var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Raffaele Nappi - “Roberto Baggio. Włoski bóg futbolu”, czyli natchniona (nie)biografia

Autor: Andrzej Cała
2019-09-08 14:00:29

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Tydzień temu rekomendowałem pozycję poświęconą Francesco Tottiemu, a dziś na tapet biorę portret innej wielkiej ikony calcio - Roberto Baggio.

Raffaele Nappi - Roberto Baggio. Włoski bóg futbolu (Wydawnictwo Arena)

Jako że jestem z rocznika 1983 r., karierę Roberto dane było mnie oraz kolegom śledzić całkiem na bieżąco, chociaż byliśmy jeszcze dzieciakami. Nie będzie żadnej przesady w stwierdzeniu, że postać Baggio znały nastolatki pod każdą szerokością geograficzną. Co więcej, wielu wybierając swoją ukochaną piłkarską postać, wcielając się w idola podczas zaciętych bojach na rodzimych podwórkach, ulicach, polach, stawało się właśnie nim - niezbyt wysokim, niezwykle eleganckim w ruchach, totalnie nieszablonowym Roberto.

Gdy przestrzelił karnego w finale Mistrzostw Świata w Stanach Zjednoczonych w 1994 r. miałem poczucie pewnej niesprawiedliwości. To był jego turniej. Mógł jedenastki nie trafić Baresi, Massaro - ok, w porządku. Ale nie “Divin Codino”! Nie facet, który na swoich plecach wprowadził “Azzuri” do wielkiego finału, strzelając 5 goli w fazie pucharowej. Na turnieju, w który przecież nie wszedł doskonale, ba - w drugim meczu został zmieniony z powodów taktycznych w 21. minucie! Z piekła do nieba i znowu do piekła w trakcie miesiąca, to było lato 1994 r. dla Roberto Baggio.

“Roberto Baggio. Włoski bóg futbolu” to nie jest klasyczna biografia. Tak naprawdę trudno nawet wskazać, czym jednoznacznie tych dwieście stron jest - natchnioną opowieścią o natchnionym, dotkniętym boską iskrą piłkarzu? Zbiorem historii, które mają na celu jak najlepsze oddanie tego, jak wiele dzieliło Baggio od miana zwykłego kopacza futbolówki? Polem do pokazania przez Nappiego, że o piłce można pisać nieszablonowo, inaczej?

Spójrzcie chociażby na fragment, który opisuje okoliczności meczu Włochów z Irlandią na wspomnianym wcześniej mundialu.

“Bilety zostały wyprzedane miesiące wcześniej, a z 77 lokali na wyspie Manhattan wytaczali się pijani od najwcześniejszych porannych godzin Irlandczycy, udając się w kierunku olbrzymiego, wysokiego na 12 metrów balonu przypominającego ciemne piwo, który został zawieszony na stadionie. Nie, nic nie mogło się potoczyć inaczej. Punktualnie o 16.00, gdy Księżyc był w znaku Wagi, a Jowisz w znaku Skorpiona, sędzia odgwizdał początek meczu. Spełniły się przepowiednie astrologów”.

Nie jest to pozycja, z której dowiecie się krok po kroku o życiu i karierze fenomenalnego Włocha, ponieważ autor obrał sobie wycinki z nich i dopisał do nich swoje przemyślenia, obrazy, wnioski. Przez cały czas swojego bohatera wynosząc pod niebiosa, nadając mu status kogoś więcej.

Nie może obyć się bez pytania - czy taki styl nie razi? Otóż, tak - może razić. Może budzić trochę wątpliwości. Natomiast w tym momencie trzeba zrozumieć, czym dla Włochów jest piłka, jak podchodzą oni do tej dziedziny życia. Biografia Baggio musiała być natchniona, musiała być inna, bo inaczej nie potrafilibyśmy w pełni zrozumieć, jak wielkim był piłkarzem, jakie emocje budziła jego gra.

Owszem, Nappi momentami przesadza, a jego styl jest aż nadto egzaltowany i grafomański. Bywają fragmenty, gdy mam wrażenie, iż czytam biografię napisaną w szkolnym zeszycie przez zakochanego w Baggio bez pamięci nastolatka. Z drugiej strony, “Roberto Baggio. Włoski bóg futbolu” tym właśnie zyskuje, bo jest pozycją przemyślaną, nieszablonową, wyrazistą. Na pewno nie bez wad, ale zasługującą na uwagę, sprawdzenie.

Szczególnie jeśli tak jak ja masz ciągle przed oczyma to, jak Baggio prowadził Włochów do medalu w Stanach Zjednoczonych, pamiętasz wielki Juventus z nim w składzie, nie zapomnisz nigdy o tym, jak kręcił polskimi obrońcami w kwietniu 1997 r. w Neapolu, gdy “Azzuri” ograli naszą reprezentację 3:0. Dzięki książce Nappiego wiele z tych obrazów nabiera nowych barw, albo przynajmniej się odświeża.

Nasza ocena (1-6): 4+


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się