var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Twitter Granada

Zaskakująca przemiana Granady. Od outsidera, przez najnudniejszą ekipę ligi, aż po przebojowego beniaminka

Autor: Krystian Porębski
2019-10-31 13:08:24

Wiele hiszpańskich ekip ma swój wypracowany przez lata styl. Lepszy czy gorszy, skuteczniejszy czy nie, jednak przez wiele lat bez względu na zmiany w sztabie występują pewne cechy szczególne. Trudno sobie wyobrazić Getafe grające z polotem czy Celtę murującą własną bramkę. Granada do tej pory była synonimem nudy i wszystkiego co najgorsze. Aż przyszedł Diego Martinez i rozprawił się ze stereotypem.

Był sezon 2016/17. Poza kibicami Granady raczej znalazło się mało śmiałków, którzy trzymali kciuki za to, aby ekipa z Andaluzji pozostała w najwyższej klasie rozgrywkowej. Od awansu do La Liga, ekipa grająca w czerwono-białych trykotach, delikatnie mówiąc męczyła bułę. I osobiście, sam mocno trzymałem kciuki, aby jak najszybciej wrócili tam skąd przyszli. 

Bo zespół ten ani przez chwilę nie wzbił się ponad przeciętność. Miał pojedyncze przebłyski w postaci meczów bądź serii, które były zadziwiające. Niektórzy piłkarze wybijali się przed szereg, ale to tyle. Styl zakrawał o pomstę do nieba. Ze względu na częste rotacje w składzie (spowodowane lawinowymi transferami, a zwłaszcza wypożyczeniami) notoryczne zmiany w sztabie, w tym na najważniejszym stanowisku trenera, trudno było o stabilizację. Momentami na Granadę patrzyło się lepiej, ale była to tylko kwestia indywidualności, nie jakiegoś szerzej zakrojonego planu.

Zespół tańczył nad przepaścią i co sezon walczył o utrzymanie praktycznie do samego końca rozgrywek. I taka sytuacja trwała przez 6 kolejnych kampanii. Taka hiszpańska Odra Wodzisław. Aż wreszcie w tym szóstym, najnudniejsza ekipa La Liga zrobiła w tył zwrot i wróciła tam gdzie jej miejsce. Na zaplecze. Sezon 2016/17 okazał się na tamten moment ostatnim w Primera División.

Kurs STS na mecz Getafe vs Granada: 1 - 2,05; X - 3,25; 2 - 3,89.

Brzydkie kaczątko już nie takie brzydkie

Teraz Granada powraca na białym koniu, w wersji w jakiej jeszcze jej nie znaliśmy. Tym razem mamy do czynienia z zespołem nastawionym ofensywnie i przede wszystkim, skutecznym. Zmiana usposobienia nie oznacza, że zespół znany z gry bardzo bezpośredniej, nagle zaczął grać tiki-takę. Co to, to nie. Andaluzyjczycy nadal grają w miarę szybko i często z pominięciem środkowej linii. Nie skupiają się na posiadaniu piłki, jeżeli rywal chce prowadzić grę, to Granada nie ma z tym najmniejszego problemu. Nie oznacza to, że nie ma planu.

I tak mimo drugiego najniższego wyniku jeżeli chodzi o posiadanie piłki, Granada jest w stanie oddawać więcej strzałów niż rywale. W tej statystyce ekipa Diego Martineza jest w środku stawki. Nie to jest jednak najważniejsze. Mimo bezpośredniej gry, nastawionej m.in. na kontry i stałe fragmenty gry, piłkarze w czerwono-białych trykotach oddają strzały albo z przygotowanych pozycji, albo z obrębu pola karnego i to rzadko z jego skraju. Najlepszym tego przykładem będzie grafika z meczu z Betisem – choć tak naprawdę moglibyśmy pochylić się nad większością meczów z tego sezonu. W tym konkretnym spotkaniu z Verdiblancos, Granada oddała aż 8 strzałów z obrębu pola karnego. W wielu innych spotkaniach jest bardzo podobnie. Rywale strzelają często zza pola karnego, podczas gdy ekipa z Los Carmenes stara się przygotować sobie dogodną sytuację, co oczywiście nie wyklucza strzałów z dystansu. Cierpliwość to w tym przypadku klucz do sukcesu. I skuteczności.

