var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Kowal: Za Brzęczka zagraliśmy dwie dobre połowy. Krychowiak: Ewoluowałem piłkarsko. Animucki: W Ekstraklasie szkolimy świetnie

Autor: zebrał Mariusz Bielski
2019-10-10 10:31:14

Nie wiemy jak wy, ale my siedzimy już na szpilkach i niecierpliwie czekamy na mecz z Łotwą! Mimo że zaufanie wobec naszych kadrowiczów we wrześniu znacznie stopniało, to i tak jesteśmy niezwykle ciekawi tego starcia. Żebyście czuli się dobrze przygotowani na 20:45, zasiądźcie do lektury dzisiejszej prasie, w której znaczna większość treści dotyczy właśnie Biało-Czerwonych. Łącznie mamy 22 teksty z 3 źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Krychowiak: Czuję się bardzo mocny, przeszedłem ewolucję”

„Epitety z pana najlepszego okresu w Sevilli zaczynają się potwierdzać. Potwór, maszyna – takie określenia pojawiają się także w Rosji. Jest pan w stanie porównać dawnego Krychowiaka do obecnego?
Jestem innym piłkarzem. Ewoluowałem. Moja rola na boisku bardzo się zmieniła. Najważniejsze, że wyniki zaczynają być podobne – tak jak w Hiszpanii, również z Lokomotiwem zacząłem zdobywać trofea, Puchar i Superpuchar Rosji. One zawsze były dla mnie wyznacznikiem dobrego okresu. Indywidualny występ nie jest nic wart, paliwem jest wygrywanie, dlatego zawsze szukałem klubów, które są dla mnie wyzwaniem osobistym, ale w których mogę też wyznaczyć sobie cel sportowy. Bez tego nie czuję progresu. W tym sezonie mamy apetyt na odzyskanie mistrzostwa, może coś więcej. Zobaczymy.

Jak określiłby pan swoją ewolucję?
Na pewno nie jako rewolucję. Zawsze opieram grę na bardzo dobrym przygotowaniu fizycznym. Dzięki temu osiągnąłem wysoką formę w Andaluzji. Pod okiem Jurija Siomina znów mogłem w ciszy mocno popracować, co od razu pozytywnie odbiło się na mojej dyspozycji. Dzisiejszy futbol coraz bardziej opiera się na nieskończonym bieganiu. Dotyczy to nie tylko zawodników, którzy grają w środku pomocy, ale właściwie każdej formacji. Przez cały mecz masz jakieś zadania do wypełnienia. Piłka jest bardzo szybka. Jeśli chcesz stwarzać sytuacje, zaskakiwać przeciwnika, tworzyć przewagę, trzeba bardzo szybko transportować się całym zespołem pod bramkę rywala, przebiec 30–40 metrów, oddać strzał, po czym natychmiast odbudować formację. Dlatego pewne typy piłkarzy, klasyczni dostojni rozgrywający, właściwie wymarły. Zabrakło dla nich miejsca na murawie, bo skurczył się czas na „spacerowanie”. Dziś musisz być nie tylko świetnie wyszkolony technicznie, ale w równym stopniu gotowy na tytaniczną wręcz walkę do ostatniego gwizdka.”

Więcej TUTAJ

***

„Wojciech Kowalczyk: Brzęczek gorzej mobilizuje”

„Przeszło rok pracy Jerzego Brzęczka z reprezentacją wzbudził pański optymizm?
Wojciech Kowalczyk (były reprezentant Polski): Jerzy Brzęczek rok z hakiem pracuje z kadrą, a w tym czasie nie zagrała ona ani jednego super–meczu. Właściwie jeden cały był niezły, czyli 45 minut towarzysko z Włochami i drugie 45 w spotkaniu eliminacji EURO z Izraelem. I tyle dobrego. Wciąż będę się upierać, że mamy zbyt łatwą grupę. Po losowaniu przygniatająca większość przypisała awans i...miała rację. Nawet grając słabą piłkę wyjdziemy z pierwszego miejsca. Takiej klasy mamy konkurentów. Nasze jednostki są w stanie osiągnąć korzystny wynik. Jeśli idzie słabiej – bramkarz wybroni nam spotkanie, jeżeli trzeba wygrać, gola zdobędzie któryś z napastników.

