var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: sscnapoli.it

Wracamy do domu. Powiedz to swojemu ojcu

Autor: Marcin Długosz
2019-11-07 13:00:36

Pomieszanie z poplątaniem – tak wyglądają ostatnie dni w Napoli. Ekipa z południa Włoch przez lata przyzwyczaiła nas do tego, że reaguje się w niej mocno emocjonalnie zarówno jeśli chodzi o kibiców, jak i o zarząd czy drużynę, ale teraz wszystko osiągnęło niespotykane wcześniej rozmiary. Jesteśmy świadkami zaczątku wojny klubu z własnym zespołem.

By wiedzieć, dlaczego to wszystko się zaczęło, wystarczy spojrzeć w tabelę Serie A. Neapolitańczycy znajdują się w listopadzie dopiero na 7. pozycji, a to obrazek niespotykany od lat. Juventus odjechał już na 11 punktów, Inter – na 10. Mamy zaledwie środek jesieni, a tak naprawdę już teraz trudno sobie wyobrazić rywalizację Azzurrich o mistrzostwo, bo kto jak kto, ale turyńczycy nie są drużyną będącą w stanie roztrwonić we Włoszech aż taką zaliczkę.

W niesamowity dół Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i spółka wpadli zwłaszcza w ostatnich dniach. Owszem, wcześniej zdarzyło się m.in. przegrać 0:1 z Cagliari, ale dopiero seria słabych wyników w postaci remisów 1:1 ze SPAL i 2:2 z Atalantą oraz porażka 1:2 z Romą w prestiżowych „Derbach Słońca” sprawiła, że postanowiono wyciągnąć konsekwencje.

Właściciel klubu, Aurelio De Laurentiis, stwierdził, że obecny tydzień jego zespół przepracuje na zgrupowaniu w ośrodku treningowym, aby w spokoju popracować nad defektami i zacząć odnosić wyniki na miarę swoich możliwości. I na początku tak też było – po wtopie w Rzymie neapolitańczycy pokornie udali się we właściwe miejsce i rozpoczęli listopadowy obóz.

Media w uproszczeniu nazywały to „karnym zgrupowaniem”, a jego charakter to we Włoszech nic nowego. Zespoły, którym nie idzie, często korzystały z tego typu rozwiązań. W ostatnich latach mogliśmy obserwować podobne obrazki m.in. w Milanie i Interze. W drużynie Rossonerich nawet całkiem niedawno, bo na początku maja tego roku. Wówczas podziałało, bo po „obozie” mediolańczycy zerwali z kryzysem i wygrali cztery spotkania z kolei.

Na ogół jednak szkoleniowcy pytani o tego typu rozwiązania wypowiadają się raczej niechętnie. Zgodnie uważają, że jest to bardziej ostateczność niż coś dobrego, co istotnie może pomóc zespołowi. Z porywczym De Laurentiisem nie ma jednak żartów – miała być walka o mistrzostwo i sezon lepszy niż ten poprzedni, zupełnie bezbarwny w wykonaniu Napoli. A jest kiepska postawa niewidziana na południu Włoch od 2015 roku.

Trener Carlo Ancelotti ogółem podjął się bardzo trudnego zadania. Owszem – Napoli to klub z niższej półki niż jego poprzedni pracodawcy, a więc Bayern Monachium czy Real Madryt, ale poprzeczkę wysoko zawiesiła kadencja Maurizio Sarriego. Może nie pod względem trofeów, bo tych przecież szkoleniowiec z Kampanii nie zdobył w ogóle, ale pod kątem jakości gry i emocji było już wystrzałowo. Wielka walka o scudetto z Juventusem do samego końca w 2018 roku, zawsze mnóstwo punktów na koncie, no i oczywiście postawa czysto piłkarska, która wzbudzała szacunek wszystkich postronnych obserwatorów zachwyconych piękną grą neapolitańczyków.

Teraz nie ma absolutnie żadnego z tych aspektów. Zespół zawodzi pod kątem rezultatów, gra zupełnie przeciętnie, a marzenia De Laurentiisa związane z zatrudnieniem Carletto i wolą zdetronizowania Juve brutalnie weryfikuje rzeczywistość. Nic więc dziwnego, że Włoch, który nie należy przecież do najspokojniejszych ludzi na świecie, jest zirytowany i działa.

