var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Takie mecze, że w oczach naszych i selekcjonerach łatwiej było stracić niż zyskać. Wygrani i przegrani zgrupowania

Autor: Mariusz Bielski
2019-09-10 20:00:50

Patrzymy teraz na tabelę naszej grupy eliminacyjnej i już nie czujemy takiego spokoju jak przed tym zgrupowaniem. Wcześniej – znając potencjał i Słowenii, i Austrii – byliśmy bardziej w opcji „kiełbasy do góry, ogramy ich”. Tak też wynikało zresztą z wielu wypowiedzi naszych reprezentantów. A że rzeczywistość brutalnie ich zweryfikowała, to wypadałoby się zastanowić kto w dwóch ostatnich meczach najwięcej zyskał w naszych oczach, a kto stracił. Niestety, tych drugich jest więcej.

WYGRANI:
Krystian Bielik – Do jakiej reprezentacji ten chłopak by nie wszedł, to od razu stawał się wyróżniającą postacią. Do tego stopnia, że nawet w debiucie w seniorach pokazał się na tyle dobrze, by uznać go za jednego z najlepszych (najlepszego?) graczy z pola. A skoro równocześnie na Klicha nie dało się patrzeć, to piłkarz Derby County wywalczył jeszcze miejsce w wyjściowej jedenastce na Austrię. Co prawda tym razem już tak wielkiej furory nie zrobił, aczkolwiek zdecydowanie nie był też jednym z gorszych piłkarzy. Zdaje się, iż Krystian jest już gotowy na częstsze występy w głównej reprezentacji. Może nie zawsze od pierwszej minuty, lecz na pewno należy go traktować jako wartościowego członka drużyny. No i przy okazji diamencik do oszlifowania.

Grzegorz Krychowiak – Wiadomo, nawet kiedy prezentował fatalną formę i tak był nietykalny. Umieszczamy go tu jednak ze względu na to, że dzięki dwóm dobrym występom odzyskał zaufanie kibiców. Jasne, ze Słowenią miał swój udział przy stracie pierwszego gola, aczkolwiek tyle razy też doskonale się ustawiał, iż pewnie też kilka razy uratował biało-czerwone tyłki. Austria? Tu już totalny kozak, momentami odwalający robotę za dwóch. To samo – gdyby nie jego zaangażowanie, pewnie nie wyciągnęlibyśmy nawet remisu. W pewnym momencie brał się nawet odważniej za przyspieszanie akcji i całkiem sensownie mu to szło. Takiego Grześka życzylibyśmy sobie oglądać w każdym meczu kadry.

Tomasz Kędziora – Okej, może nieco naciągamy tę kandydaturę. I za Słowenię, i za Austrię daliśmy mu ocenę 4 (w skali 1-10, gdzie wyjściowa to 5), jednakże w obu tych meczach trudno było mieć do niego większe pretensje za postawę w defensywie. Jeśli już obie ekipy groźnie atakowały ze skrzydła, to raczej tego obstawionego przez Beresia. Chociażby taki Verbić – kumpel Tomka z Dynama Kijów – w sumie nie zrobił nam większego „kuku”. Jakkolwiek spojrzeć Kędziora wygrywa większość pojedynków w defensywie, nie popełnia błędów w ustawieniu, lecz też bardzo rzadko pokazuje się w ofensywie. Szkoda, ponieważ chociażby z Izraelem pokazał, że potrafi. Jerzy Brzęczek po tych dwóch spotkaniach zapewne utwierdził się w przekonaniu, iż Tomek może meczu mu nie wygra, ale istnieje też mała szansa, by jakieś zawalił.

PRZEGRANI:
Krzysztof Piątek – Nie wiemy czy konstruując wyjściową jedenastkę na Austrię Brzęczek zasugerował się vox populi. Faktem jest jednak to, że po fatalnym występie Piątka ze Słowenią i mając w pamięci jego bardzo słabą formę w Milanie, momentalnie przestano wierzyć w jego cudotwórstwo. W zasadzie mieliśmy wrażenie, iż przeciwko Słowenii graliśmy w dziesięciu. Wyobraźcie to sobie zresztą – 19 kontaktów z piłka w 76 minut, z czego 29% miał niecelnych i zaliczył 5 strat. Coś nam mówi, że jeśli w najbliższym czasie nieco więcej w Napoli zacznie grać Milik, to w październiku wyprzedzi Pio Pio w hierarchii, ewentualnie na stałe wrócimy do gry jednym napastnikiem.

Michał Pazdan – Dość dziwny jest to przypadek, ponieważ wysoką jakość potrafi dać tylko w parze z Glikiem. No ale że większe możliwości i potencjał ma Bednarek, to naturalne, iż stoper Ankaragucu może być co najwyżej numerem trzy. Sęk w tym, że gdy ostatnio dostaje szanse, przeważnie nawala. Po dwóch błędach prowadzących do utraty gola ze Słowenią modliliśmy się, by do zdrowia jak najszybciej powrócił Glik, bo oczami wyobraźni widzieliśmy jak Arnautović przestawia Michała niczym pachołek treningowy. Szczerze powiedziawszy na miejscu selekcjonera zastanowilibyśmy się, czy to już jest ten moment, by szukać kogoś innego na jego miejsce.

Mateusz Klich – Pomocnik Leeds u Brzęczka rozegrał już więcej spotkań niż u Smudy, Fornalika i Nawałki razem wziętych. Trudno było jednak w pewnym momencie nie pomyśleć, iż sporo jest w tym ciągnięcia za uszy lub promowania go na zasadzie „z braku laku dobry kit”. Ostatnie słowo  najlepiej określa to, co wnosił do gry pierwszej drużyny i kto wie, czy występem ze Słowenią znacznie nie pogorszył swoich notowań u selekcjonera. Przeciwko niej był bowiem po prostu bezużyteczny. Pal sześć już nawet zawalenie krycia przy golu – trudno, zdarza się. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę jego charakterystykę, szybko zorientujemy się, iż to nie ma szans właściwie działać. Dyscyplina taktyczna w obronie to nie jest jego mocna strona, a my przecież właśnie tak często gramy – cofnięci, zorientowani na kontry. Czyli zupełnie inaczej niż Leeds, gdzie jest mnóstwo gry po ziemi, krótkich, dynamicznych podań i dużo ruchu wokół. W warunkach gry, na jakiej polegają biało-czerwoni taki zawodnik po prostu nie ma prawa się sprawdzić.

Jakub Błaszczykowski – Nie ukrywamy, iż dość optymistycznie patrzyliśmy na powrót tej żywej legendy do kadry. Był przecież w niezłej formie, co najlepiej udokumentował gnębiąc ŁKS w Ekstraklasie. Jego wejście na boisko ze Słowenią przypomniało nam jednak jak wiele dzieli poziom naszej ligi od tego reprezentacyjnego. To raz, a dwa – Kubę znów przytłoczyło zdrowie, ponieważ wczoraj doznał kontuzji, zszedł po 19 minutach i ma być niedostępny do gry przynajmniej do końca września. Chyba przyszedł czas, by pogodzić się, ze data przydatności Błaszczykowskiego dla reprezentacji już minęła. Tym bardziej, że piszemy to już bodaj trzeci raz.

Jerzy Brzęczek – Jak dotychczas byliśmy wobec niego bardzo sceptyczni, tak po dwóch ostatnich meczach przestaliśmy mu ufać kompletnie. A przyczynił się do tego w różnoraki sposób. Przede wszystkim minął rok jego kadencji, a my nadal o tej drużynie nic nie wiemy. Jak chcemy grać? Dlaczego akurat tak? Które ustawienie jest tym wyjściowym? Czemu niektórzy zawodnicy dostają takie role a nie inne? Do tego Brzęczka pięknie podsumował Bielik, który wspomniał o magicznym zaklęciu „Krystian, próbuj”, jakim podzielił się nim selekcjoner tuż przed debiutem. Co oznacza też tyle, że nasi poszczególni reprezentanci raczej nie stoją murem za tym człowiekiem, nie poszliby za nim w ogień. Gdyby tak, było, nikt nie odważyłby się na tego typu tekst w mediach. W końcu mamy wrażenie, że wczoraj szkoleniowiec próbował z nas zrobić idiotów swoimi wypowiedziami, które analizowaliśmy w osobnym tekście.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się