var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Mandziara wraca na stołek prezesa. Okoliczności? Bardzo niejasne

Autor: Maciej Golec
2019-12-05 10:15:00

Gdy na początku czerwca Adam Mandziara złożył rezygnację z pełnienia funkcji prezesa Lechii Gdańsk, niektórzy na pewno odetchnęli z ulgą. Z kibicami bowiem nie było i nie jest mu po drodze – ci wielokrotnie domagali się jego odejścia, więc informacja o nowym rozdaniu mogła być dla niektórych nadzieją. Jak się okazało we wrześniu, a teraz już na dobre – złudną.

Sytuacja jest bardzo pokręcona, więc pozwolicie, że ułożymy wszystko chronologicznie, żeby czegoś przypadkiem nie pominąć. Z końcem czerwca Mandziara zdecydował się zakończyć swoją pięcioletnią przygodę w roli prezesa. Dlaczego? Żadnych informacji w komunikacie nie podano, więc pozostawało się domyślać. Naciski ze strony kibiców poskutkowały? Może względy rodzinne? Albo Lechia miała na tyle poważne problemy organizacyjno-finansowe, że potrzebne było nowe spojrzenie? Wróżenie z fusów nie jest naszą specjalnością, ale kurczę, z czystej ciekawości różne warianty można było rozważać. W końcu była to decyzja nagła, dość zaskakująca.

Zakładamy, że następcę znano już wcześniej, jednak dopiero 19 lipca oficjalnie podano do wiadomości, że stołek prezesa przypadnie dotychczasowemu wiceprezesowi – Januszowi Biesiadzie. Bezkrólewie panowało prawie 3 tygodnie, ale okej, skoro wszystko z formalnych kwestii było już wiadome, to chyba można było spać spokojnie?

My mogliśmy, ale nowy prezes najwyraźniej nie. 4 września taki oto komunikat pojawił się na oficjalnej stronie Lechii:

Pełniący funkcję Prezesa Zarządu, został w dniu 2 września 2019 r. decyzją Rady Nadzorczej czasowo zawieszony w swoich obowiązkach. Decyzja o zawieszeniu jest podyktowana między innymi złym stanem zdrowia i związaną z tym niemożliwością pełnienia obowiązków prezesa klubu sportowego.

W celu zachowania ciągłości pracy, członek Rady Nadzorczej Pan Adam Mandziara został oddelegowany do czasowego pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Klubu Lechia Gdańsk SA.

Władze Klubu Lechia Gdańsk SA życzą panu Januszowi Biesiadzie szybkiego powrotu do zdrowia.”

I nie byłoby w tym nic dziwnego i niepokojącego, gdyby nie to, że Biesiada dowiedział się o całej sprawie… z mediów, a konkretnie z rozmowy z dziennikarzem Radia Gdańsk. Zły stan zdrowia okazał się być „poważnie kontuzjowaną stopą” – jak napisał w swoim oświadczeniu… no właśnie, prezes czy nie prezes?

Zresztą, w skład tej samej Rady Nadzorczej, która zawiesiła Biesiadę, a miesiąc później odwołała go ze stanowiska (oczywiście nie podając żadnych przyczyn), wchodzi m.in. Adam Mandziara. Żeby było jeszcze bardziej śmieszno-strasznie, ostatnia z decyzji, o której de facto też dowiedział się z mediów, została podjęta po tym, jak tydzień wcześniej Biesiada został dyscyplinarnie zwolniony. Czyli wyrzucili go dwa razy, tak dla pewności, żeby nie było żadnych wątpliwości. Przynajmniej tak twierdził w rozmowie z PAP:

- Coś mi się w tej chronologii nie zgadza, bo z konkretnych dat wynika, że zostałem zwolniony z Lechii dwa razy. Od 7 sierpnia przebywam na zwolnieniu lekarskim, natomiast w miniony piątek 27 września dostarczono mi decyzję o zwolnienia z pracy i to w trybie dyscyplinarnym. Z kolei dzisiaj (4 października – przyp. red.) okazało się, że z funkcji prezesa zarządu klubu odwołała mnie Rada Nadzorcza – powiedział Biesiada.

Właściwie od początku obracaliśmy się w kręgu domysłów. 26 września Dusan Kuciak przedłużył kontrakt, a następnego dnia dyscyplinarka? Czy to może mieć jakiś związek? Radzie Nadzorczej mogła nie spodobać się polityka transferowa prezesa? 24 października zwolniony został dyrektor sportowy Janusz Melaniuk. Czy – znowu – sprawy są powiązane? Albo inaczej – w jaki sposób? Dwuzdaniowy komunikat klubu znowu pozostawił duże pole do dyskusji. Pytań mnóstwo, a odpowiedzi brak. Od razu przypomina nam się Wisła Kraków i droga internetowej transparentności dotycząca finansów, którą postanowili obrać właściciele Spółki Akcyjnej – może to byłoby dobre rozwiązanie, na które niekoniecznie trzeba czekać do momentu, kiedy, jak Biała Gwiazda, jest się przyciśniętym do muru przez sprawy życia i śmierci?

Zero informacji na temat Melaniuka, o sprawie Biesiady z kolei nie dość, że szczątkowo, to jeszcze niewiarygodnie. Tak jak w mediach padały wypowiedzi byłego prezesa, który zamierza się z Lechią sądzić za kuriozalne, jego zdaniem, uzasadnienie odwołania, tak druga strona milczy jak grób.

A nie, wybaczcie – we wtorek pojawił się komunikat, że decyzją Rady Nadzorczej Adam Mandziara wrócił na stołek prezesa. Wcześniej był tylko albo aż „pełniącym funkcję Prezesa Zarządu”. Właściwie to dlaczego trzeba było czekać dwa miesiące, by ogłosić kolejną zmianę? Brak przepływu informacji uderzający między oczy na każdym kroku jest idealną pożywką dla plotek, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z burdelem na tak wysokim szczeblu. W gestii wizerunkowej Lechii powinno być przecież jak najszybsze wyjaśnienie tej kwestii, a nie ograniczanie się do lakonicznych oświadczeń a’la ubiegłoroczna Wisła Kraków, czy tego typu zdań: „Z uwagi na pojawiające się informacje o przyczynach rozwiązania umowy o pracę z Panem Januszem Biesiadą, Rada Nadzorcza oświadcza, że nie będzie komentować tego typu doniesień medialnych, uznając je za wyłączną i wewnętrzną sprawę Spółki.” 

Jesteśmy nawet w stanie uwierzyć w to, że wszystko było zaplanowane. Dobrowolne odejście pozorujące przyznanie się do błędów, a potem powrót na białym koniu i przejęcie klubu od osoby zwolnionej dyscyplinarnie – czyli w domyśle niekompetentnej, nieodpowiedniej. Genialne oczyszczenie wizerunku, zagrywka pokerowa w stylu Wielkiego Szu. Tylko że jest jeden mały problem – ludzie z reguły mają IQ wyższe niż 50 i zdają sobie sprawę, że coś tu śmierdzi. Oczywiście niczego nie przesądzamy, jedynie głośno myślimy, bo co innego w tej sytuacji mamy zrobić? Klub nie daje nam żadnych wskazówek, o niczym konkretnym nie informuje, więc chyba tylko to nam pozostało. Niemniej zwiastunem lepszego jutra w Lechii sytuacja ta na pewno nie jest i dopóki czarno na białym pewne kwestie nie zostaną przedłożone – spokoju i zaufania względem władz próżno w Gdańsku szukać.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się