var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Lech i burza w nocniku, czyli o kibicach, którzy niewiele rozumieją, a zbyt wiele wymagają

Autor: Mariusz Bielski
2019-09-19 22:07:00

Naprawdę często wydaje mi się, że nie ma bardziej spiętej grupy społecznej niż polscy kibice piłkarscy.

I już nawet nie chodzi mi o okrzyki typu „XYZ grać, kurwa mać”, kiedy danej drużynie akurat ostatnio nie idzie. Pal sześć takie bzdety, chociaż i one moim zdaniem dają efekt odwrotny od oczekiwanego. Jeszcze nie słyszałem, by sterta bluzgów kogokolwiek zmotywowała, a tym bardziej, kiedy zawiera dodatkowo różnorakie groźby, bo przecież i takie przypadki się zdarzają.

Zresztą, co tu się rozpisywać, przecież sami zawodnicy zwracają na to uwagę. W ankiecie „Weszło z butami” nie raz dało się słyszeć pytanie „rozmówki wychowawcze z kibicami to pozytywny impuls czy patologia?” Słucham niemal każdego odcinka „Weszłopolskich” i nie pamiętam ani jednej odpowiedzi w pierwszej z opcji, a wypowiadało się w tym temacie kilkunastu, może nawet ponad 20 Ekstraklasowiczów.

Właśnie czytam, że tym razem na dywanik wzięty został Dariusz Żuraw po dwóch przegranych meczach z Cracovią oraz Lechią i generalnie jednej wygranej w ostatnich pięciu spotkaniach. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, iż przynajmniej nie chodzi tu o połajanki pod płotem dużo gorsze niż w stylu Kargula z Pawlakiem.

Ale cała reszta w tej historii jest już dla mnie nie do końca zrozumiała.

Po pierwsze: spoglądam w tabelę i szczerze powiedziawszy nie widzę podstaw do jakiejś wielkiej paniki. Okej, Lechia i Cracovia to mogą być bezpośredni rywale w walce Lecha o podium/top4 i stracone na nich sześć oczek na pewno powodem do zadowolenia nie jest. Natomiast przypomnijmy, że minęło zaledwie 8 kolejek, a Kolejorz, mimo zajmowania 8. lokaty do liderującej Pogoni traci zaledwie 6 punktów. Ludzie drodzy, chodzi o Ekstraklasę, w niej wszystko jest normalne, więc czemu i nie nadrobienie tej różnicy?

***

Po drugie: według mnie kompletnym absurdem jest czepianie się Jevticia o filmik, który wrzucił Muhar na swojego Instagrama. Ofensywny pomocnik Lecha zachowuje się na nim niczym pies, to jest kładzie się na fotelu, szczeka i tym podobne rzeczy. Reakcja kibiców? „To przecież kapitan, jak on tak może? Lekceważy klub, hańbi koszulkę, nie podchodzi poważnie do swoich obowiązków!”

Celowo hiperbolizuję, lecz krew mnie zalewa. Przepraszam państwa bardzo – czy wy postradaliście zmysły? Jeszcze rozumiałbym oburzenie, gdyby Szwajcar zaczął robić sobie jaja tego typu podczas treningu, albo meczu (wyobraźcie sobie tę kliszę – ja się ubawiłem!), wtedy nawet bym wam przyklasnął. Ale tak? Zapominacie chyba, że bycie piłkarzem nie wyklucza bycia człowiekiem. Że ci ludzie też mają prawo do spędzania wolnego czasu jak im się rzewnie podoba. Że też potrzebują  – kolokwialnie mówiąc – odmóżdżyć się w taki czy inny sposób. Powydurniać z kumplami dla relaksu, rozładowania stresu czy poprawy humoru.

Jeśli jest tu ktoś, kto nigdy nie był na miejscu Jevticia z jakąkolwiek odstawioną głupotą po prostu dla śmiechu, niech natychmiast rzuci kamieniem. Może nawet we mnie, ponieważ nie wierzę, że tego rodzaju sprawy naprawdę można traktować śmiertelnie poważnie.

Pisząc ten fragment natrafiłem zresztą na tweet, który idealnie oddaje groteskę całej sytuacji.

 

 

Ba, ja tam bym się raczej cieszył, nawet przez pryzmat takich durnot, że członkowie waszej drużyny są w sumie całkiem niezłymi kumplami, lubią się nawzajem, spędzają wspólnie czas, wygłupiają się, dzięki czemu w szatni panuje dobra atmosfera.

Ponadto, drodzy kibice, weźcie to sobie na logikę, wszak wyrażam głęboką nadzieję, że chociaż trochę jej wykażecie. Czy wy, jako pracownicy firm wszelakich też żyjecie pracą przez 24 godziny na dobę? Czy powiedzmy piekarz ma prawo popołudniu iść na kręgle, czy może powinien w tym czasie medytować w domu nad kształtem idealnej bułki? Czy pracownik call center ma prawo pójść na domówkę i zagrać na niej w twistera, czy będzie to zbyt niepoważne jak na reprezentanta firmy i powinien w tym czasie kontemplować nad najnowszym pakietem promocyjnym?

