var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: palloliitto.fi

Lot puchaczy nad Europą – czy Finlandia w końcu wystąpi na wielkiej imprezie?

Autor: Maciej Kanczak
2019-09-11 16:30:05

Chociaż w minioną niedzielę Finowie przegrali u siebie z Włochami 1:2, porażka ta absolutnie nie zepsuła dobrego wrażenia, jakie „Suomi” robią od początku eliminacji EURO 2020.

Reprezentacja Finlandii nigdy nie grała w finałach wielkiej imprezy. A przecież, na przełomie wieków miała naprawdę znakomitych piłkarzy w składzie. Jariego Litmanena nie trzeba nikomu przedstawiać, Samiego Hyypii również. Obok nich w składzie byli gracze może nie tak świetni, ale na arenie międzynarodowej z pewnością szanowani i poważani: Mikael Forsell (Chelsea, Borussia Moenchengladbach, Crystal Palace), Antti Niemi (Glasgow Rangers, Southampton FC), Teemu Tainio (AJ Auxerre, Tottenham Hotspur) czy Mika Vayrynen (PSV Eindhoven). A jednak każda kolejna próba awansu na ME czy MŚ była niczym próba nauki języka angielskiego przez syna Adasia Miauczyńskiego w „Dniu świra”, Jak krew piach.

Bez zaproszeń na salony

U bram wielkich turniejów Finowie stawali dwukrotnie. W eliminacjach MŚ 1998 w grupie rywalizowali z Norwegią, Węgrami, Szwajcarią i Azerbejdżanem. „Lovene” byli poza zasięgiem rywali (sześć zwycięstw i dwa remisy), ale „Suomi” wespół z „Madziarami” i „Helwetami” stoczyli pasjonujący bój o miejsce barażowe. Jako pierwsi spasowali Szwajcarzy, którzy nie wygrali trzech ostatnich meczów. Finowie i Węgrzy o drugą lokatę walczyli w bezpośrednim pojedynku w ostatniej kolejce eliminacji. Na Olympiastadion w Helsinkach gospodarze musieli wygrać, gości w pełni satysfakcjonował punkt. Od 69. minuty podopieczni Richarda Mollera Nielsena prowadzili 1:0 po trafieniu Anttiego Sumiali. Węgrzy wyrównali jednak w trzeciej minucie doliczonego czasu gry po samobójczej bramce Teuvo Moilanena.

Dziesięć lat później, w kwalifikacjach do EURO 2008 Finowie, tym razem dowodzeni przez Roya Hodgsona, trafili do, wydawało się, grupy śmierci. Los skojarzył ich z Portugalią, Polską, Serbią, Belgią, Armenią, Azerbejdżanem i Kazachstanem. Awans na ME w Austrii i Szwajcarii zapewniały sobie dwie najlepsze drużyny narodowe w grupie (nie rozgrywano wówczas barażów), lecz wydawało się, że dla „Huuhkajat” to akurat mało znacząca informacja. Eksperci plasowali ich bowiem w tabeli nad triem krajów z byłych republik radzieckich.

Eliminacje rozpoczęli jednak z wysokiego „c”. Jesień 2006 zakończyli bez porażki na koncie, w pięciu meczach gromadząc 11 punktów. Rozbili Polskę na wyjeździe (3:1), u siebie zaś nie dali się pokonać Portugalii (1:1). Wiosną jednak mocno spuścili z tonu: niepodziewanie przegrali z Azerbejdżanem (0:1), za mocna była dla nich również Serbia (0:2). Grupa A miała jednak to do siebie, że co kolejkę któraś z czołowych reprezentacji potykała się z mniej renomowanym przeciwnikiem, więc kolejne wygrane z Belgią (2:0) i Kazachstanem (2:1) sprawiły, że Finowie, dowodzeni przez weterana Litmanena, znów wrócili do gry o awans.

Przed ostatnią serią spotkań sprawa była jasna – bilety w Alpy zabukowane mieli tylko Polacy, zaś reprezentacje Portugalii i Finlandii musiały rywalizować o nie w eliminacyjnym epilogu. Znów, jak w 1997 roku, przedstawicielom kraju nordyckiego potrzebne było zwycięstwo, graczom z Półwyspu Iberyjskiego zaś wystarczał remis. Ostatecznie na Estadio Dragao w Porto obie ekipy podzieliły się punktami. Wynik 0:0 jest jednak mylący, bo Cristiano Ronaldo i spółka mieli tamtego wieczoru przygniatającą przewagę. W kierunku bramki Jussiego Jaaskelainena posłali łącznie 18 strzałów, podczas gdyich rywali stać było tylko na dwa.

