var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Salvador Dali

Piłkarzu, nigdzie tak nie zmarnujesz czasu, jak na zgrupowaniu reprezentacji Polski

Autor: Mariusz Bielski
2019-09-12 12:59:08

Rozumiemy, że takie są wymagania, by powoływać określoną liczbę piłkarzy na zgrupowanie, że nie można wziąć powiedzmy 15 i dziękuję, dobranoc – więcej nie, bo i tak się nie przyda. Z drugiej strony jednak patrząc na niektóre ruchy naszego selekcjonera trudno nie dojść do wniosku, iż istnieje taka grupa zawodników, która na zgrupowaniach zwyczajnie marnuje swój czas.

I nie, nie chodzi nam tu chociażby o Szczęsnego, chociaż musimy przyznać – to deklarowanie „przez następne pół roku gra Fabian” również jest zwyczajnie głupie. Nie zamierzamy też podważać profesjonalizmu Wojtka, nie zrozumcie nas źle. Ale… Postawmy się na jego miejscu. Facet ma świadomość, że choćby się waliło i paliło, to na zgrupowaniach październikowym oraz listopadowym będzie kimś pomiędzy turystą a gościem pomagającym Łukaszowi w rozgrzewce. Jaką zatem motywację do treningu na pełnych obrotach ma mieć bramkarz Juventusu? Oczywiście, wypadki chodzą po ludziach i w razie kontuzji konkurenta wypadałoby być w dobrej dyspozycji, aby go z marszu zastąpić, ale mimo wszystko takie deklarowanie co pół roku nie ma zbyt wiele wspólnego z duchem sprawiedliwej rywalizacji.

Aczkolwiek nie o Szczęsnym zamierzaliśmy rozprawiać, lecz o kilku innych piłkarzach, którzy znajdują się w jeszcze gorszym położeniu. Jakkolwiek spojrzeć bowiem akurat Wojtek jest pierwszym golkiperem Starej Damy i nie ma w ogóle mowy, aby wygryzł go Buffon. Prawdziwy problem pojawia się natomiast w momencie, kiedy na podobnych zasadach – jako treningowi statyści – na kadrę przyjeżdżają ci, co i w klubach komfortowej sytuacji nie mają, i sam selekcjoner wyraźnie oraz jawnie ich nie ceni.

Weźmy na tapet na przykład Damiana Kądziora, który w zeszłym sezonie został najlepszym asystentem ligi chorwackiej z 11 dograniami na koncie. Obecne rozgrywki? Z 13 meczów w kwalifikacjach do Ligi Europy + rodzimych rozgrywkach zanotował zaledwie 5 występów. – Mamy bardzo szeroką kadrę, czasem w gierkach, kiedy gramy 11 na 11, kilku zawodników stoi z boku, nie ma dla nich miejsca na boisku. Można powiedzieć, że w pucharach i w lidze chorwackiej gramy na dwa składy. Na początku sezonu zaczynałem w tym europejskim, teraz jestem częściej w zespole, który występuje w lidze – opowiadał w Przeglądzie Sportowym kilka dni temu. Trzeba jednak wziąć poprawkę na fakt, iż nawet właśnie w HNL przestał być takim pewniaczkiem dla Nenada Bjelicy, jak to miało miejsce w ubiegłych rozgrywkach.

Rozpocząłem okres przygotowawczy bardzo dobrze, odkąd trafiłem do ligi chorwackiej, jeszcze nie byłem w tak dobrej formie, jak wtedy. Trener Nenad Bjelica to widział, potwierdzał to w rozmowach ze mną, z moim menedżerem. Zaczął mnie jednak wystawiać na innej pozycji niż w poprzednim sezonie. Wcześniej praktycznie cały czas występowałem na skrzydle, ale trener uznał, że chce mnie sprawdzić w środku pola. Może uważa, że na prawym skrzydle lepszy jest Izet Hajrović i dlatego przesunął mnie do środka? (…) Latem zacząłem walczyć o miejsce na pozycjach numer osiem lub dziesięć. Kiedy z młodzieżowych mistrzostw Europy wrócił do nas nasz najlepszy zawodnik, Dani Olmo, rywalizacja właściwie się skończyła. Hiszpan przerasta umiejętnościami nasz zespół, mam tego pełną świadomość. Dlatego początkowo sądziłem, że wciąż będę rywalizował o miejsce na prawym skrzydle, ale działo się inaczej – tłumaczył Kądzior dlaczego stał się jednym z wielu zawodników podlegającej wielkiej rotacji, której wcześniej udawało mu się unikać.

