var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: valenciacf.com

Wojna na szczycie zakończona zwolnieniem. Marcelino zwolniony z Valencii, następcą Celades

Autor: Krystian Porębski
2019-09-11 21:06:41

To nie była spokojna pretemporada dla ekipy z Mestalla. Trudne okienko transferowe i przede wszystkim konflikt między sztabem i sekretariatem technicznym, a właścicielem klubu. Dziś ten drugi postawił na swoim, zwalniając trenera, z którym Valencia odniosła pierwszy od dawna sukces.

O kryzysie w Valencii pisaliśmy już prawie półtora miesiąca temu TUTAJ. To właśnie wtedy miały się ważyć losy zarówno Marcelino jak i Mateu Alemany'ego – dyrektora generalnego, dzięki któremu dziś klub funkcjonuje znacznie lepiej, niż jeszcze kilkanaście-kilkadziesiąt miesięcy temu. Choć wraz z końcem okienka transferowego wydawało się, że osiągnięto pewien kompromis, to dziś cały ten wysiłek idzie na marne. Peter Lim nie wytrzymał ciśnienia. Jego duma została urażona. I zwolnił tego, który był jego pierwszym dobrym wyborem na stanowisku trenera. A szkoda.

Zwłaszcza że zwolnienie Marcelino może być tragiczne w skutkach. O aspektach sportowych i nie tylko będzie jeszcze w dalszej części, jednak już półtorej miesiąca temu pisaliśmy, że bardzo prawdopodobne, że śladami trenera pójdzie spora część pionu sportowego. Oczywiście, Valencia ma sporą część pracowników, którzy są z klubem od kilkunastu-kilkudziesięciu lat i nie odeszli nawet, kiedy klub był nawet na dnie. Nikt nie spodziewa się, że Voro czy Ochotorena nagle porzucą ekipę. Natomiast już sam Alemany, który ściśle współpracował z Marcelino czy Pablo Longoria, to pierwsi w kolejce do odejścia. Jeśli stanie się inaczej, to będzie to jednak duże zaskoczenie.

 

 

To oczywiście nie pierwsze takie przykre doświadczenie w karierze tego trenera. Już w Racingu miał problemy z szejkiem, ale w swoim poprzednim klubie również nie skończyło się zbyt ciekawie. Utarczki z zawodnikami, podejrzenie o poddanie meczu bez walki i Papa Roig miał dość. Na ile w tym wszystkim było winy Marcelino trudno oceniać. Na pewno takie sytuacje lgną do niego w bardzo łatwy sposób. Coś nam jednak mówi, że po takim sezonie jak ten poprzedni, Garcia Toral nie będzie miał jednak problemów ze znalezieniem nowego klubu. A Valencia z nowym trenerem, no cóż...

Decyzja pozbawiona argumentów sportowych

Albert Celades to totalny trenerski żółtodziób. Oczywiście, ma niesamowite piłkarskie doświadczenie. Grał w największych klubach na świecie, bardzo dobrze zna ligę i zna młodzież. Podobnie jak choćby Julen Lopetegui, przez długi czas prowadził reprezentacje młodzieżowe. Jednak nigdy, choćby przez chwilę, nie prowadził samodzielnie pierwszego zespołu. Aż tu nagle przychodzi dobrodziej Peter Lim i oferuje mu prowadzenie zespołu, który w zeszłym sezonie zajął 4. miejsce w lidze, wygrał Puchar Hiszpanii i doszedł do półfinału Ligi Europy. Fantastyczny prezent, na którym jednak były reprezentant może się jednak bardzo sparzyć.

Bo z całym szacunkiem do Celadesa – oczywiście nie przekreślamy go na starcie – to ten „przeszczep” wygląda na podobnie przemyślany, jak swojego czasu zatrudnienie Gary'ego Neville'a. Zmiana w trakcie sezonu, na trenera który ma obycie w świecie futbolu, ale jego umiejętności trenerskie są ogromną niewiadomą. Być może Peter Lim wie coś, czego my nie wiemy, choć skuteczność jego wyborów podpowiada nam jednak, że może to być kolejna wtopa. A dodatkowo reprezentantem Celadesa jest Carlos Bucero, powiązany z... Jorge Mendesem. Czy macie jeszcze jakieś pytania co do motywów tego działania?

