var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Być przynajmniej jak Nawałka

Autor: Bartosz Adamski
2019-10-02 17:45:07

Wielu polskich selekcjonerów reprezentacji narodowych marzy, by być teraz jak Vital Heynen lub chociaż jak Mike Taylor. Mieć szacunek w narodzie za osiągane wyniki, cieszyć się poważaniem i posiadać duży kredyt zaufania. Tymczasem jest w Polsce także przynajmniej jeden szkoleniowiec, który zdaje się marzyć, aby być choćby Adamem Nawałką.

To Jerzy Brzęczek. Dowodzący polską kadrą piłkarską, którego wszelkie decyzje są brane na tapet i wałkowane po stokroć. Nie przypominam sobie innego selekcjonera w XXI wieku, który miałby tak minimalne poparcie społeczne praktycznie przez całą swoją kadencję. Zwolennicy Brzęczka to w tej chwili chyba najgorliwsi zelanci w Polsce.

W zasadzie od pierwszego dnia w roli selekcjonera można było powątpiewać, czy poradzi sobie na tym niezwykle odpowiedzialnym stanowisku. Rzecz jasna dostał kredyt zaufania, ale jednak... była spora doza nieufności. Że niedoświadczony, że bez sukcesów, że bez przetarcia w piłce międzynarodowej. Po prostu już na starcie spadek o jedną klasę w porównaniu do Adama Nawałki, który przynajmniej legitymował się jednym mistrzostwem Polski, liznął choćby tych europejskich pucharów, nawet w tym najmniej ekskluzywnym wydaniu, czyli Pucharze Intertoto. Łączył ich jednak niemały dorobek w reprezentacji Polski w karierze zawodniczej. To można było traktować jako nieliczny pozytywny prognostyk.

Zresztą porównań do Nawałki było wiele i Brzęczek uniknąć ich nie mógł. Mimo kompromitującego nas mundialu wywodzący się z Krakowa trener wspominany będzie z sentymentem. Zdarzają się nawet głosy, że to najlepszy selekcjoner naszej kadry w bieżącym wieku. Na tę chwilę "Papież" wypada gorzej praktycznie w każdym zestawieniu, jest raczej na przeciwnym biegunie.

Po niespełna roku pracy Nawałki z kadrą wygrywaliśmy z Niemcami i rozjeżdżaliśmy outsiderów, jak Gibraltar czy Gruzja, nawet wtedy, kiedy zdarzało nam się grać kiepsko. Mimo wszystko widać było rozwój tej reprezentacji, ona dojrzewała. Tymczasem pod wodzą Brzęczka po dwunastu miesiącach dostajemy w czerep od Słowenii i po beznadziejnej grze musimy cieszyć się z remisu z Austrią u siebie. Postęp jest niedostrzegalny i to mimo że potencjał kadry wciąż jest taki sam, może nawet jeszcze większy.

Nic dziwnego zatem, że w narodzie nie ma wiary w "Brzękola". Na 2x45 pojawiła się po wrześniowych spotkaniach kadry sonda, czy należy zwolnić obecnego selekcjonera. Zaskoczenia żadnego nie było: aż 87,8% ankietowanych opowiedziało się za pożegnaniem Brzęczka. Druzgocący wynik, który obrazuje, że zdaniem Polaków przyszłość tej reprezentacji pod wodzą obecnego szkoleniowca rysuje się w czarnych barwach.

Swojego wyboru oczywiście broni Zbigniew Boniek, ale mam wrażenie, że nawet w nim nie ma przekonania, czy podjął słuszną decyzję. Już przecież od pierwszych miesięcy starał się ostentacyjnie podpowiadać Brzęczkowi i ingerował nawet w powołania. - Na pewne rzeczy Brzęczkowi wiosną nie pozwolimy. (...) Oczywiście ma pełną wolność selekcji, bo kadra narodowa to jest zbiór nie tylko najlepszych polskich piłkarzy w najlepszej formie, ale też pasujących do koncepcji. Nie może być jednak tak, że powołujemy tych, którzy w ogóle nie grają w piłkę. To profanacja reprezentacji – mówił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, mając na myśli przede wszystkim Jakuba Błaszczykowskiego.

Skoro prezes PZPN otwarcie, w mocnych słowach skrytykował już wówczas Brzęczka, to dlaczego nie może tego czynić zwykły kibic czy obserwator? Tak zdecydowane stanowisko Bońka wyglądało jak przyzwolenie do walenia w selekcjonera. Nic dziwnego, że od tego czasu nieustannie patrzy się trenerowi na ręce, a on zdaje się nie radzić sobie z tą presją. Pogarsza swoją sytuację niefortunnymi wypowiedziami, jak ta, że Piotrowi Zielińskiemu musi coś przeskoczyć w głowie. Chcąc nie chcąc tworzy wokół siebie aurę selekcjonerskiego Dyzmy.

