var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Tomaszewski: Nawałka zmarnował wspaniałe pokolenie. Coraz mniej nadziei dla Wisły Kraków. Mamrot: Czułem, że zostanę zwolniony

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2019-12-10 11:41:07

We wtorkowej prasie naprawdę jest co poczytać. Szczególnie polecamy rozmowy z Mariuszem Piekarskim i Ireneuszem Mamrotem oraz z Janem Tomaszewskim. Wybraliśmy 19 materiałów z sześciu źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Piekarski: Vuković wie na czym polega biznes piłkarski”

„Robert Błoński: Był pan zdziwiony, że Legia tak wysoko i w sumie dość łatwo pokonała lidera we Wrocławiu?

Mariusz Piekarski (menedżer piłkarski, były zawodnik m.in. Legii): Nie, bo wiedziałem, że w Śląsku nie wystąpią Broź, Chrapek i Mączyński – to ogromne osłabienia, tych zawodników trudno zastąpić, co było widać na boisku. Sądziłem, że Legia wygra różnicą jednej, dwóch bramek.

Widzi pan po drużynie rękę trenera Vukovicia?

Tak, widać pomysł szkoleniowca, jak ma grać drużyna. Wysoki pressing, szybki odbiór piłki i pełna kontrola nad spotkaniem. Ale widzę też uczciwość trenera wobec zawodników. Kto lepiej wygląda i pracuje na treningach, ten gra. Jarek Niezgoda strzelał gole w pięciu ostatnich meczach ligowych, ale mecz we Wrocławiu zaczął na ławce, bo Jose Kante lepiej spisał się z Koroną. To po jego wejściu na boisko Legia zaczęła strzelać gole. Wcześniej Jarek wykorzystał szansę, bo Gwinejczyk pauzował za kartki. Podoba mi się ta cecha u trenera Legii. Na pewno cenią ją także piłkarze. Trener zna klub, wie na czym polega biznes piłkarski – liczy się wynik, ale ważny jest również aspekt finansowy. Stąd w składzie coraz więcej młodych zawodników”.

Więcej TUTAJ

***

„Mamrot: Od pół roku czułem, że zostanę zwolniony”

„PIOTR WOŁOSIK: Już pan zgasił światło w Białymstoku?

IRENEUSZ MAMROT (były trener Jagiellonii Białystok): Nie do końca. W klubie załatwiłem formalności, ale mam jeszcze do zamknięcia sporo prywatnych spraw, a przede wszystkim pożegnać się z chłopakami, czyli drużyną.

Przyjeżdżając do Białegostoku, dwa i pół roku temu sądził pan, że pańska przygoda z Jagiellonią potrwa, jak na ekstraklasowe realia tak długo?

Musiałbym skłamać, gdybym panu potwierdził. Jasne, że nie spodziewałem się. Po siedmiu latach odchodząc z Chrobrego Głogów słyszałem od bliskich mi tam ludzi: Irek, zastanów się, bo za trzy miesiące będziesz bez klubu. I nie mówili tego złośliwie, a z troską, bo byli ludzie pozytywnie do mnie nastawieni. Nie czarujmy się, niewielu liczyło, że coś mi się uda. Obstawiali raczej szybkie pożegnanie. Podejmując pracę trenera nie ma sensu wyznaczać jej horyzontu. Trzeba brać pod uwagę rzeczywistość panującą w naszej ekstraklasie. Ostatnio karuzela z trenerskimi zmianami nieco zwolniła, choć musi to brzmieć dziwnie z ust człowieka, który właśnie został zwolniony (uśmiech). Ale mam satysfakcję, że w ponad stu meczach poprowadziłem Jagę, osiągając drugi wynik w historii klubu. Z tego się cieszę.

Drugi był pan ze swoją Jagiellonią już po pierwszym sezonie w ekstraklasie.

Ten srebrny medal mistrzostw Polski zawiozłem do domu w Trzebnicy. Mam taką gablotę w swoim pokoju, choć nie jest za mocno zapełniona (śmiech). Jednak mam w tej skromnej kolekcji kilka, ważnych dla mnie pamiątek. Medal o którym pan wspomniał, a także wyróżnienia z Chrobrego Głogów i jeszcze jeden srebrny krążek wywalczony z Jagą, chociaż akurat ten trochę mnie kłuje w oczy – za udział w tegorocznym finale Pucharu Polskim... Jak wiemy, przegranym. Wicemistrzostwo Polski, w pierwszym sezonie mojej pracy w ekstraklasie dało dużą frajdę, choć podszyta była ona niedosytem. Wiadomo, w sporcie mało kto lubi być drugi. Ale z perspektywy czasu uważam, że to był sukces”.

