednak pewne rzeczy, wydarzenia, obok których nie można przejść obojętnie, a bynajmniej nie budzą uśmiechu na twarzy. Nie mogłem więc pominąć tragedii, która dotknęła Luisa Enrique.

Piłkę nożną traktujemy śmiertelnie poważnie. Jak twierdzą niektórzy, to najważniejsza z tych mniej ważnych rzeczy. W futbolu nie brakuje jednak absurdów, momentów śmiesznych, skandalicznych czy po prostu takich, które wywołują uśmiech na twarzy. W każdą niedzielę będę prezentować ranking najbardziej wyróżniających się wydarzeń czy sytuacji tygodnia, niekoniecznie pod kątem sportowym.

***

Przepraszam, ale musiałem. Ponownie muszę wspomnieć o Valencii, bo to co się dzieje, jest niebywałe. Plotki transferowe plotkami transferowymi – bo tutaj informacje są totalnie sprzeczne. Hysaj może przyjść, ale w sumie nie musi. Zapowiadany był jeszcze jeden duży transfer, ale też w sumie nie wiadomo, czy klub go sfinalizuje. Rafinha kilka razy miał być już blisko Mestalla, ale Lim kilkukrotnie zawetował ten transfer. Rodrigo już się spakował, już pożegnał się z kolegami, ale w sumie też może jeszcze zostać. No i ta ostatnia sytuacja jest najbardziej chora. Bo sam piłkarz nie wie na czym stoi i kończy się to takimi obrazkami...

 

 

Real Madryt natomiast bardzo wesoło interpretuje grę w defensywie. Obrona jest w stolicy Hiszpanii przereklamowana. Mamy Ramosa, więc niczego się nie boimy – z takiego założenia chyba wychodzą podopieczni Zidane'a. Bo inaczej takich obrazków nie da się wytłumaczyć... W ten sposób Królewscy daleko nie zajadą, ale takie wnioski powinny być wyciągnięte już po poprzednim sezonie. Niegdyś w piłkę grano w formacji 2-3-5, ale gry na jednego obrońce chyba jeszcze nikt nie próbował. Jeśli na Santiago Bernabeu ktoś zakrzyknął „challange accepted” - a raczej „desafio aceptado” - to składam z tego miejsca najszczersze wyrazy współczucia dla kibiców Los Blancos.

 

 

A jeśli chodzi o defensywę, no to cóż, nie mogę nie wspomnieć o prawdziwym głazie. Trudno znaleźć twardszego, bardziej zdecydowanego defensora niż Koulibaly. Jest szybki, silny, ma niesamowite warunki fizyczne i potrafi grać głową, o czym przekonaliśmy się po raz kolejny ostatnio... no tylko w kluczowym momencie, jednego z najważniejszych starć sezonu, pomylił bramki. Przy stanie 3:3. Sam komentarz do całej sytuacji również wybitny, wystarczy posłuchać.

 

 

Mickael „Croissant” powraca. Młody pomocnik może nie będzie w tym sezonie jeszcze błyszczał w barwach Bayernu, ale póki co stał się królem memów. Tym razem piłkarze z Bawarii pozowali – jakby inaczej – ze szklankami pełnymi piwa. Nie od dziś wiadomo, że Francuzi wolą wino, dlatego grymas na twarzy młodzieżowego reprezentanta Trójkolorowych wcale mnie nie dziwi. Dajcie chłopakowi jakieś dobre Chardonnay, to od razu się uśmiechnie!

 

 

 

Pięknych bramek w przeciągu ostatniego tygodnia nie brakowało (pozdro Koulibaly), ale absolutnym królem polowania można nazwać Giorgiana de Arrascaetę. Urugwajczyk wykonał niewiarygodną przewrotkę. Ogromne słowa uznania, ja tak nie potrafię nawet w FIFIE. Czemu ten facet nadal nie zapracował na transfer do Europy, jest dla mnie ogromną zagadką.

 

 

***

11. Ashley „ni mom pojęcia co robie” Cole

Kończący się tydzień stał pod znakiem europejskich pucharów. Zakończyły się już kwalifikacje, tradycyjnie żaden polski klub się nie załapał, mogliśmy więc ze spokojem prześledzić losowania Ligi Europy i Ligi Mistrzów. Nie będę ukrywał, było sztucznie, nudno i jeżeli ktoś to oglądał, to nie wierzę, że z innych powodów niż po prostu tęsknota za najbardziej prestiżowymi rozgrywkami w futbolu. Show zrobił jednak Ashley Cole, który za bardzo do serca wziął sobie słowa prowadzących Talk Sport, że przesadne przykładanie wagi do wymawiania zagranicznych nazwisk (i jak rozumiem, nazw klubów) jest zbędne. No i tak, zamiast Espanyolu pojawiła się w Lidze Europy Spania. Rozwikłałem jednak zagadkę skąd się to byłemu zawodnikowi Chelsea wzięło. Zapewne rozgląda się za nowym samochodem i w oko wpadła mu Spania GTA. Firma pochodzi jednak z Walencji, więc geograficznie minął się o kilkaset kilometrów.

