var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @ManUtd

BRIT POP: Czyżby wyhamowało?

Autor: Andrzej Cała
2019-09-03 22:06:45

Natrafiłem dzisiaj na ciekawe zestawienie, z którego wynikałoby, że szaleństwo transferowe w Anglii jakby lekko wyhamowało. Triumf rozsądku, stabilizacja rynku, czy zupełnie nic takiego?

 

 

Jak łatwo zauważyć, tylko trzy z dziesięciu największych transferów to transfery piłkarzy, których możemy oglądać na boiskach Premier League. Jeden wewnętrzny (Maguire) i dwa z zewnątrz - Pepe oraz Rodri. 

Z pozoru może się więc wydawać, że coś tutaj nie gra. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Okienko w Anglii zamknęło się w tym roku już 9 sierpnia. Obyło się tym samym bez nerwowego łatania dziur w ostatni dzień sierpnia (tym razem akurat na początku września, ze względu na weekend), które wielokrotnie owocowało szalonymi sumami i transakcjami powodowanymi bardziej koniecznością pokazania kibicom, że kluby dostrzegają problemy po słabszym od założeń początku sezonu, aniżeli rzeczywistą wartością zawodników. To na pewno miało wpływ na liczbę transferów łapiących się do podanego wyżej TOP 10.

Zaglądając w raport firmy Deloitte Sports Business Group dostrzegamy, że angielskie kluby wydały na transfery w tym okienku i tak furę pieniędzy, dokładnie 1,41 mld funtów. To drugi najwyższy wynik po wyczynach sprzed dwóch lat, gdy wydano ok. 200 mln więcej. Zarazem to czwarte z rzędu angielskie okienko letnie, gdy kwota transferów przekroczyła miliard. 

Jakby tego było mało, aż 11 z 20 klubów pobiło swoje rekordy transferowe. Pamiętajmy, że Chelsea zrobić tego nie mogła, bo miała nałożony zakaz transferowy, a Jürgen Klopp twardo zadeklarował, iż uważa kadrę za kompletną. Zrozumieć taką postawę łatwo, w końcu w 2018 r. z konta Liverpoolu (wszystkie kwoty oczywiście w funtach) wyszły przelewy w wysokości 70 mln na van Dijka, blisko 53 mln na Keitę, 39 na Fabinho i ponad 55 mln na Alissona. Plus kilka trochę mniejszych. 

Wspomniane na początku zestawienie pokazuje więc niekoniecznie to, że Anglia przestała być transferowym El Dorado, a raczej wykazało konieczność ogromnych ruchów ze strony hiszpańskich mocarzy, by gonić reprezentantów Premier League w pucharach. Po sezonie absolutnej dominacji w rozgrywkach kontynentalnych (przypomnę - dwa angielskie finały), było to jak najbardziej do przewidzenia. 

Angielskim rynkiem piłkarskim wciąż kręcą gigantyczne sumy, da się tam zarobić wybornie. Nie brakuje jednak głosów, że może nastąpić wyhamowanie. Jak powiedział w rozmowie z CNN reprezentant Deloitte Sports Business Group, Dan Jones, przychody z racji praw do transmisji nie wzrosły aż tak bardzo, jak było to oczekiwane. W efekcie, wydatki klubów na pensje wróciły do poziomu 60% przychodów. Tylko trzy kluby po letnim okienku wyszły na plus - Crystal Palace, Liverpool i Chelsea. 

Ciekawe czasy przed nami jeśli chodzi o brytyjskie transfery, ponieważ Brexit już za progiem, a jakie przyniesie on efekty na scenie piłkarskiego biznesu, nie wie do końca na razie nikt. Jasnym też jest, że do wzięcia są dwa wolne miejsca w Lidze Mistrzów (Liverpool i City są nie do ruszenia), a chętnych znacznie więcej. Chociaż… tutaj sytuacja jest trochę skomplikowana. Dla Chelsea zimowe okienko będzie jeszcze jednym, gdy o wzmocnieniach może tylko pomarzyć, a Tottenham i Arsenal to nie są akurat kluby, których włodarze wybitnie chętnie sięgają do sakiewki. Ale… być może będą musieli. 

Dużo pytań, sporo wątpliwości, a Chris Smalling w Romie. I jakoś się to wszystko nam toczy! 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się