var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Jeden celny strzał Bidy to za mało. Beniaminek znowu pokonał białostoczan. Raków - Jagiellonia 2:1

Autor: Marcin Łopienski
2019-12-01 15:45:42

Przed niedzielnym spotkaniem Ireneusz Mamrot sporo mówił o pierwszy przegranym spotkaniu z Rakowem, o złym podejściu niektórych swoich zawodników do potyczki z beniaminkiem Ekstraklasy. Teraz miało był inaczej, ale wyszło w sumie podobnie. Jagiellonia w drugiej połowie była zagubiona niczym typowy Nowak podczas pierwszej wizyty w Nowym Yorku: nie radziła sobie z przeciwnikiem, popełniała absurdalne błędy w obronie, a jak w końcówce miała swoje sytuacje, to kapitalnie je zmarnowała.

Być może w ogóle nie wspominalibyśmy o tej skuteczności, gdyby nie kontuzja Patryka Klimali, który w ostatni czasie jest najlepszym strzelcem Jagiellonii. Napastnik białostoczan w tygodniu wypadł z treningów z powodu zapalenia ścięgna Achillesa i Ireneusz Mamrot musiał trochę pokombinować w składzie na niedzielny mecz w Bełchatowie. I o dziwo szkoleniowiec wymyślił sobie, że w ataku postawi na szybkiego i zwrotnego Bartosza Bidę, a nie na Ognjena Mudrinskiego.

W pierwszej połowie na trójkę wysokich i mało zwrotnych obrońców Rakowa przyniosło to wymierny skutek w postaci efektownej akcji Tarasa Romanczuka, Jesusa Imaza i wykończenia Bidy. Ten pierwszy odebrał piłkę przeciwnikowi, ten drugi dobrze odegrał do młodego Polaka, a finał znamy. Największym problemem Jagi było jednak to, że udało im się stworzyć zaledwie jedną taką sytuację. Do tego jeszcze uderzenie w słupek Tomasa Prikryla.

Jeszcze przed przerwą Raków nie zagroził poważnie defensywie gości, ale już wtedy wysyłał doraźne sygnały, które powinny być dla trenera Mamrota ostrzeżeniem. Opiekun Jagiellonii sprawiał wrażenie świadomego zagrożenia, próbował temu zapobiegać, stąd wprowadzanie na boisko Zorana Arsenicia za Juana Camarę, ale obrońca ustawiony w środku pomocy wprowadził jeszcze więcej zamieszania.

Jagiellonia od 60. minuty wyglądała jak zespół przestraszony siłą rażenia przeciwnika, a potwierdziły to decyzje szkoleniowca, którego zespół wyraźnie cofnął się i liczył na bronienie wyniku. Bardzo szybko ten plan legł w gruzach, bo wprowadzony w 64. minucie Daniel Bartl dośrodkował w pole karne, a Jakub Wójcicki zamiast na piłkę patrzył na Koleva i futbolówka po trafieniu w jego plecy wleciała do bramki.

Kolejne minuty to dalsze ataki gospodarzy i momentami bezradna obrona Jagiellonii, którą ratował Grzegorz Sandomierski. W 72. minucie bramkarz białostoczan wybronił niesamowitą sytuację, kiedy wygrał pojedynek z Bartlem, kwadrans później odbił jeszcze mocne uderzenie Szczepańskiego i mało brakowało, a Polak zostałby bohaterem swojej drużyny. Gdyby nie ostatnia akcja tego meczu, w której totalnie nie popisał się Bartosz Kwiecień, który podał piłkę przeciwnikowi, a ten wyprowadził błyskawiczny kontratak i zamienił niepozorną sytuację na bramkę.

Zresztą poniżej macie to bardzo ładnie przedstawione:

 

 

Można w tym momencie mieć ogromne pretensje do Kwietnia, można zarzucić Wójcickiego odpuszczenie Musiolika, który minął zmęczonego już Polaka niczym pachołek, ale Jagiellonia najwięcej pretensji powinna mieć do piłkarzy ofensywnych.

Tak jak pisaliśmy wcześniej, zespół trenera Mamrota chciał w tym spotkaniu zaskoczyć rosłych, silnych i mocno statycznych środkowych obrońców Rakowa szybkimi skrzydłowymi oraz Imazem i Bidą, wymieniających się pozycjami i grającymi szybko, na jeden kontakt. Problem w tym, że okazji do takich popisów białostoczanie mieli bardzo mało, a wprowadzony w drugiej połowie Ognjen Mudrinski do spółki z Imazem właściwie pogrzebali swoją drużynę. Napastnik Jagi nie wykorzystał dwóch znakomitych sytuacji, w tym jednej po bardzo dobrym pressingu i podaniu Romanczuka. Hiszpan natomiast po ładnym prostopadłym podaniu Wójcickiego trafił w słupek.

Oczywiście, można teraz gdybać, co by było gdyby piłkarze Mamrota wykorzystali wspomniane sytuacje, ale po tym meczu nie kupimy kolejnych tłumaczeń o braku szczęścia. Dzisiejsza porażka Jagiellonii to wypadkowa złych decyzji szkoleniowca i jego piłkarzy, którym w konkretnych momentach zabrakło po prostu koncentracji.

Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 2:1 (0:1)

0:1 – Bida 28’ asysta Imaz
1:1 – Wójcicki (sam.) asysta Bartl
2:1 – Musiolik 90’ asysta Babenko

Raków: Szumski (5) – Jach (6), Azemović (4) (64’ Bartl – 6), Petrasek (5) – Piątkowski (5), Sapała (2), Schwarz (4), Malinowski (5) – Babenko (5), Kolew (5) (69’ Musiolik – 6), Szczepański (6) (87’ Skóraś – bez oceny).

Jagiellonia: Sandomierski (6) – Wójcicki (4), Runje (5), Kwiecień (3), Bodvarsson (2) – Romanczuk (6), Pospisil (4) – Prikryl (3) (77’ Mudrinski – 2), Bida (6) (90’ Wasilewski – bez oceny), Camara (3) (63’ Arsenić – 4) – Imaz (4).

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).

NOTA OD 2x45.info: 6.

Żółte kartki: Schwarz, Bartl - Bodvarsson

Widzów: 2 381.

Piłkarz meczu: Daniel Bartl.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się