var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Przyjechali, zagrali, awansowali. Górnik Łęczna 0:2 Legia

Autor: Andrzej Cała
2019-12-03 23:00:03

Legia po czterech latach wróciła do Łęcznej, by rozegrać mecz z miejscowym Górnikiem. Powodem nie była jednak tym razem rywalizacja ligowa, tylko druga w historii potyczka tych ekip w Pucharze Polski.

Aleksandar Vuković skorzystał z możliwości, jakie daje mu szeroka kadra i mocno namieszał w składzie, wystawiając na mecz w Łęcznej aż sześciu zawodników spoza pierwszej jedenastki, która w sobotę zlała Koronę 4:0. Dla Górnika Łęczna, wicelidera II ligi, było to z kolei spotkanie zamykające całkiem udaną jesień, więc trener Kamil Kiereś posłał w bój wszystkich dostępnych asów. W mroźny grudniowy wieczór gospodarze nic nie musieli, a Legia wprost przeciwnie, miało sporo do stracenia.

Wydawać się mogło, że “Wojskowi”, którzy od jakiegoś czasu prezentują się naprawdę dobrze, strzelają dużo goli, będą chcieli jak najszybciej zamknąć mecz. No i Legia przewagę miała, wyraźnie górowała nad zawodnikami Górnika umiejętnościami, wyszkoleniem, tylko nie przekładało się to na nic konkretnego. Ambicja i determinacja gospodarzy sprawiły, że pierwszy strzał na ich bramkę, niezbyt groźny, oddał w 17. minucie strzałem z dystansu Karbownik. Łęcznianie sami praktycznie nic nie kreowali, ale długo udawało im się skutecznie wybijać faworytów z rytmu.

W 32. minucie Gwilia zmarnował doskonałą okazję, uderzając z dziesiątego metra wysoko nad poprzeczką po akcji Wszołka. Była to pierwsza tak groźna akcja gości. Już minutę później ponownie akcja duetu Wszołek - Gwilia i strzał Gruzina o centymetry minął bramkę gospodarzy. Z kolei w 36. minucie kuriozalne zamieszanie o mało nie przyniosło gola autorstwa Wszołka bądź bramki samobójczej, ale Górnikowi i tym razem nie zabrakło szczęścia. Nie mogło ono jednak trwać wiecznie - w 40. minucie Gwilia w końcu, chociaż nie bez problemów, z dwóch metrów trafił siatki i zdobył jedynego gola w pierwszej połowie.

Legia już na samym początku drugiej połowy wyszła na dwubramkowe prowadzenie. José Kanté dosłownie zabawił się w polu karnym Górnika z obrońcami i bramkarzem II-ligowca, szybko zmazując niezbyt korzystne wrażenie, jakie pozostawił po sobie za pierwszą połowę. Dla Gwinejczyka było to trzecie trafienie w trzecim kolejnym meczu Pucharu Polski. 

Nieoczekiwanie po bramce na 0:2 spotkanie nabrało rumieńców, o tyle że gospodarze już niczego nie bronili i postanowili za wszelką cenę przynajmniej spróbować zdobyć honorowego gola, a Legia dzięki temu zyskała więcej miejsca na ataki. W efekcie oglądaliśmy ofensywne harce po obu stronach, co rusz kończone kolejnymi strzałami. Szczególnie ciekawa była kolejna próba Gwili, który jednym z uderzeń nieomal dokopał piłkę do Lublina. Wynik jednak już się nie zmienił.

Sensacji w Łęcznej nie było. Legia zrobiła swoje, chociaż momentami aż raziła nieskutecznością. Górnik zaś robił, co mógł, a że mógł i umiał niewiele, to skończyło się na 0:2, po meczu, o którym za kilka dni nikt już pamiętał nie będzie.

Górnik Łęczna - Legia Warszawa 0:2 
0:1 Gwilia 40’
0:2 Kanté 48’

Górnik: Kostrzewski - Orłowski, Paweł Baranowski, Midzierski, Leândro - Dawid Dzięgielewski (74' Lewandowski), Tymosiak (52' Banaszak), Korczakowski (73' Wójcik), Stromecki, Stasiak - Wojciechowski.

Legia: Cierzniak - Stolarski, Wieteska, Jędrzejczyk, Karbownik - Wszołek, Antolić, Martins, Gwilia (75' Praszelik), Luquinhas - Kanté


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się