var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: @OptaJean

Hatem Ben Arfa - niespełniony talent od kilku miesięcy rozglądający się za idealnym klubem

Autor: Paweł Łopienski
2019-11-08 19:15:52

Hatema Ben Arfy nie trzeba przedstawiać żadnemu kibicowi francuskiej piłki. Niespełniony talent, który dawał się we znaki niemal wszystkim drużynom, w których miał okazję występować. O piłkarzu głośno było ostatnio również w Stade Rennes. Z zespołem z Bretanii pożegnał się wraz z końcem czerwca i od tamtego czasu rozgląda się za nowym klubem. Ostatnio odrzucił oferty FC Nantes, Nimes Olympique oraz OGC Nice. Na co więc czeka 32-latek, który w ciągu swojej kariery wielokrotnie udowodnił, że nie ma dla niego miejsca w najlepszych europejskich zespołach?

Konflikty od najmłodszych lat

Od najmłodszych lat widać było, że urodzony w podparyskim Clamart syn byłego reprezentanta Tunezji, miał to „coś”. Już w wieku 12 lat został wypatrzony przez skautów jednej z najlepszych akademii na świecie - INF Clairefontaine. Za renomę szkółki niech świadczy fakt, że swoje pierwsze kroki w niej stawiali, między innymi William Gallas, Thierry Henry, Nicolas Anelka czy Kylian Mbappe. Krótko mówiąc, było to miejsce idealne dla młodych chłopaków, którzy myśleli o zrobieniu wielkiej kariery w futbolu. A młodziutki Hatem wiedział, czego pragnął najbardziej.

W jednym z odcinków serii dokumentów „A la Clairefontaine”, przedstawiających życie młodych piłkarzy w akademii, doszło do sprzeczki między Ben Arfą a Abou Diabym. Ktoś powie, że z tej sytuacji nie należy wyciągać żadnych wniosków, w końcu między młodymi chłopakami często dochodzi do takich sytuacji. Jesteśmy jednak mądrzejsi i znamy dalszy przebieg kariery zawodnika z tunezyjskimi korzeniami. Dlatego wiemy, że był to pierwszy, acz symboliczny wybryk młodego gracza. 

Ogłoszony cudownym dzieckiem, 15-letni Hatem szybko został dostrzeżony, dlatego przeniósł się do szkółki Olympique’u Lyon. Dwa lata później razem z Karimem Benzemą podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt i dołączył do seniorskiej drużyny „Les Gones”. Zdążył zadebiutować w meczu inaugurującym sezon, gdy zmienił schodzącego Pierre-Alaina Frau. W drużynie, w której występowali tacy gracze jak Juninho Pernambucano, Michael Essien, Eric Abidal, Florent Malouda, Giovane Elber czy Sidney Govou, nastolatek szybko się odnalazł i w premierowym sezonie rozegrał 14 meczów, w tym cztery w fazie grupowej Ligi Mistrzów. 

Od niemal samego początku jego przygody w nowym klubie słyszało się o nim, aczkolwiek niekoniecznie z dobrej strony. Już w Lyonie często wdawał się w kłótnie z Benzemą, a na jednym z treningów zaliczył bójkę z Sebastienem Squillacim. W klubie mimo sporego talentu zdecydowano się go szybko pożegnać i oddać Olympique’owi Marsylia. Tam również nie zabawił długo, a w prasie głośno było o konfliktach z Erikiem Geretsem czy samym szkoleniowcem, czyli Didierem Deschampsem. Ten etap jego kariery został zakończony, gdy zawodnik przeniósł się na Wyspy. Co było do przewidzenia, w Newcastle United i Hull City również podpadł swoim trenerom, czyli odpowiednio Alanowi Pardewowi i Steve'owi Bruce'owi.

