var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Dariusz Mioduski znów udowadnia, że kompletnie nie zna się na piłce nożnej. Żodyn by się nie spodziewał...

Autor: Mariusz Bielski
2019-10-03 22:20:54

Wywiady Dariuszem Mioduskim w większości są naprawdę osobliwe. Z jednej strony nawet lubię je czytać, bo bywają zabawne, z drugiej jednak często jest to humor na poziomie kabaretów z dwójki i skeczów, w których chłop przebiera się za babę.

Ten udzielony wczoraj Przeglądowi Sportowemu zdecydowanie należy do powyższej kategorii. Z kilku względów, o których za chwilę. Po lekturze nie wątpię, iż prezes Legii nie ma pojęcia o realiach rynkowych panujących w futbolu i to do tego stopnia, że byle kibic jest w stanie go zweryfikować. Wystarczy trochę pogrzebać za pomocą wujka Google. Trochę słabo, skoro mówimy o sterniku teoretycznie największego – marketingowo, kibicowsko, potencjalnie finansowo i sportowo – klubu w Polsce, rokrocznie walczącego o najwyższe cele.

Ba, przecież ten człowiek weryfikuje się sam... – Przez najbliższe lata skoncentrujmy się na podnoszeniu poziomu polskiej piłki rozumianej szerzej. Tu akurat nie zgadzam się z prezesem Bońkiem, który mówi, że kluby są źle zarządzane. A ja uważam wręcz odwrotnie – zawodowe zespoły to obecnie najlepiej zarządzany segment polskiej piłki – mówi. Chwila chwila, coś mi tu nie gra. Przewijam wywiad kilka akapitów do góry i widzę: – Europę musimy gonić nie tylko jako kluby, ale przede wszystkim jako liga, która dziś jest na 27. miejscu w rankingu. Czyli najpierw było z polską piłka fatalnie, ale parę wypowiedzi później już wszystko gra i kluby są świetnie zarządzane?

Okej, panie Darku, kilka pytań.

Skoro zawodowe zespoły to najlepiej zarządzany segment polskiej piłki, jakim cudem dziś Ekstraklasa jest na 27. lokacie w zestawieniu UEFA, a nie 19. niczym pięć lat temu? Ostatni raz tak nisko byliśmy mniej więcej dekadę wstecz.

Skoro zawodowe zespoły to najlepiej zarządzany segment polskiej piłki, czemu od 1996 roku tylko raz polska drużyna zagrała w fazie grupowej Ligi Mistrzów?

Skoro zawodowe zespoły to najlepiej zarządzany segment polskiej piłki, dlaczego rokrocznie w pucharach leją nas Dudelange, Riga, Dunajska Streda, Spartak Trnawa, AS Trenczyn, Qabala, Skhendija Tetowo, Astana i tym podobne?

Skoro zawodowe zespoły to najlepiej zarządzany segment polskiej piłki, jak to się dzieje, że nasze ligowe gwiazdy odchodzą za bezcen do byle średniaków tureckich za grosze (Pawłowski)? Jak to się dzieje, że Kazachowie przychodzą po przeciętnego ligowca, a taki Lech nie może nawet złożyć konkurencyjnej oferty (Wrzesiński)? Jak to się dzieje, że nasze największe talenty sprzedajemy za 3-5 milionów euro, podczas gdy takie Dinamo Zagrzeb stać na odrzucenie oferty na 20 baniek za Daniego Olmo?

Moim zdaniem to jest tak, że Europę gonimy powiedzmy z prędkością 40km/h, lecz Europa ucieka nam jadąc 60km/h.

***

Lecimy dalej…

Kto inwestuje dzisiaj w szkolenie, w budowanie akademii? Oczywiście że kluby. Na efekty trzeba poczekać, ale kierunek jest odpowiedni. Problem polega na tym, że w klubach trzeba myśleć też o wyniku sięgającym Europy. Kluby, które nie mają szans na regularną grę w pucharach, powinny skupić się na szkoleniu. Wyjdzie to na dobre im i polskiej piłce. A ci, którzy są co roku w czołówce, powinni z równym natężeniem myśleć i o szkoleniu, i o walce w Europie – stwierdził.

Raz, że niezły z Mioduskiego „Kapitan Oczywistość”. Polskie kluby powinny inwestować w szkolenie. Kto by pomyślał? Do tego świetny jest ten fragment „Kto inwestuje dzisiaj w szkolenie, w budowanie akademii? Oczywiście że kluby.” A kto inny miałby to robić? Właściciel warzywniaka za rogiem? Kierownik pobliskiej zajezdni autobusowej? Albo jakaś ogólnopolska sieć pizzerii? Ja bym raczej zapytał – ile klubów faktycznie, a przede wszystkim umiejętnie inwestuje w akademie. Mam na myśli nie tylko infrastrukturę, lecz także edukowanie trenerów czy jednolity system szkolenia w każdej sekcji. Pewnie załapałby się Lech, Zagłębie Lubin, ŁKS, może Pogoń, a na Śląsku… Gwarek Zabrze. Kropla w morzu. Mówienie, iż teraz każdy, zgodnie niczym jeden mąż, inwestuje ochoczo i efektywnie w szeroko rozumiany rozwój szkolenia młodzieży, to po prostu bujda na resorach.

