var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: YouTube/KV Mechelen

Antykorupcyjna machina w Hiszpanii ruszyła. Obradović na długiej liście uwikłanych po meczu z 2011 roku

Autor: Krystian Porębski
2019-09-04 22:00:42

Po wielu latach wreszcie rusza proces związany z wydarzeniami z końca sezonu 2010/11. Walka o utrzymanie była niezwykle trudna, liga wyrównana jak nigdy i miało to się skończyć na korupcyjnym procederze z Realem Saragossa i Levante w rolach głównych. W owianym złą sławą meczu brali udział m.in. Gabi, Ikechukwu Uche, Ander Herrera... a na ławce zasiadał Ivan Obradović.

Dawno, dawno temu...

Walencja, 21 maja 2011 roku. 38. kolejka La Liga. Na stadionie Żab miejscowe Levante mierzy się z ekipą z Saragossy. Leones w końcówce sezonu, mimo przyzwoitego składu tańczą na granicy strefy spadkowej. Dwóch pechowców już znamy – Almeria i Hercules nie pozostawiały żadnych złudzeń. Kolejno 30 i 35 punktów miały ekipy, które okazały się zdecydowanie najgorsze w rozgrywkach 2010/11. Dalej było jednak bardzo wyrównanie. Przed ostatnią kolejką ósmy Espanyol i osiemnastą Saragossę dzieliło... 7 punktów.

Tabela La Liga 2010/11 po 37. kolejkach Źródło: BDFutbol.com

W strefie „rażenia” było nieco mniej ekip, ale nadal byt kilku zespołów był niepewny. Nóż na gardle to pikuś, przy tym co musiały odczuwać drużyny zagrożone spadkiem. W ostatniej kolejce trudne zadane miały ekipy Deportivo, które mierzyło się z Valencią oraz Mallorca, której przyszło się zmierzyć z Atletico, jeszcze pod wodzą Quique Floresa. Obie ekipy poległy, a również zagrożone Real Sociedad i Getafe podzieliły się punktami.

Wracając jednak na Estadio Ciudad de Valencia, po obu stronach pojawiło się wielu doskonale dziś znanych zawodników. W zespole Levante wystąpił choćby urugwajski goleador, Cristhian Stuani, klubowa legenda Sergi Ballesteros, a pomocnik Vicente Iborra ogrzewał ławkę do spółki z Felipe Caicedo. Po drugiej stronie było jeszcze ciekawiej – Gabi, Lafita, Ander Herrera, Leo Franco (który od tego czasu zdążył nawet poprowadzić klub w La Liga), czy brat Kalu Uche – Ikechukwu. Zaszczytne miejsce na ławce zajął natomiast Ivan Obradović, wtedy 22-latek, który przebijał się do składu i miał za sobą dość udany sezon – 20 spotkań i 1567 minut na koncie.

Najlepszy spektakl w historii?

Od momentu kiedy doskonale znany arbiter David Fernandez Borbalan po raz pierwszy gwizdnął, zespół gości rzucił się do ataku. Taktykę trenera Aguirre można opisać w prosty, Football Managerowy sposób. Strzały z każdej pozycji i szarża. I to na tyle instrukcji dla podopiecznych, a  gospodarze nie mieli na to odpowiedzi. Lafita, Herrera i Gabi bombardowali bramkę strzeżoną przez Munuę. Pech dla gości chciał, że facet tego dnia ewidentnie się czegoś nażarł, bo bronił jak w transie. Zanim Gabi strzelił po raz pierwszy, Saragossa mogła równie dobrze mieć już „trójkę” na koncie. Dodatkowo sędzia nie uznał dwóch trafień, w tym bramki Uche – napastnik był na spalonym.