Ale ostatnie dwa spotkania, przegrane ze Słowenią i remis z Austrią trochę się kłócą z tą teorią.
Ależ nie! Powiedziałem niedawno, że reprezentantom z tyłu głowy siedzi myśl o słabej grupie, stąd chyba te kiepskie mecze o których pan wspomniał. Podejrzewam, iż jest na zasadzie: wtedy zagraliśmy słabiej, ale za chwilę zdobędziemy 6 punktów na Łotwie i u siebie z Macedonią, awans będzie zaklepany i to najpewniej z pierwszego miejsca. Pewnie matematycznie po tych dwóch wygranych może coś się jeszcze nie spinać, ale umówmy się... Niemcy, Szkocja, Irlandia – za kadencji Adam Nawałki. O, to była grupa z której, by awansować do EURO 2016 należało się napocić. Inauguracyjne eliminacje pod batutą Nawałki sprawiały, iż każdy z powołanych chciał się pokazać, na maksa walczyć o awans. Podkreślam – było z kim się ścigać. Dziś kadrę Brzęczka w dużym stopniu tworzą piłkarze z z tamtej reprezentacji. Są starsi, co nieco nasyceni i bardziej zajęci na przykład walką o miejsce w składzie klubowej drużyny. Jednak, jeśli kadrowicz przyjeżdża na zgrupowanie naturalnie wymaga się od niego pełnego zaangażowania. Nie może myśleć o klubie i pykać sobie na pół gwizdka. A jeżeli w sezonie rozgrywa kilkadziesiąt meczów, zdarza się, że mental kuleje plus eliminacyjni przeciwnicy nie zmuszający do większego wysiłku... Podsumowując wątek: nazwiska kadrowiczów wybieranych przez Brzęczka pokrywają się w dużej części z tymi, którzy byli u Nawałki, lecz dzisiaj dają znacznie mniej reprezentacji. Brzęczek przesadził z wypowiedzią, że kadra buduje formę reprezentantów, bo ci po powrocie do klubów prezentują się bardzo dobrze. Strzelają gole, asystują. A ja mam pytanie: dlaczego nie robią tego samego w drużynie narodowej?”

Więcej TUTAJ

***

„Marcin Animucki: Czas na szkolenie”

„Wiem, że pieniądze dla klubów są kluczowe, ale kibice coraz bardziej martwią się o piłkarski poziom, który – patrząc jak szybko odpadamy w europejskich przedbiegach – na pewno się nie podnosi, a wręcz obniża.
Jako Ekstraklasa musimy dbać o atrakcyjność rozgrywek, bo od tego wszystko się zaczyna. Mając wysokie przychody, można inwestować w szkolenie i trzeba to robić metodycznie. I to się już od dłuższego czasu w naszych klubach dzieje. Proszę zobaczyć przykłady Lecha Poznań czy Zagłębia Lubin, które już wiele lat temu postawiły mocno na szkolenie. Dzisiaj zbierają tego efekty. W ostatnim meczu Lecha przeciwko Wiśle Kraków wystąpiło aż 7 wychowanków Akademii Lecha, co więcej byli oni najlepsi na boisku – zdobywając gole i notując asysty. Liczymy na to, że zwiększone wpływy, które przekazujemy klubom z praw mediowych i od sponsorów, zostaną wykorzystane także na kształcenie piłkarskich talentów. Zaletą obecnego kontraktu telewizyjnego są jednak nie to tylko rekordowe pieniądze, ale wypłynięcie na szerokie wody dzięki telewizji otwartej. Wszystkie mecze są w kodowanym Canal+, ale też jedno spotkanie z każdej ligowej kolejki jest pokazywane w TVP. W ten sposób liga dociera do milionów nowych odbiorców. Akurat pod tym względem inni chcą się na nas wzorować, podpatrują, przyjeżdżają, żeby porozmawiać o szczegółach, bo chcą to zastosować w swoich ligach.

