var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Valencia CF

Wyważone Atleti kontra szalona Valencia. Na Metropolitano albo coś wybuchnie, albo coś wybuchnie

Autor: Krystian Porębski
2019-10-19 12:00:14

To jeden z tych pojedynków, na które fani czekają. Los Colchoneros i Blanquinegros nie są drużynami zwaśnionymi przez jakieś historyczne zaszłości, ale ich spotkania elektryzują kibiców obu ekip i nie tylko. Oczywiście nie oznacza to od razu, że będziemy świadkami wielkiego widowiska.

Atleti i Valencia to dwa przeciwieństwa. Zespół z Madrytu jest poukładany, wielkich zmian w strukturze klubu czy sztabie nie było w zasadzie od dawna, a i jeżeli chodzi o kadrę, to wszelkie transformacje są prowadzone w sposób wyważony. Oczywiście, ostatnie okienko transferowe musiało być nieco aktywniejsze, ale to było spowodowane koniecznością odmłodzenia kadry. Godin, Juanfran, Filipe czy inni wiecznie stanowić o sile tego zespołu nie mogli. Tak czy siak, przy Metropolitano trudno dostrzec jakiekolwiek nerwowe ruchy. Wszystko jest przemyślane i robione dla dobra klubu.

A w Valencii? Hulaj dusza, piekła nie ma! Złośliwi powiedzą, że to syndrom singapurski, jednak bardzo niesprawiedliwe byłoby obarczać winą za całe zło w klubie Petera Lima. Nawet jeśli Puchar Króla został wygrany pomimo polecenia właściciela, żeby się z tych rozgrywek jak najszybciej wymiksować, to drużyna po latach mizerii wróciła na wyższy poziom. A same kłopoty można datować znacznie wcześniej, bo nawet najstarsi rybacy z Walencji nie pamiętają, kiedy to wszystko się pochrzaniło.

Wobec tego dziś będziemy świadkami pojedynku dwóch zespołów o zgoła innej polityce kadrowej i transferowej, prezentujących zupełnie inny styl, a nawet wartości. Przez chwilę, pod wodzą Marcelino, Nietoperze nieco upodobniły się do Atleti, grając w ustawieniu 4-4-2 i stawiając zdecydowanie bardziej na defensywę. Te czasy odeszły już do lamusa, bo Albert Celades nie ma zamiaru się murować. A przynajmniej do tej pory tego nie robił.

Koszmar zaatakuje z ławki?

Valencia nie ma najlepszej serii przeciwko ekipie z Madrytu. W ostatnich sześciu spotkaniach aż czterokrotnie triumfowało Atleti. W pozostałych dwóch przypadkach kończyło się remisem. Bilans bramkowy to 10:3, na korzyść dzisiejszych gospodarzy, ale ostatnie starcia były już dość wyrównane. W zeszłym sezonie na Mestalla rywalizacja kończyła się wynikiem 1:1, a na Metropolitano 3:2. Wszystko za sprawą pewnego Argentyńczyka, który już trzykrotnie niweczył plany Nietoperzy. Czy tak będzie i tym razem?

 

 

 

Angel Correa przed sezonem miał zostać wyekspediowany jak najdalej od Madrytu. Początkowo mówiło się o wielomilionowym transferze do Milanu, jednak wiązałoby się to z pozyskaniem przez Atleti Andre Silvy. Transakcja się wysypała, a pozostanie Argentyńczyka na Metropolitano spowodowało, że transfer Rodrigo Moreno do ekipy Cholo Simeone również spalił na panewce. Sam szkoleniowiec zapewne nie nalegał na sprzedaż swojego rodaka, bo choć trudno powiedzieć, aby Correa był pierwszym wyborem, to często jest tym, który jako pierwszy wchodzi z ławki aby dobić podmęczonego rywala.

Kurs Milenium na mecz Atletico vs. Valencia: 1 - 1,65, X - 3,75, 2 - 6,05.

Źródło: SuperDeporte

Mimo tego, że wielokrotnie Correa udowadniał swoją przydatność w spotkaniach z Valencią i tym razem nie powinniśmy się go spodziewać w pierwszym składzie. Taktyka Simeone ma być prosta. Standardowe 4-4-2, z dwoma silnymi i świetnie grającymi głową napastnikami. Mowa o Coście i Moracie, którym piłki dogrywać będą Felix lub Koke. Valencia musi mieć się na baczności, bo Atleti może w tym spotkaniu pójść na rekord w liczbie dośrodkowań na mecz. A podopieczni Celadesa wielokrotnie pokazywali w ostatnich tygodniach, że krycie rywali w polu karnym to nie jest ich najmocniejsza strona. Jeśli w przerwie reprezentacyjnej nic pod tym względem się nie zmieniło, to może się okazać, że Angel Correa nie będzie musiał nikogo dobijać.

Wspólny mianownik

Nie jest jednak tak, że Valencia i Atletico nie mają ze sobą nic wspólnego. Pod względem historycznym zespoły mają bardzo podobny bilans w La Liga. Jednym i drugim w podobnym czasie zdarzył się kryzys, który spowodował spadek do Segunda División. Zarówno ekipa z Madrytu jak i Walencji, największe sukcesy święciły dobre kilkadziesiąt lat temu, choć z przebłyskami w ostatnich kilku-kilkunastu latach. No i historycznie, to ekipy numer trzy i cztery pod względem zdobytych punktów w najwyższej hiszpańskiej klasie rozgrywkowej. Jeszcze do niedawna miejsce na pudle mieli Blanquinegros, ale po ostatnich latach odjechało. Los Colchoneros mają na koncie 3612 punktów, a ich dzisiejsi przeciwnicy 3532.

Kurs Milenium na mecz Atletico vs Valencia: Obie strzelą: TAK - 4,55, NIE - 1,12.

Najnowsza historia wiąże oba kluby w jednej osobie, superagenta Jorge Mendesa. Na Mestalla Portugalczyk traktowany jest jak najgorszy wróg i choć zrobił wiele złego, wpychając do zespołu wielu wątpliwej jakości zawodników, to m.in. dzięki niemu trafili tutaj także Rodrigo, Andre Gomes, Cancelo czy Goncalo Guedes – ten ostatni w ramach ugłaskania kibiców. I początkowo był to strzał w dziesiątkę. Atleti natomiast jako klub zdecydowanie lepiej poukładany, współpracuje z Mendesem na nieco innej stopie, a to że wychodzi na tym różnie, to już druga kwestia. Zawodnicy z ligi portugalskiej do Madrytu trafiają wręcz hurtowo, a transfer obecnie najdroższej gwiazdy – Joao Felixa – miał ponoć wzmocnić konto bankowe Mendesa... aż o 36 milionów euro.

Jeśli chodzi o samych zawodników, to tutaj powiązań musielibyśmy się bardzo mocno doszukiwać. W zespole Atleti gwiazdą jest Saul Niguez, pochodzący z Elche (Wspólnota Walencka), którego starszy brat Aaron był swojego czasu jednym z najlepiej zapowiadających się piłkarzy w walenckiej canterze. Wykończyły go jednak kontuzje i z wielkiej kariery nici – sam Saul jednak nie ma nic wspólnego z Nietoperzami. Po stronie Valencii jest trochę lepiej, bo w pierwszym składzie występuje Kevin Gameiro. Co ciekawe zawodnik ma wyjść w jedenastce na sobotnie spotkanie. Kosztem Maxiego Gomeza.

 

 

Francuski napastnik, który swoją przygodę w Atleti wspomina słodko-gorzko, zaznaczył, że chciałby strzelić w tym starciu, a także: „W poprzednim sezonie rozegraliśmy naprawdę dobre spotkanie na Metropolitano, trafiliśmy dwukrotnie do siatki i byliśmy blisko wygranej. Kiedy tracisz trzy bramki w starciu z rywalem, któremu bardzo trudno strzela się gole, robi się bardzo trudno. Wiemy, że to będzie trudny mecz, najważniejsze to nie stracić rytmu i nadal punktować, mam nadzieję, że stać nas będzie na trzy punkty. Musimy wygrywać, aby awansować w tabeli. Jesteśmy podekscytowani przed spotkaniem z Atleti”.

Cokolwiek nie wydarzy się na Metropolitano, czeka nas pasjonujące widowisko. Mecze obu ekip zawsze niosą za sobą huśtawkę nastrojów i ogromne napięcie. Jeżeli forma jednego czy drugiego zespołu nie eksploduje i nie zobaczymy gradu bramek... to z tą liczbą zawodników o gorącej głowie, będziemy bardzo zdziwieni, jeśli ktoś nie zobaczy czerwonej kartki.

Kurs Milenium na czerwoną kartkę: TAK - 3,41, NIE - 1,24.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się