38. minuta, Gabi podchodzi do piłki ustawionej przed polem karnym. Strzela zupełnie od niechcenia... a Munua pierwszy raz kapituluje. Późniejszy kapitan Atletico zrobił to genialnie. Nikt nie musiał mu w tym pomagać. W drugiej połowie Saragossa nie prowadziła już tak zdecydowanych ataków, ale nadal była stroną przeważającą, co udowodnił po raz kolejny piłkarz z numerem czternaście. Gabi zabawił się z obrońcami Levante i kropnął z 16. metra... ponownie portero Levante nie miał żadnych szans. Na osłodę dla gospodarzy w 80. minucie trafił Urugwajczyk. Stuani jak to Stuani, dostał wysokie dogranie i strzałem głową pokonał Leo Franco.

Pomijając w tym momencie wszelkie zeznania czy inne doniesienia, jeśli ten mecz faktycznie był ustawiony, to chyba nikt nie przekazał tego bramkarzowi Levante. Sami zawodnicy, jeżeli faktycznie „udawali” to faktycznie wyszło im to bardzo dobrze. Trudno stwierdzić, że bramki padały po ewidentnych wpadkach, błędach rywali. Zadecydował raczej geniusz Gabiego, który w trakcie jednej kolejki zaprezentował dwa trafienia, które mogły spokojnie konkurować do roli gola sezonu...

Co dalej?

Proces na dobre ruszył dopiero 3 września w sądzie w Walencji. Choć dotyczy wydarzeń z 2011 roku, a wstępne doniesienia o procederze pojawiły się już w 2014, to dobrych kilka lat zajęło postawienie sprawców przed sądem. Zapewne dlatego, że sprawa jest bardzo, bardzo niejasna. Według różnych źródeł Levante miało otrzymać od miliona do 1,2 miliona euro. Wśród informacji pojawiających się w hiszpańskich mediach jest mnóstwo sprzecznych faktów, ale ponoć nikt nie przyznał się do winy (choć mówiło się o tym, że wszystko zaczęło się od Gabiego, który rzekomo miał się przyznać). 

To ogromne przedsięwzięcie, które obejmuje przesłuchanie minimum kilkudziesięciu osób – mówi się o liście 41 podejrzanych, którzy mają stawić się przed sądem. Ze względu na to, że spora część zawodników nadal kontynuuje swoje kariery, to prawnicy mają zamiar wykorzystać mechanizm pomocy sądowej. Ma on zastosowanie, kiedy osoba wezwana przed sąd mieszka w danym momencie w znacznej odległości od sądu, który prowadzi daną sprawę. Czy jednak sąd wyrazi zgodę na takie rozwiązanie... Biorąc pod uwagę, że sprawa ma zostać doprowadzona do końca w najszybszym możliwym terminie, można domyślać się, że będzie o to trudno.

 

 

 

W tej sprawie tak wiele rzeczy jest niejasnych, że na ten moment nie sposób ferować jakiekolwiek wyroku. Od tego jest sąd i to on będzie podejmował decyzję. Na ten moment nie wiemy, czy Levante finalnie otrzymało pieniądze i czy faktycznie, jak donoszą media, kwota przekazana przez Real Saragossa została oddana. Czy faktycznie ta sytuacja – jeśli miała miejsce – miała jakikolwiek wpływ na to spotkanie? 

Dla wszystkich jednak najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli wreszcie ten rozdział zostanie zamknięty, a stanie się tak dopiero, kiedy proces dobiegnie końca. Wśród pozwanych jest klub z La Romareda, który powoli zaczyna wychodzić na prostą. Młodzież radzi sobie wyśmienicie, co poskutkowało udziałem w UEFA Youth League, a pierwsza ekipa robi poważne kroki w stronę powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeżeli proces pójdzie nie po ich myśli, może się okazać, że będą musieli zapomnieć o awansie... Natomiast Ivan Obradović, który dopiero co pojawił się w Legii, zamiast koncentrować się na grze, zastanawia się nad swoją przyszłością, choć jest ogromne prawdopodobieństwo, że nie miał nic do czynienia z tą sprawą. Poza tym, że wszystko oglądał z perspektywy ławki rezerwowych.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się