Ja bym jednak chciał wrócić do pytania o zagadkowy rozdźwięk między poziomem finansowym a sportowym.
Do tego zmierzam, ale też chcę pokazać, jaką drogę musieliśmy pokonać przez ostatnie lata. I teraz jest czas, żeby coraz poważniej inwestować w rozwój sportowy, w tym przede wszystkim w szkolenie piłkarzy i trenerów. Dopiero teraz możemy być beneficjantami ciężkiej pracy. Przez lata nie mieliśmy niemal żadnej akademii piłkarskiej z prawdziwego zdarzenia. A teraz zobaczmy, co się zaczyna dziać, oczywiście przy wsparciu państwa, co też jest bardzo ważne. Funkcjonują już profesjonalne akademie Zagłębia Lubin i Lecha, o których wspominałem. W czerwcu została otwarta nowa akademia Jagiellonii, tworzą się ośrodki Legii i Cracovii, razem z nowym stadionem powstanie też akademia Pogoni Szczecin. To zaczyna wyglądać coraz lepiej. W pełni zgadzam się z Dariuszem Mioduskim, że najlepsze szkolenie już dzisiaj jest w klubach Ekstraklasy. Wystarczy spojrzeć na ostatnie powołania do kadr młodzieżowych. Zdecydowana większość zawodników to piłkarze klubów Ekstraklasy, np. w kadrze U-15 17 z 20 zawodników, a w kadrze U-17 15 z 19. Teraz trzeba tylko zadbać o dobre inwestycje związane z rozwojem szkolenia w Ekstraklasie, także w ludzi. Takim działaniem są warsztaty dla przedstawicieli akademii klubów Ekstraklasy, jakie organizujemy z udziałem gości z topowych zagranicznych klubów. Pierwsze z takich spotkań prowadzili już eksperci z Ajaksu Amsterdam, a na początku grudnia wiedzą dzielić się będą specjaliści z Anderlechtu.”

Więcej TUTAJ

***

„Robert Lewandowski w obronie gatunku”

„Lewandowski uspokoił głowę. Wreszcie nie rozgląda się na boki. Można założyć, że do końca kariery będzie pracował nad poprawianiem swojego pomnika przed Allianz Areną. Przedłużenie kontraktu do 2023 roku raczej zamyka spekulacje na temat tego, gdzie mógłby jeszcze grać – w Madrycie, Paryżu czy Manchesterze. Przed mundialem w Rosji ostatni raz postanowił powalczyć o transfer, ale misja zakończyła się niepowodzeniem. Zatrudnił Piniego Zahaviego do karkołomnej próby spełnienia marzenia sprzed lat – założenia białej koszulki Królewskich – ale szybko okazało się, że nawet superagent nie dysponuje odpowiednim wytrychem do biur przy Säbener Strasse. Izraelczyk szukał różnych sposobów. Jego nazwisko działało jak płachta na byka, więc do Bawarii wysyłał pośredników, ale żadne zagrywki nie złamały duetu Hoeness-Rummenigge. Panowie na samym początku tej zabawy w kotka i myszkę postawili twarde weto. Lewy nie chciał bawić się w brudne zagrywki typu strajki i ostatecznie porozumiał się ze swoimi szefami. Nikt nie namówiłby ich do puszczenia Lewandowskiego, a powód był prosty – taki ruch wiązałby się z poszukiwaniem następcy. Po co szukać, gdy już ma się najlepszego w tym biznesie?”

Więcej TUTAJ

***

„Czekamy na styl”

„Co może zrobić selekcjoner w trakcie tak krótkiego zgrupowania? Zostają mu rozmowy, obserwacje, przekazywanie informacji na odprawach. No i oczywiście jeden trening. Często selekcjonerzy wpadają w pułapkę, że chcieliby zrobić na nim za dużo, przekazać drużynie tyle wiadomości i swoich pomysłów, że robi się miszmasz. O wiele korzystniej skupić się na jednym elemencie, który można szlifować, żeby później zobaczyć efekty na boisku. – W czasie tak krótkiego zgrupowania na wynik w 85 procentach składa się to, co zawodnicy przywiozą z klubu. 15 procent to jest to, co zgra się podczas meczu reprezentacji – uważa Miłosz Stępiński, który jako trener kadry Polski kobiet mierzy się z podobnym problemem u siebie.”

