var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: @AtlasFC

Subiektywny ranking Wokera #10: Don Pepe – kibic bez granic. Prezenterka gasi kibiców. Calabria i nowy trick

Autor: Krystian Porębski
2019-10-06 22:15:37

W kończącym się tygodniu byliśmy świadkami wielu spektakularnych wpadek, niestety nie jestem w stanie wszystkich pomieścić w tym rankingu. Na szczycie znalazł się jednak bohater aż nadto pozytywny.

Piłkę nożną traktujemy śmiertelnie poważnie. Jak twierdzą niektórzy, to najważniejsza z tych mniej ważnych rzeczy. W futbolu nie brakuje jednak absurdów, momentów śmiesznych, skandalicznych czy po prostu takich, które wywołują uśmiech na twarzy. W każdą niedzielę będę prezentować ranking najbardziej wyróżniających się wydarzeń czy sytuacji tygodnia, niekoniecznie pod kątem sportowym.

***

Transfery to nie jest łatwa sprawa. Doskonale wiedzą o tym fani Kanonierów. Zeszłe okienko transferowe miało być przełomowym. Kilka nowych twarzy, które miały pozwolić zespołowi Unaia Emery'ego wskoczyć na wyższy poziom. I choć póki co ekipa z Londynu radzi sobie nadzwyczaj dobrze, to trudno powiedzieć, aby była to zasługa wzmocnień. David Luiz do tej pory wyśmiewany był jako koń trojański wypuszczony przez Chelsea, a Pepe kupiony za ogromną kwotę 80 milionów euro. Czas więc na nowego gwiazdora Arsenalu – Pete. Ktoś, kto tworzył grafikę był chyba fanem The Gunners i wyobraził sobie, że Nicolasa Pepe zastępuje jakiś bardziej swojski Nick Pete. No niestety, nie tym razem.

 

 

Ostatnio pisałem o Matrix challenge, ale tego typu wyzwania czy żarty bywają czasami bardziej bezlitosne. Delikatnie mówiąc, w Realu Sociedad zrobili sobie jaja z Januzaja. Belg odbijał kolejne piłeczki pingpongowe... kiedy nagle dostał w głowę jajkiem. Nieświadomy uderzył je z dużą werwą i chyba trochę zabolało. Współczuję.

 

 

Gareth Bale nie ma łatwego życia w Realu Madryt. Walijczyk dwoi się i troi, ale w stolicy Hiszpanii ma być niechciany. Jaki będzie jego dalszy los, tego nie wiemy, ale jeżeli nawet z band reklamowych dobiegają dosadne polecenia i to w jego języku... Zbieg okoliczności? Nie sądzę.

Żarty żartami, ale z Granadą były zawodnik Tottenhamu zagrał przyzwoite spotkanie. To po jego asyście gola już 2. minucie strzelił Karim Benzema i Zinedine Zidane powinien się jeszcze poważnie zastanowić, czy faktycznie chce się pozbywać Garetha.

 

 

11. Lewandowski znów czaruje

Pisząc po pierwszej kolejce spotkań w Lidze Mistrzów o trickach Lewandowskiego przecierałem oczy ze zdumienia. Robert to kapitalny napastnik, jeden z najlepszych na świecie, ale technika nigdy nie była czymś, co go szczególnie wyróżniało. Piłka mu nie przeszkadzała, ale też bez przesady, w dziadka na treningu La Furia Roja by nie pograł... no do niedawna, bo teraz już chyba dałby radę. Polak pokazał klasę w meczu ze Spurs, czym ponownie zasłużył na wyróżnienie od Ligi Mistrzów „Skill of the Day”.

 

 

10. ...a Gnabry jest po prostu nieuchwytny. No prawie

Mecz ze Spurs to w ogóle kopalnia, bo sam wynik 2:7 to coś niebywałego. Podopieczni Niko Kovaca przejechali się po zespole z Anglii, który przecież w zeszłym sezonie grał w finale Ligi Mistrzów. Najjaśniejszą postacią tego meczu był Serge Gnabry. Niemiec został złapany dopiero po meczu...

 

 

9. Zlatan niszczy

Dla Zlatana Ibrahimovicia, który 3 października obchodził urodziny (tak jak ja), powinienem chyba stworzyć osobną rubrykę, ale poczekam jeszcze aby się przekonać, czy Szwed nadal będzie utrzymywał taką formę. Póki co z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej. Zapytany o to, czy nie jest zbyt trudny dla swoich kolegów z zespołu, powiedział, że jest ambitny, grał w największych klubach na świecie i z tego co wie, zdobył więcej trofeów niż cała MLS razem wzięta... Mocne Panie Ibra. Resztę wypowiedzi Ibrakadabry również polecam. To zawsze świetny performance. Gdyby Zlatanowi nie wyszło w sporcie, zapewne byłby aktorem, a Jason Statham wylądowałby w pośredniaku.

 

 

8. Prezenterka gasi kibiców

Był rasizm na trybunach w Serie A w poprzednich tygodniach, teraz pojawiły się szowinistyczne przyśpiewki. Kibice Napoli zareagowali na Dilettę Leottę jakby nie widzieli kobiety od bardzo dawna i zaczęli śpiewać, aby... no cóż, cenzuralnie mówiąc, zdjęła górę swojego stroju. Prezenterka telewizyjna zabawiła się z nimi i w stylu rzymskiego cesarza najpierw pokazała kciuk w górę, po czym gwałtownie obróciła go w dół. Jak rozumiem, Pani Leotta oglądała wielokrotnie Gladiatora i miała na czym się wzorować. Szanuję.

