var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Taktyczna Sieczka #1: Narodowe podpieranie ścian, czyli poradnik Polaków jak nie grać w piłkę

Autor: Aleksandra Sieczka
2019-09-10 15:00:52

– Skoro już przyjechaliście, to grajcie – pół żartem można było odnieść wrażenie, że zamiast wytycznych, padły tylko takie słowa. I bynajmniej nie wynikały one z przesadnej gościnności. Piłkarze Jerzego Brzęczka nawet nie próbowali zachowywać pozorów, że chcą mieć inicjatywę po swojej stronie.

Introwertyk na imprezie

Postawę Polaków w tym spotkaniu tak naprawdę można sprowadzić do słowa „asekuracja” i raczej nie będzie to nadużycie. Niezależnie od fazy starcia, wszystko to, co robili, było naznaczone potężną dawką zachowawczości. W obronie schodzili bardzo głęboko, bo albo ustawiali się bezpośrednio przed własnym polem karnym, albo już w jego obrębie. Trudno jednak powiedzieć, żeby miało to pozytywny wpływ na reakcję, odbiór czy szybkość wyprowadzania kontrataków. Wręcz przeciwnie – gospodarze cofali się bezwiednie, dla samego cofania, wcale przy tym nie pilnując odległości ani względem siebie, ani przeciwników. W ataku natomiast, najczęściej wszystko sprowadzało się do długiego zagrania w kierunku najbardziej wysuniętego zawodnika i wcale warunkiem niezbędnym nie musiała być jego obecność. Działało to tak samo, jak wycofanie w głąb własnego pola karnego – bez udziału świadomości.

Można było spokojnie odnieść wrażenie, że biało-czerwoni mają do takiego stopnia wpojoną zachowawczość, że ani przez myśl im nie przemknęło postawić się rywalowi. Wszak przyjechał w odwiedziny i się dobrze bawi – żaden dobry gospodarz by sobie nie wybaczył, gdyby to popsuł. I właśnie w ten sposób grali Polacy. Woleli całkowicie oddać inicjatywę niż choćby dać szansę jakiemukolwiek innemu pomysłowi, który wyklucza grę asekuracyjną.

Warto cofnąć się do samego początku spotkania, kiedy piłkarze Jerzego Brzęczka tak na dobrą sprawę do 3. minuty, tylko raz znaleźli się przy piłce. Po czym zamiast trochę uspokoić grę, Fabiański zagrał długie podanie w kierunku Lewandowskiego. Jak się łatwo można domyślić, Austriacy od razu je przechwycili. Żeby jednak zrozumieć, dlaczego ta sytuacja jest aż tak znamienna, przede wszystkim wypada rzucić okiem na to, w jaki sposób przeciwnicy budowali swój atak pozycyjny i do jakiego stopnia mogli się wówczas wyluzować.

Futbol bez ograniczeń

Z jednej strony trudno się dziwić, że Polacy w planach mieli jedynie lagę na ofensywę, skoro w momencie wstępnego wprowadzenia piłki do gry z linii obrony, nikt nie pokazywał się do podania w środkowej strefie. Z drugiej trzeba się dziwić, dlaczego w ogóle ktoś na to pozwolił. Odsuwając na chwilę na bok to, że Krychowiak w wielu przypadkach w ostatniej chwili przecinał groźnie zapowiadającą się akcję lub desperacko wygarniał rywalowi piłkę, tak naprawdę trudno powiedzieć, jakie zadania ma realizować w duecie z Bielikiem.

Zwłaszcza jeżeli wyglądało to w ten sposób i właśnie jedyną opcją było dalekie zagranie, które kończyło albo od razu pod nogami Austriaków, albo działo się tak bezpośrednio po zgraniu piłki. Przeciwnik podchodził dość wysoko, starając się ograniczyć pole gry, kiedy – rzadko – Polacy starali się rozegrać od tyłu. W przypadku, kiedy – i to już w przeważającej większości przypadków – inicjatywa była po stronie gości, nie zaczynali rozegrania od swojego pola karnego, tylko starali się ustawiać w okolicach koła środkowego. Żeby w ten sposób zagarnąć jak najwięcej przestrzeni.

Bardzo istotną rolę w takich przypadkach odgrywały boczne sektory boiska. Bo chociaż Polacy „na papierze” starali się jakoś trzymać w ryzach ustawienie, to nie miało to żadnego przełożenia na konkretne sytuacje. Dlatego kiedy trio Ulmer-Alaba-Sabitzer/Laimer rozgrywało na jeden kontakt, biało-czerwoni nie mieli szans, żeby je powtrzymać. Reagowali zdecydowanie za późno, już po podaniu, kiedy dawno temu jeden z „elementów” trójkąta wyszedł na pozycję. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na zachowanie Alaby, który nie trzymał się linii bocznej, a cały czas balansował między środkiem pola a skrzydłem, stale zapewniając opcję zagrania.