„Ben Arfa: Umiejętnościami dorównuję Messiemu”

Ale wróćmy jeszcze do Lyonu. Na początku otrzymywał tylko kilkanaście minut od dotychczasowego trenera, Gerarda Houlliera. Po zmianie szkoleniowca na Alaina Perrina, Hatem został przeniesiony na lewe skrzydło, co bardzo przypadło mu do gustu. Po tym zaczął odgrywać ważną rolę w zespole, ale o jego odejściu nie zadecydowała postawa na boisku. Hatem przekonywał w lokalnych mediach, że więcej nie będzie uczestniczył w treningach, a już po przejściu do Marsylii mówił, że jego byłemu zespołowi brakuje klasy, w dodatku pragnąc wszystkim uzmysłowić, że OL nie jest tak silne jak się każdemu wydaje. W nowym zespole znowu błyszczał na murawie, ale ponownie doszło do incydentu. W trakcie rozgrzewki przed meczem Ligi Mistrzów z Liverpoolem Francuz starł się z reprezentantem Kamerunu Modeste Mbią i tylko dzięki szybkiej interwencji Ronalda Zubara nie doszło do rękoczynów. Od tamtego momentu gra reprezentanta Francji w sezonie 2008/2009 się posypała.

W następnych miesiącach do klubu przyszedł wspomniany Deschamps, który na początku nie był zdecydowany stawiać na pomocnika, ale z upływem czasu musiał to zrobić. I zawodnik odwdzięczył się trenerowi dobrą grą, przede wszystkim w 2010 roku, dzięki czemu Marsylia zdołała wygrać ligowe rozgrywki. Gdy zawodnik mógł z optymizmem spoglądać na kolejne rozgrywki, zainteresowanie nim zaczęło wzrastać, a najbardziej chętne na jego sprowadzenie było angielskie Newcastle United. Ben Arfa stracił więc motywację do przygotowań z „Les Phoceens” otwarcie stwierdzając w L’Equipe, że nie ma zamiaru kontynuować treningów z francuską drużyną. Francuz jednak przekroczył wszelkie granice mówiąc, że wyjedzie do Anglii, nawet jeśli nie otrzyma na to zgody od klubu.

Do ekipy „Srok” Ben Arfa przeniósł się w sierpniu 2010 roku na zasadzie rocznego wypożyczenia z opcją wykupu za 8 milionów euro. Jak prezentował się w nowym zespole? Pomimo wielu nieudanych występów spowodowanych odmiennym stylem gry na angielskich boiskach, zawodnik miał przebłyski geniuszu, o czym mówił jego szkoleniowiec, Alan Pardew.

- Ten facet jest nadzwyczajny. Nie chcę, aby fani zaczęli myśleć, że nie uważam go za dobrego piłkarza. On jest po prostu wyjątkowy - powiedział Pardew, pomimo tego, że nie stawiał na niego zbyt często.

Problemem Hatema był fakt, że notował sporo kontuzji, w tym złamanie kości piszczelowej, które wyeliminowało go z gry na dziewięć miesięcy. Francuski gwiazdor reprezentacji Francji, Hatem Ben Arfa, nadal był pewny swoich umiejętności przyznając w 2012 roku, że gdyby nie jego wysoka podatność na kontuzje, to prezentowałby podobny poziom do Leo Messiego.

- Żałuję, że nie byłem dojrzały wcześniej, ponieważ dzisiaj bym grał o klasę lepiej. Być może byłbym dziś jak Leo Messi, ale ciągle mam czas, więc go dogonię - stwierdził wówczas 25-latek. Wtedy, grając w angielskim średniaku, nie bał się odważnie twierdzić, że jego celem pozostaje Złota Piłka. - Widzę teraz swoje ambicje tak jak na początku, chcę stać się jednym z najlepszych. Ale zobaczymy, co będzie po trzech czy czterech latach. Widzę siebie wtedy na szczycie, wygrywającego na przykład mistrzostwa świata w Brazylii albo zdobywającego Złotą Piłkę, ponieważ ciągle mam wiele marzeń. 

Powrót do Francji

Aspiracje zawodnika szybko zostały sprowadzone na ziemię, gdy Alan Pardew miał coraz większe pretensje do swojego piłkarza za bezbarwne występy. Ben Arfa został nawet w pewnym momencie przesunięty do zespołu U-21, a we wrześniu 2014 roku wypożyczony do Hull City. W nowych barwach wystąpił w zaledwie ośmiu meczach, ani razu nie trafiając do siatki przeciwnika. Gdy Hatem miał nadzieję na zmianę klubu zimą oraz wyrwanie się z Anglii, nie pozwoliła mu na to FIFA. Okazało się, że zawodnik w jednym sezonie może występować maksymalnie w dwóch zespołach. Wstępna umowa podpisana z Niceą musiała być zerwana do rozpoczęcia zimowego okienka, tym samym Ben Arfa miał ponad półroczną przerwę z futbolem. 

