var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Monika Wantoła

Taktyczna Sieczka #10: Czas leci, a w Poznaniu bez zmian. Miały być postępy, jest coraz większy chaos

Autor: Aleksandra Sieczka
2019-11-03 11:30:11

Plan i pomysł – dwa słowa, które bardzo często pojawiają się w kontekście Kolejorza. Zwykle w zdaniu przeczącym. I chociaż mogłoby się wydawać, że Lech potrzebuje czasu na poprawienie gry, to póki co nie widać żadnych zmian na lepsze.

Szumne hasła

W stolicy Wielkopolski zarzekali się, że lechici będą dążyć do gry piłką. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że trener i sztab szkoleniowy podkreślają to na każdym kroku mniej więcej od sierpnia, a efektów jak nie było, tak nie ma. Nikt oczywiście nie wymaga, żeby nagle, bez przygotowania, poznaniacy zaczęli chodzić jak w zegarku, ale po kilku miesiącach przydałoby się wskazać chociaż jakiś kierunek rozwoju drużyny. Bynajmniej nie ten, który został z góry ustalony, a ten, który faktycznie można zauważyć na boisku.

A z tym drugim jest duży problem, bowiem przeważająca większość przebłysków w grze Kolejorza wynika nie z szeroko zakrojonej strategii, a właśnie dosłownie – z „przebłysków” pojedynczych zawodników. Jóźwiak zdecyduje się na indywidualną akcję, Puchacz nagle postanowi oddać strzał z dystansu albo Moder wypatrzy trochę więcej przestrzeni i ją wykorzysta. Nieprzypadkowo najłatwiej wskazać samych młodzieżowców. Naprawdę rzadko kiedy można powiedzieć, że „dobrze to sobie wymyślili”, a jeszcze rzadziej można stwierdzić, że sytuacja jest powtarzalna. No chyba, że chodzi o błędy – wtedy jak najbardziej.

Warto przede wszystkim zatrzymać się przy tych szumnych hasłach o grze piłką. Lech jest ciągle na tym samym etapie przygotowań, co kilka miesięcy temu. Bo i owszem, stara się ograniczyć do minimum długie podania z linii obrony w kierunku ataku, ale to wcale nie oznacza, że dokonał postępów i faktycznie to rozegranie od tyłu do czegoś prowadzi. Raczej kończy  się na wymianie kilku zagrań między stoperami, ewentualnie piłka zahaczy o bok defensywy lub jednego z środkowych pomocników. Mecz z Pogonią pokazał, że jeśli tylko drużyna przeciwna będzie dobrze zorganizowana, będzie pilnowała odległości i odpowiednio szybko reagowała, to poznaniakom na nic się zda kombinowanie z krótkimi podaniami. Potrzeba czegoś więcej niż suchego założenia. I też nie demonizujmy długich podań, bo Lechowi przydałby się złoty środek, a nie skrajności.

Dobrze obrazuje to sytuacja z 40. minuty spotkania, kiedy zawodnicy trenera Żurawia standardowo zabrali się do wprowadzenia piłki od tyłu i… nadziali się na kontratak, który bardzo sprawnie wyprowadził Listkowski. Wszystko przez to, że chociaż Lech założył sobie, że będzie grał w ten sposób, to najwyraźniej zapomniał „założyć sobie” innych zasad, których wypadałoby się trzymać.

Plan ramowo-niedopasowany

Takich ogólnych punktów w grze poznaniaków można wypatrzeć całkiem sporo. Wyżej wspomniane wprowadzanie piłki od tyłu, gra młodzieżą, pressing, kiedy rywal jest w bardzo wstępnej fazie ataku pozycyjnego. Wszystko opiera się właśnie na tych ogólnikach, żaden element nie został jakoś szczególnie zgłębiony.

Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób lechici w starciu z Pogonią organizowali się w pressingu. Bo chociaż mniej więcej do 30. minuty starali się podchodzić wyżej, usiłując ograniczyć pole gry przeciwnikowi, to za każdym razem kończyło się na doskoku, zmarnowaniu energii i jeszcze rozciągnięciu swojego ustawienia. Bo Kolejorz ma nadal duży problem z szybkim przejściem z jednej fazy do drugiej. Portowcom nie trzeba było tego dwa razy pokazywać. Lech przesuwał się za późno, już w momencie, gdy rywala dzielił ułamek sekundy od podania. Nic więc dziwnego, że z łatwością omijał jego pressing, by później wykorzystać dziurę, która wytworzyła się w środkowej strefie (na powyższej grafice widać moment przed rozciągnięciem gry w kierunku Steca). To też wynikało z tego, że piłkarze trenera Żurawia nie wyciągali wniosków. Wypadałoby, żeby ten pressing był kontynuowany, a nie jedynie ograniczał się do okolic „szesnastki” rywala, a później „niech się dzieje”. Tymczasem w środku pola, po właśnie tego typu próbie podejścia wyżej, poznaniacy nie byli już w stanie złapać rytmu lub po prostu zbyt późno decydowali się na odbudowanie ustawienia, przez co przeciwnik miał ułatwione zadanie.

Teoretycznie lechici są tak ustawieni, że mogą jeszcze zareagować i powstrzymać Kożulja. W praktyce jednak Jóźwiak czeka na ruch Tiby, a Tiba przesuwa się zbyt wolno, więc przed pomocnikiem Portowców otwiera się droga do pola karnego.

Warto podkreślić, że Pogoń grała bardzo cierpliwie. Nie szukała najszybszych i najprostszych rozwiązań. Zawodnicy dość często zwalniali tempo akcji, zagrywali krótkie podania do tyłu, przenosili ciężar gry – wszystko po to, żeby utrzymać inicjatywę po swojej stronie, zyskać trochę przestrzeni i wycisnąć maksimum z konstruowanego ataku pozycyjnego. Lechowi zdecydowanie brakowało tej cierpliwości. Po przechwycie gracze natychmiast usiłowali  podawać do przodu – niezależnie od tego, czy były ku temu odpowiednie warunki. Woleli jak najszybciej zagrać, pozbyć się piłki i zobaczyć, co się wydarzy. Również było to widoczne w sytuacjach, gdy goście bronili dostępu do własnego pola karnego. W jednej sekundzie dwie linie były ustawione dość konsekwentnie, ale już wystarczyło, żeby Portowcy rozciągnęli grę lub zagrali krótko wszerz, by cała struktura się posypała i Frączczak zyskał mnóstwo miejsca w polu karnym poznaniaków.

Jest młodzież i co dalej?

Niezależnie czy chodzi o przejście z jednej fazy gry do drugiej po wysokim pressingu, czy właśnie reakcję na to, że rywal przerzucił piłkę na przeciwległą flankę – Lech ma zawsze ten sam problem. Po prostu nie reaguje. Ma jakiś swój plan, ale on w żadnym stopniu nie przekłada się na to, co się dzieje na boisku.  A żeby tego było mało, ten plan go paraliżuje. Można odnieść wrażenie, że piłkarze tak kurczowo się go trzymają, że nie są w stanie podejmować swoich decyzji, nawet jeżeli chodzi o wypchnięcie rywala czy zagrodzenie mu drogi.

Jeśli teraz Kolejorz jest w stanie coś zdziałać, to raczej za sprawą indywidualności. I naprawdę trudno ciągle zasłaniać się hasłem „gramy młodzieżą”, skoro właśnie ta młodzież bynajmniej nie została wyciągnięta z kapelusza. Sztab szkoleniowy nie znalazł ich nagle w rezerwach lub CLJ, nie potrzebują spokojnego wdrożenia. Tu można podejmować konkretne działania, wprowadzać konkretne plany, stawiać konkretne wymagania. A jeżeli coś się wysypie w trakcie, to wówczas zawsze można dokonać korekty. Jasne, że na takiego Modera trzeba jeszcze brać poprawkę, bo chociaż ma wielki talent, to trener wciąż szuka mu optymalnego miejsca na boisku, ale nie ma sensu nagle przykładać tej miary do wszystkich graczy. A można odnieść wrażenie, że Muhar jest traktowany zdecydowanie bardziej ulgowo.

Jeżeli poznaniacy nadal chcą grać w ten sposób, to nie wystarczy kilka haseł, które nie znajdują swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czas leci, a rozmawiając o planie Kolejorza na kolejne spotkania, nadal wskazuje się jedynie na plan, który ma być, a nie ten, który widać na boisku.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się