Kwestionowane są jego powołania do kadry, i to nawet przez samych zawodników. Wyśmiewają je nawet ci, którzy teoretycznie pod wodzą tego szkoleniowca mogą w przyszłości zagrać, jak Kamil Grabara. Z nominacją Radosława Majeckiego nie może pogodzić się też Rafał Gikiewicz.

 

 

Brzęczek ciągle jest krytykowany także za powoływanie Recy, choć tu jeszcze można go obecnie obronić. Gdy jeszcze krytyka miała podstawy we wrześniu, tak teraz w październiku już nie bardzo. Wtedy jak najbardziej poszkodowany mógł się czuć Rafał Pietrzak, który zmienił ligę na lepszą od polskiej, w dodatku grał regularnie w barwach Royal Excel Mouscron, a wypadł z reprezentacji. Wyglądało więc na to, że lepiej jest nie grać w klubie niż grać, bo nie daj Boże można jeszcze popełnić błąd. Tymczasem teraz Reca zaczął wychodzić na boisko, występuje w Serie A, więc jego nominacja wreszcie się obroniła.

Porównań Brzęczka z Nawałką nie jesteśmy jednak w stanie kolejny raz uniknąć. 61-latek powoływał swojego "piłkarskiego synka" w osobie Krzysztofa Mączyńskiego, a ten odwdzięczał mu się dobrą grą, był w stanie nawet pokazywać się z okazałej strony w ćwierćfinale mistrzostw Europy, mimo że każdy długo w niego wątpił. Tymczasem Reca nawet jak gra, to wypada kiepsko. Jedna asysta z Łotwą tego stanu rzeczy nie zmienia. Nawałka bronił się najczęściej swoimi wyborami – no, nie wliczając MŚ 2018 – tymczasem zaskakujące wybory Brzęczka przeważnie okazują się niewypałami, jak chociażby wystawianie na lewej stronie defensywy nominalnego prawego obrońcy Bartosza Bereszyńskiego kosztem Macieja Rybusa, czy skazane z góry na niepowodzenie eksperymenty z taktyką na początku kadencji.

Krótko mówiąc, atmosfera wygląda na daleką od ideału. Ostatnio zresztą selekcjoner musiał jechać gasić pożary, przekonywać na nowo zawodników do siebie, o czym informował Przegląd Sportowy. Wydaje się, że nawet w samych reprezentantach brakuje pewności, że zmierzają w dobrą stronę. Na mistrzostwa Europy się doczłapią, ale co dalej? Jest ogromny powód do niepokoju, bo nic nie wskazuje na to, by nagle gra naszej kadry miała się zmienić. Zwłaszcza że pola na eksperymenty nie ma. Zamiast w spokoju przygotowywać się do spotkań z Łotwą i Macedonią Północną, martwimy się, czy na pewno bez problemu sobie z tymi rywalami poradzimy.

Boniek póki co oficjalnie broni Brzęczka, ale bardziej wiarygodne są raczej informacje, które docierają z otoczenia PZPN-u. Krzysztof Stanowski napisał ostatnio na Twitterze, że Związek nie wyklucza zmiany selekcjonera nawet w przypadku awansu na mistrzostwa Europy, a to już dosyć jasny przekaz. Nie ma stuprocentowego zaufania do selekcjonera, w kuluarach coraz więcej mówi się o nieprzedłużeniu wygasającej z końcem roku umowy. "Zibi" chyba przeczuwa, że popełnił błąd, ale jest na tyle butny, że się do tego nie przyzna i będzie brnął w zaparte, tłumacząc to nawet absurdalnymi stwierdzeniami, jak poniższe.

 

 

Nie mam wątpliwości, że obecny selekcjoner nawet nie marzy, by znaleźć się w takim punkcie zaufania społecznego, jakie mają Vital Heynen czy choćby Mike Taylor. On chce mieć taki spokój, jaki miał Adam Nawałka, który mimo że nie był idealnym trenerem, potrafił wytworzyć wokół siebie aurę profesjonalisty. Brzęczek tego nie potrafi, w dodatku nie radzi sobie z presją.

Czy nadchodzące spotkania są w stanie coś zmienić w jego sytuacji in plus? Raczej mogą co najwyżej utrzymać status quo, bo to nie są przeciwnicy, po zwycięstwie z którymi coś się zyskuje. Wręcz przeciwnie – można tylko stracić.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się