Więcej TUTAJ

***

„Coraz mniej nadziei dla Wisły Kraków”

„W ostatnich latach ekstraklasa przyzwyczaiła do bardzo wyrównanego poziomu, dzięki któremu każdy może wygrać z każdym, a w starciu ostatniego zespołu z liderem faworyt wcale nie musi być oczywisty. To sprawia, że bardzo rzadko zdarza się, by którykolwiek z zespołów wyraźnie odstawał od reszty stawki – czy to na plus, czy na minus. Walka o utrzymanie, jak i ta o mistrzostwo, zwykle toczy się do końca. Tegoroczna Wisła Kraków zaczyna więc być ewenementem w skali ligi. Piłkarze Białej Gwiazdy w Zabrzu przegrali już po raz dziesiąty z rzędu. Nie tylko śrubują w ten sposób klubowe rekordy, ale też powoli zbliżają się do wpisów w annałach ligi”.

Więcej TUTAJ

***

„Portugalski duet na wagę złota”

„Przez chmury zalegające od wielu tygodni nad Bułgarską w ostatnich dniach powoli zaczęło prześwitywać słońce, a nie byłoby to możliwe bez doskonałej postawy portugalskiego duetu. Kolejorz ma za sobą serię trzech ligowych wygranych meczów z rzędu i powoli rozpoczął wspinaczkę w górę tabeli, a z siedmiu goli strzelonych w tych spotkaniach tylko przy dwóch udziału nie mieli Tiba lub Amaral”.

Więcej TUTAJ

***

„W Cracovii każdy może zdobyć bramkę”

„W dwóch ostatnich meczach Cracovii przed własną publicznością do siatki trafiali zawodnicy, których nazwisk trybuny stadionu przy ulicy Kałuży nie miały jeszcze okazji wykrzyczeć. Wygraną nad Zagłębiem Lubin (2:0) zapewnili obrońcy David Jablonsky i Diego Ferraresso. W starciu z Rakowem Częstochowa (3:0) pierwsze bramki należały z kolei do Janusza Gola i Kamila Pestki. W zespole Pasów, w którym w poprzednich latach zawsze grał jeden z czołowych strzelców ligi, tym razem ciężar strzelania goli spoczywa na barkach wielu”.

Więcej TUTAJ

***

„Zmiennicy Śląska nadal bez ikry”

„Niedzielny mecz z Legią (0:3), podobnie jak niesławne odpadnięcie z Pucharu Polski z Widzewem (0:1) pokazuje, że Śląsk ma szeroką kadrę, ale nadal jest uzależniony od kilku zawodników i jeśli z jakiegoś powodu ci zaliczani do „kręgosłupa” nie grają, rodzą się problemy. Ani będący po długiej przerwie od piłki Filip Marković, który wszedł z Legią po przerwie, nie daje drużynie tyle co Michał Chrapek, ani grający w niedzielę od początku Diego Živulić nie jest w stanie godnie zastąpić Krzysztofa Mączyńskiego. Zresztą to piłkarz o innym profilu. Jeśli nie liczyć spotkania w Gliwicach, w którym Živulić wszedł w ostatniej minucie, Śląsk wygrał tylko jeden mecz, w którym ktokolwiek z dwójki Marković, Živulić pojawił się na boisku. Z bitą przez wszystkich Wisłą Kraków”.

Więcej TUTAJ

***

„Tajemnicza niedyspozycja Ricardinho”

„Wszystko miało się dziać w dniu meczu, już po przyjedzie Wisły Płock do Trójmiasta na spotkanie z Lechią Gdańsk (0:2). Brazylijczyk poczuł się na tyle źle, że zdecydowano się wezwać pogotowie. Karetka zabrała piłkarza do szpitala. 30-latek został przebadany, ale nawet wczoraj przedstawiciele Nafciarzy nie wiedzieli, co dolega ich zawodnikowi.

– Mogę potwierdzić, że Ricardinho faktycznie został zabrany do szpitala. Na razie jednak nie wiemy, co się stało. Jest on wnikliwie badany. Liczymy, że to nic poważnego i „Riki” szybko do nas wróci. Na razie nie znamy wyników – mówi dyrektor sportowy płockiego klubu Marek Jóźwiak”.