I nie chodzi teraz o to, by negować wszystkie powyższe argumenty, a z trenera Bjelicy robić diabła wrodzonego. Ma prawo układać zespół jak mu się podoba, koniec, kropka. Ale spójrzmy na tę sprawę właśnie przez pryzmat zgrupowania reprezentacji Polski i jej meczów, które Damian oglądał z trybun. Czy w ten sposób jego sytuacja w klubie polepszy się, czy wręcz przeciwnie?

Naszym zdaniem zwycięży zdecydowanie ta druga opcja.

I tak, pamiętamy, że zgrupowania biało-czerwonych nie polegają na grze w beer-ponga, układaniu puzzli oraz wieczornym czytaniu poezji. Że podczas nich zawodnicy również uczestniczą w zajęciach piłkarskich lub przerzucają żelastwo na siłce. W czym problem? A no w tym, iż nie czynią tego pod okiem klubowych szkoleniowców. W tym czasie, kiedy przywoływany Kądzior wykonywał syzyfowe prace razem z innymi kadrowiczami, Bjelica mógł w spokoju pracować innymi podopiecznymi, a oni sami skuteczniej walczyć o polepszenie swej sytuacji w hierarchii. Pokazać się z dobrej strony na treningu, zabłysnąć w jakimś sparingu. Może później to nie Dani Olmo, nie Orsić, Gojak, Stojanović czy Hajrović, a właśnie Kądzior dostałby szansę w pierwszym składzie w najbliższym meczu i wypadłby na tyle dobrze, by utrzymać się w wyjściowej jedenastce na dłużej? Pozostali też wyjeżdżają, jasne, aczkolwiek chodzi właśnie o to, iż nawet pomimo tego reprezentant Polski nie zyskuje nad nimi żadnej przewagi, a jednocześnie u Brzęczka robi za statystę.

Podobne argumenty można zresztą przytoczyć wobec Arkadiusza Recy, co zresztą uczynił Mateusz Borek w programie „Misja Futbol”. – Tam jest dosłownie kilku reprezentantów… SPAL gra systemem 3-5-2, więc Reca jest tam przewidywany do gry na wahadle. Do rywalizacji ma Brazylijczyka Igora. Teraz Arek przyjedzie po paru dniach nieobecności i co, wyobrażacie sobie, że trener w sobotę wystawi go wyjściowej jedenastce? – mówił komentator Polsatu. – Przecież Jerzy Brzęczek zaznaczał jeszcze przed zgrupowaniem, iż numerem jeden raczej pozostanie Bereszyński. A skoro tak, to Reca staje się trzecim obrońcą. Po co powoływać trzech zawodników na jedną pozycję? – dopytywał retorycznie Tomasz Smokowski. – Być może dla selekcjonera Reca jest docelowym pierwszym wyborem na tę pozycję i liczy, że w ten sposób da mu ciągłość w treningu z reprezentacją i postawi na niego odważniej, kiedy polepszy się jego sytuacja w klubie – dodawał Borek.

No i okej, da się w tym dostrzec resztki logiki, chociaż w ten sposób Brzęczek między wierszami sugerowałby traktowanie swoich podopiecznych na zasadzie „równych i równiejszych”. Trzecim do naszej wyliczanki jest wszak Rybus. On co prawda akurat w Lokomotivie ma dość stabilną pozycję, co jednak nie zmienia faktu, że skoro nie cieszy się zaufaniem selekcjonera, to powoływanie go trochę mija się z celem. Co dziwi o tyle, że olewając Maćka jednocześnie mocno ogranicza się potencjał ofensywny naszej kadry, a to przecież z przodu mamy największy kłopot – z kreowaniem sytuacji, z płynnością gry, z dośrodkowaniami z lewej strony i wieloma innymi rzeczami, w których piłkarzy Loko mógłby znacznie pomóc.

Wymieniać dalej? Powyższe argumentu moglibyśmy odnieść jeszcze do Góralskiego czy Linettego…

No nie trzyma się to wszystko kupy i chyba przesadą nie będzie napisanie, że w większości przytoczonych przypadków możemy mówić w zasadzie o sytuacji typu lose-lose-lose. Trudno bowiem dostrzec jakiekolwiek plusy dla którejś ze stron. Reprezentacja? Przywoływani zawodnicy nie otrzymują szans, więc nie ma o czym gadać. Piłkarze? W dużej mierze mogliby znacznie lepiej spożytkować czas niż na zgrupowaniach. Ich kluby? Nie znamy trenera, który cieszyłby się na myśl pracy z niepełnym zespołem. Wygląda na to, że zarządzanie zasobami ludzkimi to zdecydowanie nie jest jednym z atutów naszego selekcjonera i biało-czerwonej kadry generalnie...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się