var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: slaskwroclaw.pl - Krystyna Pączkowska

Trawa jest zielona, woda mokra, a Sobociński zawala łodzianom mecz. ŁKS 0:1 Śląsk

Autor: Mariusz Bielski
2019-11-08 21:06:35

W złych wynikach ŁKS-u w tym sezonie oczywiście nie ma przypadku. Gdy coś dzieje się z taką regularnością, nie może być o nim mowy. A pech? Z Piastem na przykład Rozwandowicz zmarnował karnego, a potem Rycerze Wiosny przegrali 0:1 po samobóju Bogusza. Dzisiejsze starcie ze Śląskiem może nie miało identycznego przebiegu, lecz gospodarze znów polegli po ciosie od własnego zawodnika.

Tym razem antybohaterem został Sobociński. Niby nic nowego, ale błędy przy wyprowadzaniu piłki czy niecelne zgrania mają się nijak do tego, co zrobił tym razem. Lewą flanką pomknął Płacheta, wyszedł na pozycję i próbował dograć futbolówkę do Erika Exposito. Wykończenie było idealne, lecz to nie Hiszpan z powietrza efektownie pokonał Malarza, lecz jego dużo młodszy partner. Vitezslav Lavicka narzekał w ostatnim czasie na dyspozycję napastnika oraz jego entuzjazm – a może wystarczyłoby go posłać na korepetycje do Janka? Inna sprawa, że w tej sytuacji nie popisał się także Juraszek, którego skrzydłowy Śląska odstawił niczym Ferrari starego Fiata.

W ogóle można napisać, że najgroźniejsze akcje Wojskowi kreowali sobie przy udziale zawodników gospodarzy. Druga sytuacja – w zasadzie powinna być zabójcza – jest bowiem efektem skrajnej nieodpowiedzialności Kalinkowskiego. Pomocnik planował podanie do lewej strony, lecz posłał nie w tempo, do tego niecelnie. Za chwilę piłkę przechwycił Pich, wystawił ją Exposito i… Łatwo się domyślić, że skoro finiszował były zawodnik Las Palmas, to kicha z tego wyszła. Chociaż Cholewiak, który zastąpił Erika też nie był lepszy, gdy najpierw z łatwością obiegł Klimczaka, by później zawahać się i w sytuacji 1 na 1 trafić wprost w Malarza. A miał przecież tyle czasu i miejsca, że mógłby jeszcze zapytać golkipera gdzie chce dostać drugą sztukę.

Dziwiło tylko, iż Śląsk mocniej nie poszedł za ciosem. Skoro świetnie neutralizowali większość atutów przeciwników, to odważniejsze ruszenie do ataku też byłoby wskazane. Podopieczni Lavicki za punkt honoru obrali sobie jednak przeszkadzanie przeciwnikom i oddajmy Czechowi oraz piłkarzom, że doskonale się do tego spotkania przygotowali.

Typowa sytuacja, kiedy futbolówka trafiała do Ramireza, wyglądała mniej więcej tak:

 

 

Tak samo z Trąbką – wrocławianie wiedzą, iż stać go na nieszablonowe podanie, zwłaszcza kiedy nieopodal znajdują się jego kumple, więc Łabojko i Mączyński nie spuszczali go z oka. Nawet Srnić nie miał zbyt wiele czasu, aby spokojnie rozprowadzić akcję od tyłu, ponieważ pressing zakładany na środkowych pomocnikach ŁKS-u uniemożliwiał im dokładne rozgrywanie. Z kolei asekuracja boków sprawiła, iż nie pohasał po nich ani Pyrdoł, ani Klimczak.

I może nie był to „typowy mecz walki”, ponieważ takowe od dłuższego czasu praktycznie nie przytrafiają, aczkolwiek jego ogólny scenariusz został ustalony właśnie w środkowej strefie. Śląsk nie postawił autobusu, lecz i tak miał defensywną kontrolę. Dużo mówi w tym względzie statystyka strzałów – 7 do 13 ogólnie, a zaledwie 3 do 1 w celnych. Nawet Ramirez, który zazwyczaj nie boi się bombardować rywali, dzisiaj nie podejmował prób. Za to ile zaliczył strat po niecelnych podaniach – reeeeety, do tylu to my nawet liczyć nie potrafimy! A jakby tego było mało, Dani przegrał również dwa kluczowe pojedynki z Wojciechem Gollą, po których znalazłby się praktycznie sam na sam z Putnockym.

Desperację Kazimierza Moskala względem ofensywnych poczynań ŁKS-u najlepiej podsumowuje fakt, że w drugiej połowie do boju posłał Jewhena Radionowa. Nic do niego nie mamy, wręcz przeciwnie, szanujemy bardzo, ponieważ dzięki wyciągnięciu drużyny z III ligi oraz zdobyciu wielu ważnych goli w II stał się wręcz żywą legendą klubu i ulubieńcem trybun. Kiedy wchodził, cała trybuna śpiewała „Żenia goool”. No ale nie oszukujmy się, umiejętnościami Ukrainiec od Ekstraklasy odstaje wyraźnie i poza zbyt lekkim strzałem głową w ostatnich sekundach nie wniósł do gry nic interesującego. Chyba, że liczymy jeszcze tę awanturkę z samej końcówki...

W taki sposób to sobie łodzianie raczej utrzymania nie zapewnią.

ŁKS Łódź 0:1 Śląsk Wrocław (0:0)

Sobociński 13’ (sam.) (asysta Płacheta)

ŁKS: Malarz (5) – Grzesik (4), Juraszek (3), Sobociński (2), Klimczak (4) – Srnić (4), Kalinkowski (3) (46’ Piątek – 4), Trąbka (4) – Pyrdoł (3) (67’ Pirulo - 4), Ramirez (4), Kujawa (3) (72’ Radionow bez oceny)

Śląsk: Putnocky (5) – Broź (6), Golla (6), Puerto (5), Stiglec (5) – Mączyński (5), Łabojko (5), Chrapek (5) (90’ Gąska bez oceny) – Pich (6), Płacheta (6) (82’ Samiec-Talar bez oceny), Exposito (3) (60’ Cholewiak 4)

Sędzia: Krzysztof Jakubik

Nota: 7

Żółte kartki: Sobociński, Malarz, Trąbka – Łabojko, Putnocky, Mączyński

Piłkarz meczu: Wojciech Golla

Widzów: 5160


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się