var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Rok temu Lech pożegnał trenera na lata. Czy była to zmiana na lepsze? Niekoniecznie

Autor: Marcin Łopienski
2019-11-05 19:00:55

Miał być trenerem na lata, a nie dotrwał nawet do kolejnego lata. Zwolnienie Ivana Djurdjevicia, bo o nim mowa, miało być przełomowe dla Lecha Poznań, ale czy rzeczywiście takie było? Wątpię.

Latem 2018 roku legenda Lecha Poznań przychodziła do klubu w formie mocnego uderzenia. Na pewno pamiętacie słynną konferencję prasową, w którym Piotr Rutkowski zapewniał o tym, że się nie podda. Kolejorza czekały wielkie zmiany i Ivan Djurdjević miał być ich twarzą. Problem w tym, iż były kapitan tego zespołu nie wytrzymał na stanowisku nawet do świąt Bożego Narodzenia, a głośny news transferowy o pożegnaniu 11 zawodników ujrzał światło dzienne już za panowania Adama Nawałki. I tak krótkotrwałego. 

Jeśli porównamy sobie liczby Dariusza Żurawia i Serba z polskim paszportem wychodzi na to, że lepsze miał obecny szkoleniowiec Chrobrego Głogów. Sześć zwycięstw, dwa remisy i sześć porażek plus odpadnięcie z Pucharu Polski (porażka z Rakowem Częstochowa), w sumie dało to 20 punktów i 7. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Dziś Lech ma pięć wygranych, cztery remisy i pięć porażek, co łącznie daje 19 oczek i dziewiątą lokatę w tabeli. Znaczącą różnicą jest obecność poznaniaków w krajowym pucharze.

Nie pierwszy, nie trzynasty i za pewne nie ostatni raz w kontekście zarządzających klubami Ekstraklasy poruszymy temat wizji, patrzenia dalej niż 10 kolejek do przodu. Radosław Nawrot już po zatrudnieniu Nawałki w Lechu w jednym ze swoich artykuł dla Gazety Wyborczej pisał, że przyjście byłego selekcjonera reprezentacji Polski do Poznania było przesądzone od chwili, kiedy Rutkowski uznał, iż ma dość obrywania za ówczesną zapaść zespołu.

Można zatem dojść do wniosku, że władze Lecha wzięły najlepszego wówczas trenera na polskim rynku po to, aby pokazać: zobaczcie, z tymi zawodnikami nawet Mourinho by poległ. A nie lepiej byłoby wyjść na konferencję prasową i powiedzieć wprost: aktualnie nie mamy drużyny na grę nawet o europejskie puchary, chcemy w ciągu dwóch lat wypromować tylu swoich zawodników, aby móc ponownie liczyć się na ligowym podwórku? 

W ten sposób klub na pewno oszczędziłby sporo pieniędzy i może faktycznie zbudował sobie trenera na lata? Problem leży jednak gdzie indziej: takie wystąpienie byłoby przyznaniem się do swojej fatalnej polityki transferowej. W tym momencie odsyłam do felietonu Bartosza Adamskiego sprzed tygodnia, który nie zostawia na niej suchej nitki. Śmiem stwierdzić, że gdybyśmy my w redakcji 2x45 wytypowali listy zawodników, których Lech mógłby ściągnąć, to nasza skuteczność byłaby co najmniej na poziomie poznańskiego komitetu. A pewnie nawet wyższa. 

Dlatego uważam, że pogonienie Djurdjevicia przed rokiem nie miało wielkiego sensu. Bo jaką zmianę widać na przestrzeni tego roku? Większą liczbę młodych zawodników w pierwszym składzie? Przecież Serb też chętnie skorzystałby z tych piłkarzy, ale na kontraktach byli inni gracze. Poza tym czy wszyscy ci młodzieżowcy, którzy dziś wychodzą w wyjściowym składzie Lecha przed rokiem byli na to gotowi? 

Owszem, Serb popełnił kilka błędów, ale jak miał ich nie popełnić, skoro dopiero startował w tym zawodzie, a w składzie nie posiadał Sergio Ramosa, Cristiano Ronaldo i Karima Benzemy, a Rafała Janickiego, Vernona De Marco, Mihaia Raduta? 

Czy Djurdjević nie mógł zatem spokojnie pracować z otrzymanym materiałem, sukcesywnie budować młodych chłopaków i latem 2019 roku być na pozycji Żurawia? Oczywiście, że mógł i powinien w tej roli być. Nie chce mi się wierzyć, że Lech z Serbem na ławce rezerwowych osiągnąłby gorszy rezultat na koniec sezonu 2018/19. Różnica byłaby taka, że po roku z pewnością więcej wiedzielibyśmy o samym szkoleniowcu. Żuraw tak jak był, tak nadal jest niewiadomą. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się