var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: fot. Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Śląsk Vitezslava w krainie czarów, ale ciągle jest sporo do zrobienia

Autor: Piotr Potępa
2019-09-05 15:30:52

Gdyby ktoś przed startem sezonu powiedział nam, że po siedmiu kolejkach Śląsk Wrocław będzie liderem i jedyną niepokonaną ekipą w Ekstraklasie zgłaszalibyśmy odpowiednim organom ucieczkę ze szpitala psychiatrycznego. Nawet teraz kiedy patrzymy w tabelę zastanawiamy się czy z naszymi oczami wszystko w porządku. Vitezslav Lavicka wykonał niesamowitą pracę, wyciągnął z piłkarzy to co najlepsze i dzięki temu kibice we Wrocławiu po 5 latach marazmu w końcu mogą być dumni ze Śląska.

Znalezienie problemu

Największym wyzwaniem dla trenera po zapewnieniu sobie utrzymania było ustalenie w czym problem. Śląsk miał przecież w kadrze teoretycznie niezłych piłkarzy, którzy na pewno nie powinni do ostatnich chwil drżeć o utrzymanie. Problem tkwił w tym, że to był tylko zbiór piłkarzy walczących o własne cele. Nie było tu nawet zalążka charakternej drużyny. Jeden za drugiego z pewnością w ogień by nie skoczył. 

- Zwróć uwagę na zachowanie niektórych na boisku. Po nieudanych akcjach nie zbijamy piątek tylko się na siebie wydzieramy  – mówił mi jeden z piłkarzy.

Miał rację. Kiedy zacząłem obserwować zachowania piłkarzy na boisku faktycznie można było zaobserwować, że piłkarze nie zagrzewają się do walki tylko praktycznie cały czas się kłócą i na siebie krzyczą.

Po zakończonym sezonie trener wraz ze swoim sztabem i dyrektorem Sztylką otworzyli drzwi bardzo szeroko i rozpoczęli wietrzenie szatni. 

 

Źródło: twitter @stankom41

Kiedy weźmiemy z tej listy wszystkich, którzy odeszli na stałe, to żal może być w zasadzie tylko Jakuba Słowika. Ten żal jednak szybko mija kiedy patrzy się co Matus Putnocky wyprawia obecnie w bramce Wrocławian. Farshad? Jeden błysk na początku sezonu, a potem już systematyczny zjazd i tęsknota za swoją ojczyzną. Augusto? Niby coś grał, niby potrafił, ale generalnie to niczego do drużyny nie wnosił. Tarasovs? Tutaj chyba nie ma sensu czegokolwiek tłumaczyć. Cotra? Piłkarz niezły, ale jego kolana były w takim stanie, że najlepszym wyjściem dla niego było zakończenie kariery. Wrąbel? Miał być gwiazdą, którą Śląsk sprzeda na zachód za miliony euro. Skończyło się na tym, że odszedł do Wisły Płock po zakończeniu kontraktu i nawet tam ma problem z wywalczeniem sobie miejsca między słupkami. Piech? Jeden z tych, który sporo krzyczał na boisku, a poza tym lubił stwierdzić, że pierdoli dodatkowe treningi, bo boli go palec. Z tego pierdolenia treningów wynikło generalnie tyle, że Piech do tej pory nie znalazł sobie nowego klubu. No i na koniec Marcin Robak. Pan kapitan, który zmył się przy pierwszej okazji. Bramki zdobywał, ale można odnieść wrażenie, że stawiał swoje indywidualne statystyki ponad zdobyczami drużyny. Ostatnio na twitterze widzieliśmy bardzo ciekawe stwierdzenie, że Śląsk trzeba było najpierw odrobaczyć. Mamy wrażenie, że właśnie odejście Marcina było pierwszym krokiem do budowy drużyny w której jeden będzie walczył za drugiego. Robak natomiast swoje indywidualne statystyki podbija teraz w II lidze, chociaż z tego co widzimy wynika, że póki co nie idzie mu to najlepiej.