 



10. Ogłaszanie transferów na Twitterze lekcja 1

 

Przenosimy się do Włoch, gdzie Łukasz Skorupski zyskał nowego kolegę. Polski bramkarz będzie miał zapewne nieco łatwiejsze zadanie między słupkami, bo Bologna pozyskała szalonego Gary'ego Medela. Sposób w jaki został zaprezentowany Chilijczyk, jest zjawiskowy. Ze względu na swój charakter i sposób gry, piłkarz z Ameryki Południowej ma pseudonim Pitbull... no to Włosi postanowili z tego zażartować.
 



PS. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to z tym łatwiejszym zadaniem między słupkami na dwoje babka wróżyła... Legenda głosi, że Medel pokłócił się kiedyś ze słupkiem i z tej bójki cało wyszedł tylko Chilijczyk...

 

9. Bo najważniejszy jest dystans do samego siebie

Jeszcze zanim rozpoczęły się losowania do europejskich pucharów, było już ciekawie. Zapewne pamiętacie te memy, że wszystkie zespoły chciałyby grać z tym bądź z tamtym rywalem. Pomijam już to, że często jest to zupełnie nietrafione, co najlepiej udowodnił w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów Ajax. Takim „marzeniem” uczestników Ligi Mistrzów często jest Zenit. Drużyna mocna, ale jednak teoretycznie łatwiejsza do pokonania niż ekipy z mocniejszych lig. No to admin angielskiego konta postanowił zażartować na Twitterze i dodał – drużyna, na którą wszyscy chcą trafić w losowaniu Ligi Mistrzów. Żarty żartami, a do Rosjan uśmiechnął się los i zmierzą się z Benfiką, RB Lipsk oraz Lyonem. Kto się śmieje, ten się śmieje ostatni, mogą teraz pomyśleć w Sankt Petersburgu, bo o ile nie będzie to łatwa przeprawa, to jest to grupa zdecydowanie do przejścia.

 

 

8. Sean Dyche znawcą muzyki

Trener też człowiek i czasem rozerwać się musi. Wątki muzyczne w piłce nożnej przeplatają się płynnie. Pique i Shakira to ten najbardziej się narzucający. Trudno zapomnieć o Marku Clattenburgu, który dostał po głowie za wyjazd po meczu na koncert Eda Sheerana. Sędzia powinien wracać z innymi arbitrami, ale spieszył się na występ rudowłosego gwiazdora, więc olał procedury. Tym razem o swoich przygodach... na konferencji prasowej, opowiadał Sean Dyche. Trener udał się na festiwal, o którym bardzo barwnie opowiadał. Gust muzyczny Pana trenera szanuje, co do Twenty One Pilots zgoda w 100%.

 

 

7. Morderczy zraszacz atakuje

Poświęcenie, ciężka praca, zaangażowanie – to nie są cechy, które przeciętnemu zjadaczowi chleba kojarzą się z dziennikarzem. Obraz przeciętnego żurnalisty w społeczeństwie jest jednak bardziej negatywny, nad czym ja szczerze ubolewam. Jak ktoś nie spróbuje, to nie wie ile wyrzeczeń czasami kosztuje tego typu robota. Ale całe szczęście, pojawił się ten bohaterski reporter, który jest dowodem na to ile czasami trzeba znieść, aby wykonywać swój ukochany zawód... Zwłaszcza, kiedy zaatakuje morderczy zraszacz. Dzielny reporter walczył do końca, tak jak na boisku zawsze powinni walczyć piłkarze. Za ten występ daję notę 10/10.
 

