var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Gdzie Carlitos i Kulenović się bili, tam Niezgoda skorzystał

Autor: Mariusz Bielski
2019-09-03 20:30:55

Gdyby zebrać wszystkie artykuły, które pojawiły się w polskich mediach na temat rywalizacji o miejsce na szpicy w Legii, objętościowo wyszedłby z tego drugi „Potop”. Tymczasem po cichu swoje robił trzeci z napastników, Jarosław Niezgoda i z perspektywy czasu aż dziw bierze, że cała ta dyskusja nie została zamknięta znacznie wcześniej właśnie dzięki jego osobie.

Trochę to już było wszystko męczące, a historia zakrawała o absurd. Vuković szukał kwadratury koła, notorycznie wystawiając Kulenovicia w pierwszym składzie, chociaż zazwyczaj przydawał się on jak nóż do jedzenia kisielu. – To jedyny zawodnik, który nie przegrał z Rangersami – powiedział w programie „Sekcja piłkarska”. Poddanie w wątpliwość poczytalności Aco jest w tej chwili wielce zasadne, aczkolwiek dobrze opisuje jego niezdrową miłość do Chorwata. Carlitos? Tu chyba chodziło o udowodnienie światu kto ma większe cojones – piłkarz, który będzie grał po swojemu i nieźle na tym wyjdzie, lub trener, bo przyklei Hiszpana do ławki, zamanifestuje swoje ego oraz udowodni, iż w Legii nie ma świętych krów. A to akurat paradoks, wszak równolegle na takową wylansował Kulenovicia.

Zresztą, argumenty za Sandro wymieniał długo i wielokrotnie. Że walczył jak lew, że w walce o górne piłki odważnie się rozpychał, że pressował z agresją wygłodniałego niedźwiedzia, że był pierwszym obrońcą rozdzierającym przed przeciwnikiem szaty niczym Rejtan, w imię dobra zespołu… Gdyby Chorwat właśnie nie odszedł, pewnie słuchalibyśmy tego w nieskończoność. Przy tym wszystkim szkoleniowiec warszawian zapominał jednak o najważniejszej rzeczy – że podstawowym kryterium oceny napastnika powinno być to, ile sztuk komu zapakował.

No to zerkamy w osiągnięcia Sandro:
Europa FC pierwszy mecz - 0
Europa FC drugi mecz - 1
Pogoń - 1
KuPS pierwszy mecz - 0
KuPS drugi mecz - 0
Śląsk - 0
Atromitos pierwszy mecz - 0
Atromitos drugi mecz - 0
Zagłębie Lubin – 0

Jasne, po poprzednim sezonie, gdy parę razy dał konkret z ławki (4 gole i 1 asysta) można było mieć nadzieję, iż z chłopaka będzie pożytek. Nikt nie przeczy. Chodzi jednak o to, że okazji do weryfikacji przydatności Kulenovicia otrzymaliśmy już w tym sezonie aż za dużo, a skoro wyjątkowo nie przekonywał od samego początku, trudno tu mówić o racjonalnym podejściu. Okej, dość eufemizmów – on po prostu grał cholernie pokracznie.

Na szczęście dla Legii jej zabrnięcie aż do ostatniej fazy eliminacyjnej do Ligi Europy sprawiło, że Vuko musiał zastosować nieco rotacji, a niechęć do Carlitosa pozwoliła mu sięgnąć po ówczesny numer 3 w hierarchii. Jarek został więc jednym z rezerwistów, których szkoleniowiec ochoczo posłał do boju z ŁKS-em i już wtedy udowodnił, iż nie warto było go skreślać. Jesteśmy praktycznie pewni, że gdyby nie on, Wojskowi nie przywieźliby z Łodzi trzech punktów. Znalazł się we właściwym miejscu i czasie, strzelając na 2:2 i 2:3? Jasne! Ale czy można mieć pewność, że ktoś inny zamiast niego zachowałby równie duży spokój i precyzję w tych dość chaotycznych akcjach? Tu już wątpimy. A jednak Niezgodzie udało się najpierw wcisnąć między dwóch obrońców i posłać piłkę do siatki, później zaś przytomnie dobiec do futbolówki odbitej w bok przez Kołbę. Refleks miał tu spore znaczenie.

