var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: stalmielec.com

Skowronek wyleciał z Mielca. Niby szok, choć patrząc szerzej nie dziwimy się Stali

Autor: Mariusz Bielski
2019-09-23 14:02:10

Ileż to już razy w polskim futbolu przekonywaliśmy się, że nawet największy absurd ma tutaj prawo bytu? Wczoraj całe środowisko zszokowała Stal Mielec, nieoczekiwanie publikując oświadczenie, według którego zakończyła współpracę z Arturem Skowronkiem. Teoretycznie szok, chociaż sprawa wcale nie jest zero-jedynkowa.

Na początek zajmijmy się jednak pierwszą częścią. Tylko ktoś niezorientowany w realiach zaplecza Ekstraklasy mógłby przejść obojętnie obok tego wydarzenia. Pierwsze co przychodzi do głowy to myśl, że taki ruch byłby bardziej sensowny, gdyby do niego doszło latem. Przypomnijmy – Biało-Niebieskim marzył się awans do Ekstraklasy zwłaszcza w związku z 80-leciem istnienia klubu. Walka trwała długo, jednak na ostatniej prostej dużo lepiej wypadł ŁKS i to łodzianie znaleźli się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Klub z Podkarpacia przyjął to jednak godnie, z pokorą, a także z postanowieniem, iż uda się za rok ze Skowronkiem u steru.

 

 

Póki co Stali szło naprawdę dobrze. Po 10 kolejkach uzbierała 19 oczek na 30 możliwych. Okej, szału nie ma, jednak zauważmy – aktualnie zajmuje 3. lokatę, a zarówno do drugiego Radomiaka oraz pierwszej Warty Poznań traci zaledwie jedno oczko. To już znacznie zmienia perspektywę, prawda? No i tak, przytrafiły się jej niedawno dwie wpadki (0:1 ze Stomilem i 1:2 z GKS-em Tychy) aczkolwiek nawet mimo tego mielczanie pozostają w ścisłej czołówce.

O co zatem może chodzić?

Otóż Artur Skowronek był w ostatnim czasie rozchwytywany przez Ekstraklasowiczów. Już trzech z nich zmieniało szkoleniowców. Z Zagłębia Lubin poleciał Ben van Dael, z Korony Gino Lettieri, natomiast w związku z prywatnymi sprawami na opuszczenie Wisły Płock zdecydował się Leszek Ojrzyński. No i praktycznie w kontekście każdego z wyżej wymienionych klubów przewijało się nazwisko byłego już szkoleniowca Stali. A pewnie to i tak nie wszyscy, bo nie zdziwilibyśmy się, gdyby sytuację sondowała także Arka czy nawet ŁKS, mimo zapewnień ze strony prezesa o wierności wobec Moskala.

Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, iż najbliżej pozyskania Skowronka byli Miedziowi. Rozmowy zdążyły wejść na bardzo zaawansowany poziom, jednak w związku z zamieszaniem jakie zapanowało w Lubinie, ostatecznie to Martin Sevela przejął zespół. Tę kandydaturę w ostatnich dniach kadencji przepchnął Mateusz Dróżdż, odwołany ze stanowiska chwilę później. Z kolei Michał Żewłakow ponoć dużo bardziej optował właśnie za wyjęciem trenera mielczan, jednak jak czas pokazał siła sprawcza dyrektora sportowego nie była wystarczająco duża.

Tymczasem Skowronek rzekomo zdążył już nawet pożegnać się z szatnią Biało-Niebieskich i był dość mocno zajarany wizją przejęcia ekstraklasowej ekipy. Z jednej strony trudno mu się dziwić. Praca w najwyższym szczeblu rozgrywek to znacznie większy prestiż dla szkoleniowca oraz szansa na pokazanie się szerszemu gronu działaczy i utrwalenie własnej osoby w świadomości dużo większej liczby kibiców. Do tego samo przebicie się do Esy z niższych lig wciąż nie jest łatwe. Jasne, Papszun czy Mamrot nieco przetarli szlaki w różny sposób, aczkolwiek sięgania po trenerów z niższych szczebli nadal nie da się nazwać trendem.

Z drugiej strony natomiast Skowronek ewidentnie pospieszył się z entuzjazmem, skoro nic nie zostało klepnięte. I tu wypada wrócić do postawy sterników Stali, którzy jego postawę oraz działania na boku mieli prawo odebrać na zasadzie braku lojalności. Jakkolwiek spojrzeć oni stali za nim murem. Ba, kiedy zakusy na szkoleniowca czyniły kolejne kluby, mielczanie zawsze wołali za niego kilkaset tysięcy złotych. To też dowód na fakt jak wysoko ceniono warsztat trenera w Mielcu. W ostatnim czasie jednak Skowronek już czekał z otwartą walizką, telefonem w ręku gotowy do wyprowadzki z Solskiego 1. Podkarpackie ptaszki ćwierkają, iż ze względu na taką postawę stracił zarówno zaufanie zarządu, dowodząc braku wiary w projekt Stali i jej awans do Ekstraklasy. A co jeszcze ważniejsze – całe to zamieszanie miało mocno zepsuć jego relacje z szatnią, choć pewnie tego otwarcie nikt nie będzie chciał przyznać.

Tak naprawdę jednak nie dziwimy się żadnej ze stron. Każdego kusiłaby wizja zawodowego awansu, jednakże zarówno włodarze mieleckiego klubu oraz jego zawodnicy mieli prawo poczuć się olani. Aczkolwiek zapewne będą sobie pluli w brody, że kilka tygodni temu nie zarobili na szkoleniowcu.

Pytanie, co dalej? Bo z kim, to już wiadomo. Teraz drużynę z południowego wschodu ma przejąć Dariusz Marzec. Kibice naturalnie mają prawo być zmartwieni całym tym zamieszaniem, a także patrząc na doświadczenie nowego opiekuna zespołu. Jego CV trenerskie jest bowiem stosunkowo ubogie, mimo iż w zawodzie pracuje od 2005 roku. Aż do 2014 pracował z juniorami Wisły Kraków, później krótko był asystentem w Górniku Łęczna. Dopiero w ostatnim sezonie samodzielnie zaczął pracę z seniorami, lecz zaledwie w III lidze w KKS-ie 1925 Kalisz.

Głęboka woda to mało powiedziane, skoro cel Stali na ten sezon pozostaje taki sam – czyli awans do Ekstraklasy. Nie przesądzamy czy ta sztuka uda się, czy też nie. Wątpliwości mamy prawo mieć i na pewno z ciekawością będziemy śledzić dalsze poczynania mielczan w pierwszej lidze. Czujemy w kościach, że może tam być ciekawie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się