var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Boże drogi, co za bałagan, tego nie da się oglądać! Polska – Austria 0:0

Autor: Maciej Golec
2019-09-09 23:10:02

Nie tego oczekiwaliśmy, choć, mówiąc szczerze, spodziewaliśmy się, że tak to może wyglądać. Od reprezentacji Polski zalatywało dziś nutką bezradności z dodatkiem aromatu chaosu. Od Austriaków odstawaliśmy taktycznie, motorycznie i co najważniejsze – jakościowo. Dlatego z jednej strony wynik 0:0 jest najlepszym, jaki mogliśmy dziś uzyskać, a z drugiej, powinien on skłonić pewne osoby do refleksji, bo na grę Polaków zwyczajnie trudno patrzeć z uśmiechem na twarzy. Chyba że ironicznym.

Personalne wybory Jerzego Brzęczka na mecz z Austrią mogły napawać optymizmem. Selekcjoner wreszcie szukał innych rozwiązań nieudanym meczu i spróbował czegoś nowego. Kownacki i Bielik w pierwszym składzie to w końcu nie jest codzienność jeśli chodzi o naszą kadrę. A zwłaszcza o kadrę pod batutą Brzęczka.

Ale mecz się wreszcie rozpoczął, papier poszedł do śmieci, a na boisku wyglądało to co najmniej tak źle jak kilka dni temu w Słowenii, o ile nie gorzej. Austriacy nie pozwalali nam na wiele, a gdy już pojawiał się zalążek udanej akcji ofensywnej, to zostawał wcześniej czy później kasowany. Chaos. Tak to można w wielkim skrócie określić. Na tle Austriaków wyglądaliśmy jak jakieś Rayo na tle Barcelony. Zostaliśmy zdominowani, rywale rozbrajali nas głównie natychmiastowym odbiorem, szybkością grania i pomysłowym rozegraniem. Udokumentowaniem tej przewagi powinna być bramka w 10. minucie, ale Arnautović przegrał walkę ze słupkiem polskiej bramki. Za to z Glikiem chwilę wcześniej poradził sobie bez problemu.

Kwestią czasu wydawała się bramka dla Austrii. Jej piłkarze dużą liczbą angażowali się w akcje ofensywne i no właśnie, na ich połowie pozostawało sporo wolnego miejsca. Najpierw setki nie wykorzystał Lewandowski po podaniu zewniakiem Grosickiego, a kilka minut później Austrię uratowała kapitalna interwencja Stankovicia. Ale z przebiegu gry grzechem byłoby napisać, że zasługiwaliśmy na jakiekolwiek ciepłe słowa. Niech pojedyncze zrywy nie zaciemniają obrazu naszej gry.
 



Austria zamykała nas we własnym polu karnym przez kilka minut bez przerwy, Austria klepała na naszej połówce bez żadnej presji, Austria zdominowała nas w posiadaniu piłki – w Warszawie przy 57 tysiącach ludzi. Mogło zaboleć, zwłaszcza że faktycznie, jeśli chodzi o umiejętności czysto piłkarskie, biało-czerwoni zostali gdzieś na przedmieściach stolicy, a Austriacy wręcz przeciwnie, bawili się jak chcieli. 

Różnica między obiema drużynami była następująca: goście wymieniali dziesiątki podań, ale gdy trzeba było przyspieszyć tempo, wystarczyły 2-3 zagrania, by nagle zrobiło się niebezpiecznie, czasami nawet sam na sam z Fabiańskim. My natomiast praktykowaliśmy dobrze znaną wszystkim lagę na Lewego i wrzutki ze skrzydeł. O ile w ogóle mieliśmy możliwość podejść wyżej, bo austriacki pressing przeważnie działał bardzo sprawnie.

Najjaśniej dziś świeciła u nas gwiazda Łukasza Fabiańskiego. Kilka razy ratował tyłek naszym obrońcom, którzy nie nadążali za kombinacyjną grą Austriaków, wybronił też strzały z dystansu i pewnie wyglądał na przedpolu. Nie chcemy sobie wyobrażać co by było, gdyby nasz bramkarz dopasował się poziomem chociażby do Dawida Kownackiego. Jego niechlujność i niedokładność raziła w oczy, trudno było się też dopatrzyć jakiegoś celnego dośrodkowania z jego strony. Żal patrzeć, dlatego zdjęcie go z boiska nie mogło nikogo dziwić. A zasmucić powinno tylko szkoleniowca Austriaków.

Nie tak to miało wyglądać. Co prawda mogliśmy się tego spodziewać, ale po arcyważnym meczu z bezpośrednim i najgroźniejszym rywalem w grupie oczekiwaliśmy jakości i przejęcia inicjatywy, ustawienia meczu pod siebie. A tak po dwóch meczach mamy zero bramek, jeden punkt i zmienioną o 180 stopni perspektywę awansu. Nagle z bezproblemowej, przyjemnej ścieżki zrobiło się trochę gorąco, bo druga Słowenia traci do nas już tylko dwa, a trzecia Austria trzy punkty.

Zamiast doceniać, a może nawet przeceniać klasę Austrii, powinniśmy zastanowić się nad sobą i nad tym, co my grając w ten sposób chcemy osiągnąć. 21-5 w strzałach dla podopiecznych Franco Fody mówi samo za siebie. Wnioski, wnioski i jeszcze raz wnioski. Jak najszybciej.

Polska – Austria 0:0
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Grosicki (70’ Szymański), Krychowiak, Bielik, Zieliński, Kownacki (58’ Błaszczykowski, 77’ Klich) – Lewandowski.

Austria: Stanković – Laimer (90’ Gregoritsch), Dragović, Posch, Ulmer – Lazaro (77’ Ilsanker), Baumgartlinger, Laimer, Sabitzer, Alaba – Arnautović.

Żółte kartki: Klich – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędzia: Viktor Kassai (Węgry).

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się