var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Kadra Brzęczka dopięła swego. Nos selekcjonera i przebłyski geniuszu dały awans

Autor: Krystian Porębski
2019-10-14 13:00:00

Sporo ostatnio narzekaliśmy na reprezentację Polski, bo i powodów do tego nie brakowało. Jednak w tym najważniejszym spotkaniu, które pozwoliło nam przypieczętować awans, Jerzy Brzęczek i jego ludzie stanęli na wysokości zadania. No i wreszcie mamy powody, aby selekcjonera pochwalić.

Umówmy się, nie było to pasjonujące widowisko, które będziemy pamiętać latami. Rywal nie grał na najwyższym poziomie, a jak do tego dołożymy fakt, że ich najlepszy zawodnik nie mógł wystąpić, to można dojść do tego, na jakim poziomie ustawiona była poprzeczka. Macedonia Północna to jednak nie ogórki na poziomie Łotwy, więc gra na ich tle jest jednak jakimś wyznacznikiem.

Zwłaszcza, że nasza kadra wreszcie nie bała się wziąć gry na siebie. Prowadziliśmy akcję, z lepszym lub gorszym skutkiem, ale jednak tym razem nie oddaliśmy rywalowi piłki i nie czekaliśmy na to co z nią zrobi. W poczynaniach podopiecznych Jerzego Brzęczka było mniej chaosu. To nie to, że nagle jak za ruchem czarodziejskiej różdżki selekcjoner odmienił oblicze drużyny. Nadal przed tym zespołem jest wiele pracy, bo z lepszym rywalem na pewno nie byłoby tak gładko. Nie jest tak, że wyszliśmy z szafy i pokazaliśmy, że mamy pewne wyćwiczone mechanizmy, sposób na przeciwnika, bo do tego też nam jeszcze wiele brakuje. Ale po prostu, po wielu miesiącach partyzantki, wreszcie coś się wyklarowało i ruszyło do przodu, a to już coś.

Kilka plusów po miesiącach męczarni

I choć po jednym meczu nie możemy wyciągać wielkich wniosków, to na pewno po spotkaniu z Macedonią Północną należy pochwalić trenera. W poprzednich starciach wskazanie plusów, tego w jakim kierunku zmierza ta reprezentacja, było zadaniem karkołomnym. Wychodziło 11 najlepszych, w mniemaniu trenera, zawodników w kraju i miało zagrać tak, żeby zdobyć trzy punkty. Jeśli mieliśmy jakiś plan, to był on bardzo skutecznie zakamuflowany. Trafiliśmy na taką, a nie inną grupę i w sumie i w ten sposób można było awansować na Euro. Szczerze mówiąc obawiałem się, że takie podejście pozostanie nam do końca tych eliminacji, a potem ponownie zostaniemy boleśnie zweryfikowani na turnieju. Nie wszystko było złe bądź przeciętne, bo pamiętamy przecież mecz z Izraelem, ale po każdym spotkaniu mieliśmy powody do narzekania. Tym razem się od tego wstrzymamy. Dlaczego?

Brzęczek wreszcie dokonał zmian. Po obiecującym początku w Lidze Narodów, selekcjoner jakby się sparzył i przestał kombinować. W pierwszych spotkaniach miał ciekawy pomysł. Swój, nie Adama Nawałki, dziennikarzy, prezesa czy kogokolwiek innego. I choć to wszystko było w powijakach, to gdyby nad tym dłużej popracować, mogłoby się coś z tego urodzić. Nie było jednak natychmiastowych efektów, więc wróciliśmy do tego co doskonale znamy i co wydaje się bezpiecznym rozwiązaniem. Gramy skrzydłami, często w ustawieniu 4-4-2, czy 4-4-1-1, kluczowy ma być Grosicki i Lewandowski. No i czekamy aż się Zieliński obudzi i nie kombinujemy jak go wpasować w zespół tak, aby wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Dzisiaj widzieliśmy inną strategię. Okej, selekcjoner nie wymyślił na nowo Zielińskiego, ale uwolnił Krychowiaka. Zawodnik Lokomotiwu aż rwał się do gry w spotkaniu z Łotwą i żal było nie spróbować go w bardziej ofensywnej wersji. Trener Brzęczek postawił na Góralskiego i zadziałała magia. Defensywny pomocnik odciążył Krychowiaka, który w kadrze stereotypowo traktowany jest jako przecinak i efekty same przyszły. Były piłkarz PSG czy Sevilli otrzymał więcej swobody i nagle okazało się, że kreatywności wcale mu nie brakuje. To były świetne zawody w jego wykonaniu i myślę, że spokojnie można go uznać zawodnikiem meczu. Podanie do Lewandowskiego przy pierwszej bramce to prawdziwy majstersztyk.

Selekcjoner miał również nosa do zmian. Zdarzało mu się to już wcześniej, ale chyba jego roszady nie przyniosły jeszcze tak dobrych efektów, jak w niedzielnym starciu. Gole strzelali przecież Frankowski i Milik – ten pierwszy wprowadzony sekundy przed bramką, Milik potrzebował zaś tylko 12 minut. Cały mecz graliśmy przyzwoicie, ale czegoś nam jednak brakowało. Trzymaliśmy się przy piłce, Macedończycy byli zepchnięci do defensywy, ale byli w stanie nas powstrzymać. Znów Lewy nie miał z kim pograć, więc trener wysłał do boju dwóch zawodników, którzy rozwiązali ten problem.