Poradnik negatywnego myślenia

Gdyby swoboda w rozegraniu Austriaków kończyła się w środku pola, to jeszcze można byłoby powiedzieć: „Tak, Polacy dobrze się przesuwają, są konsekwentni i wypychają rywala”. Cały problem polega jednak na tym, że gdziekolwiek i cokolwiek przeciwnik sobie zamarzył, mógł to robić. Dość wyraźnie ukazują to wszystkie te sytuacje, kiedy Polacy wyglądali na bardzo z siebie zadowolonych, że ustawili się w dwie linie, po czym okazywało się, że tak naprawdę to nie za bardzo wiedzą co z nimi zrobić.

Trudno tak naprawdę powiedzieć, co wynika z tego, że w tej sytuacji można wyodrębnić dwa bloki. Zwłaszcza iż chwilę wcześniej Laimer miał po kilka metrów miejsca z każdej strony, żeby spokojnie przygotować podanie do Ulmera. Podobnych akcji nie brakowało w drugiej części meczu, gdy Arnautović biegał między dwoma liniami biało-czerwonych w okolicach 16. metra i spokojnie rozrzucał piłkę z jednego boku na drugi.

Pewnie gdyby Austriacy wymieniali więcej przecinających prostopadłych podań, które otwierały drogę do bramki Fabiańskiego, zamiast bawić się w wymianę piłek na małej przestrzeni w polu karnym, wynik byłby zupełnie inny. Chyba jednak stwierdzili, że zamiast oddawać strzał za strzałem, będą się dobrze bawić. Bo w inny sposób nie da się wyjaśnić zachowania jak na grafice powyżej, kiedy Arnautović zdołał rozłożyć ręce w polu karnym, wstrzymać akcję i dopiero zagrać do Alaby, a i tak nikt nie miał najmniejszego zamiaru, żeby mu w tym jakoś przeszkodzić.

Zresztą Polacy mieli ogólnie ogromny problem, żeby w odpowiedni sposób zareagować. Jakby jedynie przyswoili obrazek, który przedstawił im sztab szkoleniowy, bez realnej reakcji na grę przeciwnika. Dlatego tak często w pierwszej połowie bunkrowali się w okolicach 16.-25. metra, pozwalając Austriakom na spokojną wymianę krótkich podań.

Jednocześnie notorycznie odkrywali boczne sektory przez co zarówno Ulmer, jak i Lazaro pozostawali bez krycia. Linia defensywy ustawiała się bardzo wąsko, a wcale nie oznaczało to, że zagęszczano środkową przestrzeń między dwoma blokami. W skrajnych przypadkach zdarzało się nawet, że kiedy po jednej stronie nie szło (akurat na grafice powyżej w roli głównej jest Sabitzer, ale równie dobrze mógł być to Ulmer), to szukano „przegrania” przez półkole i na przeciwległą flankę. I niezwykle często Lazaro miał już tam pełne pole do popisu.

Kreowanie rzeczywistości, nie gry

Szkoda tylko, że zamiast skoncentrować się na szukaniu rozwiązań, w kadrze za wszelką cenę starają się stworzyć swoją własną rzeczywistość, w której wszystko samo się ułoży, bo przecież jeszcze chwilę temu drużyna odnosiła zwycięstwa, a sytuacja w grupie jest świetna. Trudno jednak przy tym wszystkim nie odnieść wrażenia, że zespół stoi w miejscu.

Bo tak naprawdę o tym pomyśle, który rzekomo jest na etapie kiełkowania, ciągle się mówi, a w czasie starcia równie dobrze można by było puścić nagranie ze świerszczami. Nie da się być zadowolonym po meczu, który zakończył się remisem nie ze względu na solidne i konsekwentne ustawienie, a przez furę szczęścia i niezdecydowanie przeciwnika. Biało-czerwoni tak naprawdę nie zrobili nic, co mogłoby przemówić za tym, że faktycznie jest jakaś koncepcja, do której sztab szkoleniowy zmierza małymi kroczkami.

Tym bardziej nie da się mówić o jakimkolwiek modelu gry, skoro w spotkaniu z Austrią jedyne co można wciągnąć pod szyld „narodowe”, to podpieranie ścian w oczekiwaniu na katastrofę.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się