Więcej TUTAJ

***

„Nowy szef skautów Rakowa”

„Obaj panowie współpracowali ze sobą w Legionovii. To właśnie obecny szkoleniowiec częstochowskiego beniaminka ekstraklasy wprowadzał podwarszawski klub z trzeciej do drugiej ligi. Tomczyk był wtedy bliżej końca kariery. W Novii występował u Papszuna w latach 2011–14. Nigdy nie zagrał w ekstraklasie, w I lidze ma 79 występów, 5 goli i 3 asysty dla Motoru Lublin, Wisły Płock i Górnika Łęczna. Na boisku był bocznym obrońcą lub skrzydłowym”.

Więcej TUTAJ

***

„Obrońca trofeum na krawędzi”

„Ostatni raz zdobywca Pucharu Europy nie potrafił wyjść z grupy w następnych rozgrywkach w sezonie 2012/13. Wówczas Chelsea dała się wyprzedzić w tabeli Juventusowi Turyn i Szachtarowi Donieck, co kosztowało Roberto Di Matteo utratę pracy. We wtorek, gdyby podobna katastrofa spotkała Liverpool, nikt na Anfield nie pokazałby drzwi Jürgenowi Kloppowi, ale to na pewno nie oznacza, że Niemiec śpi spokojnie. Drużynie, która w tym sezonie zdominowała rozgrywki Premier League, zwyczajnie bowiem nie wypada odpaść z Champions League już w pierwszej połowie grudnia”.

Więcej TUTAJ

***

„Jeden punkt do szczęścia Napoli”

„Możliwa jest sytuacja, w której w grupie E trzy drużyny będą miały po 10 punktów i o kolejności zdecyduje bilans bezpośrednich meczów między nimi, ale Napoli nie grozi, że w takim przypadku odpadnie. W dwumeczach było lepsze i od Liverpoolu, i od Salzburga. Teraz remis z mistrzem Belgii da klubowi Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego kwalifikację do 1/8 finału.

„Da kwalifikację” to odpowiedni dobór słów, bo napisanie, że remis „zadowoli” kogokolwiek w Neapolu, byłoby nadużyciem. Azzurri grają ostatnio fatalnie, choć trener Carlo Ancelotti upatruje nadziei w drugiej połowie sobotniego meczu z Udinese (1:1), kiedy po golu Piotra Zielińskiego udało się odrobić straty i było blisko pierwszego od 23 października zwycięstwa Napoli w jakichkolwiek rozgrywkach”.

Więcej TUTAJ

***

„Mediolan miastem wielkiego biznesu”

„Wynik starcia z Interem nie ma dla Katalończyków znaczenia (są pewni pierwszego miejsca), dlatego Ernesto Valverde zdecydował się na rotacje. Drużyna do Mediolanu pojechała bez Leo Messiego, Gerarda Pique i Sergiego Roberto, którzy dostali kilka dni odpoczynku. Przyda się, bo w ciągu tygodnia liderów LaLiga czekają kluczowe spotkania – trudne wyjazdowe starcie z Sociedad (14.12) i El Clasico z Realem Madryt na Camp Nou (18.12)”.

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„W Białymstoku zapomnieli kodu pocztowego”

„Nie wierzę, że inicjatywa „rozwodu” z klubem wyszła od szkoleniowca. Raczej otrzymał on propozycję nie do odrzucenia od prezesa Cezarego Kuleszy. Tylko na co liczą w Białymstoku? „Jaga” nie jest zespołem, który może rządzić i dzielić w ekstraklasie. Nie ten budżet i nie ten potencjał kadrowy, zaś miejsce w mistrzowskiej ósemce wciąż jest w zasięgu, nie tylko wzroku. Widocznie doszło do zmęczenia materiału, ale czy jedynym sensownym rozwiązaniem było zakończenie współpracy? Nie zawsze trener może zaspokoić zachcianki zwierzchników, zwłaszcza jeżeli są one (zachcianki) z pogranicza fantastyki”.

Więcej TUTAJ

***

„Mistrz z zadyszką”

„Mistrz Polski wyraźnie spowolnił i maszyna trochę się zatarła. Sytuacja w tabeli robi się coraz bardziej skomplikowana. Jest jednak i coś pocieszenie. W poprzednim sezonie Piasta Gliwice także dopadł lekki kryzys pod koniec roku, a jak się wszystko skończyło każdy wie…

Przegrane 0:3 z Lechem w Poznaniu, 0:3 u siebie ze Śląskiem i 0:1 z Pogonią w Szczecinie – tak wyglądają ostatnie ligowe dokonania gliwiczan. I choć wszystkie wymienione drużyny plasują się w górnej ósemce, to jednak nie można tego bagatelizować. Ewidentnie widać, że drużyna jedzie na trochę niższym biegu, a indywidualne błędy są bardziej kosztowne niż kilka tygodni temu”.

