var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: mancity.com

Jedna kontuzja i ogromny problem – Pep Guardiola musi poskładać defensywę bez swojego lidera

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-09-12 17:35:12

Manchester City to w tym momencie najmocniejsza i najbardziej zbalansowana drużyna w całej Anglii. I nie chodzi tutaj tylko o siłę wyjściowej jedenastki, bo podobny poziom przecież prezentuje drużyna Liverpoolu, ale przede wszystkim o bogactwo na ławce rezerwowych. „Obywatele” zdobyli wszystkie możliwe trofea na krajowym podwórku i osiągnęły to przede wszystkim wyrównaną i niezwykle szeroką kadrą. Jest jednak jedna pozycja, gdzie Pep Guardiola nie ma zbyt wielu zawodników. Teraz będzie musiał sobie poradzić bez lidera defensywy – Aymerica Laporte’a.

Kontuzja Kevina De Bruyne’a? Żaden problem. Mimo że mówimy o jednym z najlepszych ofensywnych pomocników nie tylko w Premier League, ale też na świecie, to Pep Guardiola potrafił tak ustawić zespół, żeby w ogóle nie odczuć jego straty. Zresztą Belga fenomenalnie zastępował Bernardo Silva, który koniec końców był jednym z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu. Zerwane więzadła Leroya Sanego? Nie ma sprawy. Manchester City ma tylu skrzydłowych, że jeden Sane niczego tutaj nie zmieni. Są Sterling, Mahrez, Bernardo Silva, w razie potrzeby można tam przesunąć Joao Cancelo, Gabriela Jesusa czy nawet Davida Silvę.

Nawracające się kontuzje Benjamina Mendy’ego? A kto o nim w ogóle pamięta? Zinczenko gra na tyle dobrze, że Pep Guardiola w ogóle nie odczuwa tej straty. Drobne problemy zdrowotne Aguero? Od tego jest Gabriel Jesus, a na pozycji napastnika równie dobrze może zagrać Raheem Sterling. Widzicie do czego zmierzam? Manchester City na każdej pozycji ma po dwóch elitarnej zawodników i Guardiola może dowolnie żonglować swoim składem i stosować rotacje na kilka rozgrywek.

Strata lidera

Na wszystkich pozycjach, poza środkiem obrony. Po zakończeniu sezonu z klubem pożegnał się Vincent Kompany, więc Manchester City przystępował do nowych rozgrywek z trójką defensorów. Pep Guardiola nie dostał funduszy na sprowadzenie solidnego zastępstwa, a nikogo nie interesowały półśrodki. Na celowniku znajdował się przede wszystkim Harry Maguire, który ostatecznie wylądował w drużynie „Czerwonych Diabłów”.

Dlatego właśnie kontuzja Aymerica Laporte’a jest dla mistrzów Anglii prawdziwym dramatem. Francuz był nie tylko liderem defensywy „Obywateli”, ale też pierwszym rozgrywającym w zespole. Jego umiejętności wyprowadzania piłki stały na elitarnym poziomie i nawet Virgil van Dijk nie mógł się pochwalić taką skutecznością celnych podań – w tym tych rozpoczynających akcje ofensywne.

 

 

Oczywiście nikt tutaj nie mówi, że Laporte jest lepszym piłkarzem niż Van Dijk, bo takich deklaracji tutaj nie dostrzeżecie, aczkolwiek defensor Manchesteru City wcale nie odstawał poziomem od Holendra. Mówimy o drugim najlepszym obrońcy Premier League, jednym z najlepszych na swojej pozycji. A może nawet i najlepszym, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko lewonożnych zawodników.