Martwi mnie jednak, że w tym temacie właściwie mógłbym równie dobrze pogadać ze ścianą, ponieważ tego typu przypieprzanie się do piłkarzy zdarza się wciąż i wciąż. Pamiętacie choćby akcję z Michałem Chrapkiem? No właśnie…

***

Po trzecie: mam wątpliwości co do tego, czy trener Dariusz Żuraw – bo to on musiał się tłumaczyć przed fanami poznańskiej ekipy – na pewno jest odpowiednim adresatem wątpliwości, roszczeń, oczekiwań i pretensji kibiców? Okej, za wyniki bezpośrednio odpowiada szkoleniowiec, aczkolwiek wydaje mi się, że jednak więcej z powyższych powinno zostać skierowane raczej do sterników Lecha.

Z prostego względu, o którym już swego czasu pisałem – jeśli za przeprowadzanie 27. rewolucji biorą się ci, co zawalili 26 wcześniejszych, to w nich należałoby szukać źródła wszystkich zaburzeń Kolejorza. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim zapowiadali wielką rewolucję, której skalę ostatecznie dałoby się określić jako burzę w szklance wody. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim kształtowali nową kadrę. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim sprawili że – być może – drużyna nie ma takiej siły rażenia, jak sobie wymarzyli. W końcu to nie Żuraw sam się zatrudnił w klubie, lecz zrobili to Klimczak z Rutkowskim. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim kilkanaście miesięcy temu kompletnie stracili zaufanie opinii publicznej. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim zbudowali wątpliwej jakości siatkę skautingową. To nie Żuraw, lecz Klimczak z Rutkowskim zaczęli w pewnym momencie za bardzo patrzeć na futbol przez pryzmat Excela.

I tak można by wymieniać do jutra…

***

Po czwarte: jaki cel tak właściwie miała konfrontacja fanów poznańskiej ekipy z jej szkoleniowcem? Kilka cytatów:

Oświadczenie (1): „Mamy świadomość, że nasza drużyna jest w trakcie przebudowy, że na efekty pracy sztabu szkoleniowego przyjdzie jeszcze poczekać.”

Oświadczenie (2): „Wierzymy, że z pomocą nas-kibiców uda się odnieść upragnione zwycięstwo, które stanie się początkiem serii, która zaprowadzi nas po upragnione mistrzowskie trofea.”

Oświadczenie (3): „Wiemy również, jak wymagający i spragnieni sukcesu są kibice Kolejorza. Widzimy sportową złość i chęć jak najlepszego zaprezentowania się w kolejnych meczach (....). Nie prosiliśmy o jakiekolwiek deklaracje, że od tego momentu wszystko zmieni się o 180 stopni; że od tego momentu rozpoczniemy marsz od zwycięstwa do zwycięstwa – choć każdy z nas właśnie tak by chciał.”

I jeszcze jeden fakt, który przytaczano w Gazecie Wyborczej: „Po letnich zmianach w drużynie tłumnie wrócili jednak na trybuny. Na meczu ze Śląskiem Wrocław było 32 tys. kibiców, aż o osiem tysięcy widzów pobito wakacyjny rekord frekwencji. Mimo porażki na kolejnym starciu z Cracovią pojawiło się 25 tys. kibiców. Ten mecz Lech jednak też przegrał.”

Czytam już któryś raz te fragmenty i to wszystko nie trzyma się kupy. Bo skoro fani są tacy świadomi, iż do wypracowania skutecznych schematów po przebudowie potrzebny jest czas, tak samo z nabraniem doświadczenia przez młodych, to jednocześnie po co wywierają presję na Lechu, wymagając od trenera tłumaczenia się już po 8. kolejkach? Jeśli faktycznie jesteście tacy świadomi, to weźcie sobie na wstrzymanie, a szkoleniowcowi oraz piłkarzom dajcie w spokoju popracować przez dłuższy okres niż 8 kolejek. I przede wszystkim spuśćcie z tonu z wymaganiami dotyczącymi mistrzowskich trofeów, ponieważ oczekiwanie takowych już w bieżącym sezonie praktycznie wykluczałoby się z waszą rzekomą świadomością dotyczącą realiów pracy trenera i piłkarzy. Jeżeli z kolei nie wymagaliście od Żurawa żadnych deklaracji lub obietnic, to w ogóle po jaką cholerę było to spotkanie? Mi się wydaje, że jednak żądanie wyjaśnień od kogokolwiek dotyczących czegokolwiek oznacza właśnie nadzieję na różnorakie zapewnienia. Nawet takie, które nie mają szans na pokrycie w rzeczywistości. W końcu z całym tym szumem w moich oczach kompletnie kłóci się znakomita frekwencja na Lechu.

***

Z jednej strony mamy zatem narrację, według której na Kolejorza za moment spadną wszystkie egipskie plagi, a z drugiej próbę ukazania roszczeniowych kibiców jako grupę ludzi wyłącznie poklepujących swoich pupili po plecach. Obie te opcje nie mają jednak nic wspólnego z faktami, więc cała ta historia jest dla mnie wyjątkowo absurdalna. I bardzo źle świadczy generalnie o polskim środowisku kibicowskim – wymagającym cudów na już, roszczeniowym, spiętym wyraźnie ponad normę, bez empatii…

I o ile zdaję sobie sprawę, iż futbol jest przede wszystkim grą na emocjach fanów, o tyle z każdą kolejną tego typu akcją wydaje mi się, że coraz rzadziej myślą o nim racjonalnie. A szkoda, bo w ten sposób kibice co najwyżej utrwalają wszystkie przywary, które jednocześnie tak często piętnują.

Wypadałoby przestać wreszcie tylko wymagać i zacząć więcej rozumieć.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się