Problem w tym, że inne spojrzenie na to wszystko ma drużyna. We wtorek wicemistrzowie Italii tylko zremisowali na własnym stadionie 1:1 z Salzburgiem i zamiast zostać pierwszą drużyną w obecnej edycji Ligi Mistrzów, która wywalczyła sobie przepustkę do 1/8 finału, to wkopała się w walkę o awans do samego końca, mając teraz w dodatku wyjazdowe starcie z Liverpoolem. Po tym rozczarowującym rezultacie w szeregach Napoli zrobiło się takie zamieszanie, że Ancelotti nawet… nie stawił się tradycyjnej konferencji prasowej.

 

 

Tymczasem zgrupowanie miało trwać do końca tego tygodnia, po którym nastąpi listopadowa przerwa reprezentacyjna. W sobotni wieczór Azzurri zmierzą się na San Paolo z błąkającą się przy strefie spadkowej Genoą i nikt nie wyobraża sobie, że ponownie mogliby nie stanąć na wysokości zadania. Reakcja drużyny sprawiła jednak, że  mało kto myśli teraz o postawie na boisku.

Wracamy do domu, powiedz to swojemu ojcu” – powiedzieli piłkarze Napoli po remisie z Salzburgiem do Edo, syna Aurelio De Laurentiisa. I bomba wybuchła. Media określają to wszystko mianem „historycznego odrzucenia”, bo przecież to trochę nie mieści się w głowie, że zawodnicy sami z siebie podejmują decyzję o przedwczesnym zakończeniu zgrupowania.

Jak powiedzieli, tak zrobili – „obóz”, który miał potrwać przecież nie jakoś bardzo długo, bo tylko do soboty, zakończył się z wielkim hukiem. Na reakcję właściciela i jego ludzi nie trzeba było długo czekać. Napoli wydało komunikat, w którym zaznaczyło, że „wobec zachowania zawodników klub zamierza chronić swoje prawa ekonomiczne i wizerunkowe przed każdym kompetentnym organem”.

Media we Włoszech nie mają wątpliwości – brzmi to złowieszczo, nawet jako zapowiedź ewentualnej batalii prawnej po wystąpieniu graczy przeciw swojemu pracodawcy. Kluczowe jest zwłaszcza stwierdzenie „prawa wizerunkowe”, no bo w jakim świetle są teraz postawieni wicemistrzowie Włoch? Jako ekipa, która nie panuje nad własnymi zawodnikami i musi tolerować ich rozpustę. Pies dowodzi swym panem.

Dodatkowo zarządzono ciszę medialną.

Osobną kwestią pozostają relacje De Laurentiisa z Ancelottim. Dotychczas były one znakomite – obaj panowie w 2018 roku bardzo się polubili, obaj zapewniali, że to projekt na lata i widzą przed nim wielką przyszłość. A teraz znany dziennikarz Gianluca Di Marzio twierdzi, że rozłam w ich relacjach jest ewidentny. Nie wiadomo, czy ewentualne niepowodzenie w sobotnim starciu z Genoą kosztowałoby już Carletto posadę, ale obecnie nie można wykluczyć niczego.

Tak naprawdę ciężko wyrokować, co w tej sprawie przyniosą najbliższe dni. Wszystko jest niesamowicie dynamiczne i zmienia się jak w kalejdoskopie. Topór wojenny pomiędzy klubem a piłkarzami bez wątpienia pozostaje faktem – samowolna decyzja o opuszczeniu zgrupowania była ciosem, jakiego włodarze nie mogli się spodziewać. Teraz zapewne wszyscy mają nadzieję, że w tej gęstej atmosferze uda się dojechać do sobotniej potyczki z Genoą, po której nadejdzie dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna pozwalająca w większym spokoju zastanowić się nad tym, co dalej.

A kibice? Ich reakcja w tym wszystkim jest bardzo wymowna. Fani często mają z De Laurentiisem nie po drodze, ale w kwestii zgrupowania stoją za nim murem i nie pozostawiają suchej nitki na drużynie. Kto to widział podważać decyzje przełożonych i na własną rękę odrzucać polecenia szefa?

W Napoli zdecydowanie doszło do nieplanowanej zamiany ról – rządzić postanowili ci, do których należy wyłącznie wykonywanie obowiązków. Fani takich historii mogą zrobić większe zapasy popcornu i coca-coli, bo coś nam mówi, że to dopiero początek.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się