var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Czyżby Legię znów dało się oglądać?

Autor: Bartosz Adamski
2019-11-06 16:30:51

Dariusz Mioduski powinien pogratulować Aleksandarowi Vukoviciowi. Wytrwał on nie tylko do października, ale nawet do listopada. I może będzie mógł mu pogratulować także po tym miesiącu.

O Aleksandarze Vukoviciu w roli trenera w sumie dalej niewiele wiemy. Nie mamy do końca przekonania, jak dokładnie chce grać. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy bliższa prawdzie jest ta Legia męcząca swoimi występami latem, czy ta, którą widzieliśmy z Lechem, Arką, a zwłaszcza z Wisłą Kraków. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie mecze można przyjąć tezę, że Legię znów da się oglądać.

To dopiero początki dobrej gry, próby dominacji przeciwnika, ale Legia zaczyna być charakterna, a to najbardziej cenią kibice. Zaczyna odzyskiwać to, co siedzi w jej DNA: potrafi odwrócić losy meczu, potrafi też dobić przeciwnika. Właśnie tę niezłomność i determinację chciał przemycić Vuković, mówiąc o „zapierdalaniu”. Dobrym przykładem jest ten mecz z Wisłą. Legioniści dostali beznadziejnego przeciwnika, to wycisnęli z tego spotkania, co tylko się dało. Wynik 7:0 będzie długo wspominany i w Warszawie, i w Krakowie.

Wiadomo było, że stołeczni drugiego tak dobrego spotkania w ciągu kilku dni nie rozegrają, dlatego jestem daleki od krytykowania ich za mecz z niesionym przez publiczność Widzewem Łódź. Dla Legii było to po prostu spotkanie pucharowe, które trzeba było wygrać, ale dla Widzewa to najbardziej prestiżowa batalia ostatnich lat. Mobilizacja - nie tylko kibiców, ale i zawodników RTS-u - była ogromna, a wiadomo jak się gra z naładowanymi pozytywną energią rywalami. Potem zaś gracze Vukovicia potrafili trochę po męczarniach, ale ostatecznie w nie najgorszym stylu zwyciężyć w Gdyni. A zgodnie z logiką naszej ligi po rozjechaniu "Białej Gwiazdy" powinni przegrać przecież przynajmniej w jednym z tych spotkań.

Na Łazienkowskiej pojawił się zatem powiew optymizmu, choć dalej nastroje wokół Vukovicia są nieco powątpiewające. Nie miał on łatwego wejścia w roli pierwszego trenera. Przegrał mistrzostwo Polski, potem zdecydował się na rewolucję kadrową. Pożegnał Kucharczyka i Malarza, wysłał na emeryturę Radovicia, na koniec lata spakował w samolot Carlitosa i odesłał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dostał od Dariusza Mioduskiego całkowicie wolną rękę i skrzętnie z tego korzystał. Ryzykował wiele, nawet bardzo wiele. Mioduski też wiedział przecież, że kolejnej wpadki z wyborem szkoleniowca kibice mu nie wybaczą. Już pokazywali nie raz na meczach swoją dezaprobatę.

Choć Serb trenerem Legii jest dopiero przez niewiele ponad pół roku, nie będzie przesadą stwierdzenie, że to jest jego autorski zespół. Z pewnością nie wyciąga jeszcze z tych zawodników nawet 60% możliwości, można mu w tej materii trochę zarzucić, ale zaczyna to iść w dobrym kierunku. Skład staje się stabilny, zmienia się w zasadzie tylko z uwagi na kontuzje. Jest zupełnie inny od tego sprzed dwóch miesięcy z meczu z Rangersami, co tylko pokazuje jak wiele w piłce znaczy kilkadziesiąt dni.

Teraz sami zawodnicy wreszcie zaczynają kupować jego pomysły. Widać, że ufają Vukoviciowi i tak jak oni mogą polegać na trenerze, tak i trener na nich. Przed meczem z Lechem Poznań mówiło się przecież, że „Vuko” gra o posadę. Gdy gola strzelił Darko Jevtić, prezes Mioduski pewnie nerwowo przeglądał Transfermarkt w poszukiwaniu wolnych szkoleniowców. A tu proszę bardzo: najpierw przełamał się Novikovas, na którego bardzo serbski trener stawiał, a szalę zwycięstwa na korzyść stołecznych przechylił Maciej Rosołek, którego Vuković sam sobie wykreował.

Pokazał tym samym, że nie boi się stawiać na młodzież. Może nie wprowadza jej z takim rozmachem jak Dariusz Żuraw w Lechu Poznań czy wcześniej Marcin Brosz w Górniku Zabrze, ale ci, którzy się wyróżniają, wiedzą, że mogą liczyć na docenienie. Dostał szansę Michał Karbownik, dostał Rosołek – i te swoje okazje wykorzystali. A przebija się przecież jeszcze Mateusz Praszelik.

Po tych trudnych, nawet bardzo trudnych pierwszych miesiącach Vuković okrzepł, dokonał swoistego przeglądu kadr i wie, na kim może polegać. Odbudował Domagoja Antolicia, przesunął Luquinhasa na dziesiątkę, dostrzegając, że Gwilia lepiej sobie radzi jednak na ósemce, ale przede wszystkim odważnie postawił na Karbownika, który pokazuje, że nawet nie na swojej nominalnej pozycji radzi sobie bardzo dobrze. Zresztą ten 18-latek wygląda po prostu na tak duży talent, że w Ekstraklasie nie będzie odstawał poziomem nawet na środku obrony.

Mimo wszystko dalej powtarza się, że Vuković to słaby trener. Że powinien z zawodników wyciągać więcej. Zgoda, ale trzeba w tym wszystkim być racjonalnym. Nawet po wygranych mówi się, że ta jego praca przy Łazienkowskiej długo nie potrwa. Trochę trudno mi to zrozumieć, bo akurat w ostatnim czasie Serb podejmuje coraz więcej trafnych decyzji, choć trzeba uczciwie przyznać, że startował z naprawdę niskiego procentu udanych ruchów. Jedną z najpoważniejszych konsekwencji letnich błędów jest to, że Legia została w zasadzie bez napastnika z prawdziwego zdarzenia. Ale mam wrażenie, że Vuković nie cieszy się pełnym poparciem kibiców, bo rzadko myśli tak jak oni. Nieszczególnie martwi się opinią publiczną i podejmuje najczęściej niepopularne decyzje.

A to nawet dobry prognostyk. W Legii potrzeba bowiem szkoleniowca, który nie boi się podejmować trudnych decyzji, lubi ryzykować. Vukoviciowi trudno zaufać, bo jest na początku swojej trenerskiej przygody, dalej niewiele o nim wiadomo, ale zaczyna pokazywać, że ta jego praca ma sens. Legia jest liderem, ma szansę na końcowy triumf także w Pucharze Polski. Wprawdzie znów nie zagrała w grupie Ligi Europy, można to traktować in minus, ale realna ocena "Vuko" w tej kwestii powinna nastąpić w kolejnej edycji europejskich pucharów.

O ile oczywiście dotrwa na stanowisku, bo tak dalekie wybieganie w przyszłość w przypadku Legii to zgubna droga. A co gorsza – terminarz do końca roku taki, że aż nie wypada się dać strącić z pierwszego miejsca. Sami wiecie, co to może oznaczać. Dlatego postawię ten znak zapytania w tytule.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się