var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Chęci wiślakom odmówić nie można było, ale gdańszczanie skutecznie zamurowali swoją bramkę. Wisła Kraków – Lechia 0:1

Autor: Paweł Łopienski
2019-12-01 21:00:18

Bezradność w wykończeniu sytuacji. Tak można skwitować dzisiejsze spotkanie w wykonaniu Wisły Kraków. Bo o ile „Biała Gwiazda” prezentowała się dziś naprawdę nieźle, tak Lechia Gdańsk skutecznie zamurowała swoją bramkę i utrzymała prowadzenie z pierwszej połowy. Postawa gospodarzy była lepsza niż w ostatnich tygodniach, ale podopieczni Artura Skowronka zanotowali dziesiąty mecz bez zwycięstwa, a bramki „z gry” nie zdobyli już od 483 minut.

Po obejrzeniu pierwszych dwóch kwadransów naprawdę zaczęliśmy zastanawiać się, która drużyna zajmuje aktualnie ostatnie miejsce w lidze. Gospodarze weszli w ten mecz nieźle, odważnie z przodu i szybko przejęli inicjatywę na połowie bezbarwnego jak dotąd przeciwnika. Problem w tym, że najczęściej brakowało tego ostatniego podania oraz wykończenia. Zlatan Alomerović nie miał wiele do roboty, bo aż cztery uderzenia wiślaków w pierwszej części zostały zablokowane przez defensorów zespołu z Trójmiasta. W efekcie tylko jeden strzał był celny, choć musimy pamiętać, że z dystansu próbował również Vullnet Basha.

Wiśle nie można było odmówić motywacji, ale czasem można było odnieść wrażenie, że gospodarze wyszli na ten mecz napakowani jak kabanosy. W negatywnym tych słów znaczeniu. To znaczy, „Biała Gwiazda” potrafiła dojść do pola karnego Lechii, ale często brakowało w decydującym momencie wyrachowania, spokoju i precyzji, co kończyło się tylko jednym wielkim westchnieniem rozczarowania kibiców zgromadzonych w niedzielny wieczór przy Reymonta. Podobnie było również po dwudziestu paru minutach, gdy groźnej kontuzji doznał Krzysztof Drzazga. Ze wstępnych diagnoz wynika, że piłkarz zerwał więzadła.

 

 

Lechia bardzo przypominała nam za to zespół Piotra Stokowca z poprzedniego sezonu. Niby nie na 100% swoich możliwości, niby bez takiego zaangażowania, jakiego byśmy oczekiwali, ale do bólu skuteczny. Gdańszczanie potrafili przeczekać ataki rywala, aby w nieoczekiwanym momencie wyjść z kontrą, która da im trafienie otwierające mecz. Gdy Wisła rozpędzała się, nabierała jeszcze większego tempa (za sprawą ataków rozprowadzanych między innymi przez Pawłowskiego i Błaszczykowskiego), wtedy przyjezdni wyprowadzili szybki cios w postaci trafienia Flavio Paixao. Wisła do tamtej pory prezentowała się całkiem nieźle i zasługiwała na otwarcie rezultatu, ale stadion zamarł, gdy Lechii udało się pokonać Michała Buchalika po oddaniu pierwszego celnego strzału w ich wykonaniu w tym meczu.

Na niekorzyść krakowskiego zespołu działała również statystyka: wiślacy ani razu w obecnym sezonie (na dziesięć prób) nie odrobili strat, gdy pierwsi stracili gole. I to potwierdziło się również w niedzielnej rywalizacji. Gospodarze po przerwie próbowali, naciskali, momentami nawet dominowali nad przeciwnikiem, ale nie potrafili oddać nawet jednego celnego strzału (a łącznie próbowali 19-krotnie). Nawet wtedy, gdy otrzymywali prezenty od gdańskiej defensywy, czyli sytuacji Jeana Carlosa Silvy, który z odległości dziesięciu metrów fatalnie spudłował.

Na skrzydle starał się Błaszczykowski, ale zauważalny był ten brak dynamiki sprzed czasów jego najlepszej formy. Tomasz Makowski dzielnie walczył z doświadczonym pomocnikiem i często nie dawał mu chwili oddechu. Reprezentant Polski kilkukrotnie dograł świetną piłkę w pole karne, ale tam zazwyczaj brakowało Pawła Brożka lub innego piłkarza „Białej Gwiazdy”. A jeśli udawało im się dojść do futbolówki, to Lechia stworzyła taki mur obronny, że co drugie lub trzecie uderzenie było po prostu blokowane przez Michała Nalepę i jego kolegów. Ostatecznie, rezultat utrzymał się i Wisła przegrała dziewiąte spotkanie z rzędu. Choć trzeba przyznać, że dziś wyglądało to naprawdę nieźle i obiecująco przed ostatnimi meczami w 2019 roku.

 

 

A Lechia mogła podwyższyć rezultat i zamknąć tę rywalizację na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Defensywa Wisły nadal pozostawiała sporo do życzenia, bowiem Maloca z Nalepą łatwo potrafili znaleźć się w polu karnym i oddać strzał głową. Na szczęście wiślaków, robili to najczęściej niecelnie. A swoją sytuację miał Lukas Haraslin, który w sytuacji sam na sam przegrał rywalizację z Michałem Buchalikiem. Nie dało się jednak ukryć, że w drugiej połowie podopieczni Piotra Stokowca skupili się na opóźnianiu gry i strzeleniu drugiego gola przez stałe fragmenty gry oraz wrzutki z bocznych stref boiska. Szkoleniowiec może być jednak zadowolony z tego, że jego drużyna zanotowała pierwsze czyste konto od 21 września i wygranej nad Koroną Kielce.

Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)
0:1 Paixao 31’ asysta Peszko

Wisła: Buchalik (6) – Janicki (4), Sadlok (3), Klemenz (4), Burliga (5) – Mak (3)(71’ Silva – bez oceny), Basha (5), Pawłowski (5)(76’ Buksa – bez oceny), Błaszczykowski (5) – Drzazga (5)(29’ Chuca – 5), Brożek (3).

Lechia: Alomerović (5) – Fila (6), Nalepa (7), Maloca (6), Makowski (6) – Łukasik (5), Gajos (4) – Peszko (5)(77’ Arak – bez oceny), Wolski (6)(69’ Sobiech – 5), Haraslin (3) – Paixao (6).

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
NOTA: 6.

Widzów: 10 089.

Żółte kartki: Burliga – Peszko, Nalepa, Haraslin.

Piłkarz meczu: Michał Nalepa.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się