Więcej TUTAJ

***

„Przeplatanka Szczęsnego”

„Obecny selekcjoner, trochę jak Nawałka, też chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko. Próbuje robić wszystko, by obaj bramkarze byli zadowoleni. Na dłuższą metę się nie da. Szczęsny jest niekwestionowanym numerem jeden w najlepszym klubie Serie A, a Juve celuje w wygranie Ligi Mistrzów. Fabiański jest wychwalany pod niebiosa przez kibiców West Hamu, miał najwięcej obronionych strzałów w Premier League. Obu przestała pasować rola zmiennika w kadrze. Starszy z bramkarzy rozważał nawet rezygnację z gry w narodowym zespole, gdyby znowu miał przyjeżdżać na ławkę. Wrześniowa decyzja Brzęczka nie spodobała się Szczęsnemu, który po powrocie do Turynu napisał na Instagramie: „Dom to miejsce, w którym czujesz się kochany i doceniany. Wspaniale do niego wrócić”

Więcej TUTAJ

***

„Alternatywa zza oceanu”

„Problem z 24-letnim pomocnikiem jest taki, że szczyt formy osiągnął na koniec sezonu ligi amerykańskiej. Jego Chicago Fire nie zakwalifikowało się do play-off, więc Polak oficjalnie już zakończył rozgrywki. Teraz można bazować na jego dobrym przygotowaniu, ale nie wiadomo, jak będzie za miesiąc. Przy okazji listopadowych meczów decydujących o awansie do EURO 2020 będzie brakować mu ogrania i rytmu meczowego. Klub z Chicago ma zaplanowane treningi i sparingi przez następny miesiąc, a później piłkarzy czekają wakacje. Między innymi z takich powodów selekcjoner był przeciwnikiem jego transferu do MLS. Oprócz dalekich podróży ze Stanów Zjednoczonych formuła rozgrywek jest inna niż europejska, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Tam liga startuje na początku marca, a kończy się w listopadzie pod warunkiem, że zespół dostanie się do play-off. Kiedy w Europie trwa przerwa między sezonami, a piłkarze wypoczywają, za oceanem liga trwa w najlepsze, często kolejki odbywają się co trzy dni. Dla Frankowskiego dopiero listopadowe mecze oznaczają przerwę, bo przygotowania do kolejnych rozgrywek w USA startują w połowie stycznia. W przechodzącym liczne zmiany Chicago (m.in. właścicielskie, kadrowe czy przenosiny na nowy stadion w centrum miasta) Frankowski jest pewniakiem.”

Więcej TUTAJ

***

„Awans możliwy już teraz”

„Na cztery kolejki przed końcem eliminacji biało-czerwoni prowadzą w grupie, lecz by wywalczyli kwalifikację do turnieju już w październiku (awansują dwie pierwsze drużyny), muszą zostać spełnione różne warunki. Przede wszystkim zespół Jerzego Brzęczka musi wygrać z Łotwą i w niedzielę z Macedonią Północną. Kluczowe znaczenie ma też dzisiejszy mecz tej ostatniej ze Słowenią. Strata punktów Słoweńców, a przede wszystkim porażka ogromnie ułatwiłaby nam sprawę. Przy założeniu, że wyjeżdżają ze Skopje bez punktów, nasza przewaga nad nimi rośnie do pięciu. Jednocześnie zakładamy zwycięstwo Austrii nad Izraelem i odpadnięcie tego ostatniego z gry o awans. Macedonię będziemy mieli z głowy, jeśli z nią wygramy.”

