var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Twitter @FCBarcelona

Hiszpański wyścig żółwi. Real i Barca z kolejnymi potknięciami

Autor: Krystian Porębski
2019-11-03 15:00:16

Bajki o ligowej nietykalności Barcelony i Realu powoli odchodzą do lamusa. Oczywiście, obalenie duopolu w La Liga będzie bardzo trudne, ale co widać po obecnym i poprzednim sezonie, nie są to już ekipy nietykalne. Czy ktokolwiek ma szanse zagrozić im w lidze?

Kolejka w środku tygodnia miała zapowiadać pasjonujący wyścig pomiędzy dwoma największymi ekipami na Półwyspie Iberyjskim. Najpierw Barcelona we wtorek zlała bezlitośnie Valladolid, wygrywając 5:1, a później Real poszedł w jej ślady, zwyciężając z Leganes 5:0. Rywale nie byli z najwyższej półki, ale manita zawsze robi wrażenie. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Dwaj giganci mieli rozsiąść się na szczycie tabeli i stanąć w szranki, tym razem na pełnej długości 38 kolejek, tak aby mistrz nie był znany na długo przed końcem rozgrywek.

Wszystko wskazuje na to, że faktycznie, krajowy czempionat może się rozstrzygnąć w ostatnich tygodniach zmagań. Kolejne potknięcia Realu (0:0 z Betisem) i Barcelony (1:3 z Levante), pozwalają nam jednak sądzić, że pretendenci do tytułu wcale nie są w mistrzowskiej formie, a takich psikusów jak z sobotnich spotkań będzie jeszcze wiele. I jedyne z czego giganci mogą się obecnie cieszyć, to to, że inni również w głupi sposób tracą punkty.

Tempo na 76 punktów

W dotychczasowych spotkaniach oba zespoły zgromadziły po 22 punkty, co po 11. seriach rozgrywek (Barca i Real są jedno spotkanie „w plecy”), co daje średnią 2 punktów na mecz. To znowu oznacza, że jeżeli drużyny utrzymałyby obecną tendencję zdobywania oczek, to rozgrywki zakończyłyby z 76 punktami na koncie. No nie jest to wynik, który w Hiszpanii robiłby na kimkolwiek wrażenie.

Jak widać w powyższej tabeli, od sezonu 2006/07 tak mały dorobek punktowy nie dawał mistrzostwa. Od tego czasu ciągle trzeba było notować liczby grubo powyżej tego wyniku aby myśleć o mistrzostwie... a tylko raz 76 punktów w tym czasie dało drugie miejsce – i to również w tym samym sezonie. Mało jest więc prawdopodobne, że mistrza zdobędzie ekipa z tak niskim wynikiem, bo Real i Barca notują nadprogramowe wpadki, które w trakcie sezonu powinny wyeliminować, ale nie zmienia to faktu, że możemy być właśnie świadkami historycznego sezonu. Bo już zdobycz poniżej 80 punktów będzie wynikiem świadczącym o tym, że coś się zmienia. Ostatnim mistrzem z wynikiem poniżej 76 punktów była Valencia – 75 oczek w sezonie 2001/02, kolejne ekipy kończyły z następującym dorobkiem: Deportivo 68, Real 66, Barca 64.

Na ten moment Real i Barcelona mogą zdobyć nawet 103 punkty. O rekordach jednak nikt nie myśli. W tej chwili dwaj hiszpańscy giganci mają swoje problemy, a rywale potrafią to doskonale wykorzystać. Dlatego spodziewamy się, że tendencja z mistrzem, który zdobywa poniżej 90 punktów, zostanie utrzymana, a kto wie, może będzie to nawet wynik poniżej 80 oczek... Bo jeśli w listopadzie zespoły nie mogą odnaleźć równej formy, to wypada zapytać kiedy im się to uda. Dalsze fazy pucharów na pewno nie będą temu sprzyjać.

Nawet miliony nie złagodzą skutków zmian

Zarówno Real i Barcelona są obecnie w okresie przejściowym. Władze obu klubów postawiły na odmłodzenie kadry, znalezienie talentów na przyszłość. Obsesja odnalezienia nowej gwiazdy futbolu opanowała Bernabeu i Camp Nou. Prędzej dotarła do stolicy Hiszpanii, bo z zespołu odszedł Cristiano Ronaldo, ale i w Katalonii powoli dochodzą do wniosku, że trzeba szukać kogoś, kto za jakiś czas wskoczy w buty Messiego.

I tak, w Realu zawodnicy poniżej 21. roku życia (z oczywistych względów pomijamy Jovicia), rozegrali w lidze:

  • Rodrygo 198 minut
  • Valverde 361 minut
  • Vinicius 385 minut
  • Brahim 9 minut

Natomiast jeżeli chodzi o Barcelonę, wygląda to tak:

  • Ansu Fati 261 minut
  • Carles Perez 453 minuty
  • Todibo 77 minut
  • Alena 46 minut
  • Araujo 14 minut

Co by nie mówić, w poprzednich sezonach młode talenty nie dostawały tylu minut. Zarówno Real i Barcelona szukały swoich once de gala, w tych rozgrywkach więcej rotacji i poszukiwania złotego środka. Oczywiście, wiele z tych roszad ma związek z kontuzjami kluczowych zawodników (Suarez, Messi w Barcelonie czy Bale w Realu), nie zmienia to jednak faktu, że hiszpańscy giganci zgodnie stwierdzili – czas na zmiany. A to niesie za sobą pewne konsekwencje. Bo choć wyżej wymienieni zawodnicy zapowiadają się kapitalnie, to wahania formy w ich przypadku są wpisane w ryzyko. Najlepiej niech pokaże to przykład Fatiego, który miał genialne wejście do zespołu, ale obecnie brakuje mu tego błysku z pierwszych spotkań w Blaugranie.