Tym samym Finom znów koło nosa przeszła niepowtarzalna szansa na pojawienie się na piłkarskich salonach. W kolejnych pięciu kampaniach eliminacyjnych nie zbliżyli się już do podobnych wyników, zatem ich największym sukcesem reprezentacyjnym pozostaje 4. miejsce w piłkarskim turnieju Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 1912 roku (choć wówczas wchodzili jeszcze w skład Imperium Rosyjskiego, dopiero od 1917 stali się niepodległym państwem). Poza tym reprezentanci kraju z Europy Północnej raz triumfowali w nieistniejących już mistrzostwach nordyckich w sezonie 2000/2001 oraz zajmowali 2. (2012) i 3. miejsce (2014) w towarzyskim turnieju Baltic Cup.

Wracając jeszcze do pechowo przegranych kwalifikacji do MŚ 1998 i EURO 2008, ich wspólnym mianownikiem był fakt, że w obu przypadkach z ławki dowodzili Finami uznani selekcjonerzy z zagranicy. W latach 1996-1999 za wyniki odpowiadał Richard Moller Nielsen, który w 1992 roku poprowadził Danię do sensacyjnego mistrzostwa Europy. Z kolei od 2006 do 2007 Finami opiekował się były trener między innymi reprezentacji Szwajcarii i Interu Mediolan, Roy Hodgson. Jak zatem wytłumaczyć fakt, że tak znakomici szkoleniowcy, którzy z niejednego piłkarskiego pieca chleb jedli, nie byli w stanie awansować z tą reprezentacją na ME lub MŚ, a tymczasem wielce prawdopodobnym jest, że ta sztuka uda się mało znanemu poza ojczyzną Muminków Markku Kanervie? 

Uczeń pokonał mistrza

Tym, że bardziej, że Kanerva nie dysponuje wcale żadnym złotym pokoleniem, które byłoby produktem fińskiego systemu szkolenia młodzieży. Oczywiście, ma w składzie gwiazdę pierwszej wielkości, która od początku sezonu 2019/2020 robi furorę w Premier League, a więc Teemu Pukkiego z Norwich. 29-latek szaleje również w narodowych barwach (5 trafień w eliminacjach do Euro 2020). W czołowych europejskich ligach grają jeszcze doświadczony Lukas Hradecki, który strzeże bramki Bayeru Leverkusen; Fredrik Jansen, stawiający pierwsze kroki w Augsburg FC; konkurent do miejsca w fińskiej bramce Hradeckiego, a więc Jesse Joronen. Z kolei w zeszłym sezonie w lidze włoskiej występował także Sauli Vaisanen, ale jego Chievo z hukiem spadło do Serie B. Ponad 1/3 zawodników powołanych przez Kanervę na wrześniowe boje eliminacyjne z Grecją oraz Włochami występuje natomiast w ligach Półwyspu Skandynawskiego.

A jednak taki zespół, złożony – z całym szacunkiem – no-nameów, był w stanie wygrać cztery kwalifikacyjne potyczki z rzędu, dość wygodnie sadowiąc się na drugim miejscu w grupie J. Na pytanie „jak do tego doszło?” nie odpowiemy jednak słowami klasyka „nie wiem”, gdyż odpowiedź jest doskonale znana i tkwi w pragmatycznym podejściu 55-letniego szkoleniowca do futbolu.

Kanerva doskonale zdaje sobie sprawę z ograniczeń swojego zespołu. Wie, że Finowie nigdy nie będą specjalistami od ataku pozycyjnego, choćby nie wiadomo jak bardzo się starali. Ma natomiast świadomość, że dysponuje obrońcami o niemałym już doświadczeniu, jednocześnie będącymi w przedziale wiekowym 25-30 lat. Zdecydowanie więc postawił na defensywę, która jest kluczem do odnoszenia zwycięstw, przy jednoczesnym maksymalnym wykorzystaniu bramkowych okazji, które jego zespół stwarza. Jest to zatem fińska odpowiedź na Grecję, z którą notabene Pukki i spółka rywalizują w walce o EURO 2020. Grecję, która, gdy jeszcze w latach 2004-2014 była niemal stałym uczestnikiem ME i MŚ męczyła oczy swoją grą wolną od polotu i efektywności, ale do bólu konsekwentną. Pamiętamy to i z Euro 2004, i z 2012 roku.