Więcej TUTAJ

***

„Kręgosłup liderów”

„Piłkarze identyfikują elementy potrzebne do poprawy swojej gry – unikanie prostych, indywidualnych błędów po przejęciu piłki, dokładniejsze rozegranie czy podejmowanie lepszych decyzji w obrębie pola karnego. Zgodnie twierdzą, że wcale nie tak dużo brakuje im, aby odmienić marny styl i poprawić skuteczność, która dziś jest na poziomie Macedonii Północnej. Miejmy nadzieję, że odrobili lekcje. Potrzebujemy mniej słów, a więcej dowodów. Nie tylko od tercetu z okładki czy Kamilów Glika i Grosickiego. Nowe twarze, których wprowadzania domaga się prezes PZPN, też muszą wziąć większy ciężar na siebie. Czas wyjść z cienia liderów. Odciążyć kręgosłup. On od lat odpowiedzialnie dźwiga ciężar wyników. Dalej będzie to robił. Jednak byłoby łatwiej i ładniej, gdybyśmy zobaczyli wykonany plan, a także sprawnie działające ręce i nogi.”

Więcej TUTAJ

***

„Wygrana to obowiązek”

„Tylko co to jest skuteczność? – dopytywał kapitał kadry podczas konferencji prasowej rozpoczynającej zgrupowanie. Doskonale zdaje sobie sprawę, że głównym problemem nie są niewykorzystane okazje, tylko po prostu ich brak. W kwalifikacjach do EURO 2020 napastnik Bayernu oddaje średnio 1,3 strzału na mecz. W klubie – 4,5. To przepaść. W kadrze Brzęczka przestał funkcjonować duet, który zapewniał punkty u Nawałki. – Wtedy, co nie dośrodkowałem w pole karne, to był albo. Albo sam strzelałem – wzdychał Kamil Grosicki. Razem z Lewandowskim odpowiadał za ponad 50 procent trafień zespołu, napędzał kolejne akcje. U Brzęczka ma jedno trafienie. – Ze Słowenią strzeliłem prawidłowego gola, ale niesłusznie nie uznał go sędzia. Z Austrią wypracowałem okazję Robertowi, który na sto takich podań marnuje jedno. Niestety, zrobił to wtedy – usprawiedliwia się 31-letni Grosicki. Mecz ze słabą Łotwą jest idealny, by zawodnik Hull City pokazał skuteczność, którą imponuje w klubie – zdobył już pięć bramek.”

Więcej TUTAJ

***

„Dziś reprezentacja, zimą zagranica”

„Majeckiego chcą Arsenal i Tottenham, ale w żadnym z londyńskich klubów nie miałby szans na grę. A na tym zależy mu najbardziej. Może być więc tak, że z menedżerami z agencji box2box wybiorą świetny klub z ligi lepszej od polskiej (np. klasy Celticu Glasgow). Albo zdecydują się na dobry zespół z dobrej ligi (np. Lazio lub Fiorentina, bo latem Drągowski może trafić do Interu.). Za czasów Ricardo Sa Pinto trenerem bramkarzy był Ricardo Pereira, więc Majecki jest znany i uznany w Portugalii. A może Espanyol czy Rennes?”

Więcej TUTAJ

***

„Odgryziony język, poronienie i ucieczka od futbolu”

„Cztery lata temu przechodnie w Hamburgu byli świadkami dramatycznej i rzadko oglądanej sceny. Młoda kobieta zaatakowała mężczyznę w zbliżonym wieku i tak mocno ugryzła go w język, że trzeba go było hospitalizować. Ofiarą ataku był najbardziej znany w Polsce łotewski piłkarz Artjoms Rudnevs, który trzy lata wcześniej odszedł z Lecha Poznań. Napastnikiem była jego żona. Wkrótce okazało się, że kobieta cierpi na chorobę psychiczną, do której doprowadziło ją poronienie. Tak opinia publiczna dowiedziała się o dramacie zawodnika, który zmusił go do zakończenia kariery.”

Więcej TUTAJ

***

„Marians Pahars: Nie mamy dobrej generacji”

„Gdy pan grał w reprezentacji Łotwy, ta wystąpiła w finałach EURO 2004. Teraz przegrała wszystkie mecze w eliminacjach. Co się dzieje z waszą kadrą?
To efekt wielu czynników. Braku infrastruktury, szkolenia, jakości trenerów.