- Laporte to prawdziwy gladiator, lider i najlepszy obrońca „Obywateli” – powiedział ekspert BBC, Chris Sutton. – Jest dla Manchesteru tym, kim dla Liverpoolu jest Virgil van Dijk. Oczywiście to niezwykle ważne, że świetnie wyprowadza piłkę, ale jego głównym zadaniem jest bronienie dostępu do własnej bramki. Sprawiał, że City było niezwykle mocne w defensywie i dawał zespołowi dużo stabilności. Pep nazwał Laporte’a najlepszym lewonożnym obrońcą na świecie i nie zrobił tego bez powodu. Utrata takiego zawodnika odbije się na dynamice całego zespołu i Guardiola będzie miał ogromny problem.

Na ratunek Fernandinho?

Wiemy już, że kontuzja Laporte’a jest bardzo poważna i obrońca może opuścić nawet do pięciu miesięcy. Mówimy tutaj o co najmniej piętnastu meczach ligowych, podczas których Guardiola będzie miał do dyspozycji tylko dwóch nominalnych stoperów – Johna Stonesa i Nicolasa Otamendiego. Problem jednak w tym, że Argentyńczyk pomimo swojego doświadczenia ma skłonności do popełniania błędów. Stones z kolei dopiero dorasta do roli lidera – w przeszłości miał duże problemy z utrzymaniem koncentracji przez cały mecz i dopiero Guardiola zdołał go poukładać.

W meczu z Brighton na środku obrony zagrał Fernandinho i wydaje się, że to wcale nie musi być jednorazowe zastępstwo. 34-letni pomocnik stracił miejsce w wyjściowej jedenastce na rzecz Rodriego, ale wydaje się, że może otrzymać swoją szansę właśnie w defensywie.

- Fernandinho to defensywny pomocnik, wszyscy o tym wiedzą i ja także – powiedział Pep Guardiola. - Myślę jednak, że ma wszystkie odpowiednie atrybuty, żeby zagrać z powodzeniem na środku obrony. Mamy teraz problem z obsadzeniem tej pozycji i Fernandinho będzie musiał się zaadaptować. Jest inteligentny, umie główkować i potrafi dostrzec co się dzieje w przednich formacjach. Myślę, że może zagrać na obu pozycjach.

Oczywiście w większości meczów prawdopodobnie będzie oglądać parę Stones-Otamendi, ale przecież sezon jest długi i czasami konieczna będzie rotacja. Dlatego właśnie Brazylijczyk musi się przygotować na to, że od czasu do czasu przyjdzie mu zagrać na pozycji środkowego obrońcy. Podobnie zresztą sytuacja ma się z Kyle’em Walkerem, który ma już doświadczenie w grze na pozycji. Co prawda o wiele lepiej czuje się w trójce defensorów po prawej stronie, gdzie musi ubezpieczać wahadłowego, ale też nie wykluczamy okazjonalnej zmiany taktyki.

Mimo wszystko, nawet jeżeli Guardiola znajdzie krótkotrwałe rozwiązanie, to i tak nie zapominajmy, że w ostatnim roku to Laporte dowodził formacją obronną i to do niego dobierano partnerów, a nie na odwrót. Kiedy tylko Francuza nie było na boisku, w defensywie Manchesteru City można było dostrzec niepewność i zakłopotanie, a Ederson miewał więcej do roboty.

Łatwy terminarz

Szczęście w nieszczęście, że póki co „Obywatele” mają dość łatwy terminarz i obrońcy będą mieli okazję zgrać się ze sobą przed starciami z trudniejszymi rywalami. Dopiero w listopadzie. Manchester City zagra z Liverpoolem i Chelsea, a w środku grudnia przyjdą mecze z Manchesterem United i Arsenalem. Pep Guardiola ma więc dużo czasu, żeby poukładać zespół i przygotować defensywę na te spotkania.

Na razie możemy się spodziewać lekkiego chaosu i zakłopotania – w końcu każdy wyglądałby nieco lepiej bez swojego lidera. Ale hej, mówimy przecież o Manchesterze City – najlepszej drużynie w całej Anglii. Pytanie tylko czy krótka ławka akurat w tym jednym newralgicznym punkcie nie okaże się poważniejszym problemem w walce i mistrzostwo Anglii.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się