 

6. Wiecznie młody Brożek niczym Michael Jordan

Największe gwiazdy sportu mają to do siebie, że po zawieszeniu butów na kołku, potrafią powrócić i po krótkiej przerwie nadal prezentować najwyższy poziom. Kiedyś swoje powroty lepsze lub gorsze zaliczał Michael Jordan... a teraz w blasku chwały w Ekstraklasie rządzi wiecznie młody Paweł Brożek. Facet przed przerwą wyglądał jakby już w zasadzie nic nie miał do zaoferowania. Spryt, doświadczenie, okej, to wszystko nadal ma i czasami się przydawał, ale na tle takiego Carlitosa wyglądał bardzo blado. Wziął krótki urlop. Wrócił, bo jego klub go potrzebował... No i cóż, przerwa czyni cuda. Żarty o wiecznie młodym Brożku z mema stały się prawdą, bo snajper jest w takiej formie, jakiej nie prezentował od wielu, wielu lat. I oby tak dalej!

 

 

5. Griezmann i confetti

Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą i w zasadzie trudno przechodzić obojętnie obok Antoine'a Griezmanna. Ma bardzo specyficzną osobowość, lubi wokół siebie robić dużo szumu, a jego charakter i upodobania bardziej pasują do Stanów Zjednoczonych niż Europy. Antoine Griezmann wziął Barcelonę na plecy i dał jej zwycięstwo w ostatni weekend. A po jednej z bramek... podbiegł sobie do bandy reklamowej jakby nigdy nic, odebrał confetti i rozsypał... No efekt miał być chyba bardziej spektakularny i aż strach pomyśleć co następnym razem wymyśli Francuz.

 

 

4. Król trolli powraca – Mateo Messi we własnej osobie

A jak już jesteśmy przy starciu Barcelony z Betisem, to nie możemy pominąć trolla numer jeden jeżeli chodzi o środowisko Cules. Absolutnym bożyszczem kibiców Barcelony jest oczywiście Leo Messi, niestety początek sezonu spędza na trybunach w towarzystwie innych pauzujących graczy – Neto i Luisa Suareza. Z tej okazji Argentyńczyk na mecz zabrał również swoje dzieci... a Mateo Messi w swoim stylu – ucieszył się z bramki rywali. To jest zwyczajnie silniejsze od niego.

 

 

3. Ciut za szybka celebracja

Na pewno znacie to uczucie, kiedy coś się Wam przyśni, budzicie się i jesteście zawiedzeni, że to tylko sen. Z takiego snu ostatnio nie chciał wybudzić się Wanderson. Brazylijczyk trafił do siatki i w ogóle nie zwracał na to co się działo wokół niego. Podobnie jak Griezmann założył sobie chyba co zrobi w przypadku strzelonego gola, więc od razu pognał pod trybuny, aby ucałować swoją partnerkę. Sędzia jednak gola nie uznał, a zawodnik musiał czuć duży niesmak... Szkoda, że nikt go wcześniej nie uświadomił, bo miało wyjść epicko, a skończyło się memem tygodnia.

 

 

2. Śmiech przez łzy

...no prawie memem tygodnia, bo znów wracamy do losowania Ligi Mistrzów. Zenit i Ashley Cole dali czadu, ale reakcja wysłanników czeskiej Slavii jest absolutnie nie do pobicia. Jedni na fatalne wieści reagują płaczem, ale są też tacy, którzy mają reakcję odwrotną – śmieją się. Tak też było w przypadku Czechów, którzy w fazie grupowej będą mieli prawdziwy czeski film. No bo trafili do takiej grupy, że jak zdobędą punkt, to będzie dobrze.

 

 

1. Wielka tragedia Luisa Enrique

Kariera trenerska Luisa Enrique w ostatnich miesiącach poszła w odstawkę. Wiedzieliśmy tylko tyle, że chodzi o poważne problemy osobiste. Dziennikarze wzięli sobie do serca prośby Hiszpana i nie rozdrapywali tajemnicy, jaką było owiane odejście selekcjonera z La Rojy. Pojawiały się spekulacje, ale były to tylko spekulacje. Nie było to tematem numer jeden, choć w zasadzie mogło. Oczywiście prowadzenie rodzimej reprezentacji to zapewne marzenie każdego hiszpańskiego trenera i dla byłego szkoleniowca Barcelony czy Celty, była to możliwość spełnienia się i powrotu na dobre do zawodu. Jeśli jednak ktoś się dziwił, że najpierw Enrique odsunął się od kadry, a potem całkowicie z tej posady zrezygnował... To teraz myślę, że nie ma osoby na świecie, która nie zrozumiałaby tamtej decyzji trenera. Córka Lucho zmarła po bardzo ciężkiej chorobie nowotworowej. Mam nadzieję, że Luis pozbiera się po tej tragedii i wróci do zawodu, bo był naprawdę świetnym selekcjonerem, który odmienił kadrę... są jednak rzeczy ważne i ważniejsze, a w tej chwili Enrique potrzebuje po prostu spokoju.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się