***

Oczywiście, styl gry jaki prezentowała ostatnio drużyna Marcelino, pozostawiał wiele do życzenia. Jednak zapewne nie bez powodu murem za trenerem stali piłkarze, którzy razem z nim cieszyli się z każdego kolejnego sukcesu. Ten układ działał i niech nikogo nie zmyli jeden czy drugi gorszy mecz. Decyzja Petera Lima nie ma żadnego podłoża sportowego.

Jeżeli fani Valencii mają się doszukiwać jakiegokolwiek plusa z tej sytuacji, to Albert Celades może być człowiekiem, który odważniej postawi na młodzież. Ferran Torres, Kangin Lee, Manu Vallejo – ci zawodnicy na tej zmianie mogą bardzo zyskać. Były już szkoleniowiec bardzo zachowawczo korzystał z największych talentów walenckiej akademii, mimo tego, że potencjału zdecydowanie nie brakuje. Marcelino w zamian chciał do klubu sprowadzić Rafinhę – i to była chyba jedna z niewielu rzeczy, gdzie faktycznie Peter Lim mógł mieć rację. Nie zmienia to jednak faktu, że trener nie zasłużył sobie na takie potraktowanie.

To dopiero początek

Jaka będzie reakcja, nie jest to żadna tajemnica. Walencki Twitter już wybuchł, ale na internetowych przekomarzankach się nie zakończy. Fani, podobnie jak piłkarze, uwielbiają Marcelino, a w przeszłości wielokrotnie dobitnie wyrażali swoją dezaprobatę do działań kolejnych właścicieli i prezydentów. Limowi się dostanie, choć powoli odzyskiwał twarz w oczach Valencianistas. Teraz strzela sobie z bazuki w kolano, przynajmniej pod kątem wizerunkowym. Przygotujcie się na śpiewy „Lim vete ya” na trybunach przez cały sezon. Chyba że Celades magicznie wszystko poukłada, co jednak wydaje się bardzo wątpliwe.

Przed dzisiejszym treningiem doszło do spotkania kapitanów: Daniego Parejo, Jaume Domenecha, Jose Gayi oraz Rodrigo Moreno. Jak podają lokalne media zawodnicy są wściekli. Każdy z nich zawdzięcza wiele trenerowi, za którym poszliby w ogień – co dobitnie było widać w poprzednim sezonie. Piłkarze są zniesmaczeni całą sytuacją, gdyż o całej sytuacji... dowiedzieli się z mediów. Dziś przed godziną 18 doszło do pożegnania piłkarzy z trenerem. Dalej muszą radzić sobie już sami – a już w sobotę bardzo ważne spotkanie z Barceloną.

Skąd w ogóle wziął się taki, a nie inny termin zwolnienia trenera? Jak podają walenckie dzienniki, okazuje się, że było to celowe działanie Petera Lima. Właściciel w obawie przed tym, że zawodnicy będą chcieli odejść... poczekał do końca okienka transferowego. Wyrafinowane i perfidne działanie, które stawia pod znakiem  zapytania zapowiadaną stabilizację. Zaczynało być dobrze, ale niestety, na Mestalla spokój jest zjawiskiem incydentalnym.

Peter Lim tym samym pokazał, kto tu rządzi. Dokonując jednak takich decyzji, wraca do punktu wyjścia. Jeśli klub nie utrzyma się na poziomie, na jaki wskoczył w ostatnich dwóch sezonach, to Singapurczyk będzie miał zdecydowanie więcej wrogów niż przyjaciół. Albert Celades podpisał kontrakt na dwa lata, jednak sytuacja jest o tyle trudna, że jeżeli w ogóle przetrwa dłużej niż kilka miesięcy, to będziemy mu mogli gorąco pogratulować.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się