Pana pokolenie było lepsze. To zbieg okoliczności?
Nie sądzę. Poza mną znacznie więcej zawodników grało w dobrych ligach, w tym w Anglii. Teraz nie mamy piłkarzy w czołowych ligach. Trudno więc konkurować z innymi drużynami. Przez cztery lata sam prowadziłem kadrę i byłem włączony w wiele rozmów o planach rozwoju. Podjęto dużo dobrych decyzji, wydatki na szkolenie rosły, ale inne federacje też się rozwijają. My robimy to pewnie wolniej niż inni. Po drugie, po prostu nie mamy dobrej generacji.

Jeszcze cztery lata temu za pana kadencji jako selekcjonera kadra osiągała jednak lepsze wyniki niż dziś. Zremisowaliście z Czechami, Turcją czy Islandią.
Gdy przyszedłem, miałem kilku zawodników z zespołu trenera Aleksandrsa Starkovsa. Pojawiło się też kilka talentów, jak Deniss Rakels, miałem liderów w drużynie, teraz ich nie ma. Zawsze powtarzałem moim zawodnikom, że jest wolne miejsce, możecie być gwiazdą. A jak nią zostaniecie, docenią was mocne kluby.”

Więcej TUTAJ

***

„Na Łotwie, na imieninach”

„Nie wszyscy jednak dobrze się bawili. Zgrupowanie opuścili grający na co dzień w klubach 1. Bundesligi dwaj piłkarze, którzy nie załapali się do meczowej osiemnastki. O ile Artur Wichniarek zgłosił kontuzję, o tyle Radosław Kałużny nawet nie próbował ukrywać, że nie po to przyjechał na kadrę, by tylko robić za kibica. Wtedy załatwił sprawę za zamkniętymi drzwiami, lecz po latach wcale nie wymyślał wyimaginowanych powodów, nie zasłaniał się też niepamięcią. – Strzeliłem focha. Na trybunach usiadłem razem z trzecim bramkarzem. Wypiliśmy morze alkoholu. Następnego dnia powiedziałem Janasowi, żeby więcej do mnie nie dzwonił. Postanowiłem wylecieć pierwszym samolotem – wspominał w autobiografii „Powrót Taty”. Janas podobno próbował go nakłonić do zmiany zdania, ale gracz Bayeru Leverkusen był nieprzejednany. Przeszło mu dopiero po roku, kiedy znowu stawił się na wezwanie trenera. Nie zmienia to faktu, że podobne zakulisowe incydenty nie budowały bojowej atmosfery w drużynie, a Janas jako nie pierwszy i nie ostatni selekcjoner musiał gasić pożary.”

Więcej TUTAJ

***

„Foda obudził potwora w ataku”

„W październikowych meczach z Izraelem i Słowenią Arnautović stanie przed szansą wyrównania lub nawet pobicia powojennego rekordu reprezentacji Austrii, jeśli chodzi o liczbę goli strzelonych w jednym roku kalendarzowym. Obecnie napastnik chińskiego SIPG ma sześć trafień w 2019 roku. Zdobywając jeszcze przynajmniej jedną bramkę, wyrówna wynik Antona Polstera z 1995 i Marca Janko z 2015 roku. Dwa gole dałyby mu powtórzenie wyniku Waltera Schachnera z 1982 roku. W dziejach reprezentacji Austrii tylko przedwojenny napastnik Toni Schall trafiał w latach trzydziestych w obrębie jednego roku częściej. Z zawodnika, który notorycznie zawodził, Arnautović wyrósł na czołowego strzelca eliminacji mistrzostw Europy (6 goli). Więcej bramek od niego zdobył tylko Izraelczyk Eran Zahavi (9). W siedemnastu meczach pod wodzą Fody słynący z trudnego charakteru snajper zaliczył dziesięć goli i pięć asyst. Austriak imponuje formą, mimo że w lecie wyjechał z West Hamu do Chin, za co był w ojczyźnie mocno krytykowany. Na Dalekim Wschodzie też regularnie strzela. W siedmiu meczach tamtejszej ligi zdobył cztery bramki.”

