var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Co będzie, gdy zabraknie Lewandowskiego?

Autor: Bartosz Adamski
2019-10-23 16:30:22

Do obecności Roberta Lewandowskiego przyzwyczailiśmy się tak bardzo, że chyba nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, iż mogłoby go kiedyś zabraknąć. A to przecież może wydarzyć się stosunkowo niedługo. Lewy ma już 31 lat i koniec jego kariery reprezentacyjnej nadciąga nieuchronnie.

Po awansie na mistrzostwa Europy po zwycięstwie nad Macedonią Północną w głośnikach Stadionu Narodowego zabrzmiała znana piosenka Kamila Bednarka. Śpiewał on, że "takie chwile jak te nie zdarzają się zbyt często". Wprawdzie dotyczyło to generalnie naszej reprezentacji, która wywalczyła historyczny trzeci awans z rzędu na wielką imprezę, ale powinna odnosić się także – a może nawet w głównej mierze – do Roberta Lewandowskiego.

Powiedzmy sobie to głośno: mamy najlepszego w tej chwili napastnika na świecie. Ile razy w historii – ale patrząc obiektywnie - takim mianem mogliśmy okrzyknąć jakiegokolwiek polskiego zawodnika? Boniek, Deyna, może Lubański? Delektujmy się tą chwilą, cieszmy i doceniajmy, bo następna taka prędko nie nadejdzie.

Jest kilku znakomitych snajperów na świecie, ale Lewy w obecnej formie przebija Harry'ego Kane'a czy Luisa Suareza. Jak obliczyli dziennikarze BBC, w 2019 roku spośród przedstawicieli pięciu czołowych europejskich lig nie ma lepszego strzelca niż Polak. Dość powiedzieć, że od lata wliczając klub i reprezentację ma już na swoim koncie 20 trafień, a mamy przecież dopiero październik. Lewandowski poważne granie w tym sezonie rozpoczął ledwie dwa miesiące temu, wystąpił w 17 meczach. Ma średnią ponad gola na mecz.

Tak znakomita dyspozycja sprawia, że znów wracają nadzieje, iż Lewy powtórzy wyczyn Bońka oraz Deyny i skończy w TOP3 najlepszych zawodników zawodników globu w danym roku. Jeśli będzie trafiał ciągle z podobną regularnością, to jego obecność w czołowej piątce będzie wręcz obligatoryjna. A ma naprawdę niemałą szansę, by poprawić swój wynik z 2015 roku i być już nie tuż za podium, a na nim. Zasługuje bowiem ze wszech miar.

Jego wpływu na grę Bayernu Monachium czy reprezentacji Polski nie sposób nie docenić. Przemawiają za nim nie tylko gole (nie trafił w zaledwie jednym meczu mistrzów Niemiec w bieżącej edycji!), ale również, może nawet przede wszystkim, wpływ na grę zespołu. Od jego dyspozycji uzależnione są sukcesy i klubu, i kadry. To Lewandowski jest motorem napędowym zespołów, w których gra. Brakuje mu w zasadzie tylko – i aż – sukcesu drużynowego.

W Monachium coraz głośniej mówi się o tym, że Bayern jest zbyt uzależniony od Lewego. Oczywiście wielbi się jego wkład w dokonania Bawarczyków, ale zarazem kibice i eksperci zachodzą w głowę, co się stanie, jeśli Roberta zabraknie. Nawet nie tyle z powodu odejścia lub końca kariery, ale nawet w przypadku kontuzji.

Czyli mamy sytuację dokładnie taką, jak w naszej narodowej reprezentacji.

Choć często wypieramy tę myśl, gra kadry uzależniona jest od Lewego. Jeśli ma słabszy dzień albo przeciwnikom uda się go wyłączyć, mamy problem nie tylko ze strzelaniem goli, ale nawet z konstruowaniem akcji. Natomiast jeśli nasz kapitan jest w formie, to korzystny wynik jest w zasadzie pewny.

Rację miał Age Hareide, mówiąc po przegranej 2:3 z Polską na Stadionie Narodowym w Warszawie w eliminacjach do mundialu 2018, że różnicę między nami a Duńczykami stanowi Lewandowski. Gdy on był w gazie, załadował trzy sztuki Skandynawom i byli oni bezradni. Gdy zaś w Kopenhadze udało się Lewego wyłączyć, Dania nas rozjechała.

Lewandowski jest maszyną, ale nawet one mają ustalony okres wytrzymałości, po którym mówią: dość. W przypadku kapitana naszej kadry pewnie skończy się on po mistrzostwach świata w Katarze. A to już przecież za trzy lata. I co dalej? Czy będziemy mieli go kim zastąpić?

Lewandowski wyniósł naszą kadrę na taki poziom, że znów awanse na kolejne turnieje traktujemy jako oczywiste. Rzecz jasna nie możemy popadać ze skrajności w skrajność i twierdzić, że mamy tylko Lewego i dziesięciu do noszenia fortepianu. Trafiła nam się generacja dobrych zawodników, którzy potrafią odgrywać pierwszoplanowe role w Juventusie, Milanie czy Napoli, ale jest to jednak zasada, że gdy mówisz "Polska", to myślisz "Lewandowski". A niekoniecznie działa to również w drugą stronę.

W ostatnich latach potrafiliśmy ogrywać Duńczyków, Rumunów, Austriaków i inne przeciętne w skali światowej ekipy, z którymi wcześniej mieliśmy problemy. Ale przecież nie jest powiedziane, że po erze Lewandowskiego sytuacja znów się nie odwróci. Bo ilu mamy takich pewniaków, na których z reguły możemy oprzeć grę kadry? Oprócz bramkarzy i zazwyczaj środkowych obrońców niestety niewielu. A nimi meczów wygrywać nie będziemy.

Jak pokazała historia, nie da się zastąpić wybitnego gracza jeden do jednego. Tak spekakularny piłkarz to wyjątek, który zdarza się raz na kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt lat. Tym bardziej w kraju, w którym wciąż jest wiele do poprawy w kwestii szkolenia. Wprawdzie gros młodych adeptów piłki zapatrzonych jest w Lewego, nam zawodników o takim profilu jest wyprodukować stosunkowo łatwo, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że którykolwiek z nich osiągnie tyle, co legenda polskiej piłki?

Mamy co prawda Arkadiusza Milika, Krzysztofa Piątka, gdzieś tam dalej rozwijają się Karol Świderski czy Dawid Kownacki, pojawiają się także nowe nieźle rokujące nazwiska jak Patryk Klimala, ale wszyscy jak tutaj siedzimy przyznamy, że szansa, by doszli do poziomu Lewandowskiego jest taka, jak w utworze Bartka Wrony – jedna na milion. Bo to pułap osiągalny tylko dla wybornych jednostek.

Lewandowski wiele rzeczy nam udowodnił. Pokazał, że Polak też może. Że może dostać rekordowy kontrakt w Bundeslidze. Że może być wielbiony na świecie. Że mogą go chcieć najlepsze kluby świata. Że może być też wśród najlepszych zawodników globu. Że może wdrapać się nawet na podium najlepszych strzelców w historii najlepszej ligi świata, czyli Ligi Mistrzów, choć jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał, że jakikolwiek Polak może dośrubować do liczby goli strzelonych przez Raula.

Lewy po prostu otworzył drogę rodakom, przetorował ją i sprawił, że polscy napastnicy są pożądani na świecie. Wyznaczył szlak, jakim powinni podążać młodzi gracze. Jak powinni poświęcać się i skupiać przede wszystkim na grze w piłkę. Ile powinni mieć w sobie samozaparcia na różne pokusy. Bo nie jesteśmy krajem wirtuozów piłki. U nas sam talent wiele nie znaczy, piłkarz musi poprzeć go ciężką pracą, pełnym profesjonalizmem, żeby się wybić na międzynarodową skalę.

Trzymajmy kciuki, żeby polscy gracze, którzy pracują z Lewandowskim, czerpali od niego jak najwięcej. Żeby po zakończeniu reprezentacyjnej kariery przez Lewego nie obudzili się z ręką w nocniku z zakłopotaniem, że trzeba było się od niego uważnie uczyć. Te trzy lata, które zapewne pozostały naszemu kapitanowi w kadrze, to wciąż sporo czasu. Ale trzeba reagować już, a nie na ostatnią chwilę. Albo co gorsza: post factum.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się