Bo drugim bohaterem tego spotkania obok Krychowiaka jest właśnie Lewandowski, który zaliczył dwie asysty. Pisaliśmy o tym przed meczem – bez Lewego nie ma nic – dlatego trzeba robić wszystko, aby na boisku maksymalnie go wykorzystać. Robert zaliczył ogromny progres, stał się kompletnym piłkarzem i jeśli jest problem z wypracowaniem dla niego sytuacji, to on może zapracować na kogoś innego i tak właśnie się stało. Pozostaje liczyć na to, że obok siebie będzie miał piłkarzy, z którymi będzie mógł pograć i będzie się dobrze rozumiał. A takim kimś niewątpliwie jest Arkadiusz Milik.

Warto również wspomnieć, że upartość osła popłaciła w jednym przypadku. Od początku selekcjoner bezgranicznie ufał swojemu człowiekowi, Arkadiuszowi Recy. Może nie był to idealny występ, ale jak sobie porównamy grę piłkarza SPAL z tym co robił ostatnio Maciej Rybus i poszukamy alternatywy... to obecnie możemy się uderzyć w pierś i powiedzieć – Panie Brzęczek, miał Pan rację. Piłkarz zaczął grać w klubie, a w spotkaniu z Macedonią mimo drobnych mankamentów, można go ocenić na plus. Nie ma tutaj powodów do hurraoptymizmu, ale można postawić mały plusik przy jego nazwisku. Przyznaję, nie byłem do tego przekonany, ale po miesiącach wyciągania za uszy, być może Reca jest właśnie na najlepszej drodze, żeby grać na tej pozycji przez lata. Jeśli tak się stanie, będzie w tym ogromna zasługa obecnego selekcjonera.

Wiele miesięcy na beta testy i problemy na horyzoncie

Nastała chwila na świętowanie, ale po niej trzeba zakasać rękawy i zabrać się za przygotowania do turnieju. Bo o ile poprzednie eliminacje poszły nam całkiem dobrze i ekipa Adama Nawałki grała solidnie, to wszystko wykrzaczyło się na etapie przygotowań. Od tego momentu nie liczy się tu i teraz, a to jak mamy wyglądać na turnieju, który rozgrywany będzie w czerwcu i lipcu 2020 roku. 

Najgorszym co można byłoby w tej chwili zrobić, to osiąść na laurach i nie myśleć o tym co będzie za te kilka miesięcy. Selekcjoner ma obecnie ten komfort, że może sobie pozwolić na beta testy bez żadnych konsekwencji. Ewentualne potknięcie może skończyć się tylko marudzeniem kibiców czy dziennikarzy. Nic strasznego, trener się chyba już uodpornił. Dlatego jeśli Jerzy Brzęczek ma kogoś na oku, powinien właśnie teraz z niego skorzystać, sprawdzić w warunkach kadry. To samo jeśli chodzi o „Plan B”. Plan A już mamy, bo manewr z Góralskim jako ryglem i Krychowiakiem w bardziej ofensywnej roli jest zwyczajnie strzałem w dziesiątkę i tu raczej nie ma się co zastanawiać, czy będzie tak samo z rywalem innej klasy.

Teraz należy znaleźć odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. A takim jest co by było gdyby zabrakło Roberta Lewandowskiego. W tej kadrze może zabraknąć absolutnie każdego, ale bez Lewego ta reprezentacja traci sporą część swojej wartości. I tak być musi, bo nasz napastnik to piłkarz wybitny, ale zawsze trzeba mieć plan awaryjny. Takiego szukaliśmy przed mistrzostwami w Rosji, całe szczęście okazał się niepotrzebny. Wypadałoby również zgłębić odwieczną tajemnicę – co zrobić aby Zielińskiemu coś się odblokowało. Nadal uważam, że to kwestia ustawienia tego zawodnika na boisku, a nie magicznej blokady, ale skoro udało się z Krychowiakiem...

W jaką stronę pójdzie ta kadra? Wiele będzie zależało od czynników poza zasięgiem selekcjonera. Na pewno ktoś się jeszcze wykruszy, a ktoś inny wyskoczy z formą i trzeba będzie dokonywać roszad. Jeśli mamy jakieś powody do niepokoju, to przez ostatnie słowa wypowiedziane przez Kamila Glika, o graniu piętkami i chęci do strzelania goli. Jerzy Brzęczek podczas konferencji tonował zapędy mediów i mówił, że nie można brać tych słów za bardzo do serca. Takie sytuacje pojawiają się oczywiście w futbolu, ale to trener powinien rządzić. Zwłaszcza, że efektowna gra i parcie na bramkę to to, czego nam brakowało, dlatego nasz środkowy obrońca i kluczowy zawodnik tej reprezentacji, nie powinien opowiadać takich farmazonów. Nawet jeżeli miał na myśli coś innego i po prostu źle się wysłowił. I pozostaje mieć nadzieję, że ostatnie słowo w każdej kwestii ma tu właśnie trener, który nie będzie traktowany jak dobry wujek, bo w zespole jak widać, pełnej zgodności nie ma.

Bo tej radości z gry, jakiej namiastkę zobaczyliśmy z Macedonią, bardzo nam brakowało. Jeżeli będziemy w stanie to utrzymać, to wszystko powinno zmierzać w dobrym kierunku. Aby tak się jednak stało, przed tą drużyną jeszcze wiele pracy – bo na Euro 2020 nie wystarczy przebłysk geniuszu i nos selekcjonera. Trzeba jeszcze mieć plan.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się