var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Bez sukcesu międzynarodowego Lewandowski nie ma szans na TOP3 Złotej Piłki

Autor: Bartosz Adamski
2019-12-04 16:00:05

Dostaliśmy trochę obuchem po głowie. Sądziliśmy, że Lewandowski był w tym roku w ścisłej czołówce najlepszych piłkarzy grających w Europie. Myśleliśmy, że nie tylko dla nas jest gwiazdą, która zasłużyła na wyjątkowe docenienie. Tymczasem zajął ósme miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Ale mimo wszystko nie traktujmy tego jako "dopiero" ósmego miejsca.

Złota Piłka znów okazała się trofeum, które zgarnia się albo za niezwykłą wirtuozerię, albo za znakomite wyniki na arenie międzynarodowej. Nie zawsze jednak musi to iść w parze. Leo Messi jest tak wielkim piłkarskim bogiem, że jemu do wygrywania tej statuetki nie jest potrzebne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Indywidualnie był to jego kolejny wybitny sezon – zdobył tytuł króla strzelców La Liga, sięgnął po koronę także w Champions League. Był po prostu doskonały.

Za nim zaś uplasowali się Virgil van Dijk, czyli triumfator LM, oraz Cristiano Ronaldo – kolejny znakomity zawodnik, jeden z najlepszych w historii. TOP3 zatem nie dla Roberta Lewandowskiego. Ale o ile do lokaty Holendra nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń, o tyle nad pozycją Portugalczyka można podyskutować. Z najbardziej prestiżowych rozgrywek odpadł już w ćwierćfinale, indywidualnie błyszczał przede wszystkim w Serie A. Otwierała się zatem furtka dla innych zawodników, w tym Lewandowskiego, który notował lepsze statystyki od CR7. Niestety, kapitan naszej kadry obszedł się smakiem, ale i specjalnie nie rozpaczał, co pokazują wypowiedzi po gali.

 

 

"Lewy" z takimi dokonaniami musiał znaleźć się w czołowej dziesiątce Złotej Piłki. Ale trudno było wierzyć w to, że ponad 50 strzelonych goli w jednym roku, w tym nawet 10 trafień w obecnej edycji LM, przeważy triumf Liverpoolu czy renomę Messiego lub Ronaldo. Niestety, Lewandowski nie jest taką marką, by niezależnie od osiągnięć zespołowych, plasować się w czubie tej klasyfikacji. Nie może przesadnie dziwić, że przed nim znaleźli się też Sadio Mane, Mohamed Salah czy Alisson. 

Za to obecność na szóstym miejscu Kyliana Mbappe już zaskakuje. Ligue 1 to przecież rozgrywki jeszcze mniej poważane od Bundesligi, a mimo wszystko Francuz był w stanie prześcignąć "Lewego". Kolejne tak wysokie miejsce Mbappe traktuję jako namaszczenie do przejęcia schedy po erze Messiego i Ronaldo. Naprawdę trudno znaleźć mi bardziej sensowne wytłumaczenie. Akurat teraz nie zasłużył, by być wyżej od Lewandowskiego.

Liga niemiecka została tym samym obdarta ze złudzeń. Można strzelać w niej hurtowo, ładować po kilka sztuk Wolfsburgowi czy Borussii Dortmund, ale w skali światowej to niewiele znaczy. Podobnie jak cztery gole strzelone Crvenej Zvezdzie. W każdym razie nie na tyle, by Lewandowski był w stanie pod względem popularności wskoczyć choćby przed Mbappe. Bo na tym opiera się też ten plebiscyt. "Lewy" jest rozpoznawalny na świecie, ale nawet po liczbie obserwujących na Instagramie widać, kto jest bardziej znany – 20-letni Francuz ma ponad dwa razy więcej fanów na tym medium od napastnika Bayernu Monachium.

W świetle braku wymiernych sukcesów czy to klubowych, czy reprezentacyjnych generalnie powodów do narzekania na to 8. miejsce Polaka nie mamy. Jest wielką gwiazdą, obecna edycja to potwierdziła, ale do najlepszych z najlepszych wciąż mu trochę brakuje. Niemniej jednak takie zmartwienia są nawet dość przyjemne i godne docenienia, bo przecież jeszcze dziesięć lat temu emocjonowaliśmy się dziewiątym miejscem Artura Wichniarka w klasyfikacji strzelców Bundesligi...

Szansę do poprawienia tej lokaty Robert Lewandowski będzie miał za rok, a jego pozycja w światowej piłce będzie się zapewne ściśle wiązała z naszym wynikiem na Euro 2020. "Lewy" był już teraz namaszczany na kolejnego po Kazimierzu Deynie i Zbigniewie Bońku, który ma szansę na pierwszą trójkę w plebiscycie France Football. Ale Deynie i Bońkowi w takim osiągnięciu wydatnie pomogły srebrne medale na mistrzostwach świata, kolejno w 1974 i 1982 roku. Bez ogromnego sukcesu reprezentacyjnego, takie lokaty byłyby niemożliwe.

Tego też brakuje kapitanowi naszej kadry, by wpisać się do panteonu gwiazd. Przed nami Euro 2020. Nie jedziemy tam w roli faworyta, trudno nawet określać nas mianem czarnego konia. Na powtórzenie trzeciego miejsca na wielkim turnieju nie ma w zasadzie szans. Ba, po tym losowaniu za sukces uznane zostanie zagranie czwartego meczu na mistrzostwach. Ale jeśli Lewandowski wreszcie trafi z formą na ten czerwcowo-lipcowy turniej i na jego plecach przynajmniej powtórzymy wynik sprzed czterech lat, a do tego dołoży taką skuteczność w rozgrywkach klubowych jak teraz, wciągnie monachijski klub do finału Ligi Mistrzów, to wówczas będzie można go poważnie rozpatrywać w roli faworytów do podium Złotej Piłki.

Lewandowski ma zatem ogromną motywację. Sam wiedział, że teraz na arenie międzynarodowej nie osiągnął z Bayernem na tyle dużo, żeby wyczyny indywidualne mogły przykryć te braki. To dla niego pewnie już ostatni gwizdek na taki laur. Jest przecież obecnie najlepszym napastnikiem na świecie i miło byłoby, gdyby w końcu świat docenił to jakimś wyróżnieniem. A jeśli i w przypadku świetnego, obfitego w sukcesy przyszłego roku nie uda mu się załapać do TOP3, trzeba będzie faktycznie zmienić szyld tego plebiscytu na "Le Cabaret".


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się