Świat się wtedy dla niego zawalił. Jak sam przyznał, na początku uznał decyzję organizacji za okropną, lecz po czasie zrozumiał, że była dla niego błogosławieństwem. Zamiast gry zdecydował się na powrót w rodzinne strony. 

- Wróciłem do Tunisu, gdzie dorastałem. To było dla mnie ważne. Znów mogłem spotkać się z przyjaciółmi z dzieciństwa. W Tunezji zapomniałem, że jestem piłkarzem. Żyłem innym życiem, odwiedzałem kawiarnie. Na nowo odkryłem zapomniane obrazy i uczucia - mówił w jednym z wywiadów. Wydawało się, że Ben Arfa wreszcie swoje przemyślał i zrozumiał, dlaczego w poprzednich klubach nie potrafił zrobić kariery. Po przerwie był więc czas na wyciągnięcie wniosków oraz niepopełnienie błędów z przeszłości. 

W czerwcu mógł podpisać wyczekiwaną umowę z Niceą. A na francuskie boiska powrócił w najlepszym możliwym stylu, w 21 występach zdobywając 10 bramek oraz notując dwie asysty. I co prawda, jego gra nie wyglądała przez cały sezon fantastycznie, ale okazał się czołową postacią Ligue 1. A to od razu rozpoczęło falę spekulacji, czy znajdzie się dla pomocnika miejsce w reprezentacji na rozgrywane we Francji mistrzostwa Europy w 2016 roku. Na prawdopodobnie najważniejszy turniej w jego życiu (ominęły go Euro 2008 i mundial w 2010, grał za to podczas turnieju rozgrywanego w Polce i na Ukrainie) nie dostał powołania od Didiera Deschampsa, ale i tak mógł być zadowolony. Bowiem trzy lata temu podpisał kontrakt swojego życia z Paris Saint Germain.

 

 

Ben Arfa miał być wzmocnieniem paryżan, jednak po pewnym czasie został odsunięty od składu. Unai Emery, ówczesny trener klubu, nie widział w nim nawet piłkarza szerokiej kadry. Pomimo tego, że jego kontrakt wygasł 30 czerwca 2018 roku, Ben Arfa ostatnie spotkanie dla mistrza Francji rozegrał... 5 kwietnia 2017 roku. Piłkarz od tamtego czasu był zły na to, jak został potraktowany przez PSG, na tyle, że złożył pozew do sądu. 32-latek domaga się rekompensaty w wysokości siedmiu milionów euro, a decyzja ma zostać podjęta 16 grudnia bieżącego roku. 

- Wszyscy byli zaskoczeni, że nie gram, włączając w to Neymara, ponieważ prezentowałem się dobrze na treningach - tak Ben Arfa odpowiadał zarzutom prawnika klubu podczas ostatniego zebrania w sądzie, który stwierdził, że klub nie musi się tłumaczyć z tego, dlaczego nie wybrało do składu danego piłkarza. A powód mógł być prosty, bowiem Francuz miał drwić z Emery’ego po słynnym odpadnięciu  PSG z Ligi Mistrzów w dwumeczu z Barceloną, a także z prób mówienia po francusku przez hiszpańskiego szkoleniowca. Oberwało się nie tylko trenerowi ówczesnych wicemistrzów Francji, ale i prezydentowi klubu. W kwietniu 2017 roku Ben Arfa miał zażartować sobie z Nassera Al-Khelaifiego i do emira Kataru, Hamada bin Khalifa Al Thaniego, powiedział, że łatwiej jest się mu z nim dogadać, niż z Al-Khelaifim. Prezydent klubu usłyszał wypowiedź swojego zawodnika i podobno miał obiecać, że ten już nigdy nie otrzyma szansy gry w PSG.

Co dalej? 