Nowe otwarcie – po raz piąty

Źródło: twitter @stankom41

Okno transferowe, jak na możliwości Śląska, można uznać za udane. Większość zawodników, którzy trafili to klubu już pokazuje swoją jakość. Płacheta jest piekielnie szybki, nie boi się pojedynków jeden na jeden i potrafi je wygrywać. Czasem traci głowę pod bramką przeciwnika, ale to jest kwestia doświadczenia – przyjdzie z czasem. Stiglec kapitalnie się przywitał ze Śląskiem, strzelając w Krakowie pięknego gola na wagę 3 punktów. Potem nieco loty obniżył, ale i tak jest solidnym lewym obrońcą i dobrze współpracuje z Płachetą. Putnocky? Niesamowita forma i kapitalne interwencje. Jak wspominaliśmy wyżej kibice Śląska zawsze będą miło wspominać Kubę Słowika, ale myślę, że przeszedł im już żal po jego odejściu, bo to co w bramce wyprawia Matus przechodzi ludzkie pojęcie. Israel Puerto, można powiedzieć, że wrócił do Wrocławia, bo przecież był tutaj z Sevillą, kiedy ta spuszczała Śląskowi manto 5:0. Teraz jest w Śląsku po to żeby razem z nim spuszczać manto innym. Jak na razie pokazuje się z niezłej strony. Jest solidny, potrafi dokładnie podać, dobrze gra w powietrzu, ale trzeba podkreślić, że zdarzają mu się błędy. Na koniec zostawiliśmy Erika Exposito. Zrobiliśmy to celowo, bo z tych „nowych w mieście”, którzy mieli okazję już zaprezentować się kibicom wygląda on zdecydowanie najsłabiej. Potrafi grać tyłem do bramki – fakt. Jest silny i ciężko go przewrócić – fakt. Posiada technikę na przyzwoitym poziomie – fakt. Jest też jednak ociężały, powolny, mało zwrotny i co najważniejsze... nie strzela goli i to też niestety jest fakt. Liczę jednak na to, że trener Lavicka użyje swoich supermocy i wyciągnie jeszcze z niego to co najlepsze. 

No właśnie! Odnośnie supermocy trenera Lavicki. Jedną z nich jest właśnie wyżej wspomniane wyciąganie z piłkarzy tego co w nich najlepsze. Idealnym przykładem na to jest Łukasz Broź. Przed startem sezonu był już jedną nogą poza klubem. Coś nie wypaliło, wrócił do Wrocławia, a trener Lavicka zrobił z niego kawał piłkarza. Gol z Piastem, dwa gole z Lechem, a do tego pewność w obronie i kapitalna współpraca z Lubambo Musondą po prawej stronie boiska. Dawno Śląsk Wrocław nie miał tak dobrze funkcjonujących i współpracujących ze sobą boków. 

Do klubu dołączyli jeszcze Diego Zivulić, Filip Marković i Przemysław Bargiel, ale póki co żaden z nich nie miał jeszcze możliwości zaprezentowania się kibicom. Zivulić dopiero dziś otrzymał certyfikat od FIFA. Marković miał bardzo długą przerwę w poważnym graniu, więc podejrzewamy, że troche czasu minie zanim zobaczymy go na murawie, aczkolwiek trwająca właśnie przerwa reprezentacyjna zdecydowanie działa na jego korzyść. No i młodziutki Przemysław Bargiel, który dopiero co dołączył do Śląska z AC Milan. Tutaj największym plusem jest jego wiek, bo załatwia to Śląskowi temat młodzieżowca na następne dwa sezony. Oczywiście wiadomo, że to też niezwykle utalentowany chłopak. Mimo, że w Milanie mu się nie udało, to nic straconego. Ma przecież dopiero 19 lat. Jeśli będzie mocno trenował, to na pewno będzie miał okazję się pokazać najpierw w Śląsku, a potem? Kto wie.

Jak widzicie sportowo wygląda to naprawdę dobrze. Jest pomysł na grę i przede wszystkim są punkty. Styl czasem jeszcze mocno toporny, ale za styl punkty dostają skoczkowie narciarscy. Piłkarze dostają punkty za zwycięstwa i remisy. Śląsk na tę chwilę jest liderem i jedyną niepokonaną ekipą w Ekstraklasie. Można już więc napisać, że lekcję sportową Śląsk odrobił na ocenę przynajnmiej dobrą. Zobaczymy jak będą wyglądać po przerwie reprezentacyjnej. Czas zejść z boiska i sprawdzić co dzieje się w klubie poza murawą.

Frekwencja, marketing i ogólne zarządzanie

O ile frekwencja ostatnio dopisuje, bo piłkarze grają na przyzwoitym poziomie i biuro prasowe skutecznie nakręca ludzi do przyjścia na stadion, o tyle jest sporo różnych aspektów, które nadal wymagają mnóstwa pracy. 