Więcej TUTAJ

***

„Diabły w drodze do nieba”

„Selekcjoner Czerwonych Diabłów Roberto Martinez zdaje sobie sprawę, że nie ma co przemęczać w październiku swoich gwiazd. – Romelu Lukaku zagra tylko w jednym z meczów. Jeśli okaże się, że może wystąpić z San Marino, odpocznie z Kazachstanem – powiedział w środę trener o napastniku Interu Mediolan, który ostatnio miał problemy zdrowotne. Ale 26-latek nie będzie jedynym oszczędzanym. – Thomas Meunier, Axel Witsel i Eden Hazard też zagrają tylko raz – uzupełnia Martinez. Przeciwko San Marino nie wystąpią również Leander Dendoncker (być może wyleczy się na drugie spotkanie) i Simon Mignolet. Bramkarz Club Brugge lada moment zostanie ojcem i dostał od selekcjonera zgodę na opuszczenie zgrupowania reprezentacji.”

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Etap chuchania na zimne”

„Począwszy od tamtych wrześniowych dni ten strach wciąż trwa, nasilając się wraz ze zbliżaniem kolejnych meczów o punkty – meczów, które przy korzystnych wynikach i… szczęśliwym zbiegu okoliczności, mogą nam dać awans na Euro. Owszem, zwraca się uwagę na to, że Łotwa i Macedonia Płn. to outsiderzy naszej grupy i że z takimi rywalami drużynie o dużych aspiracjach – nasza wciąż chyba taką jest!? – nie wypada tracić punktów, ale chwilowo wygląda to bardziej na zaklinanie rzeczywistości, aniżeli pewność co do swojego potencjału. By podkreślić ostrożność, wystarczy się odwołać do już rozegranych meczów z tymi zespołami. Z Macedonią Płn. wygraliśmy na wyjeździe po dość szczególnych zawijasach Krzysztofa Piątka, z Łotwą męczyliśmy się okrutnie na Stadionie Narodowym i dopiero rozpaczliwy zryw w końcówce sprawił, że można było otrzeć pot z czoła. Uwzględniając, że nieco później Łotwa zaliczyła 0:3 u siebie z Izraelem, a następnie – też u siebie – 0:5 ze Słowenią, a jeszcze później z Austrią na wyjeździe 0:6, wartość naszego 2:0 trzeba sprowadzić do wyłącznie trzech punktów.”

Więcej TUTAJ

***

„Osiem szwów kapitana”

„Choć ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1, to punkt w starciu z dobrze prezentującymi się ostatnio „Pasami” ma swoją wartość. Niestety, końcówka meczu nie była dla 30-letniego pomocnika Górnika szczęśliwa. Z rozbitą głową musiał opuścić boisko… – Czułem, że był to łokieć, więc aż dziw, że nie było faulu. Zakończyło się siedmioma czy nawet ośmioma szwami. Rana była dość szeroka, więc po meczu nie obyło się bez szycia. Po opatrzeniu, jeszcze nieco „ogłupiały”, chciałem wrócić na boisko, by pomóc drużynie. Cieszę się, że w samej końcówce nie straciliśmy bramki – cytuje piłkarza oficjalna strona górniczego klubu.”

Więcej TUTAJ

***

„GKS Jastrzębie – gol samobójczy”

„Dzisiaj 11-osobowa komisja dokona podziału przyznanych środków – pula wynosi 900 tysięcy złotych – pomiędzy wnioskodawców. Przyznane środki finansowe kluby sportowe muszą wykorzystać od 15 października do 31 grudnia br. Według nieoficjalnych przecieków największy kawałek z tego „tortu” miał trafić do GKS-u 1962 Jastrzębie, czyli drużyny piłkarskiej występującej na zapleczu ekstraklasy. Mówiono o kwocie 300-350 tysięcy złotych. Czy jednak pieniądze trafią na konto tego klubu? Wątpliwości powstały w momencie, gdy wiceprezes GKS-u 1962 Paweł D. został oskarżony o pobicie fińskiego hokeisty grającego w GKS-ie Katowice, Jaakko Turtiainena. Do zdarzenia doszło w miniony piątek, 4 października. 29-letni działacz przez kilka dni ukrywał się przed organami ścigania, zjawił się w prokuraturze w Jastrzębiu-Zdroju dopiero we wtorek (8 października) i złożył wyjaśnienia. Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale został zatrzymany i przewieziony do aresztu w Cieszynie. Tam czekał na decyzję w sprawie środka zapobiegawczego. Wczoraj, czyli w środę, na wniosek śledczych sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.”