Więcej TUTAJ

***

„Stabilizacja i jakość w Podbeskidziu”

„Przed rozpoczęciem rundy jesiennej nikt pod Klimczokiem jasnych deklaracji nie składał, chociaż można było wyczuć, że Krzysztof Brede i jego podopieczni mierzą wysoko. Kibice, pomni tego, co wydarzyło się w trzech poprzednich sezonach, również byli ostrożni, ale po dobrym początku rozgrywek (7 punktów w trzech meczach i efektowna wygrana ze Stalą Mielec 4:1) apetyty wzrosły. Po dwóch następnych minimalnych porażkach zostały one nieco przystopowane. Przez moment wydawało się nawet, że wszystko wróciło do stanu zapamiętanego z trzech poprzednich sezonów – Podbeskidzie niby chce ekstraklasy chce, ale nie ma argumentów, by o nią powalczyć”.

Więcej TUTAJ

 

„GAZETA WYBORCZA”

„Szczęsnego skok na piłkarski szczyt”

„Kolejny wspaniały popis dał Polak w niedzielny wieczór. Obronił rzut karny wykonywany przez lidera klasyfikacji strzelców Ciro Immobile – prującego po rekord, w 15 kolejkach wbił aż 17 goli – a ułamek sekundy później również dobitkę. Juventusu nie ocalił (przegrał z Lazio 1:3), ale znów został jednym z bohaterów.

Spośród golkiperów czołowych klubów w Europie wyróżniało dotychczas Szczęsnego to, że nigdy nie wymieniano go jako kandydata na specjalistę ponad wszystkich. Słyszeli, że są najlepsi, Alisson z Liverpoolu czy Ederson z Manchesteru City, słyszeli też Marc-André Ter Stegen z Barcelony, Thibaut Courtois z Realu Madryt i Jan Oblak z Atlético, wcześniej fantastyczną reputację miał Manuel Neuer z Bayernu. Nazwisko Polaka w dywagacjach o arcybramkarzach nie padało”.

Więcej TUTAJ

***

„Warta przygotowuje scenariusz w przypadku awansu”

„Ten awans jeszcze nie tak dawno wydawał się zupełnie nierealny. Co więcej, nawet gdy warciarze w sierpniu wyszli na pierwsze miejsce na zapleczu ekstraklasy, traktowano to jako ekstrawagancję i sytuację tymczasową. Przecież ostatnio Warta Poznań walczyła jedynie o utrzymanie się w pierwszej lidze, grywała nawet w ligach niższych. W klubie brakowało pieniędzy, budynki są w opłakanym stanie, a klub nie ma stadionu, na którym mógłby rozgrywać mecze chociażby w obecnej, pierwszej lidze i musi jeździć do Grodziska Wlkp”.

Więcej TUTAJ

 

„RZECZPOSPOLITA”

„Droga krzyżowa Liverpoolu i walizka Ancelottiego”

„Od ostatniego razu, gdy triumfator Champions League nie wyszedł w kolejnym sezonie z grupy, minęło siedem lat. W 2012 roku spotkało to Chelsea. Jej kosztem awansował Szachtar Donieck dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich meczów. Londyńczycy uzbierali wtedy dziesięć punktów, czyli tyle, ile teraz ma Liverpool. Piłkarze Juergena Kloppa jedynej porażki w tym sezonie doznali w Neapolu, w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów”.

Więcej TUTAJ

 

„SUPER EXPRESS”

„Tomaszewski: Nawałka zmarnował najlepsze pokolenie w polskiej piłce”

"Super Express": -Które momenty kadry w całym stuleciu były Pana zdaniem najważniejsze?