Klucze do sukcesu

Zwróćmy zatem uwagę na wszystkie zwycięstwa „Puchaczy” w eliminacjach EURO 2020: 2:0 z Armenią, 2:0 z Bośnią i Hercegowiną, 2:0 z Liechtensteinem i 1:0 z Grecją. W meczach z outsiderami grupy, co zrozumiałe, mieli zdecydowaną przewagę, ale już w bojach z zespołami zbliżonymi poziomem do siebie, a więc BiH i „Helladą” łącznie na bramkę rywali oddali tylko cztery celne strzały, z których aż trzy skończyły się golami.

Jestem dumny z woli walki i determinacji, którą dziś zaprezentowaliśmy. Bez tego obojętnie w jakiej jesteś w formie, nigdy nie wygrasz meczu – mówił Kanerva po zwycięstwie z mistrzami Europy anno domini 2004. Tym samym pokonał Greków ich własną bronią, która tyle lat pozwalała im pokonywać mocniejsze od siebie reprezentacje.

Za czasów Nielsena czy Hodgsona wszystko kręciło się wokół Litmanena. U Kanervy zaś, mimo iż również w składzie jest wielka gwiazda, odpowiedzialność rozkłada się na cały zespół. Można nawet zaryzykować tezę, że większa jest rola graczy defensywnych, aniżeli ofensywnych.

źródło: serura.fi

A pomyśleć, że jeszcze w eliminacjach MŚ 2018, Finowie zajęli przedostanie miejsce w grupie I. Owszem, rywali łatwych nie mieli, bowiem byli to Islandczycy, Chorwaci, Ukraińcy, Turcy oraz reprezentanci Kosowa. Finlandii i tak udało się osiągnąć parę cennych rezultatów jak zwycięstwo z triumfatorem grupy Islandią czy wyjazdowy remis z Chorwacją, niemniej w 10 meczach wywalczyli dziewięć punktów. W oczy kuły ich jednak sukcesy Islandii, którzy awansowali na mundial jako kraj z najmniejszą liczbą ludności (niecałe 350 tys.). Finowie są zaś w tej klasyfikacji na przeciwnym biegunie. Obok nich Białorusi (9,5 mln mieszkańców), to państwo o największym zaludnieniu, które nigdy nie dostąpiło zaszczytu udziału w ME lub MŚ.

Nie było też jednak tak, że po fiasku kwalifikacji do czempionatu globu w Rosji Finowie nagle, ni stąd ni zowąd, wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Dużo dały im występy w Lidze Narodów, które były znakomitym przetarciem przed walką o bilety na EURO 2020. Gdy nad Wisłą szukaliśmy pozytywów tych rozgrywek, podkreślaliśmy, że nasza reprezentacja może mierzyć się z bardzo silnym rywalami. W przypadku Finlandii niezwykle ważna była możliwość rywalizacji z zespołami będącymi na podobnym poziomie. W grupie 2 dywizji C „Puchacze” nie byli faworytami w starciu z Węgrami, Grecją i Estonią. A jednak z każdym z tych rywali zwyciężali w pierwszej serii gier (z Węgrami i Estonią 1:0, zaś z Grecją 2:0). W rundzie rewanżowej co prawda ponownie udało im się wygrać jedynie z Estonią (2:0), ale przewaga z początku rozgrywek wystarczyła do zwycięstwa w grupie i awansu do dywizji B, gdzie przeciwnicy będą już bardziej wymagający. Jeśli przed drugą edycją Ligi Narodów UEFA nic nie będzie majstrowała przy systemie mogą to być na przykład Chorwaci, Islandczycy albo Niemcy.

„The Eagle-ows” udowodnili jednak, że i z wyżej notowanymi rywalami mogą już rywalizować bez większych kompleksów o czym przekonali się dobitnie Włosi. O ile na inaugurację eliminacji EURO 2020 na Stadio Friuli w Udine, „Squadra Azzurra” wygrała pewnie 2:0, o tyle już w niedzielnym rewanżu w Tampere, podopieczni Roberto Manciniego musieli się nieźle nagimnastykować, by zwyciężyć 2:1. Na gola Ciro Immobile w 59. minucie Pukki odpowiedział w 72. Bramkę na wagę trzech punktów Jorginho zdobył siedem minut później, po mocno dyskusyjnym jednak rzucie karnym.

