var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: @acmilan

Milan wziął trenera, którego kibice zwolnili przed podpisaniem umowy. Nowe rozdanie w cieniu kryzysu wizerunkowego

Autor: Marcin Długosz
2019-10-09 23:30:22

Są kibice sukcesu, są kibice regresu. Do tych drugich z pewnością zaliczają się kibice AC Milan, którzy przecież jeszcze nie tak dawno temu ściskali kciuki za najlepszy klub świata, a obecnie pogrążeni są w obserwowaniu szeregu pomyłek, błędów, katastrof i niepewności. Najnowszym policzkiem wymierzonym fanom Rossonerich było nie tyle zwolnienie Marco Giampaolo po raptem trzech miesiącach pracy, a zatrudnienie w jego miejsca szkoleniowca, który nie gwarantuje swoimi dotychczasowymi osiągnięciami wielkiego przełamania – Stefano Pioliego.

To było istne szaleństwo. We wtorek w raptem kilka godziny hashtag #PioliOut stał się na Twitterze czwartym najpopularniejszym na całym świecie! Włoch nie zdążył jeszcze podpisać umowy, a już wszyscy pragnęli jego odejścia… Nikt jednak nie ma nic personalnie do tego trenera – on po prostu płaci za to, co na San Siro wyrabia się od lat.

Zero symptomów

By cała machina związana z zatrudnieniem Pioliego mogła ruszyć, najpierw oczywiście doszło do sytuacji, w której nikt nie widział już sensu kontynuowania współpracy z Giampaolo. Choć absurdem byłoby twierdzić, że wszystkie problemy Rossonerich rozwiąże zmiana na stanowisku szkoleniowca, to jednak ten ruch wydawał się konieczny.

To nie tak, że Milan od czasu do czasu grał dobrze, czasami gorzej, czasami czegoś mu zabrakło minimalnie, innym razem można było wyciągnąć sporo pozytywów mimo słabego wyniku… Nie. Mediolańczycy nawet jak wygrywali, to wyglądali po prostu fatalnie. Byli beznadziejni, nie dało się na nich patrzeć. Spisywali się znacznie poniżej tego, na co ich stać.

Po przegranym 1:3 starciu z Fiorentiną Giampaolo stwierdził, że jego zespół wyglądał jak zbieranina, która nigdy wcześniej ze sobą nie trenowała. A kończył się przecież wrzesień, trzeci pełny miesiąc pracy Włocha w Mediolanie. Tydzień później po przedziwnym spotkaniu udało się co prawda zwyciężyć 2:1 z Genoą i szkoleniowiec w dobrym humorze żartował nawet na konferencji, że „zyskał nieco czasu”, ale jednak topór postanowiono opuścić błyskawiczne.

Zero gry, zero symptomów, że będzie lepiej, decyzja szybka i brutalna – pożegnanie.

 

 


 

 

Daj ciastko, zabierz ciastko

Luciano Spalletti zaakceptował ofertę Milanu, teraz musi dogadać się z Interem w sprawie rozwiązania umowy i może podjąć nową pracę” – zakomunikowały w poniedziałek włoskie media.

To w szeregach fanów Rossonerich wywołało duże uznanie. Ich klub miał objąć szkoleniowiec, który w ostatnich latach spędzonych we Włoszech był gwarantem upragnionego awansu do Ligi Mistrzów – zajmował miejsca kolejno 3 i 2 (z Romą) oraz dwukrotnie 4 (z Interem). Taktyka o takiej marce po czerwono-czarnej stronie Mediolanu nie było od lat i wszyscy ci, którzy zawsze narzekali na słabe CV trenera Milanu, musieliby wreszcie przyznać, że kolejny wcale nie urwał się z choinki.

