var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega

Mikołajek jeszcze nie ma, a niektórzy upominki już rozdali! Legia II 0:2 Piast

Autor: Mariusz Bielski
2019-12-03 20:11:29

Wyobrażacie sobie coś takiego w jakiejś topowej lidze? Powiedzmy Copa del Rey, a tam pierwszy zespół Barcelony – w konkretnym składzie – mierzący się z Castillą. Anihilacji może byśmy nie obejrzeli, ale z wynikiem i tak pewnie byłoby wesoło.

W Polsce natomiast takie przepaście malować można co najwyżej na papierze. Tak, jak dzisiaj pomiędzy Piastem a rezerwami Legii.

Być może wynikało to z faktu, że gliwiczanie nie grali na pełnej intensywności? Oni sami czy ich fani mogą się oburzać, aczkolwiek tak to właśnie wyglądało z perspektywy osób trzecich – luzik, kontrola środka pola i jak się nadarzy okazja (czyt. pojawi się jakaś dziura w murze obronnym), to spróbujemy coś rozkminić.

Tak, jak na przykład w 14. minucie. Naturalna rzecz, że niektórzy młodzi zawodnicy mogli być spięci, skoro naprzeciwko nim stanęli mistrzowie Polski. Zdenerwowany od samego początku na pewno był Mosór i objawiło się to w najgorszy sposób – przez kiks przy akcji bramkowej. Machnął się w powietrzu, a za chwilę Badia obrócił się na luzie przy Grudzińskim i umieścił piłkę w siatce. – Źle wybiłem futbolówkę, zachowałem się jak junior – bił się w pierś, nomen omen, 18-letni Czarek Miszta, który też miał swój negatywny udział w tej akcji. A skoro pierwsza bramka padła tak szybko, to otrzymujemy też drugi powód, dla którego ekipa Waldemara Fornalika później nie forsowała tempa.

Wynik spotkania też ustanowił Hiszpan, choć tym razem w zacznie łatwiejszy sposób, bo z rzutu karnego. Precyzyjnie, technicznie, mocno – Miszta nie miał szans na skuteczną interwencję, został zresztą zmylony. Nie zadośćuczynił zatem swoim kolegom, ponieważ to on był również tym, który jedenastkę wywołał.

W ten sposób poznał też jak szybko można stracić status bohatera. Dwadzieścia minut wcześniej bowiem też mierzył się z Badią przy okazji rzutu karnego i – jak czas pokazał – odebrał mu hattricka. I za tę interwencję nic, tylko bić brawa, ponieważ była pewna oraz całkiem efektowna.

Już na tej podstawie da się zauważyć dwie prawidłowości. Wszystkie najgroźniejsze sytuacje tak naprawdę wynikały z wielbłądów legionistów. Faul bramkarza i zagranie ręką przy karnym, nietrafienie w piłkę przy otwierającym golu, a zobaczyliśmy przecież też kilka innych sytuacji sprezentowanych przez gospodarzy. Już po półgodzinie gry powinno być 2:0, gdy po dośrodkowaniu Hateleya główkował Aquino. „Modelowy przykład krycia na radar” – jak to nazwał Tomasz Smokowski. Pewnie gdyby był w rytmie, lepiej by przyłożył dyńkę, a tak wyszło jak wyszło. 

Jeszcze innym razem zaś z prezentu nie skorzystał Milewski. Tym razem główną rolę sabotażysty odgrywał Ivan Obradobić, czyli pół człowiek, pół yeti. Tak tak, Serb naprawdę istnieje! To on podał piłkę wprost pod nogi Tuszyńskiego we własnym polu karnym. Na szczęście gospodarzy obramowanie bramki uratowało Misztę. Inna sprawa, że Milewski łatwiutko urywający się Serbowi to był dość powszechny widok. Jeżeli ktoś się dziwił dlaczego jeszcze nie dostał żadnej szansy w pierwszym składzie, to dzisiaj się przekonał. Szczerze powiedziawszy Obradović nie wyglądał na kogoś, komu w ogóle chce się grać.

Do tego dorzucimy jeszcze akcję, po której futbolówka odskoczyła Felixowi, kolejną bombę Milewskiego panu Bogu w okno, kiepski finisz Steczyka, kiedy akurat odnalazł się niekryty w szesnastce… Zbieramy to wszystko do kupy i mamy drugie ze wspomnianych prawideł – wynik powinien być znacznie wyższy.

A tak, cóż, wyszedł mecz bez większej historii. Pograło paru gliwickich ławkowiczów (Mokwa, Pietrowski), Aquino się rozbiegał, Obradović zażenował, Philipps się pożegnał, a młodziaki z Warszawy sprawdziły swoje siły na tle ekstraklasowiczów. Efekt? Taki sobie, w pierwszej części starcia Piast miał 70% posiadania piłki, ogółem w meczu 63% i w każdej innej statystyce przodował.

Trudno nie było odnieść wrażenia, że gospodarzy ponosiły gorące, niedoświadczone głowy. Zagrożenia nie stwarzali praktycznie żadnego, a jak już strzelali, to w nieprzygotowany sposób. Ale też nie czepiajmy się ich zbytnio, skoro po boisku momentami biegali zawodnicy z rocznika 2003. Trzeba mieć do nich cierpliwość i w sumie pogratulować, że i tak daleko zaszli.

Legia II 0:2 Piast Gliwice
0:1 Badia 15’
0:2 Badia 74’ (rzut karny)

Legia II: Miszta – Grudziński, Mosór, Philipps, Obradović – Łakomy (66’ Wełniak), Pruchnik, Waniek – Cichocki (85’ Niski), Orlik (73’ Cielemęcki), Rosołek

Piast: Szmatuła – Mokwa, Huk, Malarczyk, Holubek – Pietrowski, Hateley, Badia (88’ Konczkowski), Milewski (75’ Steczyk) – Aquino (63’ Felix), Tuszyński

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się