Hatem Ben Arfa grał w kilku klubach i chyba z żadnym z nich nie rozstał się w pokojowych stosunkach. 2 września 2018 roku związał się ze Stade Rennes, w którym funkcję szkoleniowca pełnił Sabri Lamouchi. Po raz któryś sądziliśmy, że zawodnik skupi się tylko i wyłącznie na jak najlepszych występach na boisku i udowodnieniu swojego wielkiego talentu. Znowu musieliśmy się rozczarować. Pomocnik był stopniowo wprowadzany do zespołu, a to nie podobało się piłkarzowi, który w grudniu doniósł na szkoleniowca prezydentowi klubu. Niezadowolony ze swojej pozycji w drużynie poskarżył się Olivierowi Letangowi, obwiniając trenera za dokonywanie złych wyborów. Lamouchi ostatecznie wyleciał ze stanowiska, a w jego miejsce przyszedł Julien Stephan, syn obecnego asystenta Didiera Deschampsa w reprezentacji.

Szkoleniowiec szybko wyprowadził drużynę z dołka i w kluczowych meczach fazy grupowej Ligi Europy potrafił wywalczyć awans do kolejnej rundy. Zmagania w tych rozgrywkach czerwono-czarni zakończyli w 1/8 finału prezentując się z bardzo dobrej strony w dwumeczu z Arsenalem. Na krajowym podwórku spisywali się jednak dość przeciętnie, ale nastroje uratowało zdobycie pierwszego od 48 lat trofeum po zwycięstwie nad Paris Saint-Germain w finale Pucharu Francji. Tego zwycięstwa z pewnością nie byłoby, gdyby nie 32-letni pomocnik, absolutnie kluczowa postać w grze bretańczyków. Stephan oparł drużynę na zawodniku, który w 41 spotkaniach zdobył dziewięć bramek oraz zanotował sześć asyst. To opłaciło mu się, bo gdyby nie Francuz to Rennes nie mogło myśleć o drugim z rzędu awansie do europejskich pucharów. Choć znowu nie obyło się bez spięć. Po jednym z meczów piłkarz otwarcie wytknął trenerowi, że ten nie potrafi podjąć ryzyka i wpuścić kolejnego ofensywnego zawodnika na boisko przy niekorzystnym wyniku. Po zakończeniu sezonu nie zdecydował się na przedłużenie wygasającego kontraktu i został wolnym graczem. 

 

 

 

- Hatem Ben Arfa reprezentuje wszystko, czego nie lubię w piłce nożnej. Talent tego zawodnika byłby użyteczny, gdyby mógł go wykorzystać na rzecz kolektywu i gry całej drużyny. Od momentu, w którym nie wiedział, jak to zrobić, jego kariera szybko przystopowała. Z pewnością jest bardzo szczęśliwy, zarabiając na życie grając w piłkę, ale nie zrobił kariery, na którą zasługiwałby. (...) Dlaczego dzisiaj któryś klub miałby sięgnąć po tego zawodnika? Gdy to zrobisz jesteś zmuszony dostosować do niego całą swoją kadrę. Czy warto? Potrzebujesz facetów, którzy grają dla niego przez cały sezon, a jeśli coś mu nie będzie odpowiadać to publicznie skrytykuje swojego trenera... - w ostrych słowach skomentował postawę zawodnika Christophe Dugarry, mistrz świata z 1998 roku, a obecnie ekspert RMC Sport.

Czy Hatem Ben Arfa powinien wycisnąć więcej ze swojej kariery? Zdecydowanie tak. 32-latek obecnie jest bez klubu, więc może w każdej chwili dołączyć do nowej drużyny. W ostatnich tygodniach przewijało się jego nazwisko w kontekście dołączenia do FC Nantes albo powrót do Nicei. Rozmowy z klubem Waldemara Kity zakończyły się fiaskiem, a „Soccerlink” donosił nawet, że piłkarz jest bliski podpisania kontraktu z... Nimes Olympique. Latem z kolei zawodnik mógł liczyć na zainteresowanie Sevilli oraz Betisu. 

Pytamy więc: na co czeka Hatem Ben Arfa? Bo chyba nie na ofertę z jednych z najlepszych europejskich ekip. Do nich piłkarz definitywnie już zamknął sobie drzwi. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się