Po pierwsze koszulki meczowe i to już zaczyna powoli ocierać się o skandal. Mamy siódmą kolejkę sezonu. Śląsk jest póki co niepokonanym liderem, czyli właśnie teraz jest największy popyt na koszulki. I co? Zielone koszulki dostępne są tylko w rozmiarze S. Ta sytuacja trwa już ponad miesiąc. Trykoty miały wrócić do sprzedaży na przełomie sierpnia i września. Nie wróciły. Otrzymałem ostatnio informację, że kolejny termin to połowa września. Kiedy można dobrze zarobić na sprzedaży koszulek te są niedostępne i to nie jest pierwsza tego typu sytuacja we Wrocławiu. Tak być nie może i człowiek odpowiedzialny za zapewnienie dostępności asortymentu powinien się poważnie zastanowić, czy aby na pewno się do tej roboty nadaje.

Po drugie sponsor na koszulki. Niby jest, ale owiany tajemnicą, bo nie chce się jeszcze ujawniać. Miał być SuperBet, potem miał być STS, teraz podobno ma być NobleBet. Problem tkwi tylko w tym, że coś powinno być już na starcie sezonu, a po siedmiu kolejkach nadal tego nie ma. Jest na koszulkach fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” i chwała klubowi za to, bo potrzebującym dzieciakom trzeba pomagać. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że klub piłkarski powinien pilnować też swojego budżetu, a tu na koszulkach nie zarabia, bo są niedostępne, od głównego sponsora pieniędzy nie dostaje, bo go nie ma. Miasto też nie jest już zbyt chętne do finansowania klubu. Potencjalni sponsorzy jeśli się pojawiają to często są zrzucani na drzewo, bo ktoś w klubie myśli, że wysyłanie oferty o którą prosi zainteresowany to robienie czegoś proforma.

Nie tak powinno się zarządzać klubem piłkarskim. Na muzeum powierzchnia na wrocławskiej arenie jest przygotowana, ale nie ma chętnego do sfinansowania tej inwestycji. Porządnego sklepu z bogatym asortymentem też brak. 

No i na koniec najważniejszy temat, czyli budowa centrum treningowego z prawdziwego zdarzenia. Był projekt przebudowy Oporowskiej, ale nie podoba się obecnemu prezesowi. Dlaczego? Możecie o tym przeczytać w mojej rozmowie z Piotrem Waśniewskim. Rozmowę przeprowadziłem pod koniec kwietnia 2019 roku. Podczas tego wywiadu prezes storpedował pomysł budowy centrum treningowego na Oporowskiej twierdząc, że jest tam za mało miejsca. Dodał też, że są wytypowane lepsze lokalizacje. Nie chciał jednak zdradzić konkretów. No i tych konkretów do dziś nie ma. Można więc powiedzieć, że ten najbardziej palący temat został chwilowo(?) wygaszony. Kto by się tam przejmował jakimiś podstawami. 

Podsumowanie

Wynik sportowy zaskakuąco dobry i tu ukłon w stronę zarządu za odnalezienie i wygranie rywalizacji o tak dobrego fachowca jakim bez wątpienia jest Vitezslav Lavicka. Dla Vitezslava Lavicki i Darka Sztylki ukłon za wywietrzenie, odświeżenie i odrobaczenie szatni. Dla Vitezslava Lavicki i Zdenka Svobody ukłon za poukładanie tych puzzli tak że każdy do siebie pasuje i za wyciągnięcie z zawodników wszystkiego co najlepsze. Na koniec ukłon dla biura prasowego za spory udział w budowaniu frekwencji na ostatnich meczach we Wrocławiu.

Niestety należy się też potężna nagana za niedostępne meczowe koszulki i za brak sponsora na tych koszulkach. To nie jest pierwszy raz, więc ktoś po raz kolejny nie wyciągnął wniosków i nie uczy się na własnych błędach. Jeśli Śląsk chce budować swoją markę MUSI zająć się rzeczami pozornie błahymi, ale mającymi ogromny wpływ na wizerunek klubu, a także jego budżet. W obecnej sytuacji finansowej nie wolno olewać potencjalnych sponsorów i ta uwaga tyczy się także wrocławskiego stadionu. 

Wynik sportowy jest dobry, ale z liczeniem na szybki jednorazowy sukces bez rozsądnego planowania i zarządzania nie uda się Śląskowi wskoczyć na wyższy poziom, a nawet jeśli się uda to powrót poziom niżej będzie szybki i bardzo bolesny. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się