var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Zenit Twitter

„Wielki futbol stał się wielką polityką”. Smutne pożegnanie Rakickiego z reprezentacją Ukrainy

Autor: Karol Bochenek
2019-11-07 19:00:25

Sytuacja polityczna na Ukrainie, która w wielkim stopniu wciąż jest naznaczona rosyjską agresją na wschodnie ziemie naszego sąsiada i nielegalną aneksją Krymu, co jakiś czas zbiera żniwo w świecie sportu. Jarosław Rakicki, który po zimowym transferze do Zenitu Sankt Petersburg, został uznany niemal za wroga narodowego, to najnowsza ofiara polityki. Wczoraj jeden z najlepszych ukraińskich piłkarzy ostatnich lat oficjalnie ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej. Nie dlatego, że był słaby, albo, że trener nie widział go w swojej koncepcji. Rakicki został wyklęty w myśl panującej na Ukrainie zasady - albo jesteś z nami, albo nie istniejesz, z którą czysty sport nie ma nic wspólnego.

Tocząca się na wschodzie kraju wojna narzuciła ukraińskim sportowcom coś w rodzaju kodeksu honorowego. Każdy, kto ma jakikolwiek związek z agresorem, a już nie daj Bóg realizuje na jego terenie swoje ambicje, za co pobiera wynagrodzenie w rublach, to w zasadzie zdrajca narodu. Trzy lata temu szerokim echem odbił się brak powołań na Euro 2016 dla ukraińskich piłkarzy grających na co dzień w rosyjskiej Premier Lidze. Najmocniej obrywał wówczas były napastnik m.in. Dnipro i Szachtara, Jewhen Sełezniow. Ukraińcom po prostu nie mieściło się w głowie, jak gość, który urodził się w Makiejewce pod Donieckiem, mógł sprzedać się za rosyjskie pieniądze. Szumu wokół tej sprawy, było od groma, ale ostatecznie Sełezniow, grający wówczas w Kubaniu Krasnodar, oraz Bohdan Butko (Amkar Perm) i Aleksandr Zinczenko (FK Ufa) pojechali na turniej we Francji, na którym początkowo miało ich zabraknąć.

Nieoficjalnie wiadomo, że nagła zmiana decyzji sztabu trenerskiego, również była sterowana politycznie. Przyzwolenie na dowołanie wymienionej trójki Mychajło Fomenko miał dostać po zwolnieniu z rosyjskiego więzienia Nadieżdy Sawczenko, która 25 maja 2016 roku, została wymieniona na dwóch agentów GRU (rosyjski wywiad wojskowy - przyp. red.). Tego samego dnia Sełezniow, Butko i Zinczenko otrzymali zaproszenie na zgrupowanie kadry.

Rakicki na podobną ulgę nie mógł liczyć. Decydując się na transfer do Petersburga, dopuścił się niewybaczalnej zniewagi, która przekreśliła cały jego wcześniejszy dorobek. On, symbol Szachtara, człowiek, który nosi na ciele tatuaże podkreślające jego miłość do Donbasu, który publicznie nazywał siebie „prawdziwym Dończaninem”, po prostu nie mógł postąpić w ten sposób. A skoro już zaryzykował, to krzyżyk na drogę i nie chcemy cię więcej widzieć. - Sytuacja z Rakickim z reprezentacją Ukrainy od początku jest oczywista. On sam doskonale wiedział, że nie będzie powoływany. Taki klimat panuje w naszym kraju, więc musiał zdawać sobie z tego sprawę. No ale przynajmniej w Rosji wszystko mu się podoba - mówił w marcu Wadim Szablij, ukraiński agent piłkarski.

Transfer byłego zawodnika Szachtara olbrzymie emocje wzbudził też z innego powodu. Na Ukrainie od lat zarzucano Rakickiemu, że jest miłośnikiem Rosji i w gruncie rzeczy czmychnąłby tam przy pierwszej możliwej okazji. Kibice w całym kraju, oczywiście z wyłączeniem Donbasu, mieli do niego pretensje o to, że przed meczami reprezentacji nie zawsze trzyma rękę na sercu i nie śpiewa hymnu. Traktowali to nie tylko jako przejaw braku patriotyzmu, ale nawet jakiejkolwiek więzi z krajem, który reprezentuje. Tak formułowane zarzuty nasiliły się po wybuchu wojny, ale Rakicki nigdy nie zmienił swojej postawy. Po głowie dostawał też za to, że nie wspierał publicznie ukraińskiej armii i w żaden sposób nie okazywał wsparcia walczącym, co robiło kilku innych piłkarzy.

 

 

Przedstawianie w ten sposób pretensje to oczywiście nadinterpretacja dużego kalibru i budowanie naciąganych faktów pod wydumaną tezę. Transfer Rakickiego do Zenitu miał bowiem zupełnie inne, choć wciąż nie do końca jasne podłoże. Jedna wersja głosi, że środkowy obrońca od dłuższego czasu nie dogadywał się z ówczesnym trenerem Szachtara, Paulo Fonseką, i po prostu uznał, że bezsensem jest ciągnięcie tego związku na siłę. Druga, że miał nie po drodze z ultrasami donieckiego klubu, którym bardzo nie spodobało się, że już kilka miesięcy wcześniej flirtował z Rosjanami. Rzecz jasna, z Rakickiego nie można robić ofiary trenersko-kibicowskich prześladowań, ale w powyższym kontekście łatwiej zrozumieć jego decyzję. Nawet jeśli w ten sposób świadomie zamknął sobie drogę do reprezentacji.

Na pożegnanie z honorami Rakicki oczywiście nie mógł liczyć. Jedyne, co mu pozostało, to oficjalny komunikat na Instagramie, w którym dość jasno przedstawił swój punkt widzenia odnośnie przymusowego rozbratu z kadrą: - Gratuluję reprezentacji Ukrainy awansu na Euro 2020 i życzę kolejnych sukcesów (…) Dziesięć lat temu debiutowałem w kadrze, dziś chcę powiedzieć „do widzenia”. Oficjalnie odchodzę z reprezentacji Ukrainy. Przez cały 2019 rok czekałem na powołanie, ale wielki futbol zmienił się w wielką politykę. Ludzie, którzy wysyłają powołania do kadry, kierują się strachem. Nie odwołują się do piłkarskich umiejętności. Czy w związku z tym futbol na pewno jest wolny od polityki? (…) - tak brzmi najważniejsza część jego podziękowań za grę w narodowych barwach.

Reakcje, jakie wywołał wpis Rakickiego, były łatwe do przewidzenia. Krótko mówiąc, od czasu transferu do Zenitu nic się nie zmieniło. Nadal jest zdrajcą, sprzedawczykiem i wrogiem publicznym. Ultrasi Szachtara, którzy niegdyś chcieli nosić go na rękach, na Twitterze odpowiedzieli treściwym „Rakicki, idź w chuj!”. Do pytania, czy futbol jest wolny od polityki, które stanowi sedno tego smutnego pożegnania, nikt się nie odniósł i pewnie już się nie odniesie. 



 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się