var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: watfordfc.com

Watford znów działa pochopnie – w miejsce Gracii wraca Quique Flores

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-09-08 16:00:07

Angielskie kluby znane są z tego, że nie mają cierpliwości do swoich menedżerów, ale w tym roku pierwsze zwolnienie przyszło szybciej, niż ktokolwiek by się tego spodziewał. Padło na Javiego Gracię, który po bardzo dobrym okresie w Watfordzie wpadł w lekki dołek. Wydaje się jednak, że to zbyt pochopna decyzja.

Nikt nie podejrzewał, że do pierwszego zwolnienia dojdzie już we wrześniu, zaledwie po czterech kolejkach ligowych. W zeszłym sezonie pierwszy ze swoją pracą pożegnał się Slavisa Jokanović, który zaliczył fatalny start w Fulham i nie potrafił wyciągnąć swojego zespołu z Dołka. „The Cottagers” nie potrafi się odbić aż do samego końca rozgrywek i ostatecznie pożegnali się z ligą, więc ta decyzja nie miała żadnego wpływu na losy zeszłorocznego beniaminka. Tutaj decyzja padła jeszcze szybciej i była dość nieoczekiwana. Owszem, Watford bardzo słabo wszedł w nowy sezon, ale przecież Javi Gracia była bardzo szanowanym menedżerem.

Królowie otwarcia

Watford w ostatnich dwóch sezonach miało tendencję do znakomitego rozpoczynania rozgrywek ligowych. Najpierw „Szerszenie” były rewelacją sezonu pod wodzą Marco Silvy, a rok później tej samej sztuki dokonał wspomniany już Javi Gracia, który zastąpił Portugalczyka na stanowisku. W obu przypadkach było podobnie – Watford bardzo mocno rozpoczynał kampanię, znajdował się na miejscach gwarantujących grę w europejskich pucharach, a z następnymi kolejkami powolutku usuwał się w kierunku środka tabeli.

Nikt jednak nie miał pretensji do trenerów – przecież miejsce „Szerszeni” właśnie jest gdzieś pomiędzy pucharowiczami a spadkowiczami. Watford nie ma aż tak dużego budżetu, nie przeprowadza wielkich transferów, a w poprzednim sezonie utracił Richarlisona, który teraz znakomicie spisuje się w barwach Watfordu.

Javi Gracia jednak dokonał z tym składem czegoś niesamowitego i awansował do finału Pucharu Anglii. Co prawda tam na ekipę „Szerszeni” czekał Manchester City, który wręcz rozjechał swojego rywala, ale w tej lidze nikt nie ma podjazdu do ekipy Pepa Guardioli, która zdobyła wszystkie możliwe puchary na krajowym podwórku. Właśnie ten sukces sprawił, że włodarze Watfordu bardziej uwierzyli w siłę swojego zespołu.

Niezłe okienko i fatalny start

Być może to właśnie ten awans do finału Pucharu Anglii sprawił, że wszystkim wyostrzyły się apetyty. Problem jednak w tym, że Watford wcale nie przeprowadził jakichś niesamowitych transferów w letnim okienku. Podstarzałą linię defensywną wzmocnił doświadczony Craig Dawson, z wolnego transferu przyszedł Danny Welbeck, który w ostatnich latach miał ogromne problemy z kontuzjami, a jedynym emocjonującym ruchem było ściągnięcie Ismaili Sarra z Rennes, na którego klub pobił swój rekord transfery.

Problem jednak w tym, że zarówno Welbeck jak i Sarr nie grają. Javi Gracia bardzo ostrożnie wprowadza ich do pierwszego zespołu, a trzon w dalszym ciągu stanowią ci sami zawodnicy. No i tutaj dochodzi kolejna przeszkoda, bo Troy Deeney doznał poważnej kontuzji, a Gerard Deulofeu jest całkowicie bez formy. Doucoure i Pereyra sami tego nie udźwigną i w rezultacie gra „Szerszeni” zaczęła mocno kulać.

Drużyna, która w poprzednich sezonach była znana ze swojego całkiem ofensywnego stylu gry i niezłych kontratakach, nagle bez swoich liderów wygląda niezwykle przeciętnie. Podopieczni Javiego Gracii po czterech kolejkach zajmują ostatnie miejsce w ligowej tabeli i mają na swoim koncie zaledwie jeden punkt. Jest to bardzo słaby wynik, ale przecież nie z takich dołków już się wychodziło.

Władze Watfordu uznały jednak, że to odpowiedni czas, żeby pożegnać się ze swoim trenerem. Trenerem, który przecież wprowadził ten zespół na dużo wyższy poziom i sprawił, że zawodnicy w ogóle nie odczuli odejścia Marco Silvy. Czy więc to nie była zbyt pochopna decyzja?

Powrót Quique Floresa

Zaledwie godzinę po zwolnieniu Gracii pojawiła się informacja, że w miejsce Hiszpana przyjdzie… Quique Flores, który już przecież w przeszłości prowadził Watford. I to z całkiem niezłym skutkiem. Flores prowadził ekipę ówczesnego beniaminka i zajął bezpieczne miejsce w środku tabeli oraz wywalczył awans do półfinału Pucharu Anglii.

Nie wiedzieć czemu, ale władzom było jednak za mało. Kibice byli oburzeni decyzją o zwolnieniu Floresa i nie spodziewali się, że po tak dobrym sezonie dojdzie do wymiany menedżera. Problem jednak nie był na boisku, a w szatni, gdzie dochodziło do coraz większych zgrzytów. No i tutaj dochodzi do tego samego problemu, jaki był w przypadku Gracii czy Silvy – „Szerszenie” znakomicie weszły w sezon, a potem nastąpił drastyczny spadek formy.
Wszyscy w klubie bez żalu pożegnali Floresa i dali mu do zrozumienia, że nie był odpowiednim człowiekiem na to stanowisko. Dlatego dziwi więc, że ponownie zdecydowano się na jego zatrudnienie. I dziwi tutaj nie tylko decyzja zarządu, ale także samego trenera, który odważył się na powrót do klubu.

Co dalej czeka na Watford?

Początek Quique Floresa w nowym-starym klubie może być jednak niezwykle trudny. W najbliższą niedzielę „Szerszenie” zmierzą się z Arsenalem, a tydzień później z Manchesterem City. Później jednak wcale nie będzie dużo łatwiej, bo po meczu w Pucharze Ligi ze Swansea przyjdzie wyjazd do Wolverhampton. Flores będzie mógł co prawda odetchnąć domowym starciem z beniaminkiem z Sheffield, ale zaraz znowu przyjdzie wyjazd na White Hart Lane z Tottenhamem.

Hiszpan będzie musiał się więc niezwykle postarać, żeby od razu odmienić grę swojego zespołu. Równie dobrze może się okazać, że w grze „Szerszeni” nic nie ulegnie poprawie i wówczas wszyscy zapłaczą za Javim Gracią. Tak czy inaczej, zarząd Watfordu już przyzwyczaił nas do podejmowania dziwnych i zbyt pochopnych decyzji, które były dobrym rozwiązaniem tylko na krótką chwilę, a później wszystko wracało po staremu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się