Więcej TUTAJ

***

„Malina pomoże Dudiemu”

„Dołączenie do sztabu szkoleniowego Malinowskiego to realizacja zapowiedzi trenera Dariusza Dudka, który po powrocie do Sosnowca zapowiedział, że na nowo skompletuje sztab szkoleniowy. – Cieszę się, że będziemy razem współpracować. Dziękuję Marcinowi, że przyjął moją propozycję. Ogromne doświadczenie Marcina na pewno nam się przyda. Razem graliśmy na boisku, teraz będziemy razem współpracować na innej płaszczyźnie. Na pewno przyda nam się także optymistyczne podejście Marcina do wielu spraw. Tak jak wspominałem chcę zarazić w klubie optymizmem wszystkich, bo w takich warunkach lepiej się pracuje. Marcin na pewno mi w tym pomoże – zapewnia szkoleniowiec sosnowiczan.”

Więcej TUTAJ

***

„Przy Cichej znów będzie głośno”

„Co uzyskali kibice? Spełniona została spora część postulatów, wyłuszczonych przez nich w maju po trzecim z rzędu spadku podczas jednego z posiedzeń rady nadzorczej. W klubie nie ma już Janusza Patermana, Marka Mandli czy Jana Chrapka (ten ostatni rezygnację z członkostwa w radzie nadzorczej złożył wczoraj), do RN zostaną powołani dwaj przedstawiciele kibiców, z kolei w zarządzie zasiądzie prezes przez nich zaakceptowany. Wybór – jak informowaliśmy wczoraj – padł na Seweryna Siemianowskiego, byłego piłkarza „Niebieskich”, a obecnie dyrektora UKS-u Ruch Chorzów, czyli klubu z przeciwnej strony ulicy. Jego nominacja na prezesa ma zostać zatwierdzona podczas dzisiejszego posiedzenia rady nadzorczej. Już wcześniej kibice mieli z kolei wpływ na wybór sztabu szkoleniowego, bo to przez nich namaszczony na trenera został 28-letni Łukasz Bereta, pod którego wodzą drużyna przyzwoicie spisuje się w rozgrywkach III ligi. Fani oczekiwali też niezależnego audytu zadłużonej spółki. W liście intencyjnym zapisano, że ma zostać wykonany do końca marca 2020 roku.”

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Po co Polacy przylecieli na Łotwę?”

„Wydarzenia sprzed miesiąca jeszcze uwypukliły problem. W weekend po beznadziejnych występach kadry piłkarze gromadnie rozszaleli się w klubach – gole wbijali Lewandowski, Krychowiak, Grosicki, dobrze wypadł Zieliński etc. Wszyscy sprawiali wrażenie ożywionych i rozentuzjazmowanych, choć na Narodowym trzej ostatni albo uprawiali futbol chodzony, albo podejmowali na boisku fatalne decyzje. Brzęczek, próbując to w poniedziałek wyjaśnić, wdał się w karkołomną ekwilibrystykę. – Skoro zawodnicy wrócili do klubów w formie, to znaczy, że świetnie pracowaliśmy na zgrupowaniu – oznajmił. I zasugerował, że inna interpretacja byłaby doszukiwaniem się rzeczy negatywnych tam, gdzie należy eksponować pozytywne. Selekcjoner konsekwentnie zatem powtarza, że sprawy generalnie zmierzają we właściwym kierunku. Podczas poniedziałkowej analizy wideo wrześniowych meczów przekonywał piłkarzy, że byli bliżej strzelenia goli Austrii, niż się zdawało – inicjowali akcje z sensem, poprawnie się rozstawiali, brakowało tylko ciut cierpliwości w ostatniej fazie ataku. Teza: wystarczy wypolerować detale, by wykonać znaczny jakościowy skok.”

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się