Jeszcze lepszy popis Polak dał w ostatniej kolejce, kiedy warszawianie mierzyli się z Rakowem. Równie dobrze moglibyśmy napisać, iż w tym wypadku to sam napastnik wygrał mecz, a nie cała drużyna. Wybaczcie przekąs, po prostu chcemy podkreślić fakt strzelenia hattricka przez bohatera tego tekstu. Za pierwszym razem Niezgoda wbiegł przed Apolinarskiego i głową pokonał Gliwę. Za drugim zwiódł obrońcę na zamach, po czym technicznym strzałem umieścił piłkę w siatce, a dzieła zniszczenia dokonał z rzutu karnego. Biorąc pod uwagę oba mecze wypada więc chyba docenić także wszechstronność Jarka. Jakkolwiek spojrzeć dwa gole strzelił głową, dwa prawą nogą i jeden lewą. To co, po przerwie może jakaś piętka a’la Zlatan?

Wymowne, aczkolwiek wyjątkowo celne i prawdziwe są w tym świetle słowa, które wyszły spod klawiatury Mateusza Migi. – Nie dziwię się, że Vuković zdjął Niezgodę z boiska. Przecież on z każdym zagraniem coraz bardziej go pogrążał – pisał na Twitterze w kontekście świeżo stukniętego hattricka z Rakowem. Wiadomo, dziennikarz stwierdził to pół żartem, ale w tym wypadku interesuje nas drugie pół – prawdy. Bo czyż w zaistniałej sytuacji nie wychodzi na to, iż Vuković tak naprawdę mylił się podwójnie? Chyba tak, skoro na lansowaniu Kulenovicia cierpiał zarówno Carlitos, jak i Niezgoda właśnie.

I mamy na to twarde dowody! Doskonałym miernikiem jest choćby statystyka dotycząca średniej liczby minut potrzebnej danemu napastnikowi, by zdobyć bramkę.

Niezgoda – 347 minut/5 goli = trafienie co 69 minuty
Carlitos – 417 minut/2 gole = trafienie co 208,5 minuty
Kulenović – 780 minut//2 gole = trafienie co 390 minut

Pewnie zaraz odbijecie piłeczkę, że Polakiem w tym zestawieniu nie można się przesadnie podniecać, ponieważ wynik ten wykręcił na beniaminkach. Niby racja, a z drugiej strony pokażcie nam gości, którzy regularnie wyczyniają takie rzeczy w naszej lidze. Cisza? No szok, kto by się spodziewał!

W tych okolicznościach sprawę trzeba postawić jasno – skoro Vuković obraził się na Carlitosa i pozostaje nieprzejednany, to Niezgoda powinien był już wcześniej robić u niego za podstawową strzelbę. Jeżeli trener nagle nie dogada się z Hiszpanem trochę nie ma już wyboru i będzie musiał stawiać na Polaka. W związku z transferem Sandro do Dinama Zagrzeb teoretycznie problem rozwiązał się sam. Ale skoro wcześniej trwał tyle czasu, wciąż z tyłu głowy kołacze się myśl, każąca poddać umiejętności selekcyjno-personalne Vukovicia pod wątpliwość. Jeśli zaś prikaz do promowania Kulenovicia poszedł z góry – to tym gorzej.

Generalnie więc problem nieodpowiedzialności w zarządzaniu piłkarzami wciąż pozostaje i nie wiadomo komu go przypisać. Może obu stronom, to znaczy i szkoleniowcowi, i zarządcom? Nie należy wykluczać takiej opcji. Mamy jednak nadzieję, że teraz już cyrki w Legii się skończą, a o miejscu w pierwszym składzie w kontekście Niezgody zacznie decydować wyłącznie jego dyspozycja sportowa. My życzylibyśmy sobie tego podwójnie, bo dobrych polskich napastników w sile wieku w Ekstraklasie zbyt dużo nie mamy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się