var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Van Dijk, Messi, Salah. In that order

Autor: Mariusz Bielski
2019-11-28 20:05:35

Całkiem niedawno byłem na weselu, na którym zgadałem się z podobnym do mnie futbolowym zapaleńcem. Tematów przelecieliśmy mnóstwo, nie zawsze opinie były jednolite, ale w pewnej kwestii sobie przyklasnęliśmy – czyżbyśmy właśnie wchodzili w epokę, gdy plebiscyt Złotej Piłki znów staje się ciekawy?

Na kilka dni przed wręczeniem nagrody widzę jednak, że obaj byliśmy niezłymi naiwniakami.

A to z powodu informacji, które kilka dni temu puściło w świat Mundo Deportivo:

 

 

Ba, o potencjalnym zwycięstwie Messiego wie też klub, który w jakiś specjalny sposób się do tego przygotowuje. Cóż, spoiler jest słaby, chociaż sam wynik też wzbudza we mnie pewne wątpliwości. Pomimo faktu, że od dzieciaka kibicuję Barcelonie, a Leo uważam za bezwzględnie najlepszego zawodnika w historii futbolu. Ale czy to jest jeden z jego najlepszych momentów w tej historii?

Na pewno jest to etap trudniejszy. Za Guardioli na przykład, czy nieco później, gdy Blaugranę prowadził Tito Vilanova, Argentyńczyk robił za przysłowiową wisienkę na torcie. Drużyna Valverde w niczym nie przypomina tamtej przepotężnej ekipy. Patrzysz na nią i nie myślisz: „ale to pyszne!” Raczej patrzysz i widzisz zakalec. Też z wisienką na górze, co raczej sprawia wrażenie groteski.

Jest więc w dzisiejszym postrzeganiu Messiego coś, przez co ludzie zaczynają go uznawać za mitycznego Atlasa – z całym bordowo-granatowym światem na swych barkach. No i ładuje kolejne gole jak szalony, szczególnie w Primera División, gdzie Quique Setien potrafi prosić go, by grał do sześćdziesiątki, a inni trenerzy na pytanie „Jak powstrzymać Leo” odpowiadają czarnym humorem: „Zastrzelić”. W Champions League też nie oszczędzał rywali aż do feralnego rewanżu z Liverpoolem.

Tu właśnie dochodzimy do sprawy, która zbyt mocno mi przeszkadza. Uważam bowiem, że Argentyńczyk zawiódł w kluczowych momentach najbardziej prestiżowych rozgrywek. Co przyszło jego ekipie z dwóch goli w pierwszym meczu, skoro na Anfield zniknął? Mało kto pamięta także o Copa America, gdzie Albicelestes polegli w półfinale z Brazylią, a ówczesny dorobek Leo zamknął się w 1 trafieniu w 5 spotkaniach – w fazie grupowej z Paragwajem. Dla mnie to zbyt duże rysy, aby przymykać na nie oko.

I niby zdaję sobie sprawę, że za sukcesy drużynowe przyznaje się inne nagrody – na przykład właśnie uszaty puchar – ale jednocześnie nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by kolejnego złotego balona nie miał wygrać członek bezwzględnie najlepszej drużyny bieżącego roku kalendarzowego.

Nie żebym twierdził, iż gole są przereklamowane. Broń Boże. Ale czy widzę niesprawiedliwość wynikającą z nierówności pozycji obsadzanych przez obu bohaterów tego tekstu? Owszem, ponieważ sądzę jednocześnie, że inny rodzaj boiskowej pracy jest wobec goli zbyt niedoceniany. One są oczywiście najbardziej efektowne, nie to co odbiory, przechwyty, czytanie gry, główki, asekuracja kumpli i tym podobne, nawet jeśli angielskie trybuny gorąco fetują każdy dynamiczny, skuteczny wślizg. Chciałbym jednak, aby wreszcie doceniono kogoś za bramki, które NIE padły. Dzięki temu wygrywa się mecze tak samo jak za sprawą pokonywania kolejnych golkiperów. 

Dlatego Złotą Piłkę najchętniej wręczyłbym van Dijkowi. Przekora przekorą, jednak wydaje mi się, że stoper wywarł na drużynę dużo większy wpływ niż napastnik.

W zawodniku Liverpoolu bowiem najbardziej zaimponowało mi coś, czego w zasadzie nie da się w żaden sposób zmierzyć. Ten gość sprawia, w jakiś nie do końca zrozumiały dla mnie sposób, że jego partnerzy nagle stają się dużo lepszymi piłkarzami. Najdobitniejszy przykład to chyba Dejan Lovren, który w erze przed van Dijkiem pasował do ambitnego projektu Kloppa niczym nutella do parówek, a nagle przestał regularnie robić z siebie pośmiewisko i nie popełnia wielkich baboli niczym przez lata. Joel Matip, który miewał blackouty, również zachowuje „ciągłość dostaw prądu”. Joe Gomez, kiedy swego czasu wdarł się do pierwszej jedenastki, czytał grę niczym weteran. A domyślam się, że i takiemu Fabinho lżej się gra, ze świadomością obecności Virgila za plecami. Czy aż korzystnie na pozostałych może wpływać kwestia komunikacji? To pierwsze przychodzi mi na myśl, ale jeśli tak, to tym niżej zdejmuję czapkę z głowy przed van Dijkiem.

Nie bez powodu tę monumentalną moc defensywną doceniano tak regularnie przez cały ostatni rok kalendarzowy. Zdobył puchar Ligi Mistrzów, został wybrany MVP finału, a potem najlepszym piłkarzem całych rozgrywek. W Premier League również zgarnął podobny tytuł za sezon 2018/19. Mało? Przez dłuuuuugi czas nikt nie potrafił go nawet przedryblować – od stycznia do końcówki listopada (w końcu zrobił do Pepe z Arsenalu). Nie dziwota, że z kimś takim w składzie Liverpool miał najlepszą defensywę w Premier League 2018/19, a w obecnym mniej bramek stracił tylko… Leicester City. To może jeszcze bilans meczów z ligi angielskiej w 2019 roku z Virgilem w składzie? Proszę bardzo: 25-5-1. Ten jedyny przegrany to pojedynek z Manchesterem City (1:2) z 3 stycznia. Kosmos. Do puli sukcesów z piłki klubowej dorzucam jeszcze to, że między innymi za sprawą VVD znacznie odrodziła się także reprezentacja Holandii, która w Lidze Narodów dotarła do finału.

Szczerze powiedziawszy nie wiem co więcej musiałby zrobić stoper, żeby w ramach podstaw swego rzemiosła bardziej zasłużyć na Złotą Piłkę. Tylko nie wyskakujcie z Ramosem i jego golami. Owszem, fajna sprawa, aczkolwiek z bazowych zadań środkowego obrońcy Holender mógłby udzielać Hiszpanowi korepetycji. Nie mylcie więc najbardziej bramkostrzelnego defensora z najlepszym.

Stawiam natomiast pytanie: jeśli nie teraz docenić obrońcę, to kiedy? Jeśli nie takiego stopera, to jakiego?

Nie mam pojęcia i chyba nie chcę poznawać odpowiedzi na te pytania, ponieważ wszelakie próby zdeprecjonowania van Dijka po TAKIM roku są/będą w moim mniemaniu oznaką szaleństwa lub hibernacji przez ostatnie kilkanaście miesięcy.

A zatem, parafrazując Garetha Bale’a, moje złotopiłkowe podium: van Dijk, Messi, Salah. In that order.

Szkoda, że świat znów zadecyduje raczej jakby głosował w plebiscycie popularności...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się