***

To właśnie miejsce w rankingu decyduje, jaką mamy ścieżkę do fazy grupowej pucharów i czy mamy szansę się w niej znaleźć. W każdym z krajów, z którymi chcemy się równać – w Portugalii, Holandii czy Belgii – jest pewna prawidłowość. Otóż tam nie ma takiej „równości” jak w Polsce. U nas aż sześć – osiem drużyn konkuruje o mistrzostwo. Gdzie indziej są 2–3 topowe zespoły. Są na tyle silne, iż rzeczywiście potrafią zdominować lokalną ligę i grają z powodzeniem w Europie. Dlatego później ich miejsce w rankingu ma dobre konsekwencje dla całej ligi – Mioduski głosi swoją prawdę dalej, tym razem odnosząc się między innymi do zbyt równego podziału przychodów między klubami Ekstraklasy.

No i tu właśnie dochodzimy do kwestii, gdzie wystarczy parę kliknięć w necie, by przekonać się, że to farmazony. Przez pięć ubiegłych sezonów mistrzostwo Belgii zgarniały cztery różne kluby (kolejno: Gent, Club Brugge, Anderlecht, Club Brugge i Genk). W Polsce – 3 (Lech, Legia, Legia, Legia, Piast). Ostatnia dekada? I tu, i tu wymienilibyśmy pięć zespołów. Z kolei odniesienie do Holandii nie jest trafne pod względem dzielenia finansów, ponieważ tamtejsze kluby zamierzają dzielić się wpływami z innymi zespołami Eredivisie w imię wyrównywania szans. Nikt nie chce hodować hegemonów, co sugeruje prezes Mioduski. Z prostego powodu – to właśnie różnorodność zwiększa atrakcyjność poszczególnych lig, a nie dążenie do zabetonowania ich. Przykład z drugiego brzegu – liga szkocka. Ostatnie osiem tytułów z rzędu zdobywał Celtic, po upadku Rangersów większość z dziecinną łatwością. No faktycznie, emocji co niemiara. Tylko że mało kogo ta liga w ogóle interesuje. Oprócz Szkotów.

***

No i w końcu mój ulubiony farmazon. – Absolutnie nie oczekuję, że Legia dostanie coś za darmo, ja mówię o wspólnym interesie – młodego piłkarza, który ma talent, ale nie jest jeszcze przygotowany na wyjazd i oddającego go klubu, z którym oczywiście Legia lub inny klub z czołówki podzieliłyby się przyszłymi zyskami z transferu. Zyskuje też liga, bo młody polski zawodnik dłużej w niej występuje. Nie mówię, że to musi być żelazna zasada. I gdy np. Pogoń dostaje dobrą zagraniczną ofertę na Sebastiana Walukiewicza, który nawiasem mówiąc dorastał w Legii, to ją przyjmuje i tyle. Ale są dziesiątki młodych piłkarzy, którzy co roku trafiają do zagranicznych klubów za wcześnie i tam przepadają, bo nie są przygotowani na taką presję, nie znają języków. Wprowadzanie ich do europejskiej piłki poprzez najsilniejsze polskie kluby byłoby korzystne dla wszystkich.

Sęk w tym, iż Legia za kadencji Mioduskiego w ogóle nie zachęcała młodych Polaków, aby do niej przychodzili. Niezbyt stabilnie tam pod względem szkoleniowym, ale już, pal sześć ten argument. Ilu utalentowanych rodzimych zawodników warszawianie ukształtowali, wypromowali i sprzedali jako gotowy produkt zagranicę za worek forsy podczas kadencji? Tylko Szymańskiego, chociaż nie mam przekonania, że był to już w pełni ukształtowany piłkarz. Lada moment opchnięty zapewne zostanie jeszcze Majecki, przy czym też warto mieć w pamięci, iż wypromowanie tej dwójki w dużej mierze wiązało się po prostu z taką sobie kondycją finansową Legii. Potrzebowano kasy, więc co było najlepsze, zostało użyte jakby w oknie wystawowym. Pan Mioduski krytykuje też, że młodzi zawodnicy za szybko wyjeżdżają w świat za drobne. Nie żeby coś, ale kilka tygodni temu ze stołecznego klubu odszedł 16-letni Jakub Ojrzyński do Liverpoolu za 333 tysiące euro (via transfermarkt). Trochę to jak strzelanie we własne kolano. Mało tego, przecież byli też zawodnicy, którzy z Warszawy ewakuowali się za bezcen, a później to inne kluby na nich zarabiały – vide Walukiewicz i Pogoń oraz Michalak i Lechia.

Poza tym, panie Dariuszu, niech pan nie żartuje z tym promowaniem zawodników w europejskich pucharach, skoro przez pięć lat Legia zaledwie dwa razy wystąpiła w fazie grupowej Ligi Europy lub Ligi Mistrzów. Stety niestety ani razu za pana kadencji. Tu akurat mamy do czynienia z samymi spektakularnymi eurowpierdolami.

No i jeszcze ta nauka języków… Proszę sobie wyobrazić, że języków obcych w dzisiejszych czasach można się uczyć nawet na wsi zabitej dechami, wystarczy aplikacja w telefonie, albo połączenie internetowe na lekcje online. W większych miastach to już w ogóle szał ile ofert kursów stacjonarnych da się znaleźć. Ja na przykład wkuwałem hiszpański. W Łodzi, nie w Warszawie. Szok, prawda?

***

Zdaję sobie sprawę, że właściwie to powinienem się cieszyć z tych wszystkich dziwnych i absurdalnych wypowiedzi pana Mioduskiego, ponieważ dzięki temu mam o czym pisać. Z drugiej strony, dla dobra polskiej piłki oraz zdrowia psychicznego sporej liczby kibiców lepiej byłoby, gdyby zastosował się pan do porady, którą kiedyś głosił zespół Ein Killa Hertz: „wyłącz mikrofon, nie masz nic do powiedzenia”.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się