var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Nawet przebudzenie Wdowiaka nie dało punktów. Legia wskakuje na podium. Cracovia – Legia 1:2

Autor: Maciej Golec
2019-09-22 20:45:18

Jeszcze kilka dni temu całkowita bezsilność na boisku Wisły Płock, a dzisiaj dłuższymi fragmentami naprawdę dobry futbol okraszony dwiema bramkami na trudnym terenie. Legia Warszawa po zwycięstwie z Cracovią wskoczyła na ligowe podium, ale trudno na razie mówić o stabilizacji.

Jedni – trzy zwycięstwa z rzędu w Ekstraklasie, drudzy – dwa ostatnie spotkania bez zdobytej bramki i zaledwie jednym punktem na koncie. Jednak tym, którzy nie są na bieżąco, przebieg meczu mógł trochę zakrzywić rzeczywistość. To Legia dyktowała dzisiaj warunki w Krakowie. Utrzymywała się przy piłce i nie pozwalała na tak częste wypady Cracovii do kontrataków, na które w starciu z ekipą Michała Probierza sposobu nie mógł przy Bułgarskiej znaleźć Lech Poznań. Wystarczyło kilka zmian w składzie, by zauważyć znaczący progres i świeżość w poczynaniach legionistów.

Zmiany, te wymuszone, miały miejsce też w trakcie meczu. Najpierw źle wyglądający uraz kolana wykluczył Cafu, a kilka minut później boisko opuścić musiał też Niko Datković. Z jednej strony fajnie dla Davida Jablonsky’ego, bo ponad godzina gry, czego pewnie się nie spodziewał i to z takim przeciwnikiem, a więc dobra szansa na zyskanie w oczach trenera. Tylko stawiamy, że Michał Probierz oczy miał cały czas otwarte i jednak widział, jak jego podopieczny kilkadziesiąt sekund później sprokurował rzut karny. Serdecznie gratulujemy wejścia w mecz à la Steven Gerrard. Jeśli się uczyć, to od najlepszych!

Cracovia co prawda nie była całkowicie bezzębna, kilka sytuacji udało jej się stworzyć, jednak brakowało w tym wszystkim konkretów. Co w przypadku Pasów może zaskakiwać, bo do tego spotkania to właśnie Cracovia oddawała średnio najwięcej celnych strzałów, a przez 45 minut starcia z Legią żadnego takiego nie było. W zasadzie to Legia ani przez moment nie musiała się specjalnie obawiać o swoje szyki obronne, które Aleksandar Vuković w porównaniu do miernego meczu w Płocku w znacznej części zmienił. Miejsce w składzie zachował jedynie Artur Jędrzejczyk.

Z kolei po drugiej stronie było prawdziwe pomieszanie z poplątaniem, a bramka Waleriana Gwilii jest tego najlepszym przykładem. Wystarczyło, że jeden zawodnik podbiegł dwukrotnie do zawodników Cracovii stojących pod własną bramką. Sytuacja pozornie niegroźna, mamy wrażenie, że Luquinhas nie wiązał z tym wypadem większych nadziei, ale jako że obrońcy Cracovii postanowili pozamykać oczy i pałować piłkę przed siebie, to dlaczego nie wykorzystać takiego prezentu?

 

 

A skoro był to mecz irracjonalny, to na jednej takiej sytuacji nie można było poprzestać. Choć akurat teraz mamy na myśli zupełnie coś innego – przynajmniej pod względem sportowym. Bo bramka Mateusza Wdowiaka sama w sobie – abstrahując już nawet od jej ponadprzeciętnej urody – uchodzi za zjawisko paranormalne. Skrzydłowy Cracovii pozostawał bez trafienia przez prawie 10 miesięcy, kopał po pustych sektorach na każdym stadionie, na który przyjeżdżał. Przełamanie akurat w meczu z Legią to dobry prognostyk, może konsultacje z psychologiem rzeczywiście były mu na rękę.

Odwołując się już do całej Cracovii – druga połowa była w jej wykonaniu znacznie lepsza niż pierwsza. Krakowianie sprawiali Legii sporo problemów, wreszcie przyzwoicie nastawili celowniki, ale to i tak było za mało. Brakowało indywidualności, poważnego sygnału i dłuższej dominacji (kontry zostały bowiem nieco zneutralizowane), by uszczknąć w tym meczu chociaż remis. A że wynik na styku utrzymał się do końca, to też w znacznej mierze „zasługa” Legii – w szczególności Dominika Nagya czy Jose Kante, którzy powinni byli ten mecz zamknąć dużo wcześniej. W ogóle wyjście Węgra w pierwszym składzie było niezłą zagadką, zwłaszcza po tym, co zaprezentował w minioną środę w Płocku. Coś nam mówi, że dojście Pawła Wszołka do pełnej dyspozycji przyspawa Nagya do ławki rezerwowych na dłuższy czas, bo bezsprzecznie na to zasługuje.

Cracovia 1:2 Legia Warszawa (0:2)
0:1 – Niezgoda 33’ (k) (za faul na Niezgodzie)
0:2 – Gwilia 47’(asysta Luquinhas)
1:2 – Wdowiak 67’ (asysta Dimun)

Cracovia: Pesković (4) – Rapa (5), Dytiatiev (4), Datković (bez oceny) (31’ Jablonsky – 3), Siplak (4) – Dimun (4) (71’ Piszczek – 4), Gol (4), Rakoczy (3)(46’ Lusiusz – 4) – Wdowiak (6), Hanca (4), Lopes (4).

Legia: Majecki (5)–Vesović (4), Wieteska(5), Jędrzejczyk (6), Karbownik(6)– Cafu (bez oceny) (25’ Antolić – 5), Martins(5) – Nagy (3), Gwilia (7), Luquinhas (5) (79’ Lewczuk – bez oceny) – Niezgoda (6) (71’ Kante – 3).

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).
Nota: 6.

Żółte kartki: Jablonsky.

Piłkarz meczu: Walerian Gwilia.

Widzów: 13 053.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się