Mijały jednak godziny, a białego dymu w tej sprawie nie było. W końcu stało się jasne, że tak ciepły sercu Milanistów scenariusz nie ziści się. Spalletti nie dogadał się z Interem w sprawie przedwczesnego zerwania obowiązującego kontraktu, przez co nie mógł objąć nowej ekipy. Z jego perspektywy nie ma się co dziwić – przy takiej pozycji objęcie Milanu byłoby wyłącznie ryzykownym posunięciem, pełnym chęci sprawdzenia się w trudnych warunkach, z wysoką możliwością spaprania sobie CV. Dochodziło do tego odpuszczenie gigantycznej kasy z Interu (10 mln euro netto). 60-latek podziękował więc za zainteresowanie, a Paolo Maldini i Zvonimir Boban musieli zwrócić się w kierunku alternatywy.

 

 


 

 

Strażaku, ratuj!

Padło na Stefano Pioliego. Trener pochodzący z Parmy znalazł się w podobnej sytuacji już przed trzema laty, gdy Nerazzurrim całkowicie nie wyszedł start sezonu pod wodzą Franka de Boera i trzeba było ratować się podpisaniem kontraktu z solidnym ligowcem. Włoch, który miał za sobą dobry okres spędzony w Lazio (podium wywalczone w sezonie 2014/2015) w roli strażaka sprawdził się znakomicie. Szybko poskładał rozbitą drużynę do kupy i sprawił, że zaczęła ona solidnie punktować i mimo ogromnych strat z pierwszych kolejek udało jej się włączyć do walki o Ligę Mistrzów.

Niestety, w kluczowej części sezonu przyszedł kryzys, z którym Pioliemu nie udało się już uporać i musiał pożegnać się z pracą. W tamtych czasach udzielił też oficjalnej klubowej telewizji wywiadu, który teraz jest mu wypominany, gdyż stwierdził, że od dziecka był kibicem Interu. Po prezentacji w Milanie odbił piłeczkę mówiąc, iż nie chce być osądzany za sytuacje z czasów „małego, pulchnego chłopca”, gdyż obecnie stał się „łysym, dorosłym facetem”.

Fiorentina? W oczy rzuca się kapitalna praca wykonana po nagłej śmierci Davide Astoriego. Oczywiście wobec takiej tragedii sama z siebie zmobilizowała się mocniej na pewno cała drużyna, każdy z osobna, ale i tak nie sposób nie docenić szkoleniowca, który z ekipy z odległych zakątków tabeli zrobił poważnego kandydata do awansu do europejskich pucharów.

W poprzednim sezonie skończyło się jednak jak bardzo często w poprzednich klubach Pioliego, a więc zwolnieniem. „Fiołki” wpadły w potężny kryzys, z którego długo nie potrafiły się wydostać także już pod wodzą Vincenzo Montelli. Po serii fatalnych wyników Włocha pożegnano, a ten czekał na nową posadę aż do teraz.

Historia parmeńczyka wskazuje, że jest on szkoleniowcem potrafiącym podejmować się zadań delikatnych i specjalnych. Gdy coś jest w ruinie lub mocno podupada, on tam wchodzi i sprawia, że konstrukcja nagle zdaje się mieć ręce i nogi. Problem polega na tym, że pomysłu brakuje mu później. Co zrobić, żeby kontynuować dzieło i je poprawiać, gdy pożar zostanie już ugaszony? Nawet jeżeli szkoleniowiec zaliczy dobre wejście do Milanu, to z pewnością prędzej czy później będzie się musiał zmierzyć także i z tym pytaniem. 

 

 


 

 

Ofiara lat biedy

Nie da się ukryć, że sam Pioli niczym nie zasłużył sobie na tak chłodne przywitanie kibiców. W kilka godzin zrobiono wręcz z niego kozła ofiarnego wszystkich nieszczęść, jakie czerwono-czarny klub spotkały przez ostatnie lata. To oczywiście nie jest słuszne i właściwe, ale z drugiej strony trudno dziwić się kibicom.

