var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Taktyczna Sieczka #7: Mecz z Macedonią Północną pod znakiem przebłysków. Dlaczego Polacy nie mogą na nich poprzestać?

Autor: Aleksandra Sieczka
2019-10-14 14:45:59

Piłkarze Jerzego Brzęczka zagrali na tyle dobrze, żeby przesadnie nie narzekać, ale nie aż tak, żeby popadać w hurraoptymizm. Bo chociaż da się wskazać na elementy, które mogą być kluczowe w kolejnych spotkaniach, to bynajmniej na tym nie kończy się praca. Tak naprawdę to dopiero początek.

Ekipa w przebudowie 

Na boisku po stronie biało-czerwonych sporo się działo. Przez większą część starcia niekoniecznie pozytywnego, niemniej jednak – sporo. Przypadku, chaosu, niedokładnych podań, nagłych rozproszeń ustawienia. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że to wielki plac budowy. I to w całkiem wstępnej fazie, kiedy jeszcze nie wyklarował się jeden plan, który drużyna będzie realizować. 

Póki co reprezentację Polski można sprowadzić do przebłysków, które coś tam o niej mówią, ale trudno przewidywać, w jakim kierunku ta ekipa się rozwinie. I właśnie teraz tej pracy będzie zdecydowanie najwięcej. Żeby faktycznie można było mówić o jakiejś koncepcji, a nie jej składowych, które pojawiają się na chwilę, po kilkunastu nieudanych podejściach. Bo w tym momencie tak to właśnie wygląda. Pojawia się próba wprowadzenia piłki od tyłu przez środek i nawet udaje się to zrobić, po czym w kolejnej takiej dobrej sytuacji, kiedy aż prosi się o zagranie do któregoś ze środkowych pomocników, podanie z automatu kierowane jest na skrzydło. Brakuje nie tylko konsekwencji, ale przede wszystkim wyciągania wniosków na bieżąco – tak, jakby zawodnicy mieli jakąś blokadę przed podejmowaniem kreatywnych decyzji. Kiedy założą sobie coś przed podaniem, będą tak twardo przy tym obstawać, że nikt i nic nie zmieni ich zdania. 

W meczu z Macedonią Północną tej kreatywności trochę było, ale po raz kolejny, nie aż tyle, żeby można było wyciągać z niej jakieś dalekosiężne wnioski. Tak naprawdę nadal bardzo trudno zamknąć tę drużynę w jakichś ramach i powiedzieć, że w ten sposób chce grać w piłkę i póki co jej nie zawsze wychodzi, ale chociaż wiadomo do czego zmierza. 

Mały krok

To, za co zdecydowanie należy pochwalić trenera Jerzego Brzęczka, to wyciągnięcie do przodu Krychowiaka dzięki wystawieniu Góralskiego. Tylko że tej koncepcji również nie da się rozpatrywać w kategoriach zero-jedynkowych. I to jest właśnie jeden z tych „przebłysków”, który chyba ma największy potencjał.

Z jednej strony Góralski zagrał świetnie. Przede wszystkim warto na chwilę zatrzymać się przy tym, jak się ustawiał, bo w dużej mierze to umożliwiło mu wyłączenie z gry Pandeva. Kontrolował odległości między częściami zespołu, dyrygował doskokiem do odbioru i w razie czego nawet wspomagał boczny sektor w neutralizowaniu akcji. Krótko mówiąc: był zawsze tam, gdzie go potrzebowano. Dzięki niemu odżyła i linia defensywy, która zyskała asekurację, i przede wszystkim Krychowiak, który mógł przesunąć się wyżej. Można pomyśleć, że strzał w „dziesiątkę” i same korzyści. 

I właśnie tutaj pojawia się ta druga strona medalu. Góralski jest świetną opcją na neutralizację przeciwnika, ale akurat w spotkaniu z Macedonią Północną, zwłaszcza pozbawioną Bardhiego (w ten sposób priorytetem było wyłączenie z gry jednego gracza, Elmasa), można było się pokusić o chociaż trochę bardziej ofensywną grę. Jak najbardziej rozumiem chęć przetestowania wariantu, ale na tle takiego rywala, testy nie mogły wypaść zbyt miarodajnie. Trudno jednak nie docenić manewru, bo dzięki niemu można mieć nadzieję, że Krychowiak będzie grał wyżej i będzie mógł bardziej przysłużyć się atakowi, zamiast „męczyć się” na tyłach drużyny. Przyda się też dodać trochę dziegciu do beczki miodu, ponieważ do mniej więcej 25. minuty to przesunięcie pomocnika Lokomotiwu nie wyglądało na tak oczywiste (z gry, nie z ustawienia „na papierze”). Polacy byli dość wycofani, a Góralski dziwnym trafem podłączał się do duetu Bereszyński-Szymański na 25. metrze, przez co siłą rzeczy Krychowiak miał bliżej do powrotu na tyły ustawienia. 