 

 

7. Bramkarz w Realu to bardzo niewdzięczna fucha

Hiszpańskie dziennikarstwo sportowe to szopka bardziej przerysowana niż zachowanie Zlatana. Nieco spokojniejszy był ostatnio Tomas Roncero, ale teraz wraca, cały na biało i... naśmiewa się z Areoli. No nie mają łatwo bramkarze Realu. Najpierw pośmiewisko zrobiono z legendy klubu – Ikera Casillasa. Potem życia na Bernabeu nie miał Keylor Navas, chociaż wielokrotnie ratował tyłek Królewskim. Teraz jego następca, Thibaut Courtois również nie ma łatwego zadania, bo gra delikatnie mówiąc, ze średnio dysponowanymi obrońcami. Jego zmiennikiem jest Alphonse Areola, który został wypuszczony do boju w drugiej połowie spotkania z Clube Brugge i bramki co prawda nie wpuścił, a zespół ostatecznie zremisował 2:2, jednak Roncero znalazł powód do ponabijania się z portero, a raczej z jednej z jego interwencji... kiedy zachował się niczym statua.

 

 

6. Ramos nie bierze jeńców

To już ostatnia wspominka o Realu, obiecuję. Nie sposób jednak pominąć tego, co działo się w tej ekipie w ostatnich dniach. Remis z belgijską ekipą chluby im nie przynosi, ale już wygrana z Granadą daje nadal miejsce w czubie tabeli po trudnym początku sezonu. W defensywie szalał Sergio Ramos, który dołożył wszelkich starań, aby koledzy z drużyny tym razem niczego nie spieprzyli. Było blisko, ale kapitan znalazł sposób na ogarnięcie Daniego Carvajala. Szczerze mówiąc, już wolałbym być na miejscu Januzaja niż prawego obrońcy Realu Madryt... Boli na sam widok.

 

 

5. Mistrzowska przemowa

Tottenham się skompromitował, a po pierwszej połowie meczu Liverpool – Salzburg to samo wieszczono ekipie z Austrii. Aby tak się nie stało, Jesse Marsch przygotował płomienną przemowę w szatni. Zamiast lania skończyło się na genialnym widowisku i 4:3 dla ekipy z miasta Beatlesów. Takiej energii pozazdrościć może mu wielu trenerów, a ten filmik powinien być wykorzystywany jako materiał szkoleniowy. Taktyka taktyką, zawodników jakoś trzeba też w trudnej chwili przekonać o własnych możliwościach i w tym przypadku lepiej chyba zrobić tego nie można było.

 

 

4. Pechowiec Lloris

Nie był to tydzień Tottenhamu, ale co powiedzieć o Hugo Llorisie? Najpierw manto od Lewego i spółki, później fatalna wpadka w starciu z Bayern & Hove... wróć, Brighton & Hove Albion. Fatalna pod dwoma względami, bo nie dość, że po pomyłce Francuza piłka po chwili zatrzepotała w siatce, to sam... doznał poważnej kontuzji. Mieć takiego pecha, to naprawdę coś niebywałego.

 

 

A na deser to, co wyprawiał tydzień temu. Llorisowi naprawdę przyda się odpoczynek, szkoda tylko, że przy okazji ucierpiał na zdrowiu. Kibicom Spurs pozostaje trzymać kciuki za szybki powrót do zdrowia i liczyć na to, że limit pecha w przypadku Francuza został już wyczerpany.

 

 

3. Kreatywny jak Wisła

Nie tylko Tottenham chciałby zeszły tydzień wymazać z pamięci, podobnie jest w przypadku krakowskiej Wisły. Ekipa Macieja Stolarczyka dostała solidne manto. Fatalnym występem „popisał się” Marcin Grabowski, ale szczyt absurdu widzieliśmy w rozegraniu między środkowymi obrońcami. Biała Gwiazda klepała sobie piłką na własnej połowie, a Lech... stał i czekał. No takich obrazków na pewno na boiskach Ekstraklasy nie chciałbym oglądać. Zwłaszcza że kojarzą się z niechlubnym niskim pressingiem z ostatnich Mistrzostw Świata.

 

 

2. Calabria Style

Rzeźnia to mało powiedziane jeśli chodzi o mecz Genoi z Milanem. Zespół Krzysztofa Piątka delikatnie mówiąc zdziadział. Ale tym razem nie o tym, a o czerwonych kartkach, których było aż cztery. Najbardziej kuriozalną otrzymał innowacyjny obrońca, Davide Calabria. Ostatnio zwód na byka zaprezentował Tomasik, a nazwę nadał mu Tomasz Wieszczycki na antenie Canal +, ale jak nazwać to co zrobił Włoch... Klub z Mediolanu powinien ogłosić konkurs. Dla nas to po prostu dzban tygodnia.

 

 

1. Don Pepe – kibic bez granic

W ostatnich dniach internet, zwłaszcza w Meksyku, podbija filmik zamieszczony przez tamtejszy klub. Atlas zaprezentował swojego kibica, Dona Pepe, który wielokrotnie pojawiał się już na treningach swojej ukochanej ekipy i regularnie pojawia się na meczach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ów kibic ani nie widzi, ani nie słyszy. Spotkania może śledzić dzięki temu, że na mecz chodzi ze swoim synem, który przy pomocy języka migowego, trzymając go za ręce, przekazuje mu to, co w danym momencie dzieje się na boisku. Dzięki temu Don Pepe może przeżywać emocję wraz z innymi. Jak widać przywiązanie do klubu w jego przypadku nie zna granic, a to w jaki sposób klub go traktuje zasługuje na ogromne pochwały.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się