Po raz kolejny zarząd klubu pokazuje, że mimo zmian personalnych, odświeżonych wizji i różnych pomysłów, cały czas coś się nie udaje i trzeba się potem naprędce ratować półśrodkami. Paolo Maldini i Zvonimir Boban byli pierwszymi, którzy w prasie bez żadnych hamulców krytykowali poprzedników, a obecnie, znajdując się u steru, również nie potrafią znaleźć złotego środka.

Na konferencji prasowej z Piolim nie ukrywali, że zwolnienie Giampaolo to porażka ich wszystkich. Jakże mogłoby być jednak inaczej, kiedy raptem trzy miesiące temu wszyscy zachwycali się nad włoskim szkoleniowcem zapewniając, że ma on do zaoferowania znakomity, jakościowy futbol, a powołanie go na stanowisko trenera Milanu to wybór „szybki, łatwy i logiczny”.

Działacze Milanu mają jednak podstawowy problem, z którym muszą się zmierzyć – nawet jeżeli Boban czy Frederic Massara dopiero rozpoczęli swoją dyrektorską przygodę na San Siro, to nie mogą pomylić się ani razu. Nie będą bowiem rozliczani z tego pojedynczego błędu, jak w kwestii trenera na obecny sezon, a spadnie im na barki cały ból mediolańskich fanów za wszystkie ostatnie lata pełne upokorzeń.

Dokładnie to samo tyczy się trenera. Kto wie, czy obecny AC Milan nie jest najtrudniejszym i najbardziej wymagającym miejscem pracy dla szkoleniowca w całej Europie. Oczekiwania i wymagania – olbrzymie. Presja – gigantyczna. Margines błędu – zerowy. Możliwości i realia – kruchutkie…

I właśnie z tym musi zmierzyć się Pioli, który zacznie od domowego meczu z Lecce. A potem na przestrzeni pięciu kolejek jego drużyna powalczy z Romą, Lazio, Juventusem i Napoli…

 

 

 

 

 

Lekki retusz

Rewolucja w składzie i całkowita odmiana Milanu od pierwszego meczu pod wodzą nowego trenera? Raczej można zapomnieć. Włoch w swoich dotychczasowych miejscach pracy preferował formacje 4-2-3-1 bądź 4-3-3. Bardzo możliwe, że na początku swojej przygody w czerwono-czarnym Mediolanie skorzysta z tej drugiej. Tej samej, którą wdrażał Gennaro Gattuso finiszujący sezon o punkt za podium i z dnia na dzień coraz mocniej jest teraz doceniany przez Milanistów…

Polskich kibiców z pewnością ciekawi wątek Krzysztofa Piątka. Pioli lubi snajperów z krwi i kości, królów „szesnastki”, miał okazję współpracować z kilkoma naprawdę porządnymi – Mauro Icardim czy Miroslavem Klose. Poza tym jednak trzeba napisać wprost, że Polak musi wziąć się do roboty. Bardzo obiecująco wygląda bowiem Rafael Leao, który przy Ante Rebiciu w odpowiedniej formie może zająć miejsce na szpicy, podczas gdy Chorwat będzie hasał lewym skrzydłem. 24-latek znad Wisły z pewnością zaczyna jednak u Pioliego z carte blanche i raczej można się spodziewać, że na spotkanie z Lecce wybiegnie w podstawowym składzie.

Były snajper Cracovii rozpoczął swą głośną przygodę we Włoszech od wbicia apulijskiej drużynie czterech goli w starciu Pucharu Włoch w swym oficjalnym debiucie w barwach Genoi. Pozostaje mieć zatem nadzieję, że nowy początek i zerwanie z pasmem niepowodzeń również może wystartować od znakomitego występu w domowym starciu z ekipą z południa Włoch.

A Pioli? Najpierw niech sprawdzi się w tym, co potrafi doskonale, a więc ugaszeniu trawiącego Rossonerich pożaru. Jeśli z tego zadania wybrnie na piątkę, schody zaczną się później.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się