Jan Tomaszewski: - Najcenniejsze to było w 1972 roku, gdy Kazimierz Górski zdobył złoto olimpijskie. Udowodnił i pokazał, że Polacy nie gęsi i swój futbol mają. Później przełomowe były eliminacje do mistrzostw świata i tu jest jego geniusz. Wcześniej zdobyło się złoto olimpijskie, no i okrzyknięto ich złotą drużyną tysiąclecia. Ale to się skończyło i zaczęły się eliminacje mistrzostw świata. Pan Kazimierz po wylosowaniu Anglii i Walii praktycznie musiał szukać nowych zawodników. Gramy z Wyspiarzami i trzeba było zrobić rosłą drużynę, by im się przeciwstawić fizycznie. Zrobił to i ten mecz na Wembley z Anglikami potwierdził to, że z tego brzydkiego kaczątka powstał piękny łabędź. Na mistrzostwach świata skończyły się żarty, zaczęły się schody. Pan Górski pokazał, że można grać jak równy z równym z najlepszymi na świecie. Wygraliśmy sześć spotkań i zaczęliśmy być traktowani jako ci, którzy potrafią grać w piłkę i których trzeba szanować. To były te przełomowe momenty. Piechniczek pojechał do Hiszpanii na rozpędzie tego sukcesu. Podkreślam, wszystko zrobił pan Kazimierz, a Piechniczek potem spijał tę śmietankę. 

- W dzisiejszych czasach albo za 10-15 lat jesteśmy w stanie nawiązać do tych sukcesów?

- Uważam, że Adam Nawałka w Rosji miał lepszy potencjał niż miał pan Kazimierz. Proszę to przeanalizować, kto gdzie grał. Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Monaco, Sevilla. Tylko oni mieli jednego pecha. Nie było pana Kazimierza. Był Adam Nawałka, który fenomenalnie poprowadził eliminacje do mistrzostw Europy, same mistrzostwa Europy, czy kwalifikacje do mundialu. I nagle w Rosji zaczął grać innym systemem. To był sabotaż... Graliśmy 4-4-1-1 i nagle się stało, że zaczęliśmy grać 3-5-2, 4-3-3. Oni mieli największy potencjał w historii polskiej piłki! Pamięta Pan słowa zawodników "nie wiedzieliśmy jak grać"? Adam Nawałka zmarnował pokolenie - taka jest prawda. I teraz Brzęczek przez dwa lata nic nie zrobił w tej reprezentacji, bo szukał nie wiadomo czego. Jakieś dwie, trzy dziewiątki. Dał się podpuszczać "pseudodziennikarzom". Moim zdaniem, dziennikarz telewizyjny, piłkarski w Polsce jest tylko jeden. To jest Tomek Jasina, bo grał w ekstraklasie, podchodził pod reprezentację Polski. Do tego doszło, że paru dziennikarzy, którzy komentują boks, MMA, F1, wszystko komentują i piłkę nożną, to oni są ekspertami od futbolu. Oni mają być ekspertami od zadawania pytań, nie wyciągania wniosków, a jest tak, że wymusili na Brzęczku, że przez dwa lata on błądził. Tylko ze Słowenią zagrał prawidłowo. Polscy trenerzy ulegają dziennikarzom, którzy uzurpują sobie prawo do decydowania o grze w reprezentacji. Ma rodzinę, ma znajomych - oni czytają, mówią: tak cię opisali. Trener zagraniczny ma to gdzieś i pracuje profesjonalnie. Przykład? Siatkówka. Zaczęli nas trenować obcokrajowych i jesteśmy co chwilę mistrzami. Ostatnio słyszałem, że prezes Zbigniew Boniek się wkurzył i powiedział jakiemuś dziennikarzowi, że żaden drugoligowy, farbowany lis nie będzie grał w kadrze. Kto to jest?”.

Więcej TUTAJ

 

„POLSKA THE TIMES”

„Tomaszewski: Przekleństwem polskiej piłki jest nasza Ekstraklasa”

„- Kazimierz Górski przekonał nas wszystkich, że - parafrazując Mikołaja Reja - Polacy nie gęsi i swój futbol mają. I swoich futbolistów. Pokazał drogę, którą można wejść na szczyt. Kontynuował to Antoni Piechniczek. Kontynuujemy to do dzisiaj. Tyle tylko, że ostatnio odpadamy w połowie drogi na szczyt. Brakuje stabilizacji. Biorąc pod uwagę nasz potencjał, powinniśmy być w dziesiątce najlepszych zespołów świata. Mamy zawodników, którzy udowadniają swoją klasę w klubach. Jednak naszym przekleństwem jest polska ekstraklasa, która nie nadaje się do wychowywania reprezentantów Polski. Bo na kim oni mają się wzorować ci nasi młodzi chłopcy? Na trzecioligowych Hiszpanach? Czwartoligowych Portugalczykach? To jest skandal i ja zaapeluję w tej sprawie - zapewnił Tomaszewski, który ma pomysły, jak rozwiązać ten problem”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się