Plan wstępny 

Tego typu niekonsekwencja była również widoczna, kiedy biało-czerwoni starali się konstruować swój atak pozycyjny od tyłu. Wówczas pojawiały się dwie możliwości: albo faktycznie starali się wyjść spod pressingu rywala, albo grali po obwodzie. Jak łatwo można się domyślić, znacznie częściej wygrywała druga opcja. 

 

Co ciekawe, było to niekoniecznie zależne od tego, czy w danym momencie pojawiły się warunki do gry przez środek. Niech za przykład posłuży powyższa sytuacja, kiedy faktycznie można było wykorzystać centralny sektor boiska do rozegrania, a mimo wszystko Glik z automatu podał na skrzydło. Podczas gdy przeciwko Łotwie praktycznie tylko Krychowiak pokazywał się do rozegrania, tak wczoraj możliwości było więcej.  

 

Warto na chwilę zatrzymać się również przy nielicznych próbach, kiedy Polacy starali się wyjść spod pressingu. Skutecznie udało się raz i to nie w powyższej sytuacji, a w 42. minucie. Akurat w tej zawiódł element, który ogólnie dość mocno kulał: wyjście do podania. 

Biało-czerwoni mają póki co dość spory problem z odpowiednim reagowaniem na wydarzenia w toku spotkania. Mimo że w starciu z Macedonią Północną tej kreatywności było znacznie więcej niż w poprzednich meczach, to i tak raczej wygrywają bezpieczne rozwiązania. Nawet jeśli z danej akcji można było wycisnąć coś znacznie więcej. To też było widoczne bezpośrednio przed polem karnym przeciwnika, gdy brakowało ruchu w obrębie ustawienia – pokazania się, nagłego wyskoczenia przed rywala, zdynamizowania akcji. I ten sam problem był widoczny właśnie przy wyjściu spod pressingu. Wyszło raz, bo akurat wtedy „coś” zaskoczyło i najpierw trio Bereszyński-Lewandowski-Krychowiak wyciągnęło grę z okolic „szesnastki”, a następnie Zieliński przeniósł ciężar gry do Grosickiego, który miał sporo miejsca. Ale akurat takich akcji było zdecydowanie za mało. 

W poszukiwaniu złotego środka 

Bo to też nie chodzi o to, żeby cały czas albo grać krótkimi podaniami, albo tylko lagą. Akurat jak się okazało w tym meczu, można równie kreatywnie wykorzystać długie podanie (grafika poniżej, podanie przed bramką Frankowskiego na 1:0). Tylko do tego wszystkiego potrzeba trochę lepszej komunikacji. 

 

Krychowiak zrobił w tej akcji coś, czego brakowało w całej konfrontacji. Wykorzystał warunki, podjął ryzyko zamiast bezpośrednio zagrywać do boku. Zdecydowanie można było pozwolić sobie na chociaż trochę więcej odważniejszych zagrań. Nie mam na myśli tylko „prostych środków”, ale również mocniejszego dokręcenia śruby. Zawodnicy Macedonii Północnej wielokrotnie mieli spory problem z wprowadzeniem piłki do tyłu pod presją Polaków. 

 

I bynajmniej nie był to świetnie zorganizowany pressing, bo… wystarczył bardziej zdecydowany ruch, jak w sytuacji powyżej, kiedy Lewandowski zrobił robotę za dwóch i wygarnął piłkę Ristevskiemu.

Dlatego nie sposób nie odnieść wrażenia, że póki co reprezentacja Jerzego Brzęczka, to reprezentacja przebłysków. Akurat w spotkaniu z Macedonią Północną nieco odważniejszych, ale wciąż to za mało, żeby popadać w jakiś hurraoptymizm czy mówić, że szkielet drużyny już mamy. Jedyne, co w tym momencie jest, to plac budowy, a jak zostanie zagospodarowany, to już zależy od sztabu szkoleniowego. Możliwości na pewno są. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się