Trochę dziś cierpieliśmy – nie ukrywał po meczu selekcjoner Italii. Fińska prasa z kolei…narzekała na niektóre decyzje Kanervy. – Nasz trener zawsze dostosowuje sposób gry do przeciwnika, ale unika przy tym eksperymentów. Tymczasem w meczu z Włochami rozbił „święty sojusz” w obronie (Jukka Raitala, Joona Toivo, Paulus Arajuuri i Jere Uronen) i tym razem postawił na trójkę defensorów (Toivo, Arajuuri i Sauli Vaisanen). Liczył, że trio obrońców powstrzyma napastników, a wspierający ich z boku pomocnicy będą się szybko włączać do kontrataków. Na boisku było jednak odwrotnie, niż szkoleniowiec zakładał –  napisał po meczu „Ilta Sanomat”.

Finowie znają swoje miejsce w szeregu i doskonale zdają sobie sprawę, co było kluczem do sukcesów w poprzednich meczach. Nie przestali też kochać swoich pupili za tą porażkę. „Przegrana nieco psuje urok, ale go nie ogranicza. Po meczu publiczność na Ratinan Stadion i tak długo dziękowała za grę swoim piłkarzom. Nasz entuzjazm nie opadnie po jednym niepowodzeniu” - to kolejny cytat z łamów „Ilta Sanomat”.

Właściwy człowiek na właściwym miejscu

A o to, by tak się stało, z pewnością zadba 55-letni selekcjoner Finów. Tak jak po meczu z Grecją podkreślał, że jego zespół jest dopiero w połowie eliminacji i nie ma póki co czasu na zachwyty, tak i po porażce z Włochami, pechowej oraz niesprawiedliwej, zaznaczał, że do gry swoich podopiecznych nie może mieć żadnych zastrzeżeń.

Wracamy zatem do pytania dlaczego dopiero pod wodzą nieznanego na Starym Kontynencie szkoleniowca, „Huuhkajat” zaczęli w eliminacjach do wielkich turniejów odgrywać istotną rolę. O ile Nielsen czy Hodgson byli bez wątpienia bardziej znani i doświadczeni, aniżeli Kanerva, o tyle ten swoich starszych kolegów po fachu bije na głowę znajomością fińskich realiów. Przez sześć lat, jako selekcjoner reprezentacji U-21, przyglądał się narybkowi. Później pracował jako asystent przy pierwszej kadrze, ale też dwukrotnie zdarzyło mu się i samemu na chwilę przejąć jej stery. W 2011 roku po zwolnieniu Stuarta Baxtera, poprowadził Finów w dwóch meczach, po czym usunął się w cień, robiąc miejsce Mixu Paatelainenowi. Po jego odejściu w 2015 roku znów przez pięć spotkań sprawował pieczę nad drużyną narodową, by w 2016 powierzyć ją w ręce Szweda Hansa Backe. Pod jego wodzą „Suomi” jednak nie wygrali żadnego z 13 spotkań, zatem Fińska Federacja Piłkarska podjęła decyzję, że czas w końcu dać prawdziwą szansę Kanervie. – Współpracuje z nami od lat, zatem doskonale znamy jego warsztat. Oczywiście na razie najważniejsze jest jak najlepsze miejsce w grupie eliminacji MŚ, ale głównym jego celem jest dobry występ w kwalifikacjach EURO 2020 – napisał w oświadczeniu tamtejszy związek.

Którędy na EURO 2020?

Po sześciu meczach eliminacji ME Finowie jak nigdy są bliscy awansu na czempionat Starego Kontynentu. Na cztery kolejki przed końcem zmagań mają trzy oczka przewagi nad Armenią i pięć nad Bośnią. Kluczowy w ich przypadku będzie październik, bo wówczas grają z oboma rywalami do drugiego miejsca w tabeli grupy J. Cztery punkty powinny wystarczyć do osiągnięcia upragnionego celu, gdyż w listopadzie „The Eagle-ows” czekają już tylko boje z grupowymi outsiderami, a więc Grecją i Liechtensteinem.

A co jeśli znów powtórzy się czarny scenariusz z 1997 i 2007 roku i Finowie ponownie wyłożą się na ostatniej prostej? Wtedy z pomocą przyjdzie turnieju final four Ligi Narodów w dywizji C, w którym Pukki i spółka zmierzą się z Norwegią, Serbią oraz Szkocją. W ostateczności zawsze pozostają też baraże, gdyby Finowie klasyczne eliminacje zakończyli na 3. miejscu.

Dróg prowadzących na ME 2020 jest zatem tyle, że chyba nie ma jednak takiej siły, która uniemożliwiłaby Finom dotarcie za bramy wejściowe wielkiego turnieju.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się