***

A zmiany nastąpiły przecież również jeżeli chodzi o kluczowe postaci. Takowymi w Realu i Barcelonie mają być Eden Hazard i Anotine Griezmann. Belg i Francuz mieli z miejsca wspomóc swoje zespoły i nie da się ukryć, że póki co to zadanie wychodzi o wiele lepiej temu drugiemu. Były zawodnik Atletico i Realu Sociedad doskonale zna ligę i notuje przyzwoite statystyki. Miał swoje bardzo dobre momenty, ale ostatnie tygodnie nie są już tak owocne. Griezmann był w Madrycie postacią kluczową, która odwracała losy meczów. Zapewne na to też liczyli w Katalonii, ale póki co nic takiego nie ma miejsca. Jeżeli Messi czy Suarez nie zrobią czegoś ekstra, to Griezmann ustawiony z nimi w tercecie, tym bardziej nie weźmie na siebie odpowiedzialności.

  • Antoine Griezmann 10 spotkań, 4 gole, 3 asysty.
  • Eden Hazard 6 spotkań, 1 gol, 1 asysta.

Belg od dawna był kuszony przez Królewskich, a kiedy fani Realu wreszcie doczekali się długo wyczekiwanego cracka, no cóż... okazało się, że obecny Hazard jest bliższy wersji z sezonu 2015/16. To wtedy zanotował zatrważającą serię (jak na zawodnika tej klasy) 356 dni bez gola w Premier League. Odblokował się jednak w drugiej części wspomnianych rozgrywek i na Euro 2016 był już w bardzo przyzwoitej formie.

Kiedy Eden Hazard miał gorszy sezon, nie notował zbyt wielu strzałów, jak widać na obrazku powyżej. Jak to wygląda obecnie? W zremisowanym starciu z Betisem zagrał całkiem nieźle, był aktywny, sześciokrotnie mijał rywali dryblingiem... i ani razu nie oddał strzału. Podobnie sytuacja wyglądała w wygranym 5:0 starciu z Leganes. Choć Królewscy bawili się wyśmienicie, to jeden z kreatorów sukcesu aż siedem razy udanie dryblował i ponownie, ani razu nie oddał strzału. Belg ma obecnie średnią 0,7 strzału na mecz. W tej statystyce jest 16. w całym zespole. Jedno z głównych dział Realu w ogóle nie próbuje i to tutaj leży bardzo poważny problem ekipy Zinedine'a Zidane'a. Bo że Benzema ma więcej strzałów na mecz, to doskonale rozumiemy (4 strzały na mecz), statystyki Garetha Bale'a również nas nie dziwią (2,7 strzału na mecz), ale już to, że cała plejada zawodników szeroko rozumianej defensywy (Ramos, Marcelo, Casemiro, Nacho) oddaje średnio więcej strzałów budzi pewne wątpliwości. Co więcej Vinicius (1,9 strzału na mecz), który niekoniecznie umie strzelać, ale chociaż próbuje, znacznie częściej szuka swoich szans. Belg musi się wziąć w garść.

Nowy mistrz? Chętnych brak

To idealny moment dla innych drużyn, które od lat marzą o wsadzeniu kija w szprychy, aby teraz wykorzystać słabość gigantów i sięgnąć po upragnione trofeum. Teoretycznie najbliżej tego powinna być banda Cholo Simeone. Jak się jednak zerknie na grę podopiecznych Argentyńczyka to cóż, więcej w tym dostosowania się do tempa rywali niż chęci odjechania innym w lidze. Atleti nadal cierpi w ofensywie. Odejście Griezmanna jest nad wyraz widoczne, a Madrytczycy nadal nie są w stanie uruchomić skrzydeł. Nieco pomogło w tym dorzucenie do składu ofensywnie usposobionych bocznych obrońców, ale to nie wystarcza, aby wydatnie poprawić skuteczność. 12 goli w 12 meczach na nikim wrażenia nie robi.

O reszcie zespołów chyba nawet nie warto wspominać. Poza Atleti najpoważniejszym kandydatem do czołowej czwórki wydaje się Sevilla, nie ze względu na pozycję w tabeli, a wyraźnie nakreśloną przez Julena Lopeteguiego wizję. To ekipa, która może sprawić jakąś niespodziankę, ale podobnie jak Atleti, ma duże problemy ze skutecznością. Do pełni szczęścia brakuje niewiele i wiemy, że Monchiego stać na wyciągnięcie asa z rękawa, ale czy będzie to miało miejsce w zimie i wpłynie na natychmiastowe wzmocnienie składu?

Wszystko wskazuje na to, że Barcelonie i Realowi się upiecze. Bo choć tempo punktowania znacznie opadło, to nadal są to zespoły poza zasięgiem zdecydowanej większości. Można ich tknąć w jednym czy drugim spotkaniu, jednak dotrzymanie im kroku to zupełnie inna bajka. Obecnie stać na to chyba jedynie Atletico, problem w tym, że w Madrycie również wzięli się za poważne zmiany. A Simeone choć od lat stara się nieco otworzyć na grę ofensywną, to nadal jego głównym atutem jest defensywa. Do przechytrzenia dwójki gigantów to może nie wystarczyć. Nawet w sezonie wyścigu żółwi.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się