Strzały w meczu Granada (pomarańczowy) – Betis 1:0

Bo jeśli chodzi o samą defensywę, tutaj niewiele rzuca się w oczy. Granada notuje przeciętne statystyki. Gra solidnie, ale w żadnym aspekcie przesadnie się nie wyróżnia. Mała liczba straconych bramek to bardziej kwestia dobrego ustawienia i pracy całej drużyny, a nie ogromnych umiejętności jednego,czy drugiego zawodnika. Drużyna Martineza nie pozwala rywalom na zbyt wiele, ale też nie jest w tym względzie maszynką do odbierania chęci życia rywalom. Jedna kwestia, która jednak rzuca się w oczy to sprawa wybić. Defensorzy w sytuacjach pod bramką nie starają się bezpardonowo wybijać futbolówki, wolą ją spokojnie rozegrać, tak aby dać sobie szansę na kontrę, bądź atak pozycyjny. Przykład? W najbardziej szalonym meczu dotychczasowego sezonu, Villarreal z Granadą (4:4), podopieczni Javiego Callejy wybijali piłkę 17 razy. Ich rywale robili to tylko cztery razy. Takiej Granady jeszcze nie znaliśmy.

Kurs STS na mecz Getafe vs Granada: 1 - 2,05; X - 3,25; 2 - 3,89.

***

Jak te zmiany wpłynęły na grę oraz wyniki? Co zmieniło się najbardziej w Granadzie? Zdecydowanie skuteczność. Po 10. kolejkach ekipa z Andaluzji ma już ponad połowę (!) swojego dorobku bramkowego z poprzedniego sezonu spędzonego w La Liga. Na dodatek, tylko dziesięć meczów potrzebowali, aby wyrównać wynik punktowy z sezonu 2016/17. Zespół Diego Martineza jest na najlepszej drodze do historycznego wyniku. 

Wysoce nieprawdopodobne jest, że ekipa z Andaluzji przez cały sezon utrzyma taki rytm. To by oznaczało, że jest w stanie powalczyć o europejskie puchary, a mimo dobrego początku, raczej nikt jeszcze nie wysnuwa takich tez. Prędzej czy później beniaminek spuchnie... nie zmienia to jednak faktu, że to najlepsza Granada jaką widzieliśmy w ostatnim dziesięcioleciu. I najlepsza od 1973/74, kiedy to po raz drugi notowali najlepszy historycznie rezultat – 6. miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej. 

Kurs STS na to, że obydwie drużyny zdobędą bramkę: Tak - 2,40; Nie - 1,60.

Skazani na zesłanie, (były) główny problem Granady

Byłoby jednak niesprawiedliwym twierdzenie, że w latach 2012-2017 oglądanie Granady było bez sensu. Ekipa z Andaluzji miała momenty, w których dało się na nich patrzeć, głównie ze względu na niektóre postaci w zespole. To właśnie tu w 2015 roku wybił się Adalberto Penaranda. W zaledwie czwartym spotkaniu w La Liga, młody Wenezuelczyk zaliczył dublet. Miał wtedy zaledwie 18 lat i stał się najmłodszym cudzoziemcem, który na hiszpańskich boiskach tego dokonał. Zrobił to szybciej nawet niż Messi. Jeżeli ktoś nie pamięta, to może sobie wyobrazić jak głośno zrobiło się wtedy o Penarandzie.

 

Dziś chłopak jest piłkarzem KAS Eupen (13. miejsce w lidze) i w sumie w Belgii gra nie za wiele. Przypomnijmy, że w 8. zespole w tabeli – Zulte Waregem – gra były skrzydłowy Arki Gdynia, Luka Zarandia. W odróżnieniu od Wenezuelczyka, gra regularnie i zanotował już 4 asysty w tym sezonie. To tak w razie gdyby komuś się wydawało, że siedzenie na ławce w podrzędnym klubie z kraju frytków coś znaczy. 

Dlaczego taka sytuacja miała w ogóle miejsce i czemu Penaranda nie został tam, gdzie radził sobie całkiem nieźle? Ano dlatego, że Granada była mocno powiązana z Udinese i Watford osobą Giampaolo Pozzo, byłego właściciela. Zawodnik najpierw był wypożyczony z Włoch, potem kupiony przez angielską drużynę i ponownie wypożyczony. Takie przerzucanie piłkarzy między klubami miało miejsce notorycznie. Doświadczył tego nawet Paweł Bochniewicz. Z zawodników, którzy faktycznie coś dla tego zespołu znaczyli warto wspomnieć choćby Isaaca Succesa, który był ważnym ogniwem ofensywy zespołu, choć ze skutecznością było u niego na bakier. Od tego chorego układu Granada uwolniła się w 2016 roku, kiedy właścicielem został Jiang Lizhang, Chińczyk, dla którego ekipa z Andaluzji również nie jest jedyną drużyną sportową, ale póki co traktuje ją znacznie poważniej niż włoski bogacz.

Kurs STS na to, że obydwie drużyny zdobędą bramkę: Tak - 2,40; Nie - 1,60.

Trener z misją i wizją, nie jak poprzednicy...

Piłkarze, właściciel, taktyka, rewelacyjny beniaminek... O Granadzie jest teraz głośno, jednak największe pochwały są kierowane w stronę jednej osoby. Diego Martinez jest kreatorem świetnych wyników Granady. Madrycka Marca pisze o nim „Ferrari na ławce”. Dlaczego?

38-letni debiutant notuje znakomite wejście do ligi. W roli debiutanta nawet najwięksi nie mieli takich wyników. Jak prezentowały się początki trenerów, których początkowe wyniki przypomina hiszpański dziennik sportowy?

Diego Martinez (Granada), 6 wygranych – 2 remisy – 2 przegrane.

Luis Enrique (Celta),  2 wygrane – 3 remisy – 5 przegranych.

Unai Emery (Almeria), 3 wygrane – 2 remisy – 5 przegranych.

Ernesto Valverde (Athletic), 4 wygrane – 2 remisy – 4 przegrane.

Julen Lopetegui (Real Madryt), 4 wygrane – 2 remisy – 4 przegrane .

Nic więc dziwnego, że trener prowadzący totalnego outsidera, którego wielu raczej wskazywało jako głównego kandydata do spadku, wykręcając takie wyniki stał się prawdziwą rewelacją. Granada może się tylko cieszyć z narzuconej przez La Liga zasady, że trener w danym sezonie rozgrywek może prowadzić tylko jedną ekipę. Inaczej na pewno znalazłby się szybko chętny, aby skusić Martineza do zmiany pracy.

Stwierdzenie, że młody szkoleniowiec nie osiągał wcześniej sukcesów byłoby błędne. Zaczynał bardzo szybko, bo jako 20-latek zdał sobie sprawę, że na murawie wiele nie zdziała. Zawiesił buty na kołku i zaczął pracować w mniejszych klubach. Trener „otrzaskał się” w Sevilli, gdzie wylądował jako menedżer trzeciego zespołu już w wieku 30 lat. Wypatrzył go sam Monchi, a przez pewien czas Martinez był nawet asystentem Emery'ego. Do tego wraz z rezerwami ekipy z Andaluzji awansował do Segunda División. Z Osasuną może nie poszło mu już tak gładko, ale po odejściu z Pampeluny, wylądował w Granadzie. W mieście, z którego pochodzi jego żona, które jest Martinezowi bardzo bliskie. Canal Sur opisuje go jako „prostego człowieka, który czerpie ogromną radość z tego co robi”.

Kurs STS na to, że Granada wygra do zera: Tak - 6,00; Nie - 1,10.

W porównaniu do szkoleniowców, którzy przewinęli się przez Granadę w ostatnich latach, to niebo a ziemia. W hiszpańskim Canal + swojego czasu dziennikarze i eksperci (na czele z Santiago Canizaresem), śmiali się, że Sandoval bardziej wymodlił utrzymanie niż wywalczył je jakimś konkretnym planem. Granada miała wtedy ogromnego farta. Kolejni szkoleniowcy jak Joaquin Caparros, Paco Jemez, czy Tony Adams, to były zwyczajnie totalne niewypały. Dlatego dziś tym bardziej docenia się dokonania obecnego szkoleniowca. 

Podejście szkoleniowca jest bardzo proste, co podkreśla na każdym kroku. Najważniejszy jest balans pomiędzy odpowiednim podejściem do rywala, a pamiętaniem o swoim stylu i mocnych stronach. Szkoleniowiec wszakże nie ma do dyspozycji wielkich gwiazd. Kadra jest, delikatnie mówiąc, wiekowa, a w zespole brakuje gwiazd, postaci zdecydowanie się wybijających. Więcej w tej ekipie piłkarzy, którzy zbliżają się do końca kariery jak Roberto Soldado, czy zawodników niegdyś uznawanych za wielkie talenty, ale zweryfikowanych jakiś czas temu, jak Alvaro Vadillo.

Przed meczem z Getafe Martinez wypowiedział się tak: „Naszym zadaniem jest strzelić gola więcej niż oni. To będzie bardzo intensywny mecz, w którym nie będzie miejsca na wiele pomyłek. Getafe bardzo ciężko pracuje na boisku”. Trener dodał również, że mimo różnorodności w szatni panuje pełna jedność, a sam jest bardzo szczęśliwy prowadząc zespół Granady. Czy piękny sen będzie trwał dalej? Nie wyobrażam sobie, aby ekipa z Andaluzji na długo utrzymała się w czubie, ale podobnie jak do niedawna choćby Deportivo Alaves, może to być zespół, którego będzie musiał się bać dosłownie każdy. A to ostatnia rzecz, której można było się spodziewać po Granadzie sprzed spadku. Cokolwiek nie wydarzy się w dalszej części sezonu, ten zespół zerwał już ze stereotypem nudnej